Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

27 marca 2017

Na problemy energetyki trzeba spoglądać realnie i pragmatycznie


 Na problemy i wyzwania energetyki, trzeba spoglądać realnie i pragmatycznie. To są niesłychanie złożone, bardzo długotrwałe i nieznośnie kosztowne procesy. Każda inwestycja w energetyce trwa i musi być planowana, samo włączenie nowego urządzenia do sieci, zapewnienie mu możliwości funkcjonowania – w sposób opłacalny w zakresie jego technologii, to są wielkie i bardzo poważne wyzwania.

To, że przez ostatnie 27 lat cieszyliśmy się stosunkowo dużą ilością, stosunkowo taniego prądu, to wynik mądrości naszych Ojców i Dziadków, którzy w sposób zoptymalizowany do posiadanej technologii, możliwości finansowych i organizacyjnych – zaprojektowali, wybudowali, wdrożyli i eksploatowali potężną sieć energetyczną na terenie praktycznie całego kraju. Oczywiście sieć została rozbudowana niedostatecznie i wielkim nieszczęściem jest to, że nie zbudowano Żarnowca, jednakże bez względu na te wszystkie okoliczności, jakkolwiek trudne i smutne w ocenie – okres PRL-u, to był okres wielkich sukcesów w dziedzinie energetyki. Opartej na węglu, jednakże to właśnie węgiel był paliwem zoptymalizowanym w tamtych czasach w naszym kraju, jak również pod wieloma względami jest również paliwem uniwersalnym na przyszłość, przynajmniej jeżeli chodzi o energetyczne wykorzystanie węgla brunatnego. Jeżeli udałoby się poprawić kwestie ekologiczne, bo emisja zanieczyszczeń jest ważnym, liczącym się i bolesnym problemem to w oparciu o węgiel brunatny, możemy zabezpieczyć swoje potrzeby energetyczne na poziomie co około 30% przez kolejne 100-150 lat. Jeżeli udałoby się zwiększyć sprawność technologii przetwarzania węgla w energię, bo spalanie najdelikatniej mówiąc „szału nie robi”, to być może na dłużej. Mamy bardzo bogate zasoby węgla brunatnego i znane są nowe złoża, których eksploatacja może dać paliwo dla elektrowni na kolejne lata.

Oczywistą koniecznością jawi się energetyka jądrowa, tak duży kraj jak nasz powinien być w stanie zbudować i utrzymać, w oparciu o cudzą technologię – dużego gracza na tym rynku, co najmniej dwie elektrownie jądrowe dużej/b.dużej mocy i jedną średniej. Chodzi o zabezpieczenie energetyczne Śląska-Małopolski, Mazowsza-Polski centralnej i Pomorza. W ten sposób, żeby w oparciu o siłownie jądrowe móc zapewnić około 30% potrzebnej mocy. Byłoby to optimum jeżeli chodzi o tzw. mix energetyczny, ponieważ kierując się tą filozofią mamy już około 60% zapotrzebowania energetycznego oparte o stabilne i bezpieczne źródła. Węgiel kopiemy sami, a paliwo dla reaktorów starcza na długie okresy, w tym znaczeniu że wiele zależy od technologii, jednakże 10 letni okres zabezpieczenia potrzeb w oparciu o posiadane paliwo jest jak najbardziej możliwy, a to już jest czas, który zapewnia nam bezpieczeństwo energetyczne.

Gdybyśmy nie zmarnowali ostatnich 27 lat, tylko działali strategicznie – to była szansa na utrwalenie nowej kultury rolnej w produkcji biomasy, nawet za te pieniądze, które obecnie idą dla rolników jako dotacje. Gdyby nasi rolnicy produkowali rośliny w uprawach energetycznych – tutaj technologii jest bardzo wiele, to przy wykorzystaniu około 80% niewykorzystanych areałów w skali kraju, moglibyśmy myśleć o zabezpieczeniu około 20-30% naszych potrzeb energetycznych, przy czym zastrzeżenie, że głównie w zakresie produkcji energii cieplnej – tutaj technologia jest stosunkowo prosta i możliwa do łatwego opanowania lokalnie (zakup odpowiedniego kotła z paleniskiem dostosowanym do odpowiedniego wsadu). To bardzo duży potencjał, niestety niewykorzystywany. Uwaga, nie mówimy o tym, żeby zamiast żywności produkować wierzbę energetyczną! Mówimy o tym, żeby zamiast – nie uprawiać niczego i brać za to unijne pieniądze, uprawiać zaplanowane lokalnie – wręcz zamówione w odpowiedniej formule – rośliny, które najlepiej nadają się w danych warunkach do uprawy i można z nich uzyskać paliwo, czy to do spalenia na ciepło użytkowe, czy też, np. do przerobienia w procesie biogazyfikacji, albo nawet rafinacji i uzyskać paliwo płynne. Niestety ten potencjał jest niewykorzystany. Sumę potencjału energetyki odnawialnej można w istniejących warunkach szacować na około 10% potrzeb z naszego mix-u energetycznego. To w całości daje nam około 70% (węgiel około 30%, atom około 30% i energetyka odnawialna około 10%).

