Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

20 października 2017

Zupełnie nie tak


 – Trzeba czekać?

Pytanie, które zadał “Głos”, wyrwało go z otępienia. Stał na wprost, pokrytych pancerzem białej farby drzwi gabinetu lekarskiego. Przynajmniej tak mu się wydawało, tylko to przychodziło mu do głowy, gdy patrzył na DRZWI. Jak się tu znalazł? Miał na sobie garnitur na specjalne okazje, czarny w delikatne prążki. Musiał zaplanować tą wizytę, tylko nie mógł sobie przypomnieć… Jeszcze ten Głos, niecierpliwy, nacierający na jego zdezorientowany umysł. Musiał coś powiedzieć, przecież Głos zauważalnie się śpieszył. Wypada wyjaśnić, że właściwie nie wie, na którą godzinę był umówiony i czy w ogóle. Zebrał siły. Wziął głęboki oddech… Odwracając się, jeszcze próbował szukać najlepszych odpowiedzi. Jakiegoś usprawiedliwienia tego stania tu. Na szczęście, za plecami nie było niczego. Właściciel głosu też gdzieś zniknął. Kłopot z głowy. Chciał odetchnąć z ulgą, ale w chwil, gdy znów spojrzał na drzwi, dopadła go przerażająca myśl. Przecież wszędzie powinno coś być! A tam… Serce biło już zbyt szybko, umysł szalał, wariował nie mogąc ogarnąć tej nicości. Wpadł w pułapkę pokrętnej logiki… Skoro znalazłem drzwi, znalazłem je Tu, gdzie niczego nie ma, to chyba całkiem dobrze. Ta irracjonalna myśl bardzo go uspokoiła. Ciekawe czy drzwi, są otwarte? W chwili, gdy jego dłoń właśnie miała, to sprawdzić, ktoś zgasił światło. Czerń wessała białe drzwi. Właśnie zastanawiał się , nad niemożliwością wyłączenia światła, w miejscu, gdzie nie istnieje żadne jego widoczne źródło, gdy dłoń, która nie przestała błądzić w mroku, przeszył silny ból.

-To nie tak

-To nie tak

Głos wydobywał się z jego zaciśniętego gardła. Jego spierzchnięte wargi układały się na tych trzech słowach. Nie mógł sobie przypomnieć… Jęk metalu.

-To nie tak

Jaki kolor miały jej oczy? Nie mógł się skupić. Zbierał myśli. Swędziała go głowa. Coś gryzło. Robaki? Z czubka głowy spełzły na czoło. Niżej. Kąsały skórę pod brwiami. Jakieś wszy.

-To nie tak

Obraz się wyostrzył i ciemność zaczęła wypluwać kształty, coraz wyraźniejsze, znajome. Wnętrze samochodu. Jakieś wszy. Natrętne kąsanie. Zaczął drapać swędzące miejsce. Palce zwilgotniały. Ciecz. To tylko śmierdzący pot. Tracił przytomność. Tylko pot. Popatrzył na palce, które w świetle księżyca miały dziwny kolor.

-To nie tak.

To tylko czerwony pot. Krew zalała mu oczy, ale już go to przestało martwić.

*

Zielonooka ekspedientka. Pewnie nawet nie zwróciłby na nią uwagi, gdyby nie potrzebował pomocy w odnalezieniu książki. Czuł jakąś niechęć do wszystkich tych pouśmiechanych dziewczyn w czerwonych mundurkach z identyfikatorami na piersi. Od dawna ta księgarnia była jedynym miejscem, w którym, oczywiście poza domem spędzał tak wiele czasu. Jak do tej pory, nie musiał tu zmarnować ani jednego słowa. Do dziś. Znał tu każdą półkę lepiej niż większość z pracujących tu lafirynd. Płacił. Do tej mało skomplikowanej czynności ograniczał swój kontakt ze szczerzącymi swoje białe ząbki osobami. Jeszcze tydzień temu “Dlaczego dzieci gotują się w mamałydze” leżały na swoim miejscu. A dzisiaj… Zmiany, ciągłe zmiany, doprowadzały go do szaleństwa. Książki powinny leżeć na jebanych półkach, a nie w magazynach. Powinny być dostępne. Już nie mógł powstrzymać złości. Ręce zaczęły drżeć, a pot spływał po karku, zlepiając koszulkę ze skórą. Musiał podejść do jednej z nich i zużyć słowa. Tyle niepotrzebnego wysiłku.

– Dzieci gotuje się w mamałydze.

Powiedział, to powoli, jakby krucha blondynka o zielonych oczach, była w najlepszym wypadku  lekko upośledzona.

– Nooo, nie wiem. Słyszałam, że najlepsze są z rosołu.

– Taka książka – starał się zapanować nad dialogiem, który zmuszony był prowadzić.

– Mam nadzieję, że nie kucharska.

