Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

28 marca 2017

Zmierzchło się 01


Fot. A. Grzelązka Copyrights

Zobaczyć inaczej

Świat po zmroku wygląda inaczej, niż w świetle dnia. Stwierdzenie trywialne. Pospolite. Ogólnie znane. Ale… Owo ale najlepiej widać w fotografii nocnej. Ogólnie ujmując fotografia podąża dwoma torami. Z jednej strony stara się możliwie najwierniej zaprezentować świat takim, jakim on rzeczywiście jest. Z drugiej strony ukazuje świat takim, jakim w sumie nie jest, ale jakim możemy go dzięki technice fotograficznej ujrzeć. Fotografia skupia nasze spojrzenie na jakimś aspekcie. Odpowiednie dobranie parametrów naświetlania pozwala nam dostrzec więcej, niźli jest do tego zdolne ludzkie oko. Pozwala nam spojrzeć inaczej. Często spojrzeć nieoczekiwanie.

Przykładem mogą być fotografie wykonane z użyciem filtrów podczerwieni. Niby widzimy to, co widzimy, na co dzień. Przesunięciu jednak ulega jednak spektrum barw. Widzimy świat w zakresie światła dla nas na co dzień niedostępnym.

Fotografia nocna niejako powraca do źródeł fotografii, do jej początków, kiedy to największym problemem ówczesnej techniki była nikła światłoczułość stosowanych materiałów. Potrzebne były bardzo długie czasy naświetlań, przez co trudno było zapisać na zdjęciu jakikolwiek ruch. Współcześnie ultrabłyskawiczne migawki pozwalają zamrozić i dostrzec superszybki ruch, absolutnie niedostrzegalny dla naszych oczu.

Noc siłą rzeczy operuje dużo mniejszą ilością światła, niż dzień. Oczywiście inaczej noc wygląda, gdy mamy do dyspozycji księżyc, a inaczej, gdy niebo zasnute jest chmurami. Inaczej wygląda w centrum rzęsiście oświetlonego miasta, a inaczej na jakimś odludziu nad wzburzonym morzem czy jeziorem.

Po zmierzchu

2016.11.12
Poznań

toczysz swą walkę
z samym sobą

po zmroku
twe lęki nabierają mocy

po zmierzchu
opuszcza cię odwaga

po zmierzchu
oczekujesz już tylko poranku światła

Adam Gabriel Grzelązka

Nocą miasto moje

Ponieważ mieszkam w mieście, całkiem dużym mieście, fotografuję głównie miasto. Miasto nocą. Można do takiej fotografii podejść na różne sposoby. Ja podlegam pewnym ograniczeniom z jednej strony. Są to ograniczenia czasowe. Nie mogę wyjść na sesję zbyt wcześnie, gdy słońce dopiero zachodzi i mamy piękne złote i błękitne światło. Nie mogę też wrócić zbyt późno, gdy słońce szykuje się powoli do powrotu. Skazany jestem na nocne zdjęcia, kiedy niebo jest ciemne, nijakie, czarne. Czasem zasłane pędzącymi chmurami, czasem upstrzone mrowiem gwiazd. A czasem skryte pod pierzyną nieprzeniknionych nieruchomych chmur, które wymazuję z nieba absolutnie wszystko wszystko. Słowem, do dyspozycji mam warunki zastane, co najwyżej mogę wybrać sobie miejsce do fotografowania i ewentualnie podjąć decyzję, czy idę w miasto, gdy pada deszcz lub nadchodzi mgła. Deszcz niekoniecznie jest przeszkodą dla mojego uszczelnionego korpusu z wodoszczelnym obiektywem. Mgła przynosi nieco inne zaskakujące problemy. Może nawet nie tyle mgła, co tzw. punkt rosy.

Ech te mgły, rosy i szrony…

Punkt rosy jest takim paskudnym momentem, w którym następuje skraplanie się pary wodnej zawartej w otaczającym nas powietrzu, na różnych powierzchniach. Noc potrafi być ciepła, parna i bardzo wilgotna. Z godziny na godzinę jednak temperatura sukcesywnie spada. Następuje nasycenie powietrza parą wodną. W końcu jest jej na tyle dużo, że zaczyna się ona z niego wytrącać. Jeśli jest dostatecznie ciepło, skrapla się i pokrywa wszystko rosą. Trawę, poręcze, jezdnię, obiektywy. Jeśli jest wystarczająco zimno, może się pojawić szron, a nawet szadź. Może też wszystko pójść w innym kierunku: pojawia się mżawka albo tzw. Nalot ciekły. A zimą, a w każdym razie w chwili, gdy temperatura jest ujemna, pojawia się gołoledź (zwany niekiedy czarnym lodem z racji zamarzania wody na asfalcie) albo zamróz. Wszystko zależy od paru zmiennych zmiennych parametrów i rozpiętości różnic temperatur i wilgotności. Zjawisko jak widać, ma kilka twarzy i każda z nich na swój sposób jest ciekawa. Fizyka próbuje opisać te wszystkie zjawiska. I bywa uciążliwa podczas nocnych zdjęć.