Pozostaje nam problem jeszcze około 30% mocy, którą trzeba gdzieś wyprodukować. Problemem jest odpowiednie zaplanowanie, tak żeby nie zmarnować pieniędzy na potencjał, z którego nie będziemy korzystać. Chociaż energetyka jest bardzo zachowawcza i można budować z rezerwą „na zaś”, to ktoś za to musi zapłacić. Prywatni inwestorzy, jak w przypadku budowy nowej elektrowni jądrowej w Wielkiej Brytanii, oczekiwaliby że tym płacącym będzie państwo. W Polsce obecnie dochodzi do takich aberracji, że prywatni inwestorzy, wolą nie budować elektrowni gazowych, żeby nie topić pieniędzy w potencjale, którego możliwa przyszłość wykorzystywania jest najdelikatniej mówiąc niepewna.  Tymczasem nie można się na prąd z gazu obrażać, albowiem energetyka oparta na tym paliwie ma jedną olbrzymią zaletę – jest niesamowicie elastyczna, albowiem nawet z turbin o bardzo dużej mocy, można produkować małą ilość energii, ewentualnie wykorzystywać je głównie wówczas, kiedy zapotrzebowanie na energię jest wysokie, bo w stosunkowo prosty sposób, bardzo szybko, są w stanie osiągnąć optimum swojej wydajności. To bardzo ważna cecha tego sposobu produkowania energii.

Dodatkowo w kwestii energetyki opartej na gazie liczy się to, że gaz można magazynować, a to co prawda kosztuje, bo te procesy w tym zapewnienie bezpieczeństwa na odpowiednim poziomie – są bardzo drogie. Jednakże można o tym pomyśleć, bo i tak tego typu energetyka jest wielokrotnie tańsza od energetyki jądrowej, a zarazem nie obciąża tak środowiska jak energetyka oparta o węgiel.

W latach 60-tych na Zachodzie Europy, w okresie taniej ropy naftowej istniały elektrownie produkujące głównie prąd elektryczny, w których agregaty prądotwórcze były napędzane przy pomocy dużych siłowni diesla. Ropa była bardzo tania, a zarazem zasilanie w ten sposób było również bardzo elastyczne. Do dzisiaj w wielu częściach świata, w tym w Europie – stosuje się lokalne siłownie spalinowe, oparte o napędzanie agregatów prądotwórczych przez różne, a w zasadzie wszelkie możliwe odmiany paliwa dieslowskiego. W odpowiednio policzonej skali, może to być tańsze, niż ciągnięcie linii wysokiego napięcia, budowanie stacji transformatorowych i utrzymanie takiej infrastruktury. Być może i w naszych realiach, budowa tego typu siłowni, w wielu miejscach – byłaby korzystna, a na pewno istotna jako wzmocnienie tzw. infrastruktury krytycznej. Na naszym poziomie rozwoju cywilizacyjnego, dobra i sprawdzona technologia, o której wiemy wszystko – jest bardzo bezpieczna, zarówno pod względem ryzyk technologicznych, jak i finansowych.

W tej branży chodzi bowiem o to, żeby spoglądać realnie i pragmatycznie, na wszystko co jest z nią związane, ponieważ nie jest nas stać na błąd, a na pewno już nie będziemy mogli sobie pozwolić na błąd zaniechania i stracenia czasu. Ponieważ skończy się to, w ten sposób, że po prostu trzeba będzie importować prąd zza granicy.

Na pewno potrzebujemy całościowej i przemyślanej strategii postępowania w tej dziedzinie. Dotychczasowe prace studialne i opracowania branżowe, przynajmniej te dotyczące roli branży w utrzymaniu i rozwoju potencjału są w dominującej większości bardzo realistyczne, nie da się tam bowiem wiele przekłamać. Jak również po prostu nie ma takiej potrzeby, bo to w jakim jesteśmy stanie, to tak na prawdę wiedzą wszyscy w branży i nie tylko.

