Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

23 marca 2017

Repolonizacja systemu dowodzenia Siłami Zbrojnymi Rzeczpospolitej


Sztab Generalny Wojska Polskiego, Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych, Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych, Dowództwa Dywizji i Brygad. To aktualna struktura dowodzenia Wojskiem Polskim.

Takie są fakty.

Brakuje pośrednich organów Dowodzenia Operacyjnego jakimi są Dowództwa Korpusów.

Repolonizacja jest jednym z czołowych terminów wprowadzanych przez rząd dobrej zmiany i trzeba uznać, że jest to słuszny i pożądany kierunek. Dotyczy wszystkich sfer życia w Polsce, na które władze publiczne mają wpływ. Uczyniono już bardzo wiele, a w mediach mówi się o repolonizacji banków i sektora finansowego. Jest to generalnie słuszna koncepcja, chodzi jednak o szczegóły jej realizacji, to znaczy że musi to być racjonalnie ekonomicznie i w wyniku podejmowanych procesów mamy mieć w pełni funkcjonalne polskie instytucje, w których decyzje podejmują lojalni państwowo obywatele Rzeczpospolitej Polskiej.

Doceniając działania rządzących o tak ważnym charakterze strategicznym, trzeba jednak odważnie zapytać o pewną fundamentalną dla naszego państwa kwestię. Może się to spotkać ze słusznym poparciem zainteresowanych środowisk i ekspertów, jak również, wszystkich ludzi którym zależy na naszej suwerenności.

Co z systemem dowodzenia Siłami Zbrojnymi Rzeczpospolitej i to w dwóch aspektach: formalnym tj. komu będzie podlegać Naczelny Organ Dowodzący Siłami Zbrojnymi RP w czasie konfliktu  w wymiarze działań koalicyjnych oraz w faktycznym, niesłychanie istotnym w praktyce – jakiej narodowości będzie ten Naczelny Dowódca? Jest to bardzo delikatna, ale istotna kwestia, której wagę powinni znać Polacy, zwłaszcza że można odnieść wrażenie, że poprzednio rządzący dopuścili do sytuacji niedookreśloności w tej sferze. Tymczasem to powinno być wielokrotnie uświadamiane społeczeństwu, jako realna cena bycia w Sojuszu Północnoatlantyckim. Być może poprzednim politykom, było wszystko jedno, kto będzie wysyłał na śmiertelny bój synów i córki polskich matek. Przecież oficjalnie wielu z najwyższych cywilnych decydentów twierdziło, że żadnej wojny nie będzie i można nawet latać na drzwiach od stodół!

Istotność zapytania w kwestii narodowości organu dowodzenia, bezpośrednio ważącej na suwerenności wynika z koalicyjnego charakteru przewidywanych działań obronnych. Jest to również niezwykle ważne, ze względu na element patriotyzmu i umiłowania Ojczyzny w światopoglądzie polskich Żołnierzy. Wiadomo, że sojusznik, będzie się kierował obowiązkiem, a nie umiłowaniem i poświęceniem dla Ojczyzny. Jest to olbrzymia różnica w motywacji do służby i zachowania na polu walki. Uwidacznia się to w niezliczonej ilości kwestii i spraw, często niewyczuwalnych dla osób cywilnych, w tym decydentów politycznych, którzy na pewno mają najlepsze intencje, jednakże nie zawsze mają najlepszych doradców.

Przykład pierwszy: rząd amerykański nigdy nie pozwoli na to, żeby Żołnierze USA byli dowodzeni przez obcokrajowca na prawdziwej wojnie. Czy wiecie państwo, kto będzie sądził amerykańskiego Żołnierza jak ewentualnie będzie podejrzany o popełnienie przestępstwa w Polsce? Warto poszukać o tym informacji…

Przykład drugi: operacyjne dowodzenie Związkami Taktycznymi (ZT) na terenie Polski w chwili obecnej zapewnia tylko Dowództwo Wielonarodowego Korpusu Północno-Wschodniego (Multinational Corps Northeast, MNC NE), którego Dowódcą jest pan Lieutenant General Manfred Hofmann, German Army [Źródło: tutaj]. Dodajmy, że na terenie Polski nie ma wojsk Niemiec i Danii, więc w praktyce pierwszej fazy działań zbrojnych, to On będzie dowodził polskimi Związkami Taktycznymi.

