Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

21 września 2017

3% PKB na obronność to około 50-55 mld PLN budżetu MON


 Pan Minister Obrony Narodowej wygłosił niesłychanie ważną deklarację, z którą nie tylko w pełni wypada się zgodzić, ale co więcej, należy sugerować więcej i więcej, ponieważ sprawa dotyczy wydatków na obronność. Pan Minister zadeklarował, że będziemy dążyć jako państwo do podniesienia wydatków na obronność do poziomu 3% PKB z aktualnego poziomu 2% PKB, tj., budżet Ministerstwa Obrony Narodowej mógłby wynosić około 50-55 mld PLN, co stanowi bardzo duża zmianę w stosunku do obecnych około 36 mld PLN.

Sprawa wynikła na konferencji prasowej podsumowującej szczyt NATO, a bezpośrednio jest odniesieniem się osób zarządzających państwem, do słów pana Jarosława Kaczyńskiego z niedawnej konferencji prasowej, gdzie Tenże powiedział – jako osoba prywatna i zwykły Poseł (co podkreślił), że należy zwiększyć wydatki na obronność. To zostało przez pana Ministra podchwycone, jednakże Jego deklaracja dotyczy możliwości, tj., jak stan finansów publicznych będzie na to pozwalał, wówczas znajdą się dodatkowe środki, które będą przeznaczane na obronność do docelowej wartości wskaźnika 3% jako optimum umożliwiającego zwiększenie liczebności armii.

To są bardzo dobre wiadomości dla Wojska Polskiego, jednakże powstają pytania o budżet, albowiem o ile jeszcze da się z niego wydusić na 500+, przy założeniu że gospodarka się nie załamie, to skąd wziąć dodatkowe kilkanaście miliardów na MON? To jest pytanie na które nie ma łatwej odpowiedzi, chociaż jeżeli dojdzie do zapowiadanej przez rząd operacji ujednolicenia opodatkowania i składek, wówczas można tak zmienić zasady opodatkowania i oskładkowania, jak również zasady dostępności do rozmaitych ulg, żeby pojawiły się stosowne zasoby finansowe, uwolnione w ten sposób.

Byłoby o wiele prościej, gdyby rząd mógł drukować pieniądze – luzować ilościowo Złotego, ale nie może. Wówczas mielibyśmy możliwość lekkiego napompowania inflacji wydatkowaniem środków na obronność, już na same płace to byłoby bardzo dużo, bez większego ryzyka skutków gospodarczych. Ponieważ pieniądze wydane na zbrojenia i na Wojsko – jeżeli są wydawane w ramach zamkniętego układu gospodarczego jakim jest strefa waluty danego państwa – nie są szkodliwe dla gospodarki. Jeżeli wydaje się je w sposób rozsądny, czyli przez lata – stopniowo, do progu bezpieczeństwa. To mogą mieć jako wydatek charakter neutralny, a w praktyce być istotnym bodźcem dla gospodarki. Jest to najtańszy sposób finansowania własnej armii, przy czym trzeba mieć świadomość, że to nie będzie w dłuższej perspektywie czasowej bez wpływu na inflację. Jeżeli jednak wydaje się środki, głównie na te produkty, które są wytwarzane krajowo – bez udziału zagranicznych części i czynników produkcji, wówczas istnieje poważna szansa na napędzenie gospodarki, bardziej niż się ją obciąży. Przynajmniej w początkowym okresie inwestycji, co zrobiono np. w Niemczech w latach 1933 – 1939. W naszym przypadku nikt nie myśli o takiej skali, jednakże racjonalne alokowanie kwot luzowanych ilościowo (drukowanych), mogłoby znacznie ulżyć budżetowi. W efekcie mielibyśmy określoną ilość zmodernizowanego i nowego uzbrojenia i amunicji, jak również więcej, lepiej przeszkolonego wojska.

Za te dodatkowe kilkanaście miliardów Złotych, można sfinansować najważniejsze programy zakupowe, jak okręty podwodne, systemy rakietowe – wszystkich planowanych podsystemów, kupić więcej elektroniki i uzbrojenia precyzyjnego na tzw. pierwszą dobę konfliktu. Być może udałoby się kupić więcej samolotów? Przede wszystkim jednak należy zainwestować w wojska lądowe oraz ich zdolność walki z dobrze opancerzonym i wysoko mobilnym nieprzyjacielem, działającym w warunkach przewagi własnego lotnictwa, czołgów, wozów pancernych i artylerii, w tym rakietowej dalekiego zasięgu. Jest to wielkie wyzwanie, jednakże mamy już w kraju produkowane – bardzo nowoczesne systemy bomb/dronów i inne rodzaje uzbrojenia precyzyjnego, które właściwie wykorzystane i w dużej ilości, zgodnie z projektowanymi zasadami użycia (rój), mogą w stopniu znaczącym zmienić obraz współczesnego pola walki.

