Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

28 kwietnia 2017

Zmierzchło się 05


Już czas

Przygotowania już za mną. Mam niemal wszystko, co mi potrzebne do nocnego wypadu. Aparat przeczyszczony, szkło zamontowane, baterie podładowane. Miejsce ustalone. Teraz czekam na pogodę. Ostatnimi dniami, czy raczej nocami, pada lub wieje. Wieje i pada. Pogoda pod psem. Iście jesienna, słotna. Niesprzyjająca. Cóż, muszę czekać, aż w któryś weekend się poprawi na tyle, że takie wyjście będzie miało sens.

Czekałem, czekałem i się doczekałem. Poprawiło się. Przestało padać. Wiatr przycichł. Nie zniknął zupełnie, ale osłabł na tyle, ze przenikliwe zimno, jakie dotychczas ze sobą niósł, nie stanowiło już przeszkody. Zatem to dzisiaj.

Zaczynam od przeglądu sprzętu. Przegląd jest bardzo ważny. Im dokładniej wszystko sobie sprawdzimy, tym mniej czeka nas niespodzianek. Niektóre z nich mogą nam nawet uniemożliwić realizację wypadu (np. pełna karta albo rozładowane baterie). Przepuszczam wszystkie akumulatory przez ładowarki, aby dobić ich pojemność. Te baterie nie mają efektu pamięci, więc można je doładowywać. Co jakiś czas najlepiej jest je natomiast kilkukrotnie pod rząd rozładować do zera i napełnić do pełna, aby się przeformatowały i oferowały nam pełną pojemność (ta w miarę zużycia baterii sukcesywnie spada – wolniej lub szybciej zależnie od jakości samych akumulatorków).

Nocą jest chłodniej, więc baterie z natury szybciej nam pustoszeją. Im dłuższe naświetlanie, tym więcej pożera ono prądu. W starych analogowych aparatach nie było tego problemu. Tam wszystko działało mechanicznie. Teraz mamy do dyspozycji wspaniałą technologię, która wspiera nas w robieniu zdjęć i znakomicie upraszcza nam życie. Także je przyspiesza. Kiedyś robiło się dziennie kilka, kilkanaście zdjęć. Teraz bez trudu możemy naklikać kilka kart robiąc w krótkim czasie po kilka tysięcy ujęć. Szybciej i więcej. Tyle że niekoniecznie lepiej. Piętą achillesową elektroniki jest zasilanie. Sprawy nie ułatwia to, że każdy producent produkuje różne akumulatorki dla swoich aparatów. Ba, producent dla różnych modeli robi różne wersje bateryjnego zasilania. Przydałaby się tu jakaś unifikacja i przejście na jakieś z góry określone standardy, tak jak swego czasu stało się to z zasilaczami do telefonów komórkowych. Póki co, nic jednak na nie wskazuje, aby ktokolwiek czynił choć krok w tę stronę.

Sprawdzam karty pamięci. Czy zgrałem z nich poprzednie zdjęcia. Karty mam puste. Na wszelki wypadek formatuję je ponownie w aparacie. Jeszcze zasilanie do latarki. Plus dodatkowy akumulatorek. Wszystko pakuję do plecaka i przypinam doń statyw z zamontowaną już głowicą. Szybkozłączka jest już przykręcona zazwyczaj na stałe do korpusu. Godzina jest późna. Raz jeszcze przed wyjściem sprawdzam aktualną pogodę. Będzie ok całą noc. Pochmurnie z przejaśnieniami. Może to dać ciekawe efekty nieba. Oraz pozwoli ująć gwiazdy w przebłyskach pomiędzy chmurami.

Blisko, bliżej, tuż obok

Na dzisiejszy spacer wybrałem moją najbliższą okolicę. Jest tu szpital, nieco starych kamienic i współczesne niewielkie osiedle. Stare i nowe. Dużo oświetlenia ulicznego. Po cichu wymykam się z domu. Muszę wrócić przed świtem, nim dzieciaczki się zbudzą.

Idę na początek mojej ulicy. Z jednej strony mam tam szpital – oddział zakaźny. To temat ciekawy sam w sobie. Dziś poprzestaję tylko na jednym czy dwu ujęciach. Ów budynek jest wielce interesujący architektonicznie. Zdaje się, że na noc nie jest zamykana furtka, a jedynie przymykana, da się więc wejść i obfotografować go z różnych stron – o ile nie ochrona nie zareaguje zbyt nerwowo. Ustawiam się blisko płotu. Aby się go pozbyć ze zdjęcia, podnoszę dodatkowo kolumnę statywu. Zmniejsza to stabilność całej konstrukcji, ale ponieważ nie ma wiatru, a ja wyzwalam aparat za pomocą wężyka spustowego, nie winienem mieć problemów z dodatkowymi drganiami. Światła jest na tyle dużo, by czasy nie przekraczały 2-3 minut.

Kolejne zdjęcie to kamienica z początku ulicy. Jednopiętrowa. Długa na kilka klatek. To najstarsza z kamienic w tej okolicy. Zdaje się, że powstały one jeszcze przed wojną. Lub w trakcie jej trwania. Mieszkały tu rodziny kolejarzy pracujących na pobliskim dworcu kolejowym lub nieco dalej, na węźle kolejowym Franowo.

