Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

21 listopada 2017

Relatywizacja krwi?


Autor: Poznaniak, Województwo Wołyńskie herb od r. 1569 Public Domain wikipedia.org

Czasami nie ma się innego wyjścia, tylko elementarna przyzwoitość wobec samego siebie, nawet piszącego pod pseudonimem – rodzi niepodlegającą dyskusji konieczność napisania tekstu, po którym nie tylko można spotkać spontanicznego samobójcę na własnej klatce schodowej, ale może się zdarzyć o wiele więcej złego. Niestety są takie tematy, które wymagają każdego poświęcenia, chociaż człowiek nie jest wystarczająco godny, żeby podejmować te świętości. Zwłaszcza, tam gdzie każda litera jest napisana krwią narodowego męczeństwa, nad każdą sylabą wykrzyczaną w niemym krzyku mordowanych ofiar. Niestety takich tematów nam nie brakuje, za każdym razem jednak trzeba je podejmować w sposób nadzwyczajnie delikatny, albowiem ta krew najczęściej jeszcze jest świeża, zbyt świeża.

Jednym z takich dramatycznych tematów jest kwestia ludobójstwa na Wołyniu i tematów z nim związanych, jak i w ogóle kwestie poruszane przez środowiska kresowian, dla których pamięć narodowa, nie jest czymś relatywnym, tylko rzeczywistym. To Oni tą pamięć stanowią, to Oni tą pamięć zachowali, to Oni dają świadectwo męczeństwa naszego Narodu, o którym część rządzącego establishmentu najbardziej chciałaby zapomnieć, ewentualnie go relatywizować.

Prawica jak była przez ostatnie lata opozycją, bardzo głośno się upominała o pamięć Wołynia, w tym o równouprawnienie tzw. rodzin wołyńskich i licznych środowisk kresowian – w całym spektrum spraw, poczynając od kwestii czci i pamięci w życiu publicznym, na ważnych kwestiach własnościowych kończąc. To bardzo skomplikowane sprawy, przeważnie wielokrotnie złożone, gdzie nie ma łatwych recept na sytuację, co więcej, gdzie nie da się niczego załatwić – ot tak, po prostu np. ustawą. Wspomniane kwestie wymagają przede wszystkim bardzo głębokiego szacunku dla tych spraw i ludzi, którzy pomimo wszystko, są strażnikami naszej pamięci narodowej – należy im się za to najgłębszy i najszczerszy szacunek.

Być może kiedyś nie zabraknie sprawiedliwych, którzy nie będą relatywizowali polskiej krwi, jak również nie będą po prostu strugali głupa np. nazywając ludobójstwo i to okrutne, jego „znamionami”, bo niby czym mają być znamiona ludobójstwa? Jak się piłuje kogoś na żywca piłą do cięcia drewna – dwuręczną, powszechnie na określonym terytorium w określonym przedziale czasowym, to jest ludobójstwo, czy tylko jego znamiona? Nie ma sensu tutaj przypominać tych zbrodni, ponieważ hańbą okrył się Sejm Rzeczpospolitej poprzedniej kadencji, właśnie uchwałę „o znamionach” podejmując.

Dzisiaj rządzi prawica, która z historii i przekazu historycznego uczyniła jeden z elementów mitu założycielskiego „kolejnej eRPe”. Czy nie ma w nim miejsca dla prawdy o wydarzeniach na Wołyniu w trakcie ostatniej wojny? Czy nie ma w nim miejsca dla cierpienia rodzin, tych których kości tam często jeszcze leżą, tak jak zostały porzucone i sprofanowane ciała? Czy osoby odwołujące się w swojej pamięci osobistej do często bardzo trudnej tradycji kresów Rzeczpospolitej mają być obywatelami drugiej lub nawet trzeciej kategorii? Dla których władza ma mniej zrozumienia niż dla niektórych mniejszości narodowych? Wraz z władzą prawicy pojawiły się ciche nadzieje w tych środowiskach, z których znaczna cześć ludzi głosowała i na pana Andrzeja Dudę i na przedstawicieli obozu zwycięskiej prawicy.

