Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

27 maja 2017

Straszenie wojną ma istotny sens – podręcznik zachowania się wobec wojny i stanów krytycznych


 Straszenie wojną, a raczej informowanie o jej możliwości ma istotny sens – przybliża nas do realiów, które odrzucamy i na które nie tylko nie mamy ochoty, ale które wykluczamy ze znanej nam rzeczywistości. Dlatego należy z prawdziwym uznaniem docenić działania naszych litewskich sąsiadów, których władze wydały specjalny poradnik, przygotowujący obywateli na realia w wypadku zagrożenia. Jest to bardzo ważne, ponieważ w przypadku agresji zewnętrznej, wojny domowej lub innych stanów krytycznych, nić już nie będzie takie samo jak znamy, ani przed, ani po, a w trakcie – to będzie jeden wielki chaos. O ile tym co będzie po nie ma się co martwić, ponieważ nie wiadomo, czy będzie w ogóle i to kwestia polityczna, to stan trwania w stanie nieustalonym np. pod okupacją jest niesłychanie ważny. Trzeba się na taką możliwość przygotować, jak również trzeba się przygotować na ryzyko utraty państwowości w ogóle.

Zachowanie człowieka w ogóle, a w stanie wyższej konieczności spowodowanej kryzysem, strachem i lękiem – na pewno charakteryzuje indywidualizm i atawizm. Nie udawajmy, że jest inaczej, bo wiemy że nie jest i raczej nie będzie. Zwłaszcza, że nie mamy żadnych realnych struktur, zdolnych do zapewnienia cywilom porządku, w momencie jak nie będzie działało prawo (dzwonimy na Policję a ona nie przyjedzie), jak również w sytuacji krytycznej, której przebiegu, rozwoju i konsekwencji nawet nie możemy przewidzieć. Bardzo wiele informacji dostarcza nam wojna jaką Gruzja przeprowadziła w 2008 roku, można tam zaobserwować cały szereg trendów od początkowej euforii po strach utraty niepodległości, co jak już wiemy nie odbyło się bez późniejszych konsekwencji politycznych w tym kraju. Lekcja ukraińska jest o wiele mniej przydatna, ze względu na specyfikę państwa ukraińskiego i wojny domowej, prowadzonej z własnym Narodem. Podstawową rzeczą, jakiej możemy się z obu tych lekcji nauczyć jest stwierdzenie, że jeżeli chcemy przetrwać stan krytyczny, musimy być pod względem potrzeb podstawowych niezależni w krótkiej perspektywie czasowej. Chodzi o to, żeby każde gospodarstwo domowe, było przygotowane do przetrwania kilku-kilkunastu dni, bez potrzeby wychodzenia poza schronienie. Jak również, żeby każde gospodarstwo domowe, było przygotowane do ewakuowania członków rodziny i najcenniejszych dóbr w ciągu kilku godzin od pojawienia się oznak konieczności opuszczenia terytorium na którym mogą toczyć się działania wojenne. Wszystko inne jest pochodną tych dwóch stanów. Z lekcji ukraińskiej wynika jeszcze taki morał, że nie za bardzo można ufać własnej władzy, ponieważ jak traktować na poważnie kraj, w którym władza centralna ustanowiła w regionach – włodarzami – oligarchów, mających największe interesy właśnie w tych regionach. W naszym przypadku to nam nie grozi, musimy się jednak przygotować na to, że w razie agresji zewnętrznej lub stanu kryzysowego – czeka nas chaos.

Biorąc pod uwagę planowane wysiłki państwa na kierunku Obrony Terytorialnej, warto jest pamiętać o Obronie Cywilnej. Oczywiście odpowiednie struktury i procedury istnieją, jednakże nie ma ćwiczeń, a jak nie ma ćwiczeń to i nie ma powszechnego obowiązku konieczności brania udziału w tego typu scenariuszach. To należy przewidzieć i należy włączyć zadania z zakresu OC do standardowych działań samorządu terytorialnego w Polsce. Jest to wspaniałe pole do działania dla służb, inspekcji i straży, w tym w szczególności Straży Pożarnej i Straży Miejskiej/Wiejskiej. Ponieważ w trakcie chaosu wojennego/kryzysowego najważniejsze są trzy sprawy – panowanie nad źródłami i dystrybucją wody, zapewnienie komunikacji tj. wiarygodnego i powszechnie dostępnego przekazu informacji od władz do ogółu oraz umiejętność zachowania pozorów, że kontroluje się sytuację – wbrew wszelkim przeciwieństwom. Wszystkie trzy kwestie są fundamentalne i wymagają pewnego autorytetu, służby publiczne są w istotnej mierze predestynowane do wypełniania ww. ról w razie zaistnienia takiej potrzeby. Żeby to jednak miało sens, musi być ćwiczone, a poszczególni aktorzy muszą znać swoje role w kryzysowym teatrze zdarzeń. Inaczej całość jako system nie ma prawa działać, chyba że będziemy bazować na tym, że „jakoś tam będzie”?

