Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

24 maja 2017

Czy imigranci zabierają Polakom pracę?


 Od pewnego czasu wraz z nasileniem obecności w Polsce imigrantów zarobkowych, coraz częściej pojawiają się pytania – czy imigranci zabierają Polakom pracę? Jest to problem wielokrotnie złożony, wystarczy jednak że rozpatrzymy go na dwóch równoległych płaszczyznach – pracy elitarnej w zarządach firm i wymagającej nadzwyczajnych kompetencji oraz pracy prostej, łatwej do przyuczenia. Obie charakteryzują się tym, że nie ma konieczności posiadania znajomości języka polskiego do wypełniania tego typu funkcji. Z jednej strony w korporacjach i tak dominuje język angielski lub język szefa, a w pracach prostych liczy się siła mięśni i gotowość do powtarzania czynności w nieskończoność. Mamy zatem rynek pracy, gdzie ani prezesów firm, ani zbieraczy truskawek, nikt nie pyta o znajomość języka polskiego.
Stan powyższy powoduje systemowe wypychanie Polaków z rynku pracy, ponieważ z jednej strony nie mają potrzebnych kwalifikacji do objęcia funkcji wyspecjalizowanych, czy też po prostu nie znają zachodniego języka, albo z drugiej strony – nie godzą się na tak niskie stawki, jakie pracodawcy proponują nie znającym języka polskiego imigrantom. W konsekwencji rynek pracy jest z dwóch stron ograniczony na ludność autochtoniczną – Polak ma potencjalnie ograniczone szanse awansować w strukturze korporacyjnej, a standardowe prace na rynku mają ograniczony poziom płac, poprzez obecność na rynku imigrantów przejmujących zatrudnienie za niższe stawki.
Mniej więcej tak jak powyżej widzą to ludzie, mający problemy ze znalezieniem pracy w Polsce. Nagle okazuje się, że największym atutem jest unijny paszport pozwalający na przemieszczanie się i zatrudnienie w krajach Unii Europejskiej.
Niestety jednak w ten sposób nie da się zbudować gospodarki zrównoważonej. Uwaga – imigranci oferujący tańszą pracę na rynku nie są niczym złym, jednakże pod dwoma bezwzględnie obowiązującymi warunkami. Po pierwsze jeżeli podaż ogólna pracy oferowana przez imigrantów jest kontrolowana pod względem braku rąk do pracy w skali kraju i jego poszczególnych regionów. Po drugie jeżeli podaż jest profilowana w poszczególnych branżach. Chodzi oczywiście o zachowanie równowagi, dopuszczenie do sytuacji regulowania podaży pracy imigrantów przez rynek, jest korzystne tylko w sytuacji boomu gospodarczego, bo wówczas gospodarka jest w stanie wchłonąć pracowników oferujących prace tańszą, jak również i unikalne kompetencje. W przeciwnym wypadku – jeżeli nie ma okresu prosperity, to zawsze podaż pracy imigrantów będzie się odbywała kosztem podaży pracy autochtonów, którzy mając wyższe koszty utrzymania się w systemie państwowym (podatki i inne koszty), nie będą w stanie konkurować „ceną” za pracę „w dół” z nie mającymi licznych obciążeń na miejscu i korzystającymi z różnic kursowych w swoim własnym kraju ludzi.
Dlatego na pytanie, czy imigranci zabierają Polakom pracę należy odpowiedzieć twierdząco. Nie jest to dobra konkurencja, żeby w kraju niskich płac dopuścić do konkurowania z wybiedzoną i żyjącą w niepewności ludnością – jeszcze niższymi płacami na które godzą się imigranci to skrajny i szkodliwy idiotyzm. Oczywiście jest to korzystne dla pewnej grupy przedsiębiorców, zwłaszcza tych, którzy potrzebują jak najtańszej siły roboczej do prac prostych, natomiast traci na tym państwo, traci na tym społeczeństwo – tracą na tym wszyscy, nie domyka się spirala popytu i podaży, ponieważ pewna część ludności nie może znaleść pracy, a jeszcze inna nawet jak ją ma to pracuje za stawki, które nie pozwalają na życie w standardach cywilizacyjnych, na jakie chcieliby sobie pozwolić, ani nawet jakie są właściwe z punktu widzenia ekonomii podażowej. Chodzi o to, że żeby móc uczestniczyć w gospodarce rynkowej, trzeba mieć pewną określoną zdolność do poparcia swoich postulatów popytowych, przez posiadany poziom dochodów. Jeżeli zarabia się tylko na jedzenie i już nie starcza na opłaty, to nie da się nawet pomarzyć o kredycie na własne mieszkanie itd. Błędne koło biedy i wykluczenia się zamyka.
Jeżeli dopływ imigrantów na rynek pracy, byłby sterowany, to być może w pewnym stopniu – brak rąk do pracy, przyczyniałby się do zwiększenia presji na cenę pracy na rynku pracy. Po prostu pracodawcy, chcąc zatrudnić ludzi, byliby zmuszeni oferować wyższe stawki i bardziej cywilizowane warunki zatrudnienia. W praktyce korzystaliby na tym wszyscy, w tym państwo – mając zwiększony poziom zatrudnienia własnych obywateli i wzrost dochodów w przeliczeniu na osobę, a to oczywiście oznaczałoby zwiększone wpływy budżetowe z podatków i licznych opłat wszelkiego typu, które państwo nakłada na obywateli, ale nie dotyczą one imigrantów.
Wniosek jest banalny – w warunkach gospodarki nadążnej, dostosowującej się do gospodarki Unii Europejskiej. Zmuszonej przez 28 lat funkcjonowania na warunkach rynkowych do konkurowania głównie ceną pracy oraz niskimi kosztami prowadzenia działalności w Specjalnych Strefach Gospodarczych. Wprowadzenie niekontrolowanego czynnika konkurencji o pracę w postaci imigrantów godzących się na płace niżej płatne – jest czynnikiem prowadzącym do dalszej depopulacji ludności autochtonicznej, ponieważ cena za pracę oferowana przez pracodawców, będzie w takich warunkach wykazywała tendencję malejącą.

