Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

22 września 2017

Obrazki z ZSRR (cz.1)


Saint-petersburg-russia-street-july-2016-001 By Sergey Kochkarev Wikipedia Commons

Słowo wstępu – czyli część 1

Typowe, polskie losy tak pokierowały historią mojej rodziny, że z 12 dzieci mojego pradziadka tylko trójka trafiła po Pokoju Ryskim do Polski. Reszta została wraz z Pradziadkiem w ZSRR. Ostatni mój krewny, noszący moje nazwisko zmarł w ZSRR z końcem lat 80-tych a w związku z częstymi i zwyczajnymi tam zmianami partnerów, powstała tam „mieszanka” bardzo daleko spokrewnionych z moją rodziną „kuzynów”. Trzeba jednak przyznać że ci, których ciężki los radzieckiego człowieka pozostawił przy życiu, uważają się za Polaków lub osoby na każdym kroku podkreślające polskie korzenie – a w roku ubiegłym jeden z młodych „kuzynów”, będący w wieku moich już dorosłych dzieci – ku zaskoczeniu wszystkich – zmienił nazwisko na „nasze”, polskie – wracając tym samym do korzeni sprzed czterech czy pięciu pokoleń…

O typowych dla Polaków na Wschodzie, skomplikowanych i często tragicznych losach mojej rodziny w ZSRR i w Polsce muszę kiedyś jeszcze napisać osobno, tu i teraz tylko wspomnę przykład losów trzech braci mojego dziadka. Jeden zginął wcielony do Armii Czerwonej zaraz po rewolucji. Drugi był w carskim wojsku (u „Białych”) i zginął po drugiej stronie frontu – może nawet strzelali do siebie? Trzeci brat, jako carski oficer służył, jako sztabs-kapitan w wojskach inżynieryjnych. Przeżył rewolucję, bo żołnierze obwołali go swoim przedstawicielem – takim „delegatem” czy „komisarzem żołnierskim”. Zdemobilizowany w latach 20-stych, został aresztowany, jako „element podejrzany” w roku 1937 i skończył swe życie zesłany na Syberię w niewyjaśnionych okolicznościach w latach 40-stych. Podobno, jako fachowiec „od mostów”, zbudował największy wtedy most na Angarze…

Przez okres wojny i wczesnego „powojnia” nie było żadnych kontaktów pomiędzy „radziecką” i „polską” odnogą mojej familii. Dopiero po roku 56 udało się nawiązać kontakty listowe. Końcem lat 50-tych mój dziadek odwiedził krewnych żyjących w Leningradzie. Potem nastąpiła kolejna wieloletnia przerwa w osobistych kontaktach do momentu wyjazdu mojego Taty na delegację do Leningradu w latach 70-tych. Ponowny, bezpośredni kontakt został nawiązany (cały czas istniał sporadyczny kontakt listowy) i zaowocował on przysłanym zaproszeniem do odwiedzin.

Był rok 1976, „rodzina” z Leningradu listownie naciskała na nasz przyjazd – podobnie jak nasi krewni w Polsce. Nikt nie potrafił nam podpowiedzieć jak się zabrać od strony formalnej do tej wyprawy. Bo po otrzymaniu zaproszenia, mój Tato wpadł na zaiste szalony pomysł pokonania drogi do Leningradu i z powrotem świeżo kupionym Trabantem. Przyjaciele moich rodziców, którzy kilka razy do roku odwiedzali swoją rodzinę w przedwojennym Stanisławowie twierdzili, że do realizacji takiej wyprawy trzeba kilka dodatkowych „papierków”. Ale sami dokładnie nie wiedzieli, bo wyjeżdżali do swojej rodziny na zupełnie innych, „przygranicznych” zasadach i ze zdumieniem oglądali „dokument zaproszenia”.

Tata, będąc przy okazji jakiejś delegacji w Warszawie, odwiedził kilka różnych instytucji i „Orbisów”. Także nie znalazł tam pomocy, gdyż do tej pory nikt nie wyjeżdżał do ZSRR prywatnym autem! Po tej „kwerendzie” wnioski były takie – prawdopodobnie potrzebne są jeszcze „vouchery”, czyli opłacone miejsca noclegowe, talony na benzynę i wyznaczona „trasa”, czyli tak zwane „marszrutnoje pismo”. Choć zdania były sprzeczne i bardzo podzielone.