Czy to nie jest dzisiaj w jakiejś mierze tak, że państwo afirmuje pamięć tzw. rodzin smoleńskich, ale dla rodzin wołyńskich nie ma już miejsca? Wystarczy dobrze się przyjrzeć kwestii pomników, w samej Warszawie mówi się o kilku pomnikach upamiętniających ofiary katastrofy pod Smoleńskiem i pamięć o nich. Czy naprawdę tak niesłychanie trudno jest pomyśleć, o chociaż symbolicznym upamiętnieniu tego, co miało miejsce na Wołyniu? Pamięć ta spełnia kryteria „świeżości” i „ilości”, albowiem są jeszcze żywi świadkowie, jak również skala całego szeregu zbrodni była tak wielka, że nie sposób przejść nad nimi w milczeniu, po prostu się nie da, jeżeli jest się chociaż tylko względnie przyzwoitym człowiekiem.

Jeżeli więc przyjrzymy się retoryce historycznej obecnej władzy, gdzie dochodzi nawet do relatywizacji pamięci, na apelach pamięci, czas zadać trudne pytanie – czy PiS traktuje rodziny wołyńskie i kresowian gorzej niż PO rodziny smoleńskie? Musi być, bowiem jakieś wytłumaczenie tego wielkiego zaniedbania, jakie ma miejsce w Polsce po 1989 roku. Dlaczego władze wolnej Polski tak konsekwentnie milczą, albo usuwają lub przeinaczają pamięć o tylu ofiarach, tak potwornej zbrodni! Nie ma zgody na relatywizację krwi, bo za kilka lat w ogóle będziemy o tym milczeć!

Uwaga, nikt tutaj nie mówi nic o żadnych rewindykacjach wobec naszych ukraińskich sąsiadów, to jak oni rozlicza się z pamięcią tych zbrodni, to ich sprawa. Zaakceptujemy każde rozwiązanie, bo tak się postępuje z sąsiadem. Jednak powinniśmy sami dla siebie świadczyć prawdę, a wobec sąsiadów dążyć do porozumienia. Nie da się go jednak zbudować na kłamstwie, milczeniu, udawaniu, albo wymianie rachunków krzywd. Na pewno zaś, bieżąca polityka, nie może być powodem, dla którego mamy porzucić pamięć przodków. Jak po takim czymś moglibyśmy spojrzeć sami sobie w oczy? Ta sprawa wymaga elementarnej przyzwoitości, na poziomie jak najbardziej fundamentalnym.

Przywróćmy pamięć! Mówmy prawdę! Domagajmy się sprawiedliwości! Stop relatywizacji polskiej krwi!

Tags: , , , , , , , ,

9 komentarzy “Relatywizacja krwi?”

  1. Inicjator
    6 lipca 2016 at 05:54

    Słuszny tekst!

  2. wlodek
    6 lipca 2016 at 06:41

    Święta Prawda!Relatywizm, podwójna moralność w połączeniu z zakłamaniem prowadzi do zaniku szacunku do Narodu.!Wieczna Pamięć Ofiarom banderowskiego Ludobójstwa!!!.

  3. krzyk58
    6 lipca 2016 at 12:31

    Podziwiam dyplomatyczny kunszt Autora przy konstruowaniu
    niniejszego tekstu…

    Nie może być mowy o pojednaniu,przebaczeniu gdy “tam”
    w najlepsze budują państwowość opartą na bandytyzmie.

    Polskojęzyczni politycy uczestniczący w szopce,budujący mit bandytyzmu ukraińskiego
    zasługują na Naszą POGARDĘ.Kiedyś(może wkrótce!)
    łobuzom przypomnimy świńskie umizgi do
    spadkobierców bandyckiej,ludobójczej nadal żywej
    spuścizny.

    Amen!!