Proszę pamiętać – tutaj nie ma alternatywy, to że będziemy mieli stosunkowo drogi prąd, jest oczywistością. W naszym interesie jest jednak, żeby tego prądu – nawet stosunkowo drogiego, było pod dostatkiem. Ten problem będzie miał bardzo duże znaczenie dla planów rozwojowych poważnego przemysłu w naszym kraju. Jeżeli chce się mieć przemysł, musi się mieć „siłę”, bez tego w ogóle nie ma o czym mówić.

Tags: , , , , , , , ,

6 komentarzy “Na problemy energetyki trzeba spoglądać realnie i pragmatycznie”

  1. Wojciech
    29 października 2016 at 08:37

    Był taki solidarnościowy geniusz, vfvvvvvvvvvvv, Tadeusz Syryjczyk, także z Krakowa, który zlikwidował budowę elektrowni w Żarnowcu. I cofnął kraj o 50 lat do tyłu. Na zawsze.

  2. Pozorovatel
    29 października 2016 at 09:08

    A gdzie podziała się nasza elektrownia jądrowa w Żarnowcu? Wyprodukowana była do niej prawie całość wyposażenia technologicznego, prace montażowe zaawansowane były w ponad połowie. Była i zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach. Młode pokolenie zapewne nie orientuje się że turbozespoły typu 4K-465 wyprodukował elbląski Zamech, generatory GTHW-600 wrocławski Dolmel, transformatory łódzka Elta, stabilizatory cisnienia i wytwornice pary raciborska Rafako, pomocnicze wymienniki ciepła Fakop w Sosnowcu, Metalchem zbiorniki, Zgoda silniki awaryjnego zasilania, Mawent wentylatory, Chemar armaturę i rurociągi, EWO stację uzdatniania wody, ZUP z Nysy skraplacze, IASE z maleńkiego Przygórza aparaturę kontrolno-pomiarową. Reaktory WWER-440/213 były importowane – wyprodukowane w zakładach Škoda Pilzno.
    Prace budowlano-montażowe wykonywały polskie firmy. Dzisiaj wiielu z tych firm już nie ma . Z pozostałych pozostały kadłubki niezdolne już ani badawczo-naukowo ani konstrukcyjnie i technologicznie do wytworzenia tak złożonych i odpowiedzialnych wyrobów. Dzisiejszy polski potencjał technologiczno-przemysłowy pozwala jedynie na zaciągnięcie kredytu i zlecenie całej budowy amerykańskiemu wykonawcy (bo Francuzi już są bee). Nie posiadamy w kraju przemysłowych zasobów uranu. Nie dysponujemy technologiami wzbogacania ani paliwa jądrowego. Nie potrafimy paliwa zużytego utylizować. Czym więc dysponujemy? Nawet nie lokalizacją, bo każda wywoła protesty. Przerażające są nasze „demokratyczne” tradycje polityki kadrowej. Spójrzcie Pańsstwo na mechanizmy kierowania państwem, na poczucie realizmu ważnego ministra angażującego 20-letnich doradców bez wiedzy, doświadczenia i nawet formalnego wykształcenia. To nie jest przypadłość tylko dobrej zmiany. Wystarczy przypomnieć sobie procesy kadrowe prowadzące do 10 kwietnia 2010. Wiele prawdy o poziomie etycznym, intelektualnym i merytorycznym ujawniły „taśmy prawdy” nagrane u „Sowy i Przyjaciół”. To pozwala przewidywać politykę kadrową w budowaniu personelu eksploatującego taką siłownię. Zwłaszcza gdy dojdzie do przeciążenia systemu jak latem 2015. Zadziwimy wówczas świat katastrofą jeszcze większą niż ta która udała się Ukraińcom w Czarnobylu. Dzisiaj proponuję otwarcie konkursu na nazwę przyszłej elektrowni. Ja osobiście proponuje nadanie jej imienia „Katastrofy Smoleńskiej”.
    A elektrownie węglowe rzeczywiście będą się starzały, na istotny wzrost efektywności liczyć nie możemy, bo w tych unowocześnionych zbliżyliśmy się do sprawności granicznych (cykl Carnota). Przy tym nasi politycy nałożyli na nas zobowiązania redukcji emisji CO2.
    Żyjemy w kraju słabo nasłonecznionym, o umiarkowanej wietrzności i niewielkich zasobach wód płynących. Prądu z tych źródeł nie będzie, chociaż możemy szumnie otwierać kolejne instalacje, marnować środki inwestycyjne i z dumą opowiadać o nich androny, jak o gazie (g)łupkowym, najcieńszym grafenie, perowskitach, elektrycznych samochodach pokonujących ograniczenia praw termodynamiki i tym podobnych dyrdymałach. Cóż nam więc pozostaje? Czyżby tylko spalanie zasobów leśnych, które według współczesnej retoryki, miało by nie wydzielać dwutlenku węgla? Nie. Nie jest aż tak źle, ale wymagało by to otwartości myślenia, od ćwierćwiecza niedostępnej naszym decydentom.
    Otóż w miejsce milionów kominów zakopcających nasze miasta dymem z prymitywnych palenisk węglowych, zbudujmy miejskie elektrociepłownie. Nie wszyscy Czytelnicy zapewne wiedzą że elektrownia cieplna (jądrowa też) potrafi zamienić w prąd elektryczny 35% ciepła wytworzonego w kotle (lub reaktorze). Co z resztą ? Ano po części rozprasza się a w większości jest tracone na bezużyteczne podgrzewanie rzek lub atmosfery. Elektrociepłownia potrafi to ciepło posłać rurami do ogrzewania naszych mieszkań, szkół, biur i innych obiektów. A sezon grzewczy w naszym klimacie to 250-260 dni w roku. Drugim kierunkiem jest upowszechnianie kogeneracji rozumianej jako mikro-elektrociepłownie w obiektach ogrzewanych dotychczas gazem bądź olejem opałowym. Otóż minimalnie zwiększając zużycie tych paliw można zamienić 30% zawartej w nich energii w prąd elektryczny przeznaczając resztę do ogrzewania budynku.
    Trzecim kierunkiem jest budowa megawoltowych linii energetycznych łączących nasz system energetyczny z elektrowniami jądrowymi w Rosji, Czechach i Francji. Te proste rozwiązania obniżą naszą emisję o prawie 1/3 zapewniając nam dostatek energii. A gdyby jeszcze ukrócić marnotrawstwo energii, choćby wysoko je opodatkowując, osiągnęlibyśmy bezpieczeństwo energetyczne na poziomie takim jak odziedziczyliśmy po czasach „słusznie minionych”.