Tags: , , , , , , , , ,

13 komentarzy “Czy imigranci zabierają Polakom pracę?”

  1. Inicjator
    3 listopada 2016 at 05:36

    Dochodzi stagnacja.

    Niskie płace, to mała konsumpcja.

    Tych co stać na więcej jest kilkanaście procent.

    Gospodarka zacznie się zwijać.

    Dojdą kłopoty z budżetem: 500+ i inne “zabawy” ludu oraz kosztowne “zabawki” Pana Antoniego.

    To się widowiskowo zawali, a koszty zapłacą zwykli ludzie, którzy przetrwają.

    Z tym że starsi, pamiętający biedę i szarość PRL-u jakoś się z tym pogodzą.

    Ale młodzi z pokolenia Z, wypieszczeni wielkomiejscy hipsterzy – zareagują bardzo gwałtownie. Krótko, ale gwałtownie i nawet nowe formacje OT na to nie poradzą, bo jak dostaną obiadek 2 godziny później, to się popłaczą i rozejdą do domów, do Mamusi …

    A na taką AWANTURĘ to nawet Ojciec Dyrektor nic nie pomoże …

    • wlodek
      3 listopada 2016 at 06:34

      Inicjatorze,z tą biedą w PRL to chyba przesadziłeś.!Ja nie pamiętam ludzi grzebiących po śmietnikach,zadłużonych na lata,i przede wszystkim bez pozorów stabilizacji.A sytuacje ludzi starszych i młodych zamienił bym na “szarość” lat 70.Pozdro.

      • wieczorynka
        3 listopada 2016 at 16:08

        Włodku, zgadzam się całkowicie z tym co napisałeś.