Przykład trzeci: nie mamy w Polsce – polskiego Dowództwa Korpusu, realizującego szczególnie trudną i wielokrotnie złożoną kompetencję Dowództwa Operacyjnego. Były kiedyś Dowództwa Korpusu w Bydgoszczy i Krakowie. Istniejące Dowództwa Komponentów: Lądowego, Morskiego i Powietrznego są wedle niektórych opinii w praktyce Dowództwami, mniejszymi niż Dowództwa istniejących trzech Dywizji! Czyli nie spełniają warunków jako Dowództwa Korpusów. Ponadto, te Dowództwa Komponentów mogą zniknąć w nadchodzących zmianach Struktur Dowodzenia Sił Zbrojnych RP.

Wnioski: Przede wszystkim nie wiadomo, kto i jak „głęboko” będzie dowodził Żołnierzami krajów sojuszniczych (w tym Polski) na terenie Polski. Chodzi o prostą możliwość użycia Żołnierza Polskiego lub innego kraju w operacji sojuszniczej, aż do Jego „wyczerpania”…

Po drugie jak się ma do powyższego symetria dowodzenia Polskim Żołnierzem, przez obcokrajowca, a sojuszniczym Żołnierzem przez Polaka w ewentualnej wojnie? Nawet w celu obrony Polski?

Po trzecie brak polskich Dowództw Korpusów oznacza, że ktoś prawdopodobnie może zakładać brak umiejętności pośród polskich Generałów w dowodzeniu większą ilością wojska, niż Brygada, czy Dywizja w warunkach bojowych.

Żeby zrozumieć skalę problemu, musimy posunąć się do pewnej analogii, albowiem nie wszyscy rozumieją hermeneutykę świata wojskowego. Efektem transformacji gospodarki było przejęcie zarządzania nią przez zachodnich managerów. Proszę się zastanowić, czy Polska jest aż tak atrakcyjna dla kadry kierowniczej światowych korporacji jak np. Francja lub Wielka Brytania? Nie jest tajemnicą, że przysyłani do Polski ludzie w ramach struktur korporacyjnych nie traktują Polski jako miejsca do realizacji kariery, tylko raczej jako miejsce zsyłki. Czy podobnie Dowódcami Wojska Polskiego mają być obcokrajowcy? Czy ich poziom kompetencji będzie porównywalny do reprezentowanego przez ich cywilnych odpowiedników? Kto nam zabrania zatrudniać Polaków jako Dowódców Szczebla Operacyjnego?

Po odzyskaniu niepodległości Dowódcami Wojska Polskiego było wielu Francuzów. W latach 50-tych Dowódcami Wojska Polskiego w wielu przypadkach byli Oficerowie radzieccy, ale przynajmniej nikt nie kwestionował ich zdobytych w boju doświadczeń frontowych. W końcu  obronili Verdun, zdobyli Berlin. Jest oczywistością, że obecni zachodni „Dowódcy” Wojska Polskiego nie mogą mieć takich doświadczeń. Jakie doświadczenie mają, które czynią ich lepszymi od Polaków do dowodzenia Polakami?

Naglącą koniecznością jest zatem działanie na rzecz repolonizacji Systemu Dowodzenia Operacyjnego Siłami Zbrojnymi Rzeczpospolitej. 

Doprecyzowując dla naszych cywilnych Czytelniczek, Czytelników i polityków: Dowództwo Operacyjne to w NATO szczebel Dowództwa Korpusu lub nawet Armii. Najczęściej występuje jako Dowództwo Korpusu. Jest to wyspecjalizowana struktura dowodzenia szeregiem Związków Taktycznych takich jak: Brygady i Dywizje i samodzielne oddziały. Dotyczy to wszystkich rodzajów Sił Zbrojnych, choć najczęściej Wojsk Lądowych z elementami dowodzenia współdziałającym lotnictwem lub Lotnictwem Wojsk Lądowych oraz Wojskami Specjalnymi i niezwykle ważnymi Wojskami Obrony Terytorialnej. Do tego dochodzi oczywiście logistyka (i to nie stacjonarna jak obecnie w Polsce), Żandarmeria i Duszpasterstwo.