To, co bywa postrzegane jako „straszenie wojną”, jest niczym wobec grozy nastania wojny wobec nieprzygotowanego społeczeństwa. Ryzyko wielkich strat w ludziach jest tym większe, im bardziej będą oni nieprzygotowani na to, co może się wydarzyć. Nie ma recepty jak przygotować ludzi do przetrwania wojny, liczy się na pewno każda potrzebna informacja – jednak ich treść pozostawmy fachowcom. Mamy ich wielu – i to doskonałych, wystarczy tylko sięgnąć po wiedzę jaka jest nagromadzona w sieci administracji wojskowej, utrzymywanej pomimo zawieszenia poboru. Wszystko można opracować, nawet z poziomem odniesienia do potrzeb lokalnych. W zasadzie zadaniem każdego samorządu, powinno być przygotowanie odpowiedniego podręcznika – w jaki sposób może wyglądać wojna na ich terenie i co należy zrobić w przypadku pojawienia się stanów krytycznych. Jest to w interesie nas wszystkich, a wsparte fachowcami samorządy – doskonale sobie poradzą.

Potrzebujemy podręcznika ogólnego, odnoszącego się do poziomu krajowego oraz podręczników lokalnych – opisujących problem wojny i stanów krytycznych na terenach samorządów, tj. odpowiednio gmin, powiatów i województw. Jest jeszcze czas na przygotowanie odpowiedniej literatury i upowszechnienie wiedzy w społeczeństwie.

Tags: , , , , , , , ,

9 komentarzy “Straszenie wojną ma istotny sens – podręcznik zachowania się wobec wojny i stanów krytycznych”

  1. inicjator
    4 listopada 2016 at 04:49

    Straszenie społeczeństw wojną, czyli ZARZĄDZANIE STRACHEM zwiększa nad nim kontrolę władz.

    A dobre rady są zawsze potrzebne.

  2. Królik Zygmund
    4 listopada 2016 at 05:07

    Pomysł na takie rozpisanie kwestii lokalnie jest bardzo dobry powinni to wdrożyć. Ludzie są do niczego nie przygotowani.

  3. wlodek
    4 listopada 2016 at 06:20

    Całe życie przygotowujący się do śmierci, i co i nic? I tak nas zaskoczy, czy przez to jesteśmy lepsi skoro nagroda ma na nas czekać po życiu?

  4. bob
    4 listopada 2016 at 07:56

    W przeciwieństwie do Litwy nam nie grozi okupacja. Po prostu jest nas zbyt dużo aby ledwie trzy razy więcej Rosjan pilnowało Polaków i jednocześnie flanka na wschodzie czy na południu Rosji została ogołocona z wojska. Tym bardziej, że atak konwencjonalny wbrew panikarskim publikacjom jest wobec nas trudny i kosztowny. Nawet atak atomowy niesie spore ryzyko dla agresora bo po prostu moglibyśmy zrównać w odwecie Kaliningrad z ziemią czy uszkodzić rurę Nord Stream. Nie mówiąc już o konsekwencjach politycznych na świecie wobec państwa, które użyło broni atomowej. Tak więc Litwini mogą sobie czytać książki. My zaś mamy potencjał aby zająć się poważniejszymi rzeczami jak np. negocjowanie zakupu nowszej wersji rakiet JASSM o większym zasięgu prawie 1000km(kontrakt ma być podobno podpisany jeszcze w tym roku). W ten sposób będziemy mogli likwidować cele w pobliżu Moskwy z terytorium Polski. To dość dobra broń odstraszająca.