  3. inicjator
    29 października 2016 at 13:54

    Żarnowca żal.

    Pozostaje twarz Ministra Piotra N. od Gazu w TVP, zachęcającego do podłączenia się do rur z gazem w Danii.

    Wizja zaopatrywania Ukrainy gazem z Kataru, dostarczanego do Świnoujścia jest GENIALNA, wobec drugiej nitki Nord Stream II oraz rurociągów Gazpromu tuż za Odrą, przesyłających gaz na południe Europy …

    Straszne.

  4. wieczorynka
    29 października 2016 at 17:11

    Mam zakaz wypowiadania się na tematy techniczne (i słusznie, wiadomo baba). Nawiążę do zdania Autora: lepiej produkować rośliny i wytwarzać biomasę aniżeli nie robić nic i brać dopłaty z UE. Przecież UE od samego początku przystąpienia Polski „zadbała” aby w Polsce były ichnie markety, banki a u nas montownie i żadnej produkcji. Jak chodzi o węgiel brunatny to nie miejmy kompleksów wystarczy przeczytać w sieci ile tego węgla zużywają Niemcy. Ponadto w Polsce nawet 40% energii znika na liniach przesyłowych – dane z sieci. Można w nieskończoność pisać co wydarzyło się w Polsce w ciągu ostatnich 27-la. Tym bardziej doceniam to co zbudowano w czasach PRL.