Każda osoba z odwiedzanej instytucji była niezwykle zainteresowana „problemem” i wszyscy prosili o ewentualny kontakt i informację po przyjeździe z ZSRR…

Poradzono Ojcu, że jedynym pewnym miejscem gdzie można zasięgnąć języka będzie radziecka ambasada. Ponieważ tego delegacyjnego dnia Tata nie miał już na to czasu, w kolejnym tygodniu, jadąc do rodziny na Śląsk, zajrzeliśmy do Konsulatu w Krakowie.

Niestety, okazało się że był to jakiś radziecki dzień świąteczny. Konsulat nie pracował, ale pełnił dyżur jakiś urzędnik. Wpuszczono nas na krótko do konsulatu, gdzie pan urzędnik o bardzo czerwonej i nalanej twarzy oraz posturze dzisiejszego Pudzianowskiego, w czarnym garniturze – robiącym wrażenie, że zaraz na nim pęknie – raczył wysłuchać informacji i prośby o pomoc. Zapoznał się z zaproszeniem i stwierdził krótko, że zaproszenie jest ważne do tego i tego dnia a jak Tata zechce jechać autem, to należy wsiadać i jechać a żadne dodatkowe dokumenty poza tym zaproszeniem i pieczątką w dowodzie nie są potrzebne. Tata jeszcze raz zapytał czy aby na pewno? Urzędnik dopowiedział, że tak, „bo wy nie turisty! Wy w gosti jedietie!”. Czyli jesteśmy „gośćmi” a nie „turystami”.

W ten to sposób, w połowie upalnego sierpnia wyjechaliśmy wczesnym rankiem w kierunku Brześcia. Kolejek na wjazd czy wyjazd nie było – chyba byliśmy pierwsi, – ale podjechała jadąca za nami z Polski szara Wołga i ona został przepuszczona tuż przed nas. To, co się wtedy zaczęło dziać z tą Wołgą było bezpośrednim powodem tego, że oblicze mojego Taty stało się śnieżno białe a pot wystąpił mu na czoło. Jęknął – „Jezu! Czy nas też to czeka?”

A z Wołgą sprawy wyglądały tak. Wyszli z niej panowie w mundurach – pewnie wracali z jakiegoś garnizonu w Polsce czy NRD. Poproszono ich do budynku, a do Wołgi dopadło czterech młodych ludzi w czarnych kombinezonach. Z kieszeni wyjęli różne śrubokręty i inne przyrządy i w ciągu kilku minut rozłożyli to auto niemal na pojedyncze śrubki. Nie wiem czego tam szukali – ale zdemontowali całą tapicerkę z wszystkich drzwi – i dosłownie wszystko co się dało odczepić i odkręcić! Łącznie z drzwiami i klapą bagażnika!

Rozpacz Taty była na miejscu, – bo spodziewał się takiego samego traktowania – a słowa mojej Mamy „jak oni to mają zamiar poskładać” – chyba go dobiły.

Jednak za chwilę podeszli do nas celnik z pogranicznikiem, zasalutowali, zapoznali się z dokumentem zaproszenia i życzyli przyjemnego pobytu w Związku Radzieckim! Oszołomiony tak miłym powitaniem i zupełnie odmiennym podejściem niż do pasażerów stojącej parę metrów przed nami Wołgi, Tata zapytał czy aby na pewno, tak jak mówiono mu w Konsulacie trzymane w rękach zaproszenie jest jedynym dokumentem, jaki jest nam potrzebny. Panowie potwierdzili, powtarzając niemal wiernie słowa urzędnika z Konsulatu, że „wy nie turisty, we w gosti jedietie!!!”

Tata zapytał dodatkowo, jaką trasą ma czy musi jechać? Odpowiedziano, że „najkrótszą drogą do Leningradu”.

A co było dalej?  O tym w kolejnych odcinkach, które będą numerowane i będą nawiązywać do tytułu zbioru miniatur fortepianowych Modesta Musorgskiego, – które w zadziwiający sposób przypominają mi wspomnienia tej niezapomnianej wyprawy…

Tags: , , , , , ,

22 komentarze “Obrazki z ZSRR (cz.1)”

  1. Wlodek
    2 sierpnia 2016 at 06:53

    Czekam na CDN.Moja 1 podróż Polonezem który wzbudzał sensację po drogach i bezdrożach ZSRR to była wyprawa. Później była widoczna zasadnicza różnica po Ukrainie,Białorusią i Rosją na korzyść tej ostatniej.A jak budowano granicę i nikt się tym nie przejmował, oczywiście do czasu!Niedawna podroż po Ukrainie to jeden koszmar,dróg niet,władzy niet dienieg niet,za to Bandera jest!