Wydatków na pewno nie zabraknie, pieniędzy bardzo szybko będzie mało. Niestety stopień degradacji w naszej armii jest poważny, o czym zresztą mówił sam pan Minister Obrony Narodowej, zaraz po objęciu funkcji. Jest się czym martwić i jest w co inwestować. Potrzebujemy szerokiego konsensusu społecznego i politycznego, w rodzaju „Naród z Armią, Armia z Narodem”. Jeżeli do tego udałoby się wykorzystać wzrost wydatków na obronność z rozwojem krajowego przemysłu, to moglibyśmy mówić o sukcesie.

Tags: , , , , , , , , , ,

4 komentarze “3% PKB na obronność to około 50-55 mld PLN budżetu MON”

  1. Gniewna Zjadaczka Ogórków
    12 lipca 2016 at 04:48

    Mądre, słuszne i zbawienne! Nie 3 a 4% armia 300 tys! JUŻ!!!

    • jerzyjj
      12 lipca 2016 at 12:43

      SZANOWNA,PROPONUJĘ ZIMNY OKŁAD NA GŁOWĘ …
      PRZYPOMINAM! NALEŻYMY DO ,,EUROKOŁCHOZU” I DO ,,NATO”.
      Podporządkowanie EUROKOŁCHOZU hegemonii Stanów Zjednoczonych uwyraźnia się na polu polityki obronnej i bezpieczeństwa, prowadzonej w poszczególnych państwach członkowskich pod amerykański strychulec. Przeprowadza się w nich tak zwaną szumnie „modernizację” sił zbrojnych, czyli systematyczną redukcję liczebności armii i zmniejszanie jej budżetu, a w konsekwencji – stopniowe rozbrojenie państwa. „Modernizacja” ma prosty cel: obniżenie zdolności obronnych państw europejskich, uzależnienie ich w ten sposób od pomocy militarnej USA, a tym samym utrzymanie i wzmocnienie ich politycznej wasalności wobec Waszyngtonu. Jako punkt dojścia procesu „modernizacji” podaje się narzucany odgórnie przez amerykańskich planistów model „małej, sprawnej armii zawodowej”, czyli takiej, którą można w każdej chwili przerzucić szybko w najodleglejsze miejsca na ziemi, by tam mogła pełnić zadania sił pacyfikacyjnych, okupacyjnych i policyjnych w kolejnych neokolonialnych wojnach Stanów Zjednoczonych, jeśli zajdzie potrzeba. Taka „restrukturyzacja” armii odbywa się obecnie w Niemczech, państwie przywódczym Unii, gdzie pobór do wojska został zawieszony, jego budżet – poważnie zredukowany, a liczebność – na przeciągu minionych dwóch lat zmniejszona o ponad pięćdziesiąt tysięcy żołnierzy, przy czym zapowiada się jej dalsze ograniczanie. Niedawne wprowadzenie w Bundeswehrze możliwości podjęcia służby przez obywateli innych państw jeszcze bardziej upodobnia ją do bezideowej armii najemnej. Analogiczny schemat (redukcje i cięcia przy jednoczesnym wstrzymaniu poboru) realizuje się w Polsce. Nawet w Szwecji, państwie tradycyjnie neutralnym i nie zrzeszonym w NATO (ale zrzeszonym w UE), zlikwidowano model armii narodowej (oparty na powszechnym obowiązku służby wojskowej) na rzecz komercyjno-kontraktowego modelu „małej, sprawnej armii zawodowej”. Poszczególne państwa członkowskie Unii Europejskiej posłusznie przebudowują swoje siły zbrojne tak, aby ich struktura była komplementarna z aktualnymi potrzebami USA. Narzucanej odgórnie „modernizacji” wojska stosunkowo najbardziej opiera się Francja. Nad Sekwaną wprawdzie też przeforsowano „uzawodowienie” armii (1996-2002), uzasadniając je, jak wszędzie, nowomową o „konieczności dostosowania się do nowych wyzwań”, i zniesiono pobór, niemniej francuska młodzież wciąż podlega obowiązkowemu przeszkoleniu obronnemu, a pomimo kolejnych redukcji siły zbrojne tego państwa wciąż liczą „aż” ok. 350 tysięcy ludzi (czyli mniej więcej tyle, ile przy swoim obecnym zaludnieniu powinna posiadać mniejsza od Francji Polska).Unia Europejska to nie żadne „imperium in statu nascendi”, lecz narzędzie USA do kontroli i dyscyplinowania państw Europy, sprawowanych ze współudziałem Niemiec.
      PS.
      Jednym z założeń modernizacji technicznej Sił Zbrojnych RP jest wycofanie sprzętu „poradzieckiego” i zastąpienie go nową generacją uzbrojenia kompatybilną z nowoczesną amunicją wykorzystywaną w NATO. Tym samym nie planuje się zakupu amunicji przeciwpancernej o kalibrze 125 mm.”
      NO A CO W ZAMIAN ???
      Póki co to jesteśmy skazani na słuchanie bzdur nawiedzonego Antoniego powielanych przez nowe “polskojęzyczne media”. Wedlug nich okazał się on wspaniałym reformatorem polskiego wojska. Minister uzasadnił tą swoją niepohamowaną chęć modernizacji WP „nowymi wyzwaniami, obowiązkiem obrony ojczyzny i pozycją w NATO”. O jakąż „pozycję” tu może chodzić? Co konkretnego Antoni miał na myśli trudno zgadnąć. Jeśli zaś chodzi o „modernizację” naszej ,,dzielnej armii”, sprawa jest jasna. W grę wchodzi wyposażenie jej w nowoczesne kropidła p.panc. , drzwi od stodoły piątej generacji, które pozwolą zwyciężyć z każdym ruskim samolotem, samobieżne konfesjonały, mobilne ołtarze bojowe, kuloodporne sutanny, opanowanie metod desantu kapelanów na tyły wroga i ewentualnie wyszkolenie aniołów, które ochronią nas jak tarczą przed wrogimi rakietami. Z tak wyszkolonym i dobrze zaopatrzonym wojskiem- oczywiście pod komendą naszego niezrównanego ministra- ruszą nasze dzielni żołnierze z piosenką bronić przedmurza, mając na oku aby nie zgubić ani jednego guzika,ani jednego zamka błyskawicznego…
      BU,HA,HA,HA,HAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA…