Spora część kolejowej infrastruktury już zniknęła z okolicy. Nadal co prawda leżą tu jeszcze tory kolejowe. Ale część budynków już jakiś czas temu wyburzono. Została jedna hala. Chętnych na jej kupno brak. Budynek niszczeje. Zamurowano w nim wszystkie wejścia, więc nie ma jak obejrzeć go od środka. Dach zaczyna się już walić. Po tegorocznej zimie pewnie spora jego część zwali się do środka. Potem przyjdzie czas na degradację reszty. W końcu zgliszcza zostaną wyburzone jako niebezpieczne i pozostanie pusty plac. A wtedy zjawi się jakiś deweloper i pobuduje tutaj kolejne osiedle. Cóż, nieuniknione. Pewne rzeczy przemijają i jedynie fotografie i ludzka pamięć potrafią je zapamiętać i uchronić od zapomnienia.

Kamieniczki

Pozostaną jedynie nasze kamienice powstałe w latach czterdziestych i pięćdziesiątych. Klika jest dwupiętrowych. Trzy, w tym moja, dwupiętrowe. Nasze zaopatrzone były w schrony. Przed każdą stoi po dziś dzień niewielka sześcienna konstrukcja będąca zwieńczeniem filtrów powietrznych prowadzących do pomieszczenia schronu. Sama komora zabezpieczona jest solidnymi drzwiami metalowymi. Robią wrażenie. Dziś jednak całość jest całkowicie bezużyteczna. Dawno temu zaprzestano ich konserwacji. Popadały w ruinę. Ogołocono je z oryginalnego wyposażenia. Schron w mojej kamienicy swego czasu pełnił funkcję pralni. Ale i ta funkcja przestała być aktualna z chwilą pojawienia się indywidualnych pralek w naszych gospodarstwach.

Robię jeszcze kilka ujęć ulicy. Jedno na początku, pozwalające spojrzeć w jej głąb. Kolejne w miejscu, gdzie kończą się niskie, a zaczynają te wyższe kamienice. Robię też ujęcie mojej kamienicy. Powoli dobiega koniec jej remontu. Będzie się teraz pięknie prezentować. Jakiś czas temu udało nam się sprzedać strych i dzięki temu mamy nowy dach. Stary miał swoje lata i w wielu miejscach przeciekał. Kominy się sypały. Teraz, po remoncie wszystko jest solidnie odnowione. Elewacja została ocieplona. Przywrócono jej pierwotną sztukaterię (czy jak to się to tam nazywa) oraz powrócono do oryginalnego koloru. Dotychczas był nijaki wynikający z mocno kruszącego się już tynku. Jedynie tu i ówdzie można było się domyślać, jaki był ich kolor w latach pięćdziesiątych.

Kamieniczki nie są jakoś szczególnie piękne, od proste budynki dla pracowników kolejowych. Ale z racji ich unikalności w tej okolicy, podlegają ochronie konserwatora zabytków. Ten wymusił końcowy efekt remontu oraz docelowy kolor. Nie jest źle. Zima pokaże, na ile przyniesie to oszczędności w ogrzewaniu. Jedno jest pewne. Ocieplenie było bardzo potrzebne. Mury bowiem pozornie są grube, ale odbudowano czy też wzniesiono te kamienice (przynajmniej moją) z dość niejednorodnego materiału. Sporo tu cegły dziurawki. Poprzedniej zimy, mimo, że łagodniej, nie było najcieplej.

Osłonę filtrów, o której wspominałem niedawno rozebrano. Na nowych zdjęciach już ich jej nie ma. Dziurę zasypano gruzem. Za dwa trzy dni wszystko zrównają ziemią i położą płytę dziurawkę, jaka tutaj pełni rolę podłoża jezdnego. Nie jest to może najprzyjemniejsze podłoże, ale ma jedną niewątpliwą zaletę. Nie da się po tym pędzić tak szybko jak po asfalcie. A i tak zdążają się wariaci. Jakiś czas temu jeden idiota niemal na mnie nie wpadł prując wozem, ile dała fabryka. Jest już kilka założonych garbów wymuszających redukcję prędkości, a kolejne co jakiś czas są dokładane. Bez tego nie da się wymusić bezpieczeństwa na drodze. Takie czasy.

Kolejne zdjęcie robię niedaleko sklepu. Próbuję w kadr wkomponować jedno z drzew okrytych jesiennymi pożółkłymi liśćmi, podświetlone przez pobliską latarnię. Efekt – jeśli wszystko dobrze ustawię, winien być bardzo interesujący. Zaczepiają mnie zaciekawieni tubylcy. Chwilę rozmawiamy. Pokazuję na wyświetlaczu kilka zrobionych zdjęć. Opowiadam o nich i o tym dlaczego fotografuję nocą.

Czas wszystko zmienia. Mieszkam w tej okolicy dopiero rok czasu, a widzę jak wiele się tu już zmieniło. Z pozoru są to drobne zmiany. Ale ich suma odmienia miejsce, w którym żyję. Jedne rzeczy znikają, inne przybierają nowe oblicze. Z jednej strony nowe czy odnowione jest piękne, z drugiej wraz z nowym znika z przestrzeni publicznej nostalgia wpisana historia w stare mury. Przemija postać tego świata. Pozostają tylko wspomnienia i to, co zostaje uwiecznione na zdjęciach. Gdy ludzie odejdą, gdy zapomniana zostanie ich historia, pozostaną już tylko zdjęcia.

Ostatnie zdjęcia robię na styku starego i nowego. Po jednej stronie mam stare kamieniczki z mojej ulicy. Z drugiej nowe, powstałe jakiś czas temu osiedle czteropiętrowych bloków. To tam będę kontynuował mą dalszą podróż.

Zapraszam: http://foto-po-zmierzchu.blogspot.com/

Poznań, 2016.11.07
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Tags: , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Ogólna

About Adam Grzelązka,

Scroll Up