Zielonooka patrzyła na niego, jak na jakieś dziwne zjawisko. Przenikliwie. Z zainteresowaniem. Ciśnienie w jego głowie prawie pozbawiło go świadomości. Już miał sięgać po fiolkę z tabletkami, gdy nagle, nieoczekiwanie, cała złość ustąpiła. Zaskoczony takim cudownym ozdrowieniem, wygiął usta w grymasie, który mógłby być nawet nazwany uśmiechem, gdyby nie to, że mięśnie twarzy nie znały tego skomplikowanego ćwiczeni. Widok tej przekomicznej miny, prawie wywołał atak śmiechu, ale powstrzymała się i tylko czule uśmiechnęła mówiąc

-Zawsze coś. Pan się nigdy nie uśmiecha. Asia. Tak mam na imię.

-Wiem. Jest na plakietce, ale czemu sądzi pani, że to mnie interesuje. Dla mnie jesteś wykwalifikowany, mam nadzieję w miarę kompetentny personel, który powinien udzielić mi informacji. Nic ponad to.

Ostatnio, aż tak wiele słów musiał zużyć tylko u psychiatry, gdy ten chciał mu zmniejszyć dawkę leków. Jednak w tej dziewczynie było coś, czego nie znał. Dziwne źródło spokoju, które jak do tej pory odnajdywał tylko w żółtych tabletkach.

– Przepraszam, ja nie powinienem. Przepraszam.

Słowa, które wypluły jego usta, prawie wywołały wymioty. Żółć. Już czuł ją w przełyku…spokój.

-Poczekaj na mnie. Kończę za pół godziny. Na parkingu stoi czarna KarmanGia…

Tags: , , , ,

7 komentarzy “Zupełnie nie tak”

  1. Gniewna Zjadaczka Ogórków
    2 listopada 2016 at 05:08

    He he ! Dobry żart na poziomie

  2. Inicjator
    2 listopada 2016 at 05:14

    Próbka czegoś większego?

    Lekko intrygujące.

  3. izabella
    2 listopada 2016 at 10:13

    bardzo dobry tekst. doskonały rytm.

  4. 50-parolatek
    2 listopada 2016 at 13:45

    Można się zachwycać, pisać peany, analizować i można również krytykować.
    Ja albo już się zestarzałem, albo “nie nadążam” (co chyba jest równoznaczne), bo właściwie… nic z tego nie zrozumiałem.
    Napiszę więc krótko: z mojej strony “brak komentarza”.
    Ale do czegoś innego chciałem się odnieść.
    “Od dawna ta księgarnia była jedynym miejscem, w którym, oczywiście poza domem spędzał tak wiele czasu”
    Jeśli rozwój techniki będzie nadal taki intensywny i pójdzie w dotychczasowym kierunku, to niedługo może się okazać, że takie przybytki, jak “księgarnie” znikną z naszego otoczenia. Drukowany papier, jako nośnik informacji zaniknie w ogóle.
    Nie byłoby może w tym wszystkim niczego złego, Ludzkość się rozwija i po prostu zaczęto używać innych nośników informacji, jednak jest jedno małe “ale”…
    – jeśli cała nasza dotychczasowa wiedza zostanie całkowicie zdigitalizowana, przeniesiona na inne nośniki i zmagazynowana centralnie w wielkich centrach komputerowych w tzw. “clouds” (chmurki), co jest tendencją ostatnich lat (a może jest to celowe działanie?), to może wkrótce się okazać, iż nie trzeba ogólnoświatowego konfliktu atomowego, a Ludzkość cofnie się o tysiące lat w swoim rozwoju.
    W gruńcie rzeczy, digitalizacja, internet i współczesne, szybkie metody dostępu do informacji (wiedzy) na pewno są bardzo wygodne. Jednak z drugiej strony, w razie jakichś technicznych perturbacji, czy problemów, które mogą wyniknąć z jakiegoś większego kataklizmu, nawet pogodowego, nie mówiąc o trzęsieniach ziemi, powodziach, itp., dostęp może być bardzo utrudniony, a nawet wręcz niemożliwy. Wystarczy zanik prądu elektr. w sieci, lub pozrywane ciągi telekomunikacyjne. Nie wspominam o celowym odcięciu od sieci.
    W dłuższej perspektywie (pokoleniowej) może dojść do REGLAMENTACJI WIEDZY. Nie sądzę, by “siły przewodnie” tego świata nie zdawały sobie z tego sprawy. Zcentralizowanie informacji (wiedzy) pozwoli na całkowite podporządkowanie sobie biologicznych mas. Zamierzone i celowo sterowane dozowanie tejże, umożliwi “wyprodukowanie i przygotowanie” odpowiednich “społeczeństw” do wybranych celów.
    Społeczeństw, które nie będą świadome tego, że istnieją społeczne warstwy, “demokracja, dobrobyt, inne “światy”, co to jest mechanika techniczna, tarcie, prędkości kosmiczne, itd, itp..
    Science fiction?
    – nie wiem, ale osobiście z rozrzewnieniem wspominam wszelkiego typu naukowo-techniczne księgarnie, czy biblioteki.
    Niezależnie od dostępu do netu 😉 , czy prądu w sieci (tak, tak, zdarzyło mi się, że z powodu któregoś tam stopnia zasilania, wyłączono prąd, a ja akurat przebywałem w bibliotece, więc wszystko odbywało się przy świecach) zawsze mogłem znaleź to, czego szukałem, czy coś w ogóle interesującego.
    W przeciwieństwie do dnia dzisiejszego, gdy tracę masę cennego czasu, by wyłowić coś wartościowego z tego ogólnoziemskiego śmietnika mało, lub w ogóle nieistotnych internetowych informacji.
    Pozdrawiam

