Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

23 kwietnia 2017

Zmierzchło się 02


fot. A. Grzelązka Copyrights

Ech te drgania…

Fotografia nocna wymaga poza aparatem kilku akcesoriów, które ułatwiają życie lub wręcz pozwalają zdjęcie wykonać. Ponieważ nocą jest dużo ciemniej, wydłuża się automatycznie czas naświetlania. Tym bardziej, że dość mocno przymykamy wówczas przesłonę (zazwyczaj w przedziale f8-f16), aby uzyskać duża głębię ostrości na wykonywanym zdjęciu. Gdy czas staje się coraz dłuższy, zdjęcia coraz łatwej jest poruszyć. Potrzebujemy zatem jakiejś stabilizacji dla naszego aparatu. Można przykładowo oprzeć się o uliczną lampę, solidnie do niej się przytulając i w ten sposób uzyskać dobre zdjęcie przy czasie znacznie dłuższym, niźli nam to wychodzi normalnie z ręki. Można aparat położyć na ziemi, na barierce, ławeczce czy na jakimś murku. Jeśli akurat nie mam ze sobą statywu, właśnie w taki sposób wykonuję swoje nocne zdjęcia. Jeśli dodatkowo wspomożemy się samowyzwalaczem, możemy dowolnie długo naświetlać nasze zdjęcie bez obawy, że będzie ono poruszone. Chyba, że będzie to na moście i akurat coś koło nas przejedzie wprawiając wszystko w drgania. Ręczne wciskanie spustu migawki mimo wszystko przenosi drgania z naszego ciała na aparat. Samowyzwalacz pozwala aparatowi z nich „ochłonąć”.

Drugim rozwiązaniem jest podniesienie czułości matrycy. To jednak pociąga za sobą spadek kontrastu, zwiększenie szumów i ogólnie pogorszenie jakości zdjęć. Zdjęcia nocne wykonuje się zazwyczaj przy czułości ISO 100. Niektóre aparaty, jak Pentax pozwalają zejść do ISO 80, a jeszcze inne nawet do ISO 50. Fotografia analogowa operowała wartościami jeszcze niższymi. Współczesne matryce dają coraz wyższe czułości użyteczne, ale i tak w miarę możliwości zawsze starajmy się korzystać z tych dolnych granic.

No to dźwigamy…

Najlepszym rozwiązaniem jest zabranie ze sobą solidnego statywu fotograficznego. Statyw musi być odpowiedni do używanego sprzętu. Jeśli bowiem będzie on zbyt lekki, może się łatwo przewrócić przy podmuchu wiatru. Z drugiej strony zbyt ciężkiego statywu zwyczajnie nie będzie się nam chciało po prostu ze sobą targać na nocne wyprawy. Każdy statyw ma swoje ograniczenia. Np. co do udźwigu. Musi pozostawać stabilny, sztywny dźwigając nie tylko ciężki aparat z ciężkim obiektywem, ale jeszcze niezbyt czasem lekką głowicę. Dobrze, jeżeli pozostaje nam jeszcze jakiś zapas.

Najlepiej, żeby statyw był jak najwyższy bez konieczności wysuwania dodatkowej kolumny centralnej i miał jak najmniejszą ilość sekcji nóg. Minusem jest to, że po złożeniu jest on nadal duży i trudniej go transportować. Im więcej części przypada na nogę statywu, tym mniej jest on sztywny, ale za to mniejszy po złożeniu i łatwiejszy do przenoszenia. Odpowiednio mały statyw daje się bez kłopotu schować w plecaku czy torbie. Duży, nawet przytroczony na zewnątrz, wystaje poza nasz bagaż i zahacza wciąż o coś. Każda kolejna noga jest cieńsza. Statyw traci na sztywności, jest w stanie mniej udźwignąć. Jest podatniejszy na uszkodzenia. Ideałem byłoby, aby noga była jednolita. Ale jak tu dźwigać taki kawał kloca długiego na jakieś metr siedemdziesiąt. Dobrze jest, jeśli nogi statywu mają profil okrągły w przekroju. Takie są najsztywniejsze. Trudniej jest je zgiąć.