Czy obecny pan Minister Obrony Narodowej weźmie na siebie polityczną i moralną odpowiedzialność za możliwość wydarzenia się sytuacji, w której np. niemiecki Dowódca, w ferworze i chaosie działań wojennych, kierując się nawet najlepszymi intencjami i zgodnie z regulaminem doprowadzi do „strat bezpowrotnych” polskich Żołnierzy? Ewentualnie będzie ich karać za dowolne przewinienia, które On uzna za kwalifikujące się do najwyższej kary? Proszę pamiętać, że mówimy o warunkach wojennych. Wszyscy pamiętamy losy Żołnierzy 1 Samodzielnej Brygady Spadochronowej dowodzonej przez pana Generała Stanisława Sosabowskiego. Pod Arnhem i Driel straty sięgnęły blisko 40% stanów osobowych oddziałów. Jaki mieliśmy wpływ na rozliczenie winnych?

Obecne struktury Sił Zbrojnych RP i jej stacjonarnej logistyki są świetne przy założeniu, że wojny nie będzie. Jednak rolą polityków jest wypracowanie takich Struktur Organów Dowodzenia, które pozwolą nam na suwerenność w relacji z Sojusznikami, żebyśmy nie byli mięsem armatnim na własnej ziemi i w cudzym interesie! Chyba, że tym razem chodzi po prostu o daleko wysunięte działania opóźniające obrony Berlina, to proszę to powiedzieć wprost przyszłym matkom i wdowom już dzisiaj, żeby pamiętały który Minister mógł temu zaradzić.

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

17 komentarzy “Repolonizacja systemu dowodzenia Siłami Zbrojnymi Rzeczpospolitej”

  1. Trzaskowski Sebastian
    20 listopada 2016 at 07:17

    Czyli Macierewicz ma rację mówiąc że nasza armia jest w upadku. Do tego jeszcze jest dowodzona przez Niemca (na wypadek wojny) na poziomie operacyjnym. DZIĘKUJEMY CI PLATFORMO OBYWATELSKA – tamtych ludzi trzeba rozliczyć!!!! Dobrze że chociaż wy napisaliście prostym językiem o tym co jest naprawdę ważne. Własnie ja pracuje w korpo gdzie nam holenderskich menadżerów, goście interesują się tylko agencjami towarzyskimi i realizacją planów przysłanych przez centralę nasz oddział firmy to końcówka jelita całej organizacji mamy robić to co nam kazali i nikogo nie interesują żadne plany, ani nic wobec ludzi. Na tych samych stanowiskach ui funkcjach pracuyjąc w oparciu o znajomość skomplikowanego oprogramiowania – zarabiamy 3 razy mniej przeciętnie niż ludzie robiący to samo w niemczech lub holandii. Nikogo to nie obchodzi.

    • boleks
      20 listopada 2016 at 17:17

      Trzy razy mniej niż w niemczech ale trzy razy więcej niż w Polsce. Uwolnij się Sebastianie od tych oprawców i pracuj jak przeciętny Polak.

  2. Nabudochonozor
    20 listopada 2016 at 08:13

    Bardzo mocne. Nic z tego dobrego nie będzie jeżeli Polakami ma dowodzić Niemiec.

  3. de de
    20 listopada 2016 at 08:48

    Nie znam się na tym, ale skoro OP o tym pisze to na pewno jest ważne. Rozumiem, że sytuacja w której zawsze rządzą nami obcy nie jest w 100% wiarygodna dla naszej suwerenności. Mam nadzieję że pan Macierewicz to zmieni

    • hiena
      20 listopada 2016 at 10:54

      Zgadzam się, tego typu informacje i obserwacje można spotkać tylko tutaj. Reszta mediów jest trudna, a dobre portale w wielu przypadkach są antysemickie lub w inny sposób jadowite.

  4. Je Suis Obserwatorpolityczny.pl
    20 listopada 2016 at 10:07

    Tekst przeczytałem dwa razy, sprawdziłem w necie – inne kraje mają swoje korpusy. Coś jest na rzeczy – jak zawsze k. ma racje. To jest jedyny portal, gdzie w sposób przystepny dla zwykłych ludzi można się zapoznać z tak waznymi faktami i poznać prawdę.