    • abracadabra
      2 sierpnia 2016 at 10:33

      Przykład Ukrainy pokazuje jak wyglądałaby dziś Polska gdyby nie weszła do struktur zachodnich. W 1991 poziom Ukrainy i Polski był prawie taki sam. I wtedy my postanowiliśmy kompletnie zerwać ze wschodem a Ukraina wręcz przeciwnie.

      • krzyk58
        2 sierpnia 2016 at 13:16

        BZDURY!! 🙂

      • Kodłuch
        2 sierpnia 2016 at 13:32

        Przykład UPAdliny pokazuje degrengoladę Polski tylko w przyśpieszonym tempie… Dlatego jest to tak dobrze / ten proces/ widoczne!

      • Kodłuch
        2 sierpnia 2016 at 13:48

        PS
        Warto poczytać i zapamiętać!
        http://ciborowski.host247.pl/prl.htm

        Niszczenie Polski trwa od 25 lat, więc zachodzi wolniej niż dwa lata na UPAdlinie. Ale to są dokładnie te same zjawiska które tak jak Polskę doprwadzają i doprowadziły do braku własnego państwa, braku przemysłu, rozwoju powszechnego systemu niewolnictwa itd…

  2. inicjator
    2 sierpnia 2016 at 07:41

    Z niecierpliwością czekam na kolejne odcinki!
    Pozdrawiam Autora.

    • Michał z Izraela
      2 sierpnia 2016 at 10:02

      Zwariowane jak cała Rosja. Objechałem pół Rosji bez żadnego dokumentu. Dzielili ze mną ostatni kawałek chleba. Wszędzie pomagali ile mogli. Dla wszystkich byłem tylko chłopcem który chce i musi wyżyć. Ani razu kolejowa milicja nie wyrzuciła mnie z wagonu. Ale natychmiast po przekroczeniu granicy, na stacji kolejowej w Przemyślu, przypomnieli mi że jestem Zydem A po tym był Kraków, pogrom w Kielcach i bardzo szybko zrozumiałem gdzie moje miejsce.
      To opowiadanie zrozumie tylko. kto przeżył Rosję. Żaden Polski rusofob, żaden Obama czy Klintonowa nie są zdolni zrozumieć Rosję.

      • krzyk58
        2 sierpnia 2016 at 13:03

        W Nowym Yorku (bodaj’że) pewien żyd nałogowo
        i notorycznie malował hasła antysemickie na drziawch swojego mieszkania 🙂
        oczywiście “stwierdzone fakty rasizmu” meldował
        na policji…Panie Michale czy zna pan drugi kraj
        na kuli ziemskiej,prócz Izraela, gdzie jeszcze obowiązuje doktryna apartheidu?

        Pozdrawiam 🙂

      • wieczorynka
        2 sierpnia 2016 at 16:15

        Panie Michale, podobne wspomnienia z Rosji ma polski podróżnik Romuald Koperski co opisuje w swojej książce “Pojedynek z Syberią”. Mówiąc najdelikatniej ma negatywne wspomnienia, gdy po zakończeniu podróży po Syberii znalazł się w NY i czekał na pieniądze od rodziny aby móc wrócić do Szwajcarii gdzie aktualnie mieszka. Pozdrawiam.

  3. krzyk58
    2 sierpnia 2016 at 08:21

    Interesująco zapowiada się kontynuacja “obrazków
    z wystawy’. Czekam z niecierpliwością na – cdn. 🙂
    W tamtym czasie nasze wzajemne kontakty były pod specjalnym nadzorem,ograniczane do ‘pociągów przyjaźni’
    czy oficjalnych delegacji,korespondencyjne знакомство с подругой – wymiana znaczków .Podróż na Marsa czy USA
    na pewno była w zasięgu ręki przeciętnego Polaka… 🙂
    Stamtąd wywodzi się całkowita nieufność wobec “ludzi
    radzieckich”zakorzeniona w IIRP – zabetonowana w PRLu,
    (kontakty na szczeblu oficjalnym ,nie przełożyły się
    na wzajemne poznanie się Kowalskiego z Iwanowem).

