Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

21 listopada 2017

Obrazki z ZSRR (cz.4)


Музей народного деревянного зодчества «Витославлицы» (филиал музея-заповедника) (Новгородская область, Великий Новгород, Витославлицы (Юрьево)) By Irina Danilova – Praca własna, CC BY-SA 3.0, Commons Wikimedia

Nasza wyprawa zakładała „beznoclegowy” przejazd z Polski do Leningradu. Nawet teraz, jadąc dobrym autem, po „współczesnej” drodze, internetowe „podpowiadacze” mówią, o co najmniej 18 godzinach koniecznych do pokonania tych półtora tysiąca kilometrów.

Gdybyśmy musieli jechać przez Moskwę, kilometrów byłoby dwa tysiące sto i godzin by trzeba poświęcić na to ponad dwadzieścia cztery.

Do dzisiaj nie wiem jak to się stało, że mój Tato zaufał bezgranicznie w moje umiejętności świeżo upieczonego kierowcy, który pokonał dopiero sto czy dwieście kilometrów po prostych i znajomych trasach. Tata założył, że będę go zmieniał w czasie jazdy. Mama „od zawsze” nie miała prawa jazdy, za to była doskonałym pilotem…

Oczywiście – byliśmy spakowani jak na „wielką turystykę” – chyba tylko namiotu brakowało, ale założenie było takie, że w momencie jak Tato wykaże oznaki zmęczenia, będę go zastępować. Każdy najbardziej zmęczony miał próbować „odpocząć” na tylnym siedzeniu, – co przy „limuzynie” typu „Trabant” było zaiste mniemaniem nad wyraz optymistycznym.

Nie mniej jednak, jak tylko zaczął zapadać zmrok – Tata wpuścił mnie za kółko i został „pilotem”. Mama próbowała zasnąć z tyłu…

Nie trzeba było wiele czasu by oboje głęboko zasnęli zostawiając mnie na posterunku. Zarówno ja jak i Tata byliśmy przypięci świeżo przed wyjazdem zamontowanymi pasami bezpieczeństwa, które wykonali dla Taty w prezencie „wyprawowym” jego pracownicy.

Zakład produkował samoloty a pasy bezpieczeństwa były jednym z tysięcy „dodatkowo” i powiedzmy otwarcie – nielegalnie – produkowanych przez „społeczeństwo” artykułów… Plotka głosiła, że na jednym z wydziałów „produkuje się” doskonałe dubeltówki. Ale chyba to była jednak plotka… Dodam jedynie, że pasy bezpieczeństwa nie były na wyposażeniu pojazdu i nawet nie było przepisów nakazujących ich stosowanie.

Z dzisiejszej perspektywy – moja samotna jazda, trwająca aż do białego rana – była czystym szaleństwem, na jakie stać było tylko młodego człowieka. Dzisiaj nie tylko z racji wieku, ale przede wszystkim doświadczenia – nie poważyłbym się na taki wyczyn.

Chyba ze 400 kilometrów w nieznanym i słabo oznaczonym znakami terenie, do tego w obcym kraju. A drogi były różne. Trafiały się wyboiste i niezwykle wąskie, bywały odcinki świeżo budowanej drogi szybkiego ruchu czy autostrady, z dużą ilością samochodów budowlanych, jakie po niej jeździły lub pracowały. Te nowe odcinki były zupełnie nieoznaczone, asfalt był świeżo wylany – jechało się nieźle, – ale co chwilę czekały niespodzianki w postaci jakichś hałd piachu na poboczu i jezdni czy kilkusetmetrowe zjazdy po straszliwych dziurach z jednej nitki autostrady na drugą. A wszystko to w zupełnej, nocnej ciemności – często ledwo widoczne w światłach samochodu.

Czasami miałem wrażenie, że budują autostradę z dwóch przeciwległych kierunków a robotnicy „nie wycelowali”. Czasem miałem wrażenie, że jadę po niewłaściwym pasie, bo większy ruch był na odcinku równoległym.