Ja akurat używam chińskiego statywu CineGen. Wysokiego. Czterosekcyjnego. Z udźwigiem do 3-4 kg, choć sprzedawca podaje, że nawet do 9 kg (nie miałem możliwości sprawdzić, ale nie wydaje mi się, bo już widać na szeroko rozłożonych nogach, że traci sztywność). Po wysunięciu nóżek do samego końca rzadko korzystam z dodatkowego podwyższenia statywu kolumną centralną. Zazwyczaj tylko wtedy, gdy muszę wznieść aparat ponad jakąś przeszkodę. Np. ogrodzenie, by pozbyć się go z kadru. W podstawowej konfiguracji jest on całkiem solidny, sztywny. Tym sztywniejszy, im oczywiście mniej sekcji wyciągam. Czasem rozkładam go na całkowitą długość, a czasem pozostawiam schowane ostatnie, najcieńsze nóżki. Niekiedy poprzestaję na sekcji pierwotnej, bez rozkładania czegokolwiek – gdy chcę robić zdjęcia z niższej, żabiej perspektywy. Całkowicie rozłożony statyw, z pominięciem kolumny centralnej, pozwala mi operować aparatem bez garbienia się. A nawet przy moich 173 cm wzrostu jest ciut za wysoki, gdy chcę spojrzeć na górny wyświetlacz.

Statyw ten pozwala na rozstawienie nóg w trzech kątach (25°, 45° i 75° – w tych pozycjach nogi stabilizowane są zatrzaskami – oczywiście, jeśli jest taka potrzeba można nogę pozostawić gdzieś pomiędzy tymi usztywnianymi pozycjami nóg). Im owe kąty są szersze, tym bardziej giętki staje się sam statyw. Z tych dwu dodatkowych rozstawień korzystam zatem albo przy częściowo schowanych nogach, albo odchylając tylko jedną z nóg, aby zniwelować nachylenie terenu na którym chcę oprzeć swój statyw.

Głowica też ważna

Kupując go kupiłem w zestawie z głowicą kulową. Dodaje ona mojemu statywowi jakichś 10 cm wysokości i obciąża go o jakieś 0.5 kg. Aparat plus obiektywy to prawie 1,5 do 2,5 kg, zależnie od tego, które ze szkieł założę. Balansuję zatem już niemal na granicy udźwigu samego statywu. Czasem, jeśli chcę dodatkowo usztywnić statyw, podwieszam pod nim plecak na specjalnym haku, aby go dociążyć do ziemi. Bardzo przydatne, gdy wieje silny wiatr. Oczywiście muszę uważać, aby nie targał samym plecakiem i w ten sposób nie poruszał mi statywem. Statyw z głowicą waży jakieś 2-2,5 kg. Niby nic, ale po paru godzinach dźwigania zaczyna się ten ciężar odczuwać. A przecież mam jeszcze plecak i to bynajmniej nie pusty…

Wspomniany hak można odkręcić i zamontować na jego miejsce drugą głowicę, albo podwiesić naszą z góry na dół i robić zdjęcia blisko ziemi. Może niezbyt wygodne, ale czasami przydatne przecież. Kolumna centralna jest bowiem dość duża i nie pozwala rozłożyć statywu płasko na ziemi, jak to miewa miejsce w niektórych modelach. Hak, jeśli przeszkadza, można zdjąć i schować. W zestawie są dwa imbusy do skręcania nóżek, bo z czasem się poluzowują. A zdarza im się to nieco zbyt często jak na mój gust.

Głowica kulowa ma tę zaletę, że jest stosunkowo mała i lekka. W zasadzie w ogóle jej ze statywu nie zdejmuję, nawet podczas transportu. Zajmuje bardzo mało miejsca. Jest jednak mało precyzyjna. Przy fotografii nocnej, przy panoramowaniu widoków lepiej spisuje się głowica trójkierunkowa, tzw. 3D. Najlepsze, najprecyzyjniejsze są głowice zębatkowe. Ale i najdroższe. I całkiem ciężkie. No i powolne. Ale przecież nocą nam się nigdzie nie spieszy. To nie fotografia przyrodnicza czy sportowa. Ustawianie aparatu poziomo bywa denerwujące na głowicy kulowej. Na szczęście Pentax ma poziomnicę elektroniczną w samym aparacie. Ale póki co innej nie mam. Podziałka 360° pozwala na wygodne panoramowanie. Wspomniana głowica teoretycznie pozwala łatwo zmienić pozycję aparatu z poziomej na pionową. W praktyce jednak okazuje się, że ciut brakuje, by precyzyjnie ustawić horyzont. Miast 90° mogłoby być 95° przechyłu, a wtedy ustawianie aparatu w pionie tak, by horyzont był idealnie poziomu nie byłoby problemem. A tak pozostaje manipulowanie całym statywem lub obróbka w domu na komputerze.

Wężykiem, wężykiem go wyzwalaj!