        Skomentuje też lata 60-XX wieku. Odbudowywano Polskę po zniszczeniach wojennych, powstało wiele miejsc pracy oraz spłacono majątki tych co Polskę opuścili (obecnie te majątki się reprywatyzuje – mimo spłaty).
        Lata 80-XX w. to dopiero była laba 10 milionów wylegiwało się na styropianie a najczęściej używanym wyrazem był “strejk”. Nic dziwnego, że brakowało towarów. Pozdro

  2. Straż_graniczna
    3 listopada 2016 at 05:44

    Ciesze się że to ktoś wreszcie napisał

  3. Wojciech
    3 listopada 2016 at 09:39

    Z chwilą neoliberalnego podboju i kolonizacji Polski, przestał się liczyć i być potrzebny polski inżynier lub wykwalifikowany specjalista. Zlikwidowano instytuty i ośrodki rozwojowe. W kolonii są one niepotrzebne, wręcz szkodliwe. Potrzebni są robole, przyuczeni operatorzy linii produkcyjnych, wklepywacze faktur, portierzy, kasjerki i sprzątacze. Co mądrzejsi uciekli za granicę. Reszta czeka na cud i raduje się wolnością.

    • Lech
      9 listopada 2016 at 22:06

      @Wojciech. Wszystko, co piszesz to święta prawda (wg nomenklatury Tischnera). Ale nie wiem, czy zauważyłeś, że nam to oni zrobili z zewnątrz. Oni natomiast dokładnie to samo, co nam uczynili, zrobili sami sobie od środka. Przeanalizuj przyczyny i mechanizmy brexit’u, zwycięstwa Trump’a. W kolejce czeka Marine Le Pen. Może Niemcy będą mieli więcej rozsądku, chociaż już zaczynam w to wątpić, bo i tam pauperyzacja jest duża. Na Zachodzie są obszary nędzy, może bardziej przerażające niż u nas, choćby z racji kontrastów i szybkiego regresu z wysokiego poziomu w krótkim czasie. Podobnie zaczyna dziać się we Francji i Niemczech. Wojciechu kończy się bezpowrotnie pewna epoka. My już nowej nie dożyjemy. Ale ona nadejdzie. Nie wiem tylko jaka będzie.
      Pozdrawiam.

  4. jerzyjj
    3 listopada 2016 at 10:35

    AUTORZE A Z CZEGO TO CO PRZEDSTAWIĘ PONIŻEJ WYNIKA ???!!!
    === W Polsce żyje 6,2 mln osób poniżej granicy ubóstwa !!! – EKSTERMINACJA NARODU POLSKIEGO!!!
    Obecna sytuacja w Polsce jest TRAGICZNA.
    Przeciętnego Polaka nie stać na wzięcie kredytu nawet tego na 40 lat by spłacić swoje przysłowiowe cztery katy.
    Wypłaty przeciętne (REALNE – nie mylić ze średnimi) zakrawają na pomstę 300-400 Euro. — Taka wypłata to głód i nędza.
    Polska po 28 latach okupacji gospodarczej krajów z tzw. zachodu jest całkowicie ogołocona.
    Jesteśmy NEOKOLONIĄ —to jedno wielkie nieporozumienie a nie sukces !!!!!!!
    https://forumemjot.wordpress.com/2015/06/10/raport-gus-w-polsce-zyje-62-mln-osob-ponizej-granicy-ubostwa-eksterminacja-narodu-polskiego/
    === W Polsce są niedożywione dzieci.Banalna prawda, którą należy przypomnieć. Niedożywieni najmłodsi Polacy są u nas problemem, którego nie należy bagatelizować.Historii potwierdzających ten wniosek jest mnóstwo. W naTemat.pl pisaliśmy o dziecku, które zemdlało w szkole, bo nie jadło od 3 dni.
    http://natemat.pl/151411,prawda-o-glodujacych-dzieciach-w-polsce-jak-manipuluja-politycy