Samodzielnie i do dzisiaj w sposób dla mnie zagadkowy przejechałem przez Dyneburg. Miasto duże, ze skomplikowanym przejazdem przez samo centrum. Po prostu niewiele pamiętam – nie pamiętałem także zaraz po pokonaniu tego odcinka. Chyba jechałem w jakimś około północnym transie, – bo pamięć mam zupełnie „wykasowaną”.

W drodze powrotnej, przez Dyneburg przejeżdżał Tata a ja „robiłem” za pilota. Po pierwsze pamiętałem tylko pewne fragmenty – jak będący w remoncie most przez Dźwinę, po drugie – pamiętałem, że w związku tą przebudową mostu będą jakieś objazdy. Za dnia przejazd przez Dyneburg okazał się sprawą niezwykle skomplikowaną i bardzo czasochłonną.

A długo po tej wyprawie Rodzice pytali mnie, – jakim cudem udało mi się tamtędy samotnie przejechać i do tego w nocy?

Zmęczenie w końcu dało o sobie znać i o brzasku po prostu się zatrzymałem. Byliśmy na radzieckiej Łotwie, gdzieś w okolicach Rzeżycy. Rodzice się przebudzili, zdziwieni że to już ranek i że aż tyle samotnie przejechałem. Tata był trochę zły, że go nie obudziłem „na zmianę”, – ale szczerze mówiąc oni tak mocno spali, że dobudzić nie szło! Mama zadysponowała: „musimy zdobyć gdzieś wodę, (bo się nam już „pitna woda” skończyła) i wypić kawę!” Z kawą nie było problemu, bo mieliśmy ze sobą prócz materacy i niemal całego sprzętu turystycznego także kuchenkę gazową. Ale skąd o świtaniu zdobyć wodę do picia?

Gdy zaczęliśmy się rozglądać po okolicy – okazało się, że niedaleko od nas stoi kilka, niemal „polskich” gospodarstw wiejskich. Podjechaliśmy bliżej, a tam, w jednym z nich zaraz za płotem przy studni ktoś siedział i coś robił. Zatrzymaliśmy się i poszliśmy z Tatą na zwiady.

Po przywitaniu się przez płot – człowiek, który siedział obok studni zaprosił nas do siebie gestem ręki. Był to bardzo czerstwy i silnie zbudowany mężczyzna, w wieku na oko ponad stuletnim. Ubrany w rodzaj stroju rybackiego, w spodniach moro, może z jakiejś pobliskiej jednostki wojskowej, siedział na małym zydelku i… skrobał wielkie, świeżo złowione ryby znajdujące się w wielkiej balii.

Przywitaliśmy się ponownie i chyba dwukrotnie musieliśmy powtarzać, po co przyszliśmy. Człowiek słabo mówił po rosyjsku, a może jego rosyjski był dla nas mało zrozumiały? Jednak, gdy pojął, że jedziemy aż z Polski, twarz mu się ożywiła, uśmiechnął się od ucha do ucha, wstał i zaczął coś długo i z wielkim ożywieniem tłumaczyć. Okazało się, że po pierwsze, „dziadek” jest wielki jak dąb! Obaj z Tatą mamy swoje sześć stóp każdy, ale przy tym ponad dwumetrowym olbrzymie poczuliśmy się jak obecna Masza przy Niedźwiedziu!