Jest jeszcze jedno akcesorium, które bardzo przydaje się w fotografii nocnej. Jest nim wężyk spustowy. Te dzielą się na dwa: przewodowe i bezprzewodowe. Zamiennikiem wężyka jest oczywiście samowyzwalacz, jest on jednak mniej wygodny w użyciu, powolniejszy. Mój Pentax jest wyposażony standardowo i czujnik podczerwieni. Pozwala to używać pilota na podczerwień. Małe, proste urządzonko, bardzo przydatne w życiu. Minusem bezprzewodówki jest konieczność stosowania baterii. Z tych zresztą korzystają również niektóre, bardziej zaawansowane piloty przewodowe. Niektóre aparaty pozwalają na obsługę aparatu poprzez WiFi wprost ze smartfonu. Czasem konieczne jest dokupienie stosownego modułu WiFi. Niestety zazwyczaj dość drogiego. Inne rozwiązanie to łączność Bluetooth. O ile dany aparat z takiej łączności korzysta. Podczerwień i Bluetooth ograniczają zasięg ich stosowania do około 10 m. Jeśli potrzebujemy większego zasięgu, a dodatkowo między nami a aparatem będą jakieś przeszkody, rozwiązaniem są piloty radiowe. Zasięg zwiększa się do 100 m i nie ma znaczenia, czy nasz aparat widzimy, czy nie. Równie dobrze może nas od aparatu odgradzać betonowa ściana. Radio da radę.

Dość tanim, uniwersalnym rozwiązaniem są tu chińskie wyzwalacze radiowe Yongnuo. Dodatkowo mamy możliwość korzystania z lamp błyskowych tej firmy, które możemy zdjąć z aparatu i umieścić je tam, gdzie akurat je potrzebujemy. Są oczywiście inne, zaawansowane piloty radiowe. Łączność Bluetooth i WiFi mają jednak jedną zaletę – pozwalają na bardziej zaawansowaną łączność i sterowanie aparatem za pomocą aplikacji na telefonie. A także na podgląd na nich (lub jeszcze lepiej na tabletach) wykonywanych zdjęć. To zaleta niezaprzeczalna – u mnie niedostępna bez dodatkowego modułu. Nowe aparaty jednak są w te metody łączności wyposażane już coraz częściej. Jest to krok w dobrą stronę.

Wężyki, czy też piloty przewodowe to inne rozwiązanie. Ostatnio dokupiłem najtańszy najprostszy pilot, który pozwala mi wyzwalać aparat, a jednocześnie nie martwić się o dodatkowe zasilanie dla pilota. Posiadany przeze mnie model pozwala dodatkowo robić zdjęcia na tzw. Bulbie. O tym trybie jeszcze opowiem w swoim czasie. Nieco bardziej zaawansowane piloty pozwalają np. robić zdjęcia seryjne w zadanym przedziale czasu i w zadanej częstotliwości. Jeszcze bardziej zaawansowane mogą zostać odpięte od kabla i działać także bezprzewodowo. Wybór jest spory, każdy może dobrać coś dla siebie wedle potrzeb i zasobu portfela. Każdy czegoś nie ma, ma coś innego, pozwala na inne zastosowania. Ważne, że pozwala wyzwalać aparat tak, aby go nie dotykać, aby go dodatkowo nie pobudzać.

Jest jeszcze jedna rzecz bardzo przydatna. Mianowicie zaślepka do wizjera. Przy lustrzankach bowiem przy długich czasach zdjęcie może zostać zakłócone światłem padającym na matrycę właśnie poprzez niego. Ponieważ i tak wygodniej jest nocą korzystać z podglądu na żywo na ekranie, niż posługiwać się wizjerem, możemy go bez problemu na cała sesję nocą zasłonić stosowną zaślepką. Na sam ekran zaś można założyć specjalny wizjer poprawiający widok na nim ukazany. Zasadniczo zamyka to listę akcesoriów nocnych, jakie są nam potrzebne do nocnych wypraw. Chociaż jeszcze to i owo istnieje i bywa przydatne – opowiem o tym w swoim czasie.

Zapraszam: http://foto-po-zmierzchu.blogspot.com/

Poznań, 2016.11.04
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Tags: , , , , , , , , ,

3 komentarze “Zmierzchło się 02”

  1. Kaunas
    17 listopada 2016 at 09:37

    Bardzo ciekawe obserwacje praktyczne! Gratuluje pasji!

  2. df
    17 listopada 2016 at 17:53

    Efekt rybiego oka ok, zrobienie takiego zdjęcia jest dość trudne w takim naświetleniu – ciemno i rozproszone światło latarni ulicznych.

    • krolowa bona
      17 listopada 2016 at 18:23

      @df
      No wlasnie, swietne zdjecie ! konceptualnie, artystycznie i technicznie, widac klase jego wykonawcy i zmudne lata zbierania doswiadczen , gratulacje !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Ogólna

About Adam Grzelązka,

Scroll Up