Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

20 października 2017

Zadłużenie to nie żarty


 Zadłużenie to nie żarty. Proszę się zastanowić, czy jeżeli nie byłoby państwa stać na życie za to, co zarabiacie, gdybyście musieli pożyczać co miesiąc regularnie od sąsiadów to, co dajecie na życie swoim rodzicom, czy jeszcze zdecydowalibyście się pożyczać więcej, żeby dać dzieciom sąsiadów?

Odpowiedź na powyższe pytania brzmi najwyraźniej TAK, ponieważ mniej więcej w ten sposób działa rząd dobrej zmiany, na który wcześniej głosowała większość z głosujących Polaków. Politycy i społeczeństwo nie widzą żadnego problemu w tym, żeby zadłużyć się na koszt przyszłych okresów, konsumpcji w przyszłości – nie mówmy o przyszłych pokoleniach, ponieważ one się mogą nie pojawić, a na pewno nie w takiej ilości, żeby pokryć nasze długi.

Jedynym przeznaczeniem usprawiedliwionym międzypokoleniowo na jakie, poza oczywiście koniecznością pokrywania wydatków wojennych można wydawać pieniądze z długu – są inwestycje. W szczególności takie, które generują stopę zwrotu, albo chociaż przyczyniają się do zmniejszenia kosztów funkcjonowania podmiotów w ramach naszej przestrzeni społeczno-gospodarczej.

Niestety w naszym kraju stale (bo co roku), wydajemy pieniądze, których nie mamy i musimy je pożyczyć, jak kto woli – albo na rolowanie wymagalnych zobowiązań na dany rok i obsługę zobowiązań odsetkowych od całości długu, albo na renty i emerytury. Dziura w tym zakresie od szeregu lat oscylowała na poziomie około 40 – kilku mld Złotych. Jak to się dzieje, że w przyszłym roku mamy mieć około 60 mld PLN deficytu budżetu państwa? Co prawda deficyt rośnie „tylko” o kolejne niespodziewane 5 mld PLN, ale ktoś te kolejne, za każdym razem dokładał. Kto był tym ktosiem i na co to poszło?

Jak czytamy w komunikacie Ministerstwa Finansów z 22 sierpnia br., [tutaj] wstępny projekt budżetu państwa na rok 2017, przewiduje:

  • “dochody budżetu państwa: 324,1 mld zł,
  • wydatki budżetu państwa: 383,4 mld zł,
  • deficyt budżetu państwa na kwotę nie większą niż: 59,3 mld zł.” Źródło Ministerstwo Finansów j.w.

Jako Podstawowe wskaźniki makroekonomiczne, dla prognozy dochodów na rok 2017:

  • wzrost PKB (w ujęciu realnym o 3,6%),
  • średnioroczny wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych (1,3%),
  • nominalny wzrost przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej (5,0%),
  • wzrost zatrudnienia w gospodarce narodowej (0,7%),
  • wzrost spożycia prywatnego (w ujęciu nominalnym o 5,5%).” Źródło j.w.

Czy to nie było przypadkiem tak, że to Prawo i Sprawiedliwość i jego poplecznicy krytykowali swoich poprzedników z powodu wysokiego zadłużenia państwa? Dodajmy całkiem słusznie! Co to za politykę więc w tej chwili realizują? Już słyszeliśmy, że ogląd spraw państwowych inaczej wygląda z optyki opozycyjnej, a inaczej z ław rządowych, jednakże to jest ta sama odpowiedzialność za państwo. Opozycja może mówić i robić co chce, jednakże musi być odpowiedzialna za państwo. Dlatego działania proponowane, podejmowane i kontestowane, muszą się mieścić w ramach finansowych, które są możliwe do zrealizowania. Wszystko inne to albo populizm, albo rewolucja, albo rzeczywiste wizjonerstwo. Przy czym to pierwsze rozwiązanie jest najpowszechniejsze, drugie najbardziej ryzykowne, a na trzecie niestety stać tylko wyjątkowe osoby.

Model finansowania gospodarki i potrzeb państwa długiem, to prosta kalka rozwiązań proponowanych w USA i generalnie na Zachodzie, w zasadzie wszędzie z wyjątkiem ordoliberalizmu z Niemiec. Uzasadnieniem dla zadłużania się było przekonanie o opłacalności tego działania, ponieważ inflacja zmieniała wartość pieniądza w czasie, a przyrost gospodarczy i związane z nim większe przychody budżetów publicznych, gwarantowały względną neutralność budżetową rosnącego zadłużenia dla podatników. Warunkiem było utrzymanie przyrostu długu i najlepiej kosztów jego utrzymania w widełkach wzrostu dochodów z przyrostu PKB. Przez lata to działało w wielu krajach, jednakże skończyło się tak jak i u nas – rolowaniem jednego zadłużenia, za pomocą kolejnego zadłużenia. Wszystko na co stać państwa rozwinięte uginające się pod ciężarem swojego długu to obsługa zadłużenia, tj. płatność odsetek i emisji kolejnych obligacji. Przy niskim lub prawie żadnych odsetkach, gdyby dzisiaj stopy odsetkowe w USA wynosiły 10%, to prawdopodobnie mielibyśmy koniec świata jaki znamy.