Można próbować zjawiska powyższe przeczekać, ale zmiany mogą zachodzić bardzo wolno. A czas ucieka. W każdym razie niedawno, podczas pewnej nocnej wyprawy właśnie delikatna rosa osadzająca się na obiektywie zepsuła mi kilka ujęć i niewiele pomagało przecieranie obiektywu. Tym bardziej, że korzystałem z obiektywu szerokokątnego. Bardzo szerokokątnego. Konkretnie z rybiego oka. Będę musiał nad tym problemem popracować. Miałem jedynie do dyspozycji szmatkę do optyki, a ta jedynie rozcierała wodę nie za bardzo ją wchłaniając. Warto zatem wozić ze sobą mała buteleczkę z wysoko stężonym alkoholem izopropylowym używanym do czyszczenia optyki. Sprawdzę pomysł przy najbliższej okazji. (Już wiem – nie pomogło niestety).

Barwy nocy

Noc to nie tylko inna ilość światła i ciemne zazwyczaj niebo. To także wszelkiego rodzaju oświetlenia ulic, fasad budynków, rzeź, pomników, mostów itp. Zazwyczaj obok siebie występuje wiele różnych rodzajów źródeł oświetleni dających różne temperatury barwowe. Dodatkowo sprawę komplikują stosowane tu i ówdzie filtry zmieniające dodatkowo uzyskiwane barwy. Tak czy inaczej bywa często bardzo kolorowo, bardzo klimatycznie, bardzo urokliwie.

Różne aparaty różnie będą sobie radziły z pomiarami balansu bieli. A ten sam aparat będzie różnie reagował na różne źródła światła. A mając często obok siebie kilka ich źródeł często lekka zmiana kąta naszego patrzenia na nasz obiekt zainteresowania będzie skutkować różnymi odmianami gry świateł. Zazwyczaj, jeśli to możliwe staram się zawsze korzystać z osłon przeciwsłonecznych. Eliminują one wiele odblasków i flar, jakie mogą zepsuć zdjęcie. Przy moim fish-eye’u osłona przeciwsłoneczna jest wmontowana w obiektyw na stałe. Jednak jego 180° pole widzenia niewiele z niej sobie robi. Wszelkiego rodzaju bliki i flary są w nim wręcz wszechobecne. Trzeba je zatem jakoś zagospodarować, skoro nie da się ich niemal zawsze uniknąć. Mój 8 mm Samyang ma jeszcze jedną nieprzyjemną wadę, która czasem bardzo przeszkadza – mianowicie przy ostrym świetle daje niekiedy paskudne fioletowo niebieskie plamki tu i ówdzie. Światło, to niechciane wciąż się weń ładuje i na różne sposoby pstrzy moje fotki.

Inne piękno świata

Lubię świat po zmroku. Bynajmniej nie dlatego, że jest ciemno. Ale dlatego, że jest inaczej. Świat wówczas ujawnia swe inne, ukryte piękno. Piękno niedostrzegalne za dnia. Piękno ukryte. Piękno wymagające. Wymaga bowiem od nas czasu. Czasu, który trzeba stracić, czasu, który trzeba poświęcić. Który trzeba sobie jakoś z życia wyrwać, wyszarpnąć. Czasu, który trzeba poświęcić ze świadomością konsekwencji tego czynu. Czasu odpowiedzialnie wybranego na zwiedzanie świata po zmroku.

Na co dzień zazwyczaj nie mamy na to czasu. Ja zresztą także. Ciągle gdzieś muszę pędzić, gdzieś się spieszyć, dokądś podążać. Nie ma wówczas kiedy się zatrzymać, przyjrzeć, pozachwycać. Co najwyżej czasem tu i ówdzie rzucam okiem zapisując w pamięci ulotną chwilę.

Nocny spacer to co innego. To specjalny ciąg chwil poświęcony tylko i wyłącznie na kontakt ze światem. Na zachwycanie się jego pięknem. Na relaks. Na oderwanie się od uciążliwej niekiedy codzienności. Uważam, że warto niekiedy sobie takie chwile wygospodarować i wyruszyć powolnym krokiem na miasto po to, aby obejrzeć je w zupełnie innym świetle. I to o różnych porach roku. Bo te także wpływają na to, jak dobrze znane nam za dnia zakamarki naszej okolicy zmieniają swój wygląd.

Zaczynamy zatem nowy cykl. Cykl poświęcony nocnym wyprawom fotograficznym. Postaram się każdy odcinek zilustrować jakimś jednym wybranym zdjęciem. Jeśli ktoś chce więcej, zapraszam na mój profil na Facebooku albo na bloga: http://foto-po-zmierzchu.blogspot.com/

Z jednej strony mam zatem ograniczenia. Z drugiej owe ograniczenia czasowe są po prostu wyzwaniami. W czasie, który mam, w warunkach jakie napotykam wyzwanie sprowadza się do uzyskania jak najciekawszych, jak najlepszych zdjęć. Jak powiada przysłowie: ćwiczenie czyni mistrza. Im częściej więc wychodzę, im bardziej powtarzalne są warunki, tym bardziej mogę skupić się na tym, jak wyglądać ma to, co fotografuję, a mniej przejmować się samą technologią. Oczywiście różnego rodzaju pomoce, akcesoria mogą pomóc w robieniu zdjęć, a niekiedy wręcz takie lub inne zdjęcia umożliwić wykonać. O tych akcesoriach, o napotykanych przeszkodach i wyzwaniach oraz o fotografowanych nocą miejscach troszkę postaram się w tym cyklu opowiedzieć.

Poznań, 2016.11.01
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Tags: , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Kultura

About Adam Grzelązka,

Scroll Up