Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

25 marca 2017

Dzieci z odzysku 35


 Czas na pogaduchy

O proszę, jest ktoś. Podchodzi do nas dawno niewidziana znajoma. Mama jednego z chłopczyków, który był kiedyś naszym gościem w Pogotowiu. Jedziemy na Stare Miasto, na deptak. Przysiadamy w jednej z restauracji. Będzie jeszcze czas się nagadać. Teraz w pierwszej kolejności trzeba nam się zająć maluszkami. W wózku starszaki. W nosidełku najnowsze maleństwo. Z nim akurat problem niewielki. Jest cichutka. Trochę śpi, trochę nie. Ale nie płacze. Leży ciuchuśko. Nosidełko stawiam pod ręką, aby w razie czego interweniować szybko. Od czasu do czasu zaglądam, co u niej słychać.

Zajmujemy jeden z ulicznych stolików. Rozpakowuję kosz podróżny. Mleczko, woda, termos, buteleczki. Trzeba iść je wypłukać w restauracji. Nie ma z tym nigdy problemów. W razie potrzeby zawsze możemy liczyć na zrozumienie i pomoc w takich miejscach. I sympatię. Wreszcie wszystko gotowe. Jedzą. Można spokojnie przyjrzeć się ofercie, coś wybrać, coś zamówić. Tymczasem czas płynie na rozmowie. Szybko. Nim się spostrzegamy mleczko wypite, zaczyna się marudzenie. Jest tylko jedno rozwiązanie: biorę wózek i idę się nieco pokręcić. Nim przyjdzie zamówienie, jeszcze chwila minie. Jedno z dzieci zasypia wkrótce. Drugie ani o tym myśli. Trudno. Ja też zamierzam coś zjeść. Na szczęście nasza starsza mała potrafi zająć się sama sobą, bawi się sama doczepionymi do wózka zabawkami. Widać, że nauczyła się tego w domu, nim jeszcze trafiła do nas. Najwyraźniej mamulka pozostawiała ją nie raz i nie dwa samą. No i chcąc nie chcąc dzieciaczek musiał się usamodzielnić i nauczyć bawić sam.

Czas płynie leniwie. Lody zjedzone. Kawa wypita. Pizza też powoli już znika. Mały nadal śpi w wózku. Maleństwo czasem się odzywa z nosidełka, ale ogólnie jest ciche, spokojne. Najedzona chwilami podrzemuje. Ktoś mnie zaczepia z wózka. Daję biszkopcik. Um, jaki dobry. Mniam, mniam. Ta, a okruszków będzie co nie miara. Jak zwykle. Ale co tam. Frajda patrzenia, jak go pałaszuje jest i tak tego warta.

Komu w drogę temu do domu

Tak. Na nas już czas. Żegnamy się. Trzeba się dotarabanić do samochodu. Tam przepakować wszystkie dzieciaczki w foteliki. Wózek ląduje ponownie w bagażniku. Maluchom się to niezbyt podoba. Samochód rozgrzany jak piekarnik. Niestety nie dało się zaparkować w cieniu. Trzeba chwili, by mimo otwartych drzwi wnętrze choć nico się ochłodziło. Zaczynają się kwiki. Jedno przez drugie. Smoczki niewiele pomagają. Jedyna rada: ruszyć jak najszybciej. Jazda zawsze uspokaja. A i samochód schłodnieje jeszcze bardziej do przyzwoitej temperatury. Powoli wytaczamy się z miasta. Na trasie nadal umiarkowanie, prujemy więc do domu. Dojeżdżamy. Tu już czeka najstarsza. Otwiera bramę, wjeżdżamy pod dom. Też jest ciekawa nowego dzieciaczka.

Najpierw maleństwo. Obudziło się już. Zabieram ją z fotelika. Ląduje na przewijaku. Pozostawiam je do oporządzenia. Idę do samochodu po rzeczy, po wszystkie nasze torby. Mała przebrana i przewinięta ląduje z kolei w leżaczku. Dostaje nowe cieplusie mleczko. Miła wiadomość: potrafi już pić sama. Jest chwila na ogarniecie bałaganu. Pozostała dwójka jeszcze śpi. Zostawiam im otwarte drzwi w samochodzie. Co prawda stoi w cieniu, ale byłoby za ciepo, gdyby je zamknąć. A i i słychać będzie, gdy się tylko obudzą. Trzeba teraz w międzyczasie rozpakować koszyk. Przygotować dla nich obiadek. Gdy wszystko gotowe, zabieram je z samochodu. Jedno ląduje tymczasowo w krzesełeczku, drugie na kanapie. Czas zmienić pieluchę. Potem zamiana. W końcu czas na obiadek.

Późne popołudnie. Zeszedł nam na tym wszystkim niemal cały dzień. Cóż, sama droga w jedną stronę to godzina jazdy, a druga na powrót. No to mamy chwilowo czwórkę dzieci pod opieką. Najbliższe dni pozwolą nam poznać nasze nowe maleństwo. Jej zwyczaje. Czy je? Czy zawsze sama? Jak sypia w nocy? Czy zdrowa? Czy nic jej nie dolega? Z tym to nie takie oczywiste. Jest nieco zaleceń, więc czekają nas znów wizyty po szpitalach i przychodniach na zalecanych badaniach. Czas pokaże, jakie dziedzictwo przekazała jej mamuśka z tatuśkiem. Czym i jak ją obciążyli.

Poznań, 2014.04.30 – 2015.06.08
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

Tags: , , , , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Społeczeństwo

About Adam Grzelązka,

Scroll Up