Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

23 kwietnia 2017

Analiza dezinformacji medialnych wymierzonych w bezpieczeństwo państwa?


rgbstock.com Autor: Sanja Gjenero

Bardzo interesujący komunikat ukazał się na koncie Ministerstwa Obrony Narodowej w popularnym komunikatorze społecznościowym. Otóż, MON poinformowało tam, że osoba kryjąca się za nazwą innego konta na tym portalu „@MisiewiczB” zajmuje się w Gabinecie Politycznym MON analizą dezinformacji medialnych, wymierzonych w bezpieczeństwo państwa.

To bardzo interesująca informacja, ponieważ wskazuje, że konkretna osoba zajmuje się bardzo ważną pracą analityczną. Generalnie analiza mediów – medio znawstwo, analiza treści medialnych, to bardzo skomplikowane zagadnienie, wymagające sporego przygotowania merytorycznego, jak również mrówczej pracy i talentu. Dlatego jest niesłychanie interesujące to, w jaki sposób przebiegają te procesy analityczne, w tym, w jaki sposób jest moderowany łańcuch komunikowania się pomiędzy Gabinetem Politycznym, samym panem Ministrem, służbami specjalnymi i ich outsourcowanymi podmiotami eksperckimi, w których zatrudnia się masę ludzi uważanych za ekspertów właśnie do pracy analitycznej.

Jest to wyjątkowo ciekawe, dlatego, ponieważ jak z samej informacji wynika, ten pan zajmuje się już samą analizą – jak należy się domyślać – treści takich informacji medialnych, które zostały zakwalifikowane, jako dezinformacje i to wymierzone w bezpieczeństwo państwa. Nie trzeba chyba być szczególnym ekspertem, żeby domyśleć się, jakie struktury w naszym państwie są odpowiedzialne za ww. selekcję informacji. Nie ulega wątpliwości, zatem, że są to sprawy bardzo poważne.

Zastanówmy się na własny użytek, oczywiście dla budowy naszego modelu politologicznego – rzeczywistości równoległej, czym jest dezinformacja medialna? Później, czym jest taki rodzaj dezinformacji medialnych, które są wymierzone w bezpieczeństwo państwa?

Stalin miał kiedyś powiedzieć, przynajmniej takie słowa przypisuje mu historiografia zachodnia, że słowa nie powinny mieć żadnego związku z działaniem, bo słowa to jedno, a działania to coś innego. Dobre słowa to maska przykrywająca rzeczywiste działania. Bardzo ciekawą definicję dezinformacji mamy z II RP, gdzie ówczesny kontrwywiad definiował dezinformację, jako: przekazanie przeciwnikowi wiadomości, mających na celu ukrycie własnych zamierzeń i spowodowanie, żeby traktował taką informację, jako prawdziwą, względnie żeby analizował informację inspirowaną w dłuższym czasie. [Na podst.: A. Pepłoński, Wojna o tajemnice. W tajnej służbie Drugiej Rzeczypospolitej 1918-1944, Kraków Wyd. Literackie 2011 s. 355-356]. UWAGA TĘ KSIĄŻKĘ PO PROSTU TRZEBA PRZECZYTAĆ – JEST DOSTĘPNA JAKO PUBLIKACJA ELEKTRONICZNA DO KUPIENIA.

Mamy, więc dwie immanentne cechy dezinformacji: po pierwsze inspirowanie przekazu, a po drugie intencja negatywna, co do percepcji adresata poprzez zamiar wprowadzenia w błąd. Szerzej, nawet wytworzenia wypaczonego obrazu sytuacji, do czego może służyć także i informacja prawdziwa.

Realnym skutkiem, jaki przynosi dezinformacja jest zajęcie kanałów komunikacji oraz zasobów analitycznych u przeciwnika, przez co już dzięki samemu faktowi wzbudzenia jego aparatu analityczno-wywiadowczego, zyskuje się informacje o jego działaniu. W konsekwencji dezinformacja zawsze jest kosztem, jaki trzeba ponieść dla zdobycia informacji niezafałszowanej.

Bardzo specyficznym rodzajem dezinformacji, jest udzielenie informacji pozornej, tj. pozornej w samej warstwie przekazu merytorycznego, jak również pozorowanej, co do roli komunikatywnej w ogóle. Dzieje się to głównie w warstwie domniemań i scenariuszy, jakie przewiduje przeciwnik, na podstawie naszych decyzji i zaniechań. Stosowanie tych technik wymaga dość zaawansowanych umiejętności stosowania teorii gier w praktyce, ale są do tego systemy informatyczne – bardzo istotnie wspierające proces podejmowania decyzji (w tym także na polu walki).

