• 17 marca 2023
    • Paradygmat rozwoju

    Unia żadnej Unii

    • By krakauer
    • |
    • 05 lipca 2016
    • |
    • 2 minuty czytania

    Niemcy i Francja chcą ściślejszej integracji europejskiej jako odpowiedzi na problemy, które doprowadziły do brexitu i nie tylko, bo szerzej jako odpowiedzi na sytuację w jakiej Unia się obecnie znalazła. Niestety rządzący Polską – jak na razie jedynie deklarują, ale to i tak już jest powód do zmartwień, że chcą Europy Narodów – i odmieniają jak mantrę, swoją śpiewkę o wartościach, demokracji, suwerenności itd.

    Problem polega jednak na tym, że Unia Europejska nie jest monolitem z marmuru lub betonu, to żywy organizm, gdzie różne podmioty działają tak, jak im dyktują to ich interesy, a kierunek w jakim zmierza cała Unia, jest zawsze wypadkową różnych interesów realizowanych w praktyce. Co prawda ostatnio Unia bardziej „stała”, niż gdziekolwiek zmierzała, jednakże w obecnej sytuacji jesteśmy w takim miejscu, że wszystkie stare grzechy i problemy nie mają już żadnego znaczenia, bo jak płonie dom, nikt nie pyta o kwietnik przed nim. Nie da się pojąć, dlaczego nikt tego nie rozumie, czy też przynajmniej rządzący nie chcą się racjonalnie do tego problemu odnieść, tj. co najmniej spróbować go antycypować.

    Unia się zmienia, ponieważ zmienia się nastawienie najważniejszych państw unijnych. Możemy sobie myśleć o Unii narodów, w zasadzie o Unii czegokolwiek i kogokolwiek, ale problem polega na tym, żeby tego samego chciało pozostałe już 26 państw w tym także te najmocniejsze i najbogatsze. Bez ich woli, zainteresowania i akceptacji – nie będzie żadnej Unii i właśnie w tym żadnej Unii, będziemy mogli sobie przynależeć – narodowo, kolorowo, jak kto woli napawać się łopotem dowolnej flagi, a inną wycierać obuwie. Niemcy i Francja chcą ściślejszej integracji – chcąc czegoś innego znajdziemy się poza Unią, którą będą stanowić Niemcy i Francja. Czy trzeba być domorosłym analitykiem, żeby to zrozumieć?

    Retoryka w polityce ma olbrzymie znaczenie jest fundamentalna zwłaszcza w tak miękkich strukturach jak Unia Europejska, gdzie nawet dygresje i to, kto z kim stoi podczas Rady Unii Europejskiej, może mieć wpływ na postrzeganie statusu i sytuacji, chodzi bowiem o deklarowanie woli w taki sposób, żeby nie było problemów z jej odczytywaniem, a zarazem, żeby nie dać się wmanewrować w niechciane sytuacje. Ponieważ niestety na tworzeniu sytuacji sprzyjających konsensusowi, czy jak kto woli – bez wyjścia, koncentruje się unijna dyplomacja i kultura dialogu wewnętrznego w Unii. Jeżeli więc będziemy nadawać komunikaty negatywne, w rozumieniu percepcji – tychże państw najwięcej znaczących, będziemy traktowani jako opozycja. To jest generalnie najlepszy możliwy z czekających nas scenariuszy. W praktyce nie można mieć żadnych złudzeń, nikt nie będzie na nas czekał, nikt nie będzie z nami prowadził negocjacji, nikt nie będzie brał naszego zdania pod uwagę. Dostaniemy pod nos propozycję, którą w swoim zadufaniu możemy przegapić. Jeżeli będziemy mieli minimum szczęścia, to mamy szansę ją podjąć i w ramach już nowego paradygmatu relacji – próbować coś więcej osiągnąć, ale będąc wewnątrz kadłuba nowej łodzi, a nie płynąc za nią, kurczowo trzymając się burty, czy nawet – ambitnie steru. W takiej sytuacji naprawdę nie będziemy mieli żadnego wpływu na kierunek, w którym to wszystko zmierza, tego tak się nie da osiągnąć.

    Jeżeli chcemy być na pokładzie „nowego”, trzeba się pogodzić z tym, że sytuacja będzie redefiniowana i istotnie może ulec zmianie. Przede wszystkim chodzi o dostępność do transferów unijnych, które mogą być zupełnie inaczej rozumiane niż obecnie. O ile w ogóle będą. Być może bardziej opłaca się myśleć o takich sprawach jak uwspólnienie długów narodowych, budowie wspólnej unijnej armii, służb granicznych z prawdziwego zdarzenia i innych zagadnieniach, które mogłyby realnie zmienić oblicze naszej codzienności. Dotychczasowy model rozdawnictwa, gdzie określona grupa społeczna dostaje pieniądze za de facto nic – się nie sprawdza i nie ma sensu w dłuższej perspektywie czasowej. Ponieważ jeżeli dajemy jednej grupie społecznej, dlaczego mamy nie dawać innym? Takich pytań jest o wiele więcej w Europie, tylko czy ktokolwiek w Polsce przez ostatnie lata mówił o finansowaniu rolnictwa? W ogóle o funduszach strukturalnych? Ktoś podważał dotychczasowy model? W ogóle oceniano jego efektywność (poza ewaluacją w Regionalnych Programach Operacyjnych?).

    Unia żadnej Unii jest bez sensu. Jeżeli się na coś zdecydowaliśmy, powinniśmy zrobić wszystko, żeby nie wypaść za burtę, przynajmniej bez naszej pełnej świadomości. Możliwa jest sytuacja, w której padniemy ofiarą własnej bierności, oczekiwania na nie wiadomo co i kogo oraz po prostu własnej propagandy. Unia, której obraz mamy przed oczami i który starannie pielęgnują nasi decyzyjni politycy – JUŻ NIE ISTNIEJE. Przyszłość jest niepewna, trzeba się umieć ustawić i dostosować, oczywiście zgodnie z naszymi interesami, jednak nie można pozwolić na to, żeby wyszła z tego gra zero-jedynkowa. Bo będziemy pośmiewiskiem Europy, co więcej będziemy pośmiewiskiem na kartach historii.

    Jesteśmy w sytuacji, gdzie jak nie wiadomo jak się zachować, to trzeba zachować się elastycznie i pragmatycznie. Lepiej jest zawsze lepiej!