  2. inicjator
    12 lipca 2016 at 05:15

    Idea słuszna, tylko kto ma nadzorować wydawanie takiej dużej kasy?

    Politycy cywilni i ich krewni?

    Urzędnicy w mundurach, a właśnie decydentami stają się oficerowie po dwu tygodniowych kursach?

    Bo zachodnie koncerny zbrojeniowe już zacierają ręce …

  3. Pozorovatel
    12 lipca 2016 at 09:18

    II Rzeczpospolita na wydatki wojenne (wojskowe i policyjne) przeznaczała nie 2 i nie 3 lecz 43% swojego budżetu. W znacznej mierze na “inwestycje wojenne” nastawione na zdobywanie wojennych łupów w Rosji i na innych kontynentach. Niestety okazało się że “przerost zębów” półfeudalnego państwa zaowocował niedorozwojem rąk i umysłów. Stała się więc II RP ojczyzną oligarchii nędzy i analfabetyzmu. Państwem które budowało obozy tortur dla swoich obywateli , w którym głodowe protesty rozwiązywano przy użyciu rozstrzeliwania biedoty przez policję. Czy te wydatki wojskowe, połączone ze szkodliwą polityką społeczną i absurdalną politykę zagraniczną, mogły nam zapewnić nam bezpieczeństwo?. Czy też może służyły budowie jeszcze jednego – wojskowego klanu oligarchów? Jakie były rezultaty wszyscy wiemy i gdyby nie ogromna danina krwi tych których nazywaliśmy wrogami, prawdopodobnie język polski przetrwał by jedynie w formie narzeczy nielicznych rozproszonych po świecie grupek o polskich korzeniach. Obserwacja dzisiejszych zacofanych afrykańskich quasi-państw pokazuje jakie rezultaty osiągają społeczeństwa których kacykowie kupują zbyt dużo broni. Broni do której, wobec braku własnego przemysłu, nawet amunicji nie potrafią wyprodukować. Czy nasi “przywódcy” nie potrafią czerpać wiedzy z doświadczeń historycznych i geograficznych? Wszystko wygląda że wybraliśmy drogę która rozwidla się tylko w dwóch kierunkach: afrykanizacji stosunków społecznych i politycznych w Europie wschodniej (vide Ukraina) albo totalnego zniszczenia w atomowych wybuchach III wojny światowej. To już ostatni moment aby z tej drogi zawrócić.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Wojskowość

Scroll Up