• 17 marca 2023
    • Paradygmat rozwoju

    Globalizacja konfliktów – w atawistycznym świecie liczy się bezwzględna i brutalna siła

    • By krakauer
    • |
    • 13 sierpnia 2016
    • |
    • 2 minuty czytania

    W atawistycznym świecie pod rządami globalizacji terroru, rządzą reguły atawizmu. Pierwszą z nich jest siła. Mówiąc wprost oznacza to, że silniejszy ma rację. Jego siła jest legitymacją do brutalności. To poprzez brutalne zachowania, jak również i groźbę jeszcze bardziej brutalnych zachowań – silny gracz potwierdza swoją siłę. Ma to zastosowanie także w kategoriach soft power, gdzie cele osiąga się nieco innymi metodami, jednakże nadal siła pozostaje siłą (power), a jedynie metoda jej predykcji zmienia się z brutalnej (hard) na oddziaływanie miękkie, właśnie (soft).

    Jednakże w warunkach globalizacji atawizmu brutalność to już za mało, nie da się na jej podstawie zbudować własnego wyróżnika. Brutalność dzisiaj legitymizuje bezwzględność. Dopiero, jeżeli gracz jest brutalny i bezwzględny w osiąganiu swoich celów za pomocą siły, to można powiedzieć, że jest rzeczywiście silny i na takiej opinii może zbudować swoją markę. Właśnie silnego, bezwzględnego i brutalnego gracza, z którym lepiej nie zaczynać.

    Czy to się nam podoba? Czy możemy się na taki stan spraw nie zgodzić? Czy możemy protestować? Przede wszystkim nie powinniśmy mieć złudzeń, albowiem słabi nie mają głosu. Słabi muszą się pogodzić z interesami silnych – uważając na to, żeby nie wpaść na przysłowiowy ruszt.

    Do tej pory przedstawiano świat, jako jeden wielki konsensus, czy też przynajmniej system, w którym ludzie usiłują osiągnąć konsensus w każdej problematycznej i kontrowersyjnej sprawie. Tymczasem nic bardziej mylnego! Czy Gruzja chciała osiągnąć konsensus z Osetią, czy po prostu ją najechała, dokonując wielu brutalnych pacyfikacji? Czy konflikt w Syrii wziął się z brutalności władzy, czy na zasadzie reakcji wobec strzelania prowokatorów z tłumu do służb porządkowych? Czy wojna domowa na Ukrainie wybuchła dlatego, ponieważ mieszkańcy Doniecka, chcieli zaprowadzić porządek konstytucyjny w Kijowie i Lwowie, czy też, to nowy reżim potrzebował wojny stygmatyzującej część własnego Narodu, dla legitymizacji własnej? Tam nie było prób poszukiwania konsensusu, ani nawet dialogu. W przypadku Gruzji – nowe demokratyczne władze, zdecydowały się ścigać byłego przywódcę państwa prawnie! Czy trzeba większego potwierdzenia? Co, samo w sobie o czymś świadczy! To brutalność i bezwzględność były tutaj motorem napędzającym relacje. Oczywiście w określonej skali.

    Dlaczego nawet stosunkowo słabe kraje zdecydowały się na to, żeby prowadzić wojnę, napaść na własne społeczeństwo lub słabszego sąsiada? Odpowiedź jest banalna, ponieważ byli słabsi. Czy to jest trudne, żeby to zrozumieć na poziomie państwowym bez doświadczania empirycznego? Ewentualnie z odległym doświadczeniem historycznym?

    Jeżeli popatrzymy dzisiaj na mapę świata, z łatwością możemy wskazać, co najmniej trzy miejsca zapalne o znaczeniu globalnym. W kontekście globalizacji, wszyscy jesteśmy zakładnikami różnych ludzi o czasami niezrozumiałych intencjach i z punktu widzenia globalizacji – trywialnych powodach do konfliktu. Niestety nic się na to nie da poradzić, że czyjś zadawniony spór o np. jakieś mikro wysepki, które trzeba rozbudowywać, żeby w ogóle można było na nie dotrzeć samolotem, może zaważyć na przyszłości świata.

    W tak skomplikowanej rzeczywistości, gdzie cudzy spór, na który nie mamy żadnego wpływu, może zaważyć na naszych realiach, zmieniając boleśnie naszą codzienność – powinniśmy szykować się do amortyzowania problemów. Trzeba przy tym pamiętać, to wcale zagrożeniem nr 1 nie jest tzw. trzeci świat. Pierwszy poważny kryzys w okresie transformacji – przyszedł do Polski w 2008 roku z Zachodu. Obecnie również problemy Zachodu (np. kryzys banków, brexit i inne), może stanowić dla nas największe możliwe zagrożenie w realiach systemu powiązań zachodnich, gdzie trzymają nas traktaty i olbrzymi dług. W warunkach kryzysu nikt nie ma litości. A na pewno nasi wrogowie, bo niestety przez ostatnie lata prowadziliśmy taką politykę, żeby z przyjaciół zrobić wrogów, a z wrogów – przyjaciół udała się tylko w pierwszej części. W konsekwencji powtarzamy historię z okresu międzywojennego, gdzie byliśmy otoczeni przez kraje, z którymi byliśmy skonfliktowani.

    Dzisiaj widać, że globalizacja stymuluje nierównowagę i kryzys, dzisiaj globalizacja prowadzi do konfliktów. Nie ma sposobu, żeby się przed nią obronić, ponieważ podlegamy jej prawom, jako państwo zależne i nie suwerenne.