  5. Carmaker
    20 listopada 2016 at 10:30

    Jeżeli rzczywuście PO dopuściła się do takich degradacji w sprawach obronności, to nie dziwie się że tylko pan Macierewicz mógł zrobić tam porządek !!!!!!!!!!

  6. Sasanka
    20 listopada 2016 at 11:41

    Myślę że większości ludzi takie tematy w ogóle nie istnieją ja się właśnie dowiedziałam o istnieniu dowództwa operacyjnego i inne terminy. Myślę że autor wie co pisze, tak powinno być jak sugerujecie. Argumenty są jednoznaczne. Cała polska armia nie może być komponentem sojuszniczym na własnym terytorium w cudzych rękach.

  7. J32
    20 listopada 2016 at 12:11

    Co za bezsensowny bełkot grafomana…

    DZIĘKUJEMY , TAKIE OPINIE SĄ SZCZEGÓLNIE CENNE. WEB. JÓZ.

    • WALDEMAR SPOD CZESKIEJ GRANICY
      20 listopada 2016 at 12:41

      Ten sposób argumentacji jest typowy dla ludzi z pewnego kręgu, myślących w określony sposób czy to w czasie służbowym, czy też już po nim. Zresztą mają przeważnie nielimitowany czas pracy. Siła argumentów w artykule sama się broni. Jednak możemy być pewni że w końcu nam autora zabiją, bo to ich ostateczny sposób.

    • wlodek
      20 listopada 2016 at 13:50

      To po co czytasz? Chyba że służbowo!Cały dzień szukam o spotkaniu w Limie, ale polskojęzyczne pieski milczą, bo to zmienia widzenie świata pisomatołkow i próby osamotnienia Rosji.!

  8. Dawid Warszawski
    20 listopada 2016 at 12:26

    To rządy Sasów doprowadziły Polskę do upadku

  9. jerzyjj
    20 listopada 2016 at 13:19

    PISAŁEM – PROSZĘ NIE KOPIOWAĆ CUDZYCH TREŚCI. WEB, JÓZ.

  10. Donald nic nie mogę...
    20 listopada 2016 at 13:21

    Próby dezawuowania OP mają długą historię i tradycję, ale ludzie wiedzą swoje

  11. Inicjator
    20 listopada 2016 at 13:51

    Autor zauważył że Król jest Nagi i wskazał jeden z obszarów tej nagości.

    Jak to jest możliwe, że w 38-mio milionowym kraju nikt nie zauważył, że nie mamy Armii?

    To będzie długi artykuł i PACYFIŚCI niech już dalej nie czytają.
    Tylko że nawet oni płacą za utrzymywanie FIKCJI, jaką są obecne Siły Zbrojne RP, szczególnie wadliwa Ich Struktura Dowodzenia.

    Uwaga: proszę nie mylić udziału Kompani Honorowych WP w uświetnianiu uroczystości Państwowych i Państwowo-Religijnych, jako synonimu naszej potęgi.

    Wiadomo że BRAKU ARMII nie zauważą sami wojskowi, bo obowiązuje ich TAJEMNICA (że nie mamy Armii), dyscyplina i przesadne rozumienie cywilnej kontroli nad armią. Poza tym nie mogą mieć odwagi cywilnej, by się „wychylić”, no bo jako wojskowi nie mogą mieć nic „cywilnego”.

    47 000 żołnierzy w Wojskach Lądowych, to wystarczająca ich liczebność do wysyłania kilkutysięcznych kontyngentów ekspedycyjnych, na nie nasze wojny. W zasadzie przyniosło to pewne korzyści, bo blisko połowa naszych żołnierzy zetknęła się z wojną, „łyknęła język” i „naumiała” się procedur, co jest dobre dla współdziałania z Sojusznikami. Tylko że te „misje” to były raczej działania „policyjne” niż konflikt pełnoskalowy, poprzedzony działaniami hybrydowymi.
    Rzeczywiście od ponad 15 lat wszyscy rządzący Polską zakładali, że w naszym regionie wojny nie będzie i pod to założenie „kroili” liczebność i organizację oraz logistykę naszych Sił Zbrojnych, a wzmocniło to przekonanie wejście Polski do NATO i integracja w ramach tego Sojuszu.