  4. wlodek
    2 sierpnia 2016 at 12:29

    Panie Michale,5 lata temu pod Kurskiem w marcu dopadła nas burza śnieżna w Mercedesie klasy S zamarzła ropa zatankowana w Polsce. Zatrzymał się gazik, i zaproponował pociągnięcie nas 15 km do Kołchozu gdzie jak się wyraził chłopcy razbierutsa,I rzeczywiście chłopcy którzy pierwszy raz widzieli tej klasy samochód razabralis,odłączyli bak,przeczyścili powietrzem gażnik,odłączyli przewody i komputer,zatrzymali cięzarówkę i nalali zimową soljarkę.Trwało to że 3 godziny,nam było zimno z samego patrzenia.I najważniejsze SKOLKO PŁatit? odpowiedż nicziego polskaya wodka jest? Była ,i krakowska kiełbasa i tyskie piwo!U nas za sam wjazd na serwis Mercedesa 1500,a reszta ?plus 70 litrów paliwa?Utrzymujemy kontakty z Serwisem Mercedesa pod Kurskiem i nigdy tego nie zapomnimy Solidaność Słowian ,a abra niech plecie farfoclę!

    • wieczorynka
      2 sierpnia 2016 at 19:04

      Wlodek, masz bardzo ciekawe wspomnienia z podróży, może napiszesz coś więcej. Tradycyjnie pozdrowienia i dla Mykoły też.

    • abracadabra
      2 sierpnia 2016 at 23:23

      Gaźnik w Mercedesie klasy S? To chyba musiał być model z początku lat 80 tych albo starszy. Chociaż jeżeli to był ropniak to tym bardziej nie miał gaźnika. Z drugiej strony słoma z walonek wystaje. Jeżeli kogoś stać na nowy model klasy S to nie powinien narzekać na koszt serwisu.

      • Wlodek
        3 sierpnia 2016 at 05:38

        No comments ,z rozrzutnym mechanikiem się nie dyskutuje ,co z tą Osetią?

  5. wieczorynka
    2 sierpnia 2016 at 18:51

    @ Kodłuch, w imieniu partnera i jednocześnie męża dziękuję za link “ciborowski” – gigant opracowanie, ja dołączam się do podziękowań, nie przeczytałam jak na razie całości, czytaniem należy się delektować, zatem rozkładam na raty. Pozdrowienia rodzinne.

    • krzyk58
      2 sierpnia 2016 at 21:23

      Linkowałem przed rokiem,może jeszcze wcześniej.:)

      • Kodłuch
        2 sierpnia 2016 at 23:20

        Tak! Tylko że teraz jest to opracowane na nowo! Z dodatkowymi niezwykle interesującymi informacjami!

      • krzyk58
        3 sierpnia 2016 at 08:26

        @Kodłuch
        Dawno nie zaglądałem.Już z zachwytem miałem użyć określenia – na podkreślenie zachwytu 🙂 – Ermitaż 🙂
        jedna po przestudiowaniu etymologii słowa – pozostanę
        przy tradycyjnym okrzyku – Wersal!

        Pozdrawiam

  6. jurek
    2 sierpnia 2016 at 20:37

    Tak Rosja hm trzeba ją zrozumiec..

  7. Wlodek
    2 sierpnia 2016 at 21:04

    Wieczorynko,w jednym roku byłem tam tzn.w krajach byłego ZSRR ,23 razy, najkrótszy pobyt 1 dzień Kijowie gdzie odebrałem skonfiskowany samochód przez skorumpowany Ukraiński Interpol,najdłużej 2 miesiące w oczekiwaniu na barterowe dostawy rudy do polskich hut.Jak przejde niedługo na emeryturę ,żeby się nie narażać wszystko to opisze. “Rosję rozumem nie zrozumiesz…..”Pozdro!

  8. Mykoła
    3 sierpnia 2016 at 12:50

    Wladyk, nie chwal się napisz prawdę. Ale za to się serdecznie uśmiałem. Rosję można zrozumieć tylko rozumem i sercem, jak się je ma. Nie mam wątpliwości, że je masz. Pozdrawiam.

  9. Kodłuch
    6 sierpnia 2016 at 23:53

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Historia

Scroll Up