  4. jurek
    6 lipca 2016 at 14:08

    zgadzam się z autorem
    Nic dodac i nic ujác.
    Dzisiejsza Ukraina to
    panstwo autorytorne
    Z rezimem nawet
    trudno o tym mowic.
    Stawiajá tam pomniki
    Banderze i holduja
    OUN i UPA.
    Niestety tragedia wolynska
    jest zagluszana
    to smutna prawda.
    Zobaczymy co
    stanie sie z protektoratem
    ukrainskim decyzje naleza
    do US i Niemiec.
    A my? Niesmak i
    konsternacja dla
    Ukrainy

  5. krzyk58
    6 lipca 2016 at 15:06
    • wieczorynka
      6 lipca 2016 at 16:17

      Krzyku, nawiążę tylko do Pogromu Kieleckiego, niewątpliwie była to ogromna tragedia. Brutalność mógł zmniejszyć Krk, nie zrobił tego. Prymas August Hlond zabronił biskupom zajmowania indywidualnych stanowisk w tej sprawie. Jedynie biskup częstochowski Teodor Kubina zdobył się na potępienie prześladowań,niestety jego głos był odosobniony.

      Zamieszczony powyżej tekst znajduje się w książce Pawła Petryki “Polska Ludowa – prawdy niechciane” strona 101.

      Pisząc jakikolwiek tekst, zawsze odróżniam zwykłych obywateli danego kraju od rządzących.

      • jerzyjj
        7 lipca 2016 at 22:47

        Panie “włodku” pan jako jedyny stanął poza tym “kółkiem rożancowym OP” i zajął właściwe stanowisko. DZIEKUJĘ!

  6. jerzyjj
    6 lipca 2016 at 20:18

    Prawda jest tym, co dostaliśmy w spadku i jest naszym dziedzictwem, które oddamy następnemu pokoleniu. Mówić prawdę jest naszym obowiązkiem wobec samych siebie i wobec innych; To honor, obowiązek i nasz zapis dla przyszłych pokoleń. Jest to część naszego prawowitego dziedzictwa.
    OCEŃCIE TERAZ POLSKIE PODWÓRKO…
    GLORYFIKOWANI …”żołnierze wyklęci” nie byli żadnymi żołnierzami bo 19.01.1945 roku na polecenie Rządu Polskiego w Londynie Armia Krajowa została rozkazem dowódcy “Bora” Komorowskiego rozwiązana a jej żołnierze wezwani do zaprzestania walki i włączenia się do odbudowy zniszczonego kraju rządzonego nie przez jakichś tam “komunistów” tylko przez Rząd Jedności Narodowej uznany przez 4 wielkie mocarstwa. Ci, którzy nie wykonali rozkazu wodza naczelnego AK winni stanąć przed sądami wojskowymi osądzonymi na kary śmierci. Wśród tych “wyklętych” było sporo zwyczajnych bandziorów, którzy rabowali, gwałcili, podpalali zwyczajnych obywateli. Do takich należał Józef Kuraś z Podhala ,któremu to władze III RP postawiŁY okazały pomnik w jego rodzinnej wsi, a ludność tej wsi następnego dnia ten pomnik rozbiła na drobny gruz. Dziś nadal obecne władze podrzucają “żołnierzy wyklętych” jako temat zastępczy dla motłochu aby odwrócić jego uwagę od spraw żywotnych dla naszego polskiego narodu.
    A CO CI GLORYFIKOWANI PRZEZ POLSKOJEZYCZNY RZAD WYPRAWIALI PRZEDSTAWIE PONIŻEJ…

    [ nie można przeklejać bez źródeł]

    TFUUUUUUUUUUU!!!
    JEŚLI JESZCZE POTRAFICIE (w co wątpię) TO OCENĘ POCZYNAŃ UPA i “żołnierzy wyklętych” POZOSTAWIAM TYLKO RACJONALNIE MYŚLĄCYM…

    • wlodek
      6 lipca 2016 at 21:29

      Jerzyjj , nie racjonalnie a prawdziwie stawiam znak równości miedzy tzw.żołnierzami wyklętymi a banderowcami,tobie nie będę tłumaczył dlaczego!Pozdrawiam Ciebie i zapomniane Ludowe Wojsko Polskie!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Historia

Scroll Up