    • Rysa
      4 listopada 2016 at 10:11

      Sz. Panie @Bob. Pańska rusofobia stwarza Panu bardzo duże ograniczenia w realnej ocenie rzeczywistości. Pisze Pan, ze Polsce nie grozi okupacja jednoznacznie odnosząc to do Rosji i uzasadniając to wg własnej oceny, dlaczego. Ja również uważam, że Polsce nie grozi okupacja ze strony Rosji, ale uzasadniam to w zupełnie odmienny sposób. Po prostu uważam, że polityka prowadzona przez Pana Prezydenta W.Putina w zasadzie w całości opiera się na przestrzeganiu prawa i porozumień międzynarodowych co daje podstawę do wnioskowania, że z tej strony nie nastąpi agresja. Nie znaczy to, że np. w odpowiedzi na głupią prowokację rządu Polskiego nie nastąpi odwet i to taki, ze będziemy długo “lizać” swoje rany jak bardzo mocno kopnięty kundel.
      Ale “ad rem”, niech Pan spróbuje troszeczkę poszerzyć te swoje klapki “rusofobiczne” i wyobrazi sobie co się stanie z Polską w wypadku zwiększenia skali wojny domowej na Ukrainie co w zasadzie jest najbardziej prawdopodobne.
      Ilość uciekinierów wg rożnych ocen może sięgnąć nawet 3-ech mln osób, co przy istniejącej już w kraju obecności około 1 mln Ukrainców oraz istniejących potomkach z akcji Wisła uczestniczących już w dużym stopniu we władzach regionalnych i centralnych pozwala na zupełną okupację kraju (taki scenariusz red. Krakauer niedawno tu na OP nakreślił).
      Proszę sobie odpowiedzieć co się będzie działo z Polakami w świetle deklarowanej do nas na Ukrainie “miłości”.
      Oni będą dysponować całym przemyconym z wojny domowej arsenałem, a my jak możemy się wtedy obronić, jak władze, a tym samym służby jak policja czy wojsko będą sparaliżowane działaniem wewnętrznym przez potomków akcji Wisła.

      • bob
        4 listopada 2016 at 13:12

        Rusofobia rusofobią ale twierdzenie, że Putin szanuje prawo i umowy międzynarodowe to naprawdę mega klapki jeżeli nie coś gorszego. Podobnie jak stwierdzenie, że 4 miliony Ukraińców będzie w stanie okupować prawie 40 mln naród. Gdyby Ukraińcy byli na tak wysokim poziomie organizacyjno-mentalnym to dziś zamiast uciekać i patrzeć jak Putin demontuje ich kraj to raczej oni naciskaliby na odbudowę imperium aby siedzieć na wysokich stanowiskach w Moskwie i eksploatować bezwładną i bierną masą homosovieticus. Jeżeli chodzi o prowokację z naszej strony to robimy to od kilku lat i odwet Moskwy jest bardzo prawdopodobny. Chodzi o mieszanie w moskiewskich planach dotyczących zależności energetycznej Europy. Gazoport w Świnoujściu, kupowanie ropy od Arabów, teraz pomysł gazociągu z Danii-takiej prowokacji Moskwa dłużej nie zniesie i jeżeli równolegle z naszą polityką zapewnienia dywersyfikacji dostaw dla całego regionu Europy Centralnej nie będzie szedł proces rozbudowy potencjału militarnego(nie chodzi o partyzantów z OT ale samoloty czy okręty podwodne z rakietami zdolnymi sięgnąć Moskwy i Petersburga) to rosyjski atak będziemy mieć jak w banku. A wracając do Ukraińców to nie mamy wyjścia. Jeżeli chcemy się rozwijać i być silnym państwem w przyszłości to musimy wykorzystać imigrację z Ukrainy. Zwłaszcza młode kobiety są pożądane bo szybko się asymilują. Nie jestem jakimś fanem Marczukowej eks. Pazura ale ona kiedyś stwierdziła, że czuje się Polką i Ukrainką w jednym. Może właśnie klucz do naszej przyszłości to ukraińskie kobiety. Tak jak dla potęgi Rzymu było skorzystanie z pomocy Sabinek.

        SZANOWNY PANIE JEŻELI CHCE PAN TU DALEJ KOMENTOWAĆ PROSZĘ Z WIĘKSZĄ ROZWAGĄ ODNOSIĆ SIĘ DO KOBIET W OGÓLE, KWESTIĘ NARODOWOŚCIOWĄ ROZUMIE SIĘ SAMĄ PRZEZ SIEBIE. NIE MA ZGODY NA PRZEDMIOTOWE TRAKTOWANIE KOBIET – PROSZĘ WYSTRZEGAĆ SIĘ TAK PRYMITYWNEGO JĘZYKA. WEB. JÓZ.