Najgorszym rodzajem długu, jest dług publiczny w obcej walucie. Ponieważ, takiego długu nie da ani „wypalić” inflacyjnie (to znaczy zubażając własnych obywateli pochłonąć go inflacją), ani zalać drukowanymi pieniędzmi (co się łączy). Walutę trzeba pozyskać, płacąc za nią określonymi aktywami, na które jest popyt za granicą. To daje olbrzymią przewagę krajom, które zadłużają się we własnej walucie. Jak zawsze wychodzi na to, że bogaty może więcej! Właśnie dlatego ponieważ jest bogaty!

Nasza Konstytucja (progi dopuszczalnego zadłużenia) i Unia Europejska (Pakt Stabilności i Wzrostu będący zbiorem uregulowań, które mają powodować, ograniczenia państw członkowskich w polityce finansów publicznych, mające na celu utrzymanie ich w stanie równowagi i inne zadania); przewidują zabezpieczenia prawne, ograniczające poziom zadłużania się państw i jednostek publicznych łącznie do ustalonych generalnych poziomów proporcji wobec PKB. Bardzo dobrze, że one zostały prowadzone, ponieważ nadmierne zadłużenie oznacza destabilizację ogólną i brak możliwości zbilansowania finansów publicznych. TO ZNACZY DOPROWADZENIE DO SYTUACJI JAK W GRECJI LUB W POLSCE PO EPOCE EDWARDA GIERKA (jednakże w ocenie tych kwestii nie należy zapominać o wzroście stóp procentowych na Dolarze USA w ówczesnym czasie).

W powyżej cytowanym komunikacie MF czytamy także, że projekt budżetu na 2017  rok: “spełnia kryteria stabilizującej reguły wydatkowej oraz deficytu sektora finansów wg. metodyki unijnej niższego niż 3% PKB, tj. wynosi 2,9% PKB.

Państwo prawdziwe suwerenne, to państwo które jest w stanie zawsze regulować swoje własne zobowiązania, co więcej jest w stanie regulować swoje zobowiązania w przyszłości (to bardzo ważne). Jeżeli robi to we własnej walucie, jest ostatecznym dowodem na rozsądek elit nim rządzących. Przy czym uwaga – nie ma niczego złego w zadłużaniu się za granicami kraju, jeżeli robi się to w sposób bezpieczny i z przeznaczeniem na konkretny cel. Jeżeli jednak, ktoś stosuję politykę substytucji zadłużenia krajowego na rzecz zadłużenia zagranicznego w obcej walucie, ten bardzo wiele ryzykuje.

Co prawda dzisiaj zmierzamy prawdopodobnie do stagflacji – jednakże, nie ma cudów, jesteśmy gospodarką zależną i jak tylko pojawiłby się impuls inflacyjny na Euro, to natychmiast to się przeleje na Złotówkę, a wówczas na pewno to odczujemy, nawet poprzez próbę dostosowania kursu walutowego polegającą na zubożeniu całego systemu złotówkowego wobec Euro i innych walut. Najgorsze jest to, że nie ma alternatywy, nie oszukamy rynków. To nie jest możliwe, po prostu się nie da! To nie jest aukcja pojedynczego konia! To jest sprawa naszego bytu na następne dziesięciolecia. Proszę zwrócić uwagę ile czasu trwało doprowadzenie do obecnego poziomu względnej stabilizacji. Co prawda wiele osób jest wykluczonych i jesteśmy biedni, ale jednak mamy to, co pan Tusk określał obrazowo jako ciepłą wodę w kranie. To jest w istocie bardzo cenne! Jeżeli wprowadzamy zmiany w systemie, to wprowadzajmy je w taki sposób, żeby dało się zawczasu rozpoznać jaki dają efekt. Nie ma żartów, naprawdę pan Tusk miał rację – liczy się tu i teraz! Pieniądze fajnie się rozdaje, jednak budżet ich nie rodzi. Musimy być bardziej odporni na populizm jako społeczeństwo.

Tags: , , , , , , , , , ,

8 komentarzy “Zadłużenie to nie żarty”

  1. Sadownik i plantator
    23 sierpnia 2016 at 06:05

    Myśle że tymi kategoriami co Pan to dzisiaj myślą obywatele gorszego sortu 🙂 Jak będzie jak w grecji to wiadomo że będzie to wina Tuska i Ruska 🙂

  2. wlodek
    23 sierpnia 2016 at 06:23

    Sadowniku,uprawiamy ten sam sposób widzenia rzeczywistości, to nie my winni tylko W.W.Putin.Panie świec nad jego duszą!Żyj wiecznie bo nie będzie na kogo zwalać i zamknięcie granic z Kaliningradem nie wystarczy, Obrona Terytorialna do boju!