Rysy „dziadka” stały się jakieś młodsze, uśmiechał się od ucha do ucha, trajkocząc dla nas zupełnie niezrozumiale. Jedyne, co rozumieliśmy to „Polsza i Łatwija” oraz „Piłsudski” – powtarzane wciąż i wciąż i w różnych konfiguracjach. Przy tym, co chwilę brał nas w bardzo mocne uściski klepiąc przy tym po plecach tak, że jeszcze dwa czy trzy takie gesty przyjaźni i trzeba by było i mnie i Tatę reanimować. Dodam jeszcze, że od niezwykle serdecznego Łotysza waliło bimbrem tak, że jeszcze chwila spędzona w jego towarzystwie spowodowałaby nasze całkowite zamroczenie…

Gdy już się nacieszył i nagadał, zaczęliśmy jeszcze raz tłumaczyć, że potrzebujemy wody do picia. Wpierw wyglądało, że nam odmawia zaczerpnięcia wody ze swojej studni, ale… Skrótowo tłumacząc powiedział tak: Aaaaa…. Wody chcecie?  Ale ja mam w studni bardzo kiepską wodę! Moja się nie nadaje do picia! To znaczy, my ja pijemy, – ale dla gości z Polski to ona się stanowczo nie nadaje! Ale… Mój sąsiad… TEN to dopiero ma DOBRĄ wodę! W sam raz dla Was!

Razem z Łotyszem poszliśmy z naszym pustym karnistrem na wodę do jego sąsiada. W tamtym gospodarstwie wszyscy jeszcze spali a my po cichu nabraliśmy za pomocą klasycznego i już u nas mało spotykanego żurawia doskonałej studziennej wody…

„Dziadek” nie chciał nas wypuścić, prosił byśmy wzięli sobie kilka ryb. Mówił, że chleba dla nas tak wczesnym rankiem nie ma, ale ryb nałowił dla wszystkich w okolicy, więc dla nas też starczy! Wytłumaczyliśmy, że jedziemy dalej i nie mamy możliwości ich przyrządzić…

Ze smutkiem pokiwał głową, jakbyśmy mu zrobili przykrość, ale po chwili się rozpogodził i dopóki nie zniknął nam z oczu, stał przy płocie i machał do nas ręką…

Posileni przydrożnym posiłkiem i dobrą czarną kawą ruszyliśmy dalej. Ja usiłowałem odespać noc, zwinięty na tylnym siedzeniu, co chwila jednak się budząc na okrzyki rodziców związane z mijanym krajobrazem. Prowadzeni dobrą drogą i dokładnym opisem z listu rodziny dojechaliśmy bezbłędnie w ten popołudniowy i słoneczny dzień do celu podróży, jakim był typowy dla Francji czy Polski czteropiętrowy blok, na zadrzewionym i pełnym zieleni osiedlu…

Tags: , , , , ,

18 komentarzy “Obrazki z ZSRR (cz.4)”

  1. Inicjator
    6 sierpnia 2016 at 08:12

    Ciekawe!

  2. krzyk58
    6 sierpnia 2016 at 16:20

    ‘Jesteśmy” w Leningradzie…CDN ????? 🙂

    • FRINGILLA
      8 sierpnia 2016 at 09:52

      Za parę dni ruszą kolejne odcinki! 😀
      Jak tylko znajdę godzinkę czasu na przerzucenie ułożonego materiału z głowy do komputera 🙂

      Dziękuję i pozdrawiam!

  3. wieczorynka
    6 sierpnia 2016 at 18:22

    Bardzo ładny tekst jak również styl w jakim przygoda została opisana, czytanie to pyszny deser.

  4. krzyk58
    6 sierpnia 2016 at 21:02
  5. Kamczatka
    6 sierpnia 2016 at 21:10

    Как житель Петербурга с интересом жду продолжения.

  6. krzyk58
    6 sierpnia 2016 at 21:11

    Cd….
    Muzyczne nawiązanie do pewnego rosyjskiego filmu
    z “Petersburgiem w tle”, dodam że ów serial emitowała
    TVP w mocno wieczornych godzinach, pod koniec 90′.
    Dniem emisji był piątek 🙂 Jak brzmi pełny tytuł filmu?

    https://www.youtube.com/watch?v=iSb8RkSfWys

    • krzyk58
      6 sierpnia 2016 at 22:22

      Errata: Należy skreślić słowa “pod koniec 90′”,
      emisja jednak miała miejsce w początkach 2000.
      Po za tym ‘przypałem” b/z. 🙁

      Dobrej nocy

    • Kamczatka
      6 sierpnia 2016 at 23:20

      Название фильма “Бандитский Петербург”.
      К сожалению, очень реалистичное кино. Порой не верится, что это все было в нашей жизни совсем недавно.