      • Rysa
        4 listopada 2016 at 21:15

        Sz. Panie @Bob umiejętność uprawiania propagandy w stylu mainstreamowych mediów posiadł Pan w dużym stopniu, ale czytelnicy czy komentatorzy OP wymagają trochę więcej, mianowicie uruchomienia posiadanych(?) szarych komórek do oceny materiału informacyjnego w danym temacie.
        Tak więc proszę poczytać trochę na temat formalno-prawnych aspektów działania Rosji na arenie międzynarodowej, ot chociażby na PRACowni co wydatnie może pomóc w tym procesie.
        Swoim twierdzeniem, że 4 mln Ukraińców nie jest w stanie okupować 38 mln narodu Polskiego nie uwgledniając, że conajmniej połowa z nich będzie wyposażona w kałachy, a policja i wojsko będzie sparaliżowane decyzjami ich V-ej kolumny w rządzie, daje Pan popis infantylnosci w rozumowaniu.
        Nie zamierzam odnosić się do dalszych ocen geopolitycznych i gospodarczych zawartych w Pana poście gdyż wymagałoby to napisania conajmniej felietonu na temat metodologii prowadzenia analizy takich spraw, a to jest domena właśnie OP.

      • bob
        5 listopada 2016 at 08:09

        @Rysa, nawet dziś na Ukrainie nie można znaleźć więcej niż kilkadziesiąt tysięcy chętnych do walki z kałachem w ręku i to w obronie ojczyzny to jakim cudem nagle w Polsce pojawiłoby się 2 mln takich uzbrojonych Ukraińców? Tym bardziej, że Ukraina nie jest jakąś demograficzną potęgą a i my też nie bylibyśmy bezbronni. Zresztą nikt nie wpuściłby do Polski 2 milionów uzbrojonych Ukraińców. Nawet gdyby armia ukraińska chciała przekroczyć naszą granicę to po pierwsze na pewno nie byłyby to miliony żołnierzy, góra kilkadziesiąt tysięcy i to byłyby jednostki po walce z Rosjanami czyli zdekompletowane ze zniszczonym lub zużytym uzbrojeniem, bez amunicji. Biorąc pod uwagę ogromną przewagę jakościową polskiej armii nad armią ukraińską próba przekroczenia granicy przez Ukraińców z bronią w ręku szybko skończyłaby się całkowitą neutralizacją oddziałów ukraińskich. Nawet rosyjska armia nie byłaby w stanie wysłać do Polski więcej niż pół miliona żołnierzy a na OP mamy bajki o dwóch milionach Ukraińców. Przecież od 25 lat na Ukrainie praktycznie nie było służby wojskowej. Poborowi zamiast ćwiczeń z bronią wykorzystywani byli głównie jako darmowa siła robocza. Ukraina przez dwie dekady praktycznie nie finansowała armii i nie było pieniędzy nawet na amunicję do kałachów aby nauczyć młodych podstawowych zasad obsługiwania takiej broni. Zresztą większość broni ręcznej w tym okresie ukraińscy wojskowi i politycy wyprzedali do bantustanów i to po cichu, na lewo. Gdyby na Ukrainie było 2 miliony sprawnych kałachów, amunicja do nich w wystarczającej ilości i co ważniejsze ludzi potrafiących profesjonalnie używać tej broni to Rosjanie musieliby użyć broni atomowej aby zatrzymać marsz takiej armii na Moskwę.

      • Rysa
        6 listopada 2016 at 12:20

        Sz.Panie @Bob. W swojej analizie nie uwzględnia Pan składu imigrantów pod względem politycznym i socjologicznym, tak jak to nie uwzględnila w swoich ocenach P.Kanclerz A.Merkel i wpuściła do Niemiec w okresie 2015 do obecnie ca 1,8 mln młodych i agresywnych ludzi w znacznej mierze sterowanych przez ukrytych terrorystów z różnych frakcji islamskich, czego skutki zbierają teraz mieszkańcy.
        Podobnie będzie w przypadku migracji z Ukrainy. Prym będą wiedli nacjonaliści i ultranacjonaliści (banderowcy) zwłaszcza z zachodniej i centralnej Ukrainy, którzy po pierwsze mając doświadczenie w prowadzeniu działań zbrojnych wobec Noworosji, a także wiedząc, że tutaj w Polsce istnieje ich V-a kolumna i to na bardzo eksponowanych stanowiskach, będą robili z ludnością co zechcą. Oby się tylko nie powtórzył drugi Wołyń.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Wojskowość

About krakauer,

Scroll Up