    PS…
    TO TU JEST TEN PIES POGRZEBANY…
    Już w okresie stowarzyszeniowym z UE straciliśmy więcej majątku niż w wojnie z Hitlerem.Straty Polski w wyniku niemieckiej agresji z lat 1939-1945 wynosiły około 500 mld $.
    W wyniku akcesji do Eurokołchozu Polska straciła od 600 mld $ do 2 bln $.Akcesja do Eurokołchozu i spłata długów w latach 2004-2006 Polska ponosi straty w wysokości ok. 80 mld USD rocznie.Trudno pojąć ekonomiczny sens tego stowarzyszenia i tej całej akcesji.Z powodu członkostwa nasz kraj traci 234 mld zł rocznie (to cztery razy więcej niż wynoszą roczne dotacje dla Polski), czyli każde gospodarstwo domowe traci co roku 17,3 tys. zł.
    https://marucha.wordpress.com/2009/12/19/nie-zapomnijmy-o-genialnym-ekonomiscie-balcerowiczu/
    http://www.uwazamrze.pl/artykul/1015163/zbiednielismy-przez-unie

    • krzyk58
      3 listopada 2016 at 16:33

      “… W naTemat.pl pisaliśmy o dziecku…”pisali w gazecie
      o jednej kobiecie,co…itd 🙂

      http://natemat.pl/110669,pozyteczni-idioci-zobacz-gdzie-w-polsce-promuje-sie-rosyjska-wersje-wydarzen

      Panie “jerzyjj” to w końcu “te natemat”(czy może to “nie te”) jest
      wiarygodnym nośnikiem,czy jest tak jak nadmieniłem
      wyżej…gdyż ‘się gubię w gąszczu i natłoku… 🙂

      • jerzyjj
        3 listopada 2016 at 17:46

        FAKT 1 – W Polsce są niedożywione dzieci
        Banalna prawda, którą jednak m.in. w kontekście wypowiedzi premier należy przypomnieć. Niedożywieni najmłodsi Polacy są u nas problemem, którego nie należy bagatelizować. Nie chodzi tu nawet o statystyki. Historii potwierdzających ten wniosek jest mnóstwo. W naTemat pisaliśmy np. o dziecku, które zemdlało w szkole, bo nie jadło od 3 dni.
        ZRÓDŁO: https://natemat.pl/151411,prawda-o-glodujacych-dzieciach-w-polsce-jak-manipuluja-politycy
        SZANOWNY W PANA PRZYPADKU TYLKO “BILOBIL” I WSZYSTKO W GĄSZCZU SIE ODNAJDZIE…

      • krzyk58
        3 listopada 2016 at 19:10

        FAKT 1. jest niepodważalny. Głodne dzieci z początków transformacji solidarnościowo – -katolickiej posiadają zapewne już swoje dzieci…
        głodne a dzieci……i tak można by kontynuować dobrodziejstwa w sferze materialnej
        80% Narodu, skutki przemian 89′.

  5. krzyk58
    3 listopada 2016 at 17:00
  6. Łukasz Mastalerek
    11 listopada 2016 at 13:02

    Pan Krakauer się na szczęście myli w tej kwesti,migracja ekonomiczna z Ukrainy jest wybawieniem dla polskiego systemu emerytalnego,który bez ich pomocy niechybnie zawaliłby się,przypominam że obywatele Ukrainy płacą wszelkie składki i ubezpieczenia w Polsce,natomiast Ci,którzy pracują na czarno także płacą podatki takie jak vat,nieprawdą jest też że obniżają wynagrodzenie dla tubylczych polskich pracowników,jestem wstanie dać na poparcie mojej tezy przykład z mojego miasta z Piły na zachodzie Polski,ukraińscy pracownicy zarządali od firmy Philips Lighting Poland stawki godzinowej za pracę w magazynie 15 zł za godzinę,którą to stawkę otrzymali,oczywiście Polacy z tego tytułu także otrzymali podwyżkę,jest to żywy dowód na to że nasi wschodni sąsiedzi ciągną płacę w górę a nie w dół,a jeżeli nadal żywimy obawy co do tej sytuacji możemy rozwiązać definitywnie ten problem ustanawiając prawo,które wdrożyli Szwajcarzy,nakazujące płacić imigrantom za pracę minimum tyle samo ile zarabia przeciętnie tutejszy rodzimy pracownik.

    • krzyk58
      11 listopada 2016 at 16:23

      Paaaaaaaaaaaaaanie! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Ekonomia

About krakauer,

Scroll Up