      • Wlodek
        7 sierpnia 2016 at 00:05

        Kamczatko,ten film był tak realistyczny jak opowieść o babci która złapała amerykańskiego szpiega który spytał się jak się czuję babcia,dobrze odpowiedziała babcia,a ty skąd jesteś? Jak to skąd, jestem tutejszy.Tutejszy? A dlaczego jesteś czarny!Priwiet!

      • krzyk58
        7 sierpnia 2016 at 10:04

        К сожалению,в 90’годы этническое происхождене жители тюрем на востоке Польши,25-35% это граждане бывшего СССР…

        https://www.youtube.com/watch?v=oOG9gwDMT6I

        https://www.youtube.com/watch?v=ZGaC7TExlrU

        Jeszcze tylko M.Szufutinskij – “dalekie,proszłoje…
        – pojechali’ 🙂

        https://www.youtube.com/watch?v=IHsh8GHU7S0

  7. Mykoła
    7 sierpnia 2016 at 12:55

    Szanowny Krzyku dziękuję za przypomnienie Michaiła Szufutińskiego, nasłuchałem się jego piosenek jak byłem w Doniecku na święcie Szachtióra na kop. Lidijewka, polecam jego piosenki np.: Dusza płaczet, Cociedka 1993, czy Jewrejskij portnoj.
    Natomiast przypomniałem sobie jak byłem pierwszy raz w Moskwie z kol. św. pamięci Władziem i mieszkaliśmy w hotelu Ostankino. Oczywiście wieczorem poszliśmy do miejscowej restauracji i co zobaczyliśmy, długi stół i po obu stronach same dziewczyny jak mówi Wieczorynka kobitki. To ja wypatrzyłem sobie myśląc, że mi się nada w te tany a tusię okazuje, że wzrostowo to mnie przewyzsza prawie dwukrotnie, no to ja nic,myślę, że jakoś przetrzymam i nagle zagrali znaną mi piosenkę Oddessa, to ja zacząłem nucić a ona: etu pieśniu u nas pajut jewreje to ja jej mówię, ja nie jewrej a ona ja wiżu błagałem pana Boga aby orkiestra przestała grać. Wróciłem do stolika a Władziu mówi co się stało, nic i o nic nie pytaj. Po wypiciu parę kieliszków moskowskoj ochłonięciu wypatrzyłem inny stolik a przy nim piękne, opalone dziewczyny,wracały z urlopu z nad morza czarnego. I nagle orkiestra zaczęła grać; pod gorodom Gorki itd. to ja ze strachu ale zacząłem nucić i tu nagle dziewczyna się ożywiła i zaczęła mnie pierwsza ściskać, mówiąc, że jest z tego uroczego miasta i dalej było pięknie i uroczo ale o tym sza. Pozdrawiam wszystkich czytelników OP i wszystkie piękne Rosjanki i Rosjan.

  8. Kamczatka
    7 sierpnia 2016 at 13:19

    @Wlodek

    Wlodku, “из песни слов не выкинешь”.

    Przecież nie piszę jak w amerykańskich filmach – “oparte na faktach”. Realistyczny, bo w latach dziewięćdziesiątych na całej przestrzeni postradzieckiej wszystko wyglądało tak samo – bandyci, brud i bieda.
    “Rozkwit demokracji”, lub jak to się kiedyś mówiło “За что боролись, на то и напоролись”.