  5. jerzyjj
    29 października 2016 at 19:46

    „LEPSZY WRÓBEL W GARŚCI NIŻ GOŁĄB NA DACHU” NIE ZAPOMINAJMY O TYM CO JUŻ MAMY…
    Niektórym wydawać się może, że pewne środowiska w naszym kraju reprezentują niesłusznie postawę roszczeniową. Ludziom, którym zdaje się, że górnictwo jest przeżytkiem lub reliktem czasów, które nigdy już nie wrócą i z którymi należy zerwać w drodze do nowoczesności należy przypomnieć kilka faktów. Bogactwo, jakim są nasze zasoby węgla, jest dziś deprecjonowane, a polska polityka w tym względzie nie kieruje się naszym interesem narodowym. Obce ośrodki decyzyjne, czyniąc z węgla zło i zagrożenie dla środowiska, naraziły nasz kraj na straty i gospodarczą klęskę. Wypasione przez kilkaset lat zatruwania powietrza gospodarki Zachodniej Europy, z dnia na dzień doszły do wniosku o szkodliwości swego dotychczasowego postępowania. Wydumane zagrożenie stwarzane przez domniemaną, nadmierną emisję CO2, stawia Polskę w niekorzystnym świetle i zmusza nas do wydatków, mających dopomóc nam w dostosowaniu się do wyśrubowanych wymagań rozmaitych konwencji klimatycznych. Polska pod obecnymi rządami zmierza do stanu, w którym pozbawiona możliwości korzystania z własnych zasobów oraz prowadzenia niezależnej polityki, stanie się unijnym pacjentem, podtrzymywanym przy życiu przez respirator pozornych zachodnich inwestycji, bez których nie będzie w stanie samodzielnie funkcjonować. W świetle tego wszystkiego nietrudno zrozumieć, dlaczego sprawy w naszej nieszczęsnej Ojczyźnie przybrały taki, a nie inny obrót. Wyniszczane i usilnie kompromitowane w oczach bezrozumnej gawiedzi górnictwo znalazło się na skraju upadku. Polskie zasoby węgla kamiennego należą do największych na świecie. Jest to wielkie bogactwo i szansa na tanią energię i dynamicznie rozwijający się przemysł. Liga Obrony Suwerenności jako jedno z nielicznych ugrupowań dostrzega szanse z tego płynące oraz zagrożenia, jakie niesie traktowanie tych kwestii po macoszemu. Jak widać wszelkie protesty, czy to środowisk górniczych, czy też wspierających je organizacji traktowane są przez władze niepoważnie. NO BO CO MOGŁA WIEDZIEC O POLSKIM WEGLU LEKARKA ,,z bozej laski” KOPACZ NAMASZCZONA PRZEZ gggggggg I ggggggg TUSKA PRZYKLEPANA PRZEZ gggggg KOMOROWSKIEGO ???
    Państw narodowych ma nie być! Takie jest założenie masonerii i globalistów. Państwo silne posiada swój przemysł, handel,walutę i banki. Jeśli jednak chce się zrobić z dobrego państwa – neokolonię, robi się tzw. prywatyzację, czego boleśnie doświadczyliśmy. Myślący rozumie do czego służy EUROKOŁCHOZ, niemyślący będzie wciąż wyglądał obiecanych paciorków. Totalne załamanie i zniechęcenie ogarnia nieliczne już grono ludzi przejmujących się losem Ojczyzny. Brak jakichkolwiek zmian pomimo ponad 25 lat betonowania się układu i drwienia z nas w żywe oczy przez jego przedstawicieli nie pozostawia złudzeń. Jakiekolwiek demokratyczne przemiany w naszym kraju stały się mrzonką. Ogłupione przez media masy, ślepo podążają wyznaczanym im przez władze szlakiem, mając sobie za nic dobywające się nieśmiało z otchłani ich otumanienia głosy zdrowego rozsądku. Czy to z racji konformizmu czy ignorancji, większość naszych rodaków nie przejmuje się najwyraźniej rozgrywającą się na ich oczach tragedią własnego narodu. Porażająca arogancja władz jest świadectwem przekształcenia się Polski w republikę kolesi. Pseudoelity nie kryją się już nawet z pogardą dla zwykłych ludzi.
    PS…
    Najnowsze dane Eurostatu nie pozostawiają wątpliwości – największym trucicielem w Europie pozostają Niemcy, które odpowiedzialne są za niemal 1/4 emisji CO2 w UE (23,0%). Na drugim miejscu znalazła się Wielka Brytania, która w UE emituje 12,5% CO2. Trzecie miejsce zajęły Włochy (10,6% emisji), a czwarte – Francja (9,9% emisji). Dopiero na piątym miejscu uplasowała się Polska, która jest odpowiedzialna za 9,2% emisji CO2 w UE. To oznacza, że Niemcy emitują do atmosfery 2,5-razy więcej CO2 niż my.

    http://niewygodne.info.pl/artykul6/02999-Eurostat-potwierdza–Niemcy-najwiekszym-trucicielem-w-UE.htm

    • Tomasz
      30 października 2016 at 14:44

      Emisja dwutlenku węgla w Niemczech jest olbrzymia. Nikt o tym nie mówi, bo Niemcy rządzą Europą.
      I bez kłopotu spalają węgiel kamienny/brunatny oraz spalają gaz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Ogólna

About krakauer,

Scroll Up