  3. awkzim
    23 sierpnia 2016 at 07:42

    Ad Sadownik i plantator
    Jest to zupełnie oczywiste. Z tym jednak, iż ci obywatele gorszego sortu zdają sobie sprawę o możliwości zrzucania odpowiedzialności, na poprzedników przez jeden maksymalnie dwa lata. A dalej. A następnie – kto ma odpowiadać. Kaczyński, on tylko rządzi a nie odpowiada.
    Kolejna uwaga jest do Autora. Państwa długu nie spłacają, one dług rolują. O ile mnie pamięć nie myli to PRL, spłacił przedwojenne obligacje polsko – amerykańskie. No i w związku ze zmianą systemu został spłacony dług zagraniczny PRL. Krajowy nie i Polscy przez obecnie rządzących zostali okradzeni.
    No i jeszcze jedno. Jest teza mówiąca o neutralności długu publicznego względem gospodarki. Większość Polaków, w tym prowadzących działalność gospodarczą, nie zdaje sobie sprawy z zadłużenia, zarówno Skarbu Państwa jak i samorządu lokalnego.
    Kolejna sprawa, moim zadaniek najbardziej istotna – a jak z bilansem płatniczym oraz bilansem handlowy.

  4. Inicjator
    23 sierpnia 2016 at 09:43

    To wszystko pokonamy i będziemy mogli dalej spokojnie uprawiać kult żołnierzy wyklętych, kult poległych w katastrofie smoleńskiej i inne podobne kulty.

    Brakuje mi tylko ustawowych sankcji wobec tych, co powyższych kultów nie chcą z należytą GORLIWOŚCIĄ – uprawiać.

    Wobec możliwego do przewidzenia ścigania osób leniwych, wątpiących lub skąpych wobec uprawiania w/w kultów – problemy z jakimś rolowaniem jakiegoś długu są miałkie i nieważne.

    Rynek podobno nie da się szukać – jak pisze Autor.

    To zdanie w drugą stronę jest istotą neoliberalnego kłamstwa, bo to RYNEK stale oszukuje konsumentów i społeczeństwa.

    Spokojnie, zawsze można uciec w HIPERINFLACJĘ albo wywołać wojnę i szybko ją przegrać.

    Przybędą kolejni bohaterowie, nowe pomniki, miliony nowych zniczy.

    Gospodarka ruszy z kopyta …

  5. Kazik
    23 sierpnia 2016 at 10:08

    Najgorsze jest w Polsce to, że ludziom nie płaci się za pracę!!! I to jest źródło niemal wszystkich problemów!

    • 50-parolatek
      26 września 2016 at 14:50

      Muszę Pana, Panie Kazimierzu zmartwić, za pracę, w mniejszym, lub większym stopniu, ludziom nie płaci się praktycznie w całym tzw. świecie zachodnim.
      Często słyszę argumenty typu “no ok, ale “wy” tam na Zachodzie zarabiacie tyle, albo tyle (np. na przykładzie Niemiec, ok. 3-4 tys EUR/brutto), a więc jest to kilka, a nawet kilkakrotnie więcej, niż w Polsce.
      Panie Kaziu, nie istotna jest suma, którą Pan zarabia. Istotna jest suma, KTóRA PANU ZOSTAJE PO OPŁACENIU WSZYSTKICH STAŁYCH OPŁAT!
      A ta wcale nie jest taka wielka. Nawet na Zachodzie.
      Porównując medianę największej grupy (najniżej zarabiających) dochodzi się do smutnych wniosków, iż prawie na całym Swiecie robotnik-pracobiorca to nic innego, jak współczesna forma niewolnika, który jedyne, co może, to ewentualnie zapracować na swoją marną egzystencję.
      Jedyne co różnicuje poszczególne kraje, to stopień zabezpieczenia zdrowotnego, socjalnego i emeryta tego “niewolnika”.
      Mądrzy politycy (np. Bismarck) już dawno zdali sobie sprawę z tego, że można o wiele więcej “wyciągnąć” z sytego, niż z zagłodzonego konia.

  6. krzyk58
    23 sierpnia 2016 at 17:20
  7. jerzyjj
    23 sierpnia 2016 at 21:12

    SZANOWNI FORUMOWICZE!!!
    Dorożkarz mówił w starej anegdocie, że jego szkapa była tania w utrzymaniu (dzięki czemu miał sukces): „Już prawie nic nie jadła. Ale zdechła”.
    Ludzie tym różnią się od szkapy, że zanim „zdechną”, przeważnie się „wściekną”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Ekonomia

Scroll Up