    Pozdrawiam

  9. Wlodek
    7 sierpnia 2016 at 15:51

    Kamczatko,oboje prawidłowo rozumiemy otaczający nas świat, my nie z tych co”wsjo zjeli wypili,samowar na ch…. nadjeli i chazjajku wy…!Rzeczywistość lat 90 to był koszmar.Jedziemy przez centrum Saratowa,małe zbiegowisko.Co się stało,?Nic kogoś,wysadzili! Koszmar liberalny! Priwiet!

    • krzyk58
      7 sierpnia 2016 at 18:38

      Po co sięgać do “centrum Saratowa”,czy w Polsce 90′
      było inaczej?Zorganizowana przestępczość,nieformalne
      struktury krok po kroku opanowywały kolejne przyczółki… ‘Dziady” kręcili lody – aż miło 🙂
      Wszak obowiązywało w początkach 90’ rzucone hasło ,
      że “pierwszy milion trzeba ukraść”…””Moim zdaniem, w obecnych czasach z całą pewnością opłaca się być dobrym gangsterem. Nawet przy założeniu, że pożyje się nie dłużej niż 40 lat – ale za to w luksusie i poważaniu. Zapewni się lepszy start i godne życie w rodzinie. To jest moim zdaniem jedyne wyjście, aby wybić się z bagna, jakie panuje dzisiaj w Polsce.”…
      ‘Świat według Dziada”.

  10. Mykoła
    8 sierpnia 2016 at 11:35

    Szanowny Krzyku58, dziękuję za podrzucone linki a piosenka Cermwskaja liriczeskaja przypomniała mi pobyt w Moskwie o którym napisałem. Z powodu tych linków, piosenek nawet nie oglądam olimpiady. Jak gdzieś mieszkasz na Śląsku to chętnie napiłbym się z tobą kawy. Dziękuję i pozdrawiam.

    • krzyk58
      8 sierpnia 2016 at 18:31

      “Sormowskaja,liryczeskaja” ili 🙂 “na Wołgie szerokiej” znana jest z wielu wykonań mam na uwadze
      te z czasów ZSRR, naliczyłem około 10,11! Przyznam
      ze do mnie “przemawia” w wykonaniu Piotra Kiriczeka.

      http://mokrousow.narod.ru/sl1.mp3

      Niestety nie mieszam na Śląsku,czy nawet w pobliżu, 🙂
      kiedyś wspominałem, że z końca ulicy na której mieszkam –
      – nocą, widoczne są światła Twierdzy Brzeskiej… 🙂
      Właśnie dlatego że jak mówią Rosjanie,a konkretnie Sybiracy “100 rubli to nie pieniądz, 100 gram to nie wódka, 100 wiorst to nie odległość” – niewykluczone że
      człowiek z człowiekiem (w przeciwieństwie do góry)
      “zejdzie się’, pomimo “pewnych” odległości – w linii prostej naliczyłem 360 km.trasa samochodowa 460 km.Cyfry
      są nieubłagane- robią wrażenie. 🙂 Pozdrawiam

      https://pl.wikipedia.org/wiki/Twierdza_Brzeska

      Dla “zobrazowania”…

      (Е.Долматовский) Иван Шмелёв и Борис Мокроусов
      Сормовская лирическая (Е.Долматовский) Валентина Готовцева и Леонид Серебренников
      Сормовская лирическая* (Е.Долматовский) Пётр Киричек
      Сормовская лирическая (Е.Долматовский) Леонид Кострица
      Сормовская лирическая (Е.Долматовский) Борис Кузнецов и Лев Полосин
      Сормовская лирическая (Е.Долматовский) Виталий Марков
      Сормовская лирическая (Е.Долматовский) Владимир Нечаев
      Сормовская лирическая (Е.Долматовский) Георг Отс
      Сормовская лирическая (Е.Долматовский) Эдуард Хиль
      Сормовская лирическая (Е.Долматовский) Феликс Царикати
      Сормовская лирическая (Е.Долматовский) Иван Шмелёв и
      Пётр Киричек

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Historia

Scroll Up