Najważniejsze, a w zasadzie na pewno ważniejsze od samego procesu przekazywania inspirowanych informacji, jest zbieranie informacji o tym, jak przeciwnik przyjmuje przekaz i jakie wyciąga wnioski. Jest to zarazem również pole do dezinformacji, którą można przykryć nadawcę przekazu intencjonalnego – jego własną bronią. Nie jest, bowiem trudno, wytworzyć taką sytuację, z której będzie wynikało, że przeciwnik osiąga swoje cele, ponieważ jako cel jego działań – ulegamy dezinformacji. To samo w sobie rozbraja wszelkie działania przeciwnika, nawet najbardziej wysublimowane i fantastycznie zaprojektowane pod względem skali oddziaływania. Feedback, jaki do niego dotrze, może być przecież jeszcze bardziej finezyjną manipulacją.

Niestety w praktyce nie jest to takie proste, ponieważ celem działania komunikatów przeciwnika, jest nasza własna opinia publiczna. To niesłychanie komplikuje sytuację „broniących się”, albowiem muszą stosować szereg działań osłonowych i przeciwdziałać zalewowi dezinformacji. Proste sianie zamętu u przeciwnika, nie jest równoważne, ponieważ tutaj nic nie jest 1:1. Jeżeli ponosi się straty, to się je boleśnie odczuwa i się za nie płaci.

Na podstawie powyższego, za dezinformacje medialne, które są wymierzone w bezpieczeństwo państwa, należy uznać wszelkie inspiracje ukierunkowane na wprowadzenie zmian w mechanizmach percepcji i w konsekwencji reagowania, na przyswojone informacje, docelowo – działania zmierzające do redefiniowania przez jednostki sposobu wyrażania zaufania wobec kwestii publicznych. Kwestia zaufania w relacjach publicznych jest tutaj fundamentalna, to ono a wraz z nim autorytet podmiotów publicznych, głównie politycznych jest najważniejsze.

To bardzo szeroka definicja, ale chyba w sposób obiektywny oddająca skalę wyzwań. Liczy się, bowiem wszystko, co może mieć, chociaż potencjalny wpływ na opinię publiczną, a jeszcze bardziej na jej mechanizmy przyswajania i wymiany informacji. Ponieważ to czym się “zarazi” umysły ludności przeciwnika, już na jakiś czas pozostanie i nawet w ramach przeciwdziałania, przeciwnik będzie musiał w części uwzględnić naszą retorykę w uwrażliwionej percepcji zainfekowanych własnych obywateli.

Wnioski, zatem są oczywiste, to bardzo dobrze, że ktokolwiek w MON zajmuje się analizą dezinformacji medialnych wymierzonych w bezpieczeństwo państwa, ponieważ jest to niesłychanie skomplikowane źródło wyzwań. Można tylko życzyć – komukolwiek – sukcesów, byłoby super jakby takie osoby znały np. hebrajski, angielski, ukraiński, rosyjski, niemiecki i kilka innych języków. Chyba, że chodzi o informacje w języku polskim? Widocznie nasz model politologiczny jest bogatszy od rzeczywistości?

Tags: , , , , , ,

4 komentarze “Analiza dezinformacji medialnych wymierzonych w bezpieczeństwo państwa?”

  1. jem jogurt z dżemem
    21 października 2016 at 04:39

    Nie wiem gdzie pracuje autor, ale moim zdaniem to on powinien zajmować się tropieniem dezinformacji

  2. Inicjator
    21 października 2016 at 05:29

    Niech się nawzajem dezinformują, ile się da.

    Byleby z czasem odróżnili to co istotne, od szumu i piany, która takim działaniom zawsze towarzyszy.

    No i niech REALNIE umacniają potencjał Sił Zbrojnych, bo z PIANY nie da się strzelać ani zatrzymać pędzącego czołgu …

  3. bob
    21 października 2016 at 09:29

    Trzeba Misiewiczowi pokazać Obserwator Polityczny i będzie chłop mógł się wykazać.

    SZANOWNY PANIE DZIĘKUJEMY ZA REKOMENDACJĘ – JESTEŚMY PRZEKONANI, ŻE WIELE OSÓB, KTÓRE SERDECZNIE POZDRAWIAMY (PRZY OKAZJI) CZYTA NAS W GODZINACH PRACY I TO NIE TYLKO Z CZYSTEJ SYMPATII 🙂 POZDRAWIAM WEB. JÓZ.

  4. wieczorynka
    21 października 2016 at 16:45

    Należy sobie odpowiedzieć na pytanie do kogo w znacznym stopniu należą polskojęzyczne media. Dodam, że z dezinformacji można dowiedzieć się wiele, umiejętnie czytając.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Soft Power

About krakauer,

Scroll Up