    Odbywały się huczne imprezy sojusznicze, szereg ćwiczeń kończonych wspaniałymi defiladami, ale to były działania na coraz niższym poziomie.
    Tylko że operatorzy telewizyjni nauczyli się to już odpowiednio filmować i zasłaniać rzeczywistość efektownie pokazywanymi pozorowanymi wybuchami na poligonach.
    Przekonanie o braku zagrożenia Polski pozwoliło politykom na zmniejszenie liczebności Sił Zbrojnych RP do 100 000 oraz zawieszenia poboru.
    Jedynie udział WP w „misjach” w Iraku, Afganistanie (okresowo nawet kilka tysięcy), Kosowie (kilkuset), Republice Środkowo-Afrykańskiej (około 100) czy ostatnio w Kuwejcie (4 F-16, czyli 1/12 wszystkich posiadanych) – wymuszał dbanie o jakość tego co pozostało, czego dobrym przykładem jest Rosomak.
    W trakcie tej wieloletniej zabawy Polskich polityków „żołnierzykami” (a który „chłopiec” tego nie lubi!), w tym byłego lidera pacyfistycznej organizacji Wolność i Pokój oraz lekarza psychiatry (zawiesił pobór!) – JEDNOCZEŚNIE narastała w Polsce rusofobia spajająca obie główne siły polityczne PO i PiS z przyległościami.
    Emanacją rusofobii było silne wsparcie w pomarańczowej rewolucji na Ukrainie, przerodzonej po latach w Partnerstwo Wschodnie, zakończone rewolucją na kijowskim Majdanie.

    Zignorowano istnienie cywilizowanego życia za Wschodnią granicą Ukrainy, czym wystarczająco mocno podrażniono Wschodniego Niedźwiedzia, mimo że przed laty umawiano się z Rosją na powstrzymywaniu ekspansji Zachodu na tereny byłej „postradzieckiej” strefy wpływów.
    Na Zachodzie „sterowanym” przez Neokonów, nie wiadomo po co próbowano zbliżyć siły NATO do granic Rosji.
    Oczywiście nie bezpośrednio, tylko „rękoma” pożytecznych idiotów.
    Doszła idea „jagiellońskiego międzymorza” i wiele innych polskich „chciejstw”, umiejętnie podsycano „niechęć Polaków do ruskich” przez globalnych i agresywnych graczy, bezpiecznych za rozległym Atlantykiem.
    Wszystko byłoby „w logicznym porządku”, gdyby za tą narastającą rusofobią szło umacnianie zdolności obronnych Polski.
    W oczach cywilizowanej Europy ośmieszaliśmy się coraz bardziej i traciliśmy wiarygodność, czego przykładem (i to na dziesiątki miliardów Euro) było położenie PIERWSZEJ NITKI rurociągu gazowego na dnie Bałtyku.
    Rozziew między deklarowaną nienawiścią Polaków do Rosji, docelowo nastawioną na konfrontację z Nią – a możliwościami obronnymi Polski – był coraz większy.

    W zdestabilizowanej przy znaczącej „pomocy” Polski przestrzeni na Ukrainie narastał chaos, do głosu doszły tam siły jawnie nawiązujące do gloryfikacji ludobójstwa na Polakach w latach 1943-44.

    Te i inne zdarzenia doprowadziły w końcu do obudzenia uśpionego Niedźwiedzia, stąd Zielone Ludziki na Krymie i próba secesji Wschodniej Ukrainy.
    To się nie wzięło znikąd. Mieliśmy w tym spory udział, w tym stwierdzenia przez Polski Sejm o „zbrodni o znamionach ludobójstwa na Wołyniu” i przemilczenie zamachu na Prezydenta RP w Łucku.
    Mamy zatem „dżina”, którego sami pomogliśmy wydobyć z butelki.
    Teraz są jeszcze sankcje wobec Rosji i nowego Prezydenta w USA.
    Wiele interesów na świecie jest zamrożonych, do tego Chiny czekają z dalszą PLANOWĄ ekspansją.
    Co do tego ma POLSKA MIZERIA WOJSKOWA, którą wiosną Pan Minister Obrony Narodowej słusznie wyliczył.
    Zaczęto temu gwałtownie przeciwdziałać, m.in. powołując Wojska Obrony Terytorialnej, słuszne wzmocnienie NIEISTENIEJĄCEGO potencjału obronnego Polski.
    Tylko że to są procesy wieloletnie, które z czasem zbliżą tę „lekką” i ochotniczą oraz bardzo patriotyczną „piechotę” – do standardów reszty Sił Zbrojnych, bo inaczej szkoda ludzi.
    W tym narastającym zagrożeniu (nieważne skąd i dlaczego!), musimy mieć „armaty”.