    • Rysa
      3 listopada 2016 at 18:25

      Sz. Pan @50-parolatek. Wie Pan dla mnie jedną z największych atrakcji w latach młodzieńczych było odwiedzanie MPiK-u i księgarń oraz polowania na wydane nowe rzeczy.
      Poruszone przez Pan sprawy rzeczywiście mogą budzić pewien niepokój, jednak ja jestem PRZEKONANY, ze wielbiciele papierowych książek tacy jak Pan czy ja przetrwają. Ja mając to szczęście, że udało mi się zgromadzić dosyć pokaźną bibliotekę jestem teraz na etapie zaszczepiania swojego syna 11-latka do podjęcia gromadzenia swojej. Ma już około 30 książek, i tak lepiej niż ja, bo ja miałem swoją pierwszą mając dopiero 14 lat i dostałem ją w nagrodę przy ukończeniu SP. Pozdrawiam serdecznie Rysa

      • 50-parolatek
        4 listopada 2016 at 08:31

        Miałem i mam podobnie.
        Co z tego, gdy nowe pokolenia inaczej to widzą. O wiele “wygodniej” (wg. nich) posiadać jakiegoś “poda” na którym można pomieścić cały “księgozbiór”. Fakt, zauważyłem, iż w Polsce, w porównaniu z Zachodem, odsetek tradycyjnych bibliofilów jest większy. Bierze się to prawdopodobnie z bardziej dojrzałej świadomości ich rodziców, bo szkoła raczej nie nie kształtuje już w tym kierunku młodych.
        Nie znam statystyk, jednak w moim odczuciu, drukowanie i wydawanie wiedzy na starych nośnikach t.j, papierze, ma tendencję spadkową.
        Można to zauważyć po wzrastających cenach tych mediów. To nic innego, jak oznaka zmniejszających się ilości wydawnictw i drukarni.
        A taki “pod”, jak pisałem wyżej, pomimo, iż ma jakąś tam pamięć, to wystarczy brak prądu/połączenia, czy nieopłacenie “licencji”, a “zbiór” zostanie odłączony.
        Co się tyczy “licencji”, to nie, jak w naszych czasach, gdy nikogo nie obchodziło, co zrobimy z zakupioną książką. Obecnie, zgodnie z “nowoczesną”, zaoceaniczną “logiką”, wszystko ma być opatentowane, a my, co najwyżej możemy to “wypożyczyć” za odpowiednią opłatą. Wszystko zmierza w tym kierunku, a młode pokolenia, bezrefleksyjnie, same zakładają sobie “sznur na szyję”
        Pozdrawiam

      • krolowa bona
        5 listopada 2016 at 05:10

        @50-parolatek, 04.11’2016, 08:31
        Wywod komentatora ma kapitalne znaczenie i jest moja analiza !!!
        Ludzie dostaja szalu i zalamania nerwowego, jak raptownie uciety zostaje im dostep do pradu, jak ich Tablet lub Smartphone po ok.24 miesiacach po prostu jest kaputt i nie ma mowy, by go poddac”reanimacji”, gdyz obecnie systemowo ingenering wbudowuje we wszystkie urzadzenia i zarowki oraz inne przedmioty codziennego uzytku jak np.ponczochy czy rajstopy / skarpety itd., itd programowo defekt…dane duze i male, przepadaja w ciagu sekund , osobiste dzieje szlak trafia, to nie papirusy lecz cos tak enigmatycznrgo, prawie jak jakas zjawa znika z powierzchni ziemi…lub przezywa sie presje jakiegos towarzystwa/korporacji z branzy telekomunikacji, ktore szykanuje jakiegos tam uzytkownika frekwencji, ze mu ich nie udostepni… .gdy tu tymczasem powstaje sytuacja uzaleznienia jak od narkotyku .. malo tego jakies kolosy swiatowe /monopole / oraz przerozne sluzby specjalne wiedza w detalach o najintymniejszych przezyciach i doznaniach uzytkownika danych frekwencji lub jakiegos aparatu i jak ogolnie wiadomo sluzy tez sluzbom specjalnym dla ich sterowanych akcji
        az do mordu i wypedzenia
        ludobojstwa ……tak to kultura i
        wiedza czlowieka, staly jego dorobek
        stal sie towarem i przedmiotem
        szantazu wojennego obcych i niestety zlowrogich neoliberalbych bestii….pradu to moze juz za moment zabraknoc i nowe , “d

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Społeczeństwo

Scroll Up