    To trawersacja wymiany zdań z wojen napoleońskich: dlaczego nie strzelacie?

    Bo nie mamy armat. …

    I tu zbliżamy się do istoty artykułu Krakauera.

    Skoro „nie mamy armat” lub mamy ich bardzo mało, to to co mamy musi być jak najlepiej użyte!

    Aby tak się stało, musi istnieć sprawdzony (wielokrotnie „oćwiczony”) System Dowodzenia, którego kluczowymi ogniwami są Dowództwa Korpusu.
    Dowództwo Korpusu to standardowy na Zachodzie szczebel Dowodzenia Operacyjnego i nie wiadomo dlaczego Sojusznicy pozwolili na ich brak w Polsce!

    To tak jakby pozwolili na współpracę z przewoźnikiem używającym samochodów bez kierownicy.
    Bardzo to nowatorskie, a nawet intelektualnie INSPIRUJĄCE, bo to sam PROFESOR NAUK WOJSKOWYCH promował, tylko bardzo niebezpieczne dla kraju i przez Sojuszników niezrozumiałe.

    Istniejące Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DO RSZ) nie jest w stanie EFEKTYWNIE dowodzić WSZYSTKIMI kilkunastoma Związkami Taktycznymi JEDNOCZEŚNIE!
    DO RSZ musi mieć organy pośrednie, jak Dowództwa Korpusów, co już miało miejsce i te dwa dowództwa Korpusów zlikwidowane przed laty, rzeczywiście „prawie” opanowały przypisane im Związki Taktyczne i Oddziały, to znaczy efektywnie nadzorowały ich szkolenie i gotowość bojową.
    Tylko żę je rozwiązano.
    Jednostki wojskowe to nie są rzeczy NIERUCHOME jak rzeźby, to są żywe struktury z LUDŹMI, jakby ktoś nie wiedział, a udział w uroczystości patriotycznej kompani honorowej z danego ZT – to zbyt mało żeby powiedzieć że mamy DOBRE WOJSKO, bo to jest tylko ocena lśnienia obuwia i bagnetów podczas defilady …

    To że dopuszczono do TAKIEGO ZANIEDBANIA, do tej PSEUDOREFORMY Organów Dowodzenia, co PiS słusznie przed trzema laty oprotestowywał – to zasługuje na TRYBUNAŁ STANU!

    Odtworzenie zdolności dowodzenia szczebla operacyjnego zajmie jakiś czas. Nie dajmy się zwieść nazwie Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych, bo to jest w tej chwili w Polsce organ, ale dowodzenia STRATEGICZNEGO, co wynika z jego cennych już doświadczeń w dowodzeniu wojskami na misjach. Nie psujmy tego co jest i dobrze działa. Zresztą Dowódca Operacyjny jest przewidziany na Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych w czasie Wojny.

    Ma go podobno zastąpić w tym Szef Sztabu Generalnego, na tej funkcji Naczelnego Wodza, ale to nieważne dla rozważań wywołanych trochę prowokacyjnie przez Autora, że Polskim Żołnierzem może dowodzić np. Niemiec.
    Kto by nie dowodził tymi RESZTKAMI (ŚWIETNOŚCI) naszego wojska (47 000 w Wojskach Lądowych!) – musi mieć organy pośrednie pomiędzy szczeblem Strategicznym (DO RSZ/Sztab Generalny WP) a Związkami Taktycznymi i Samodzielnymi Oddziałami.

    Inaczej się nie da i stwarza ZAGROŻENIE dla bezpieczeństwa Polski oraz jest korzystny dla naszego potencjalnego przeciwnika.

    Czy o to chodziło w tamtej reformie organów dowodzenia SZ RP?

    Dowództwa Korpusów (przynajmniej 2) muszą być REAKTYWOWANE.

    Niech nikt nie próbuje wcisnąć opinii publicznej, że te nieistniejące Dowództwa Korpusów istnieją w postaci Dowództw Komponentów (DKL, DKP,DKM).

    Na wspomaganych komputerowo ćwiczeniach nawet starszy chorąży może z sukcesem dowodzić Armią i to miało i ma miejsce na kolejnych Anakondach, które są bardziej przedsięwzięciami propagandowymi niż sprawdzającymi Nasze i Naszych Sojuszników realne możliwości obrony terytorium Polski.

    I to dobrze że one są przeprowadzane, bo rośnie DUCH w NARODZIE i utrzymuje społeczeństwo w Polsce o tym, że JEST BEZPIECZNIE.

    A ja twierdzę, że nie jest.
    I utworzenie Dowództw Korpusów to dopiero początek DOBREJ ZMIANY w Siłach Zbrojnych RP.
    Bo te Dowództwa muszą CIĄGLE dowodzić REALNYMI Związkami Taktycznymi i Oddziałami, z którymi pójdą na wojnę.
    Ciągle, to znaczy CODZIENNIE i to 24 godziny na dobę!

    W tej chwili tego nie ma.
    Rozumiem, że w zależności od sytuacji Dowództwo Korpusu na wojnie może dowodzić INNYMI niż już przydzielonymi im w czasie pokoju jednostkami, czy to Polskimi czy Sojuszniczymi.
    Ale trzonem ich siły muszą być STALE DOWODZONE podległe im jednostki, które szkoląc i nadzorując doskonale znają!
    A tego nie ma.

    Jest absurdalna sytuacja, że nawet istniejące „zalążki” przyszłych Dowództw Korpusów, jakimi są Dowództwa Komponentów (Lądowego, Powietrznego i Morskiego) – nie mają ŻADNYCH podległych im WOJSK!

    Nie mają nawet przydzielonych pododdziałów zabezpieczenia Dowodzenia.
    Czyli nie wiedzą KIM będą walczyć i kto zabezpieczy ich funkcjonowanie. To znaczy mogą się DOMYŚLAĆ KIM, tylko nie wiedzą co ten KTOŚ (dany ZT/Oddział) sobą reprezentuje!
    One sobie te Dowództwa Komponentów spokojnie istnieją, uaktywniając się tylko kilka razy w roku na ćwiczenia (wspomaganych komputerowo), dlatego są mniej liczne niż Dowództwa Dywizji, którymi te kilka dni komputerowo – dowodzą.

    Padnie pytanie: TO KTO realnie DOWODZI tymi wszystkimi Związkami Taktycznymi i Oddziałami w Polsce na codzień?

    One WSZYSTKIE podlegają pod Dowódcę Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych RP.

    Tak to wymyślił Geniusz profesora i generała, a promował specjalista od lotów na drzwiach od stodoły.

    Tylko że Dowódca Generalny RSZ nie będzie na wojnie dowodził BOJOWO podległymi mu teraz Jednostkami, które nadzoruje, szkoli i dba o ich gotowość bojową.

    Tak to pomyślano i do tego jeszcze zlikwidowano Dowództwa Korpusów.

    Doskonała struktura w scenariuszu BEZ WOJNY, że o Stacjonarnej Logistyce nie wspomnę, bo zrobił to już Autor.

    Wymarzona sytuacja dla każdego managera, który mawia: świetnie by się tu pracowało, gdyby nie Ci podwładni.
    Splendory i apanaże pozostają, a odpowiedzialności za ludzi nie ma, bo jest ale ROZMYTA!

    Tylko jak się podsyca atmosferę zagrożenia ZE WSCHODU, to potrząsając szabelką, trzeba mieć armaty.

  12. wieczorynka
    20 listopada 2016 at 16:05

    Proponuję przypomnieć sobie lekturę „Przygody Wojaka Szwejka” (jest w sieci) ileż tam ciekawych spraw napisano na temat wojska.
    Sądzę, że ktoś z talentem mógłby kontynuować powieść nawiązując do obecnych czasów.

  13. Marcin
    21 listopada 2016 at 21:23

    Zaniedbania kompetencyjne oraz w architekturze dowodzenia są widoczne. Wierzę, że zostaną odpowiednio wyeliminowane. Wierzę, że powstanie system uwzględniający nasze narodowe realia. Jednocześnie autor musi trochę jeszcze postudiować literaturę normującą dowodzenie w NATO. Korpus to poziom taktyczny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Wojskowość

About krakauer,

Scroll Up