• 17 marca 2023
    • Polityka

    Rząd działa akcyjnie a pielęgniarki zarabiają grosze

    • By krakauer
    • |
    • 05 czerwca 2016
    • |
    • 2 minuty czytania

    Pojawienie się koncepcji na program „Mieszkanie plus”, po „sukcesie” programu „500 plus” to nic innego, jak realizowanie przez rządzących banalnej zasady akcyjności. Rządzący nie są w stanie niczego naprawić, ponieważ to naruszałoby zasady funkcjonowania systemu, który jest podstawą ich możliwości funkcjonowania tj., system generuje pieniądze i nikogo nie obchodzi to, w jaki sposób, liczy się żeby było ich jak najwięcej. W ten sposób mają być „wynalezione” środki na kolejne akcje rządu, który w ten sposób będzie komunikował się ze społeczeństwem.

    Mamy sytuację, w której kraj nadal jest pogrążony w wielu sferach patologii, wiele rzeczy jest ekstremalnie przejaskrawionych i po prostu obywatele są prześladowani we własnym kraju. Emerytury to bomba z opóźnionym zapłonem, spowalnia wzrost gospodarczy, zaraz zaczną się prawdziwe problemy. Rząd nie jest w stanie odnieść się do sytuacji, w której kilka pielęgniarek walczy o swoją godność i prawo do wynagrodzenia, chociaż w części korespondującego ze skalą odpowiedzialności, jakiej podlegają w pracy. Tymczasem rząd, który chce dać każdemu dziecku pieniądze, jak również rozdawać mieszkania głównie rodzinom wielodzietnym – za darmo, nie ma pieniędzy żeby pielęgniarki zarabiały pieniądze pozwalające im na normalne funkcjonowanie w naszych realiach cywilizacyjnych.

    Tu wychodzi problem, z jakim się mierzymy – realny świat, a sfera generowanych propagandowo akcji, za które tenże realny świat musi zapłacić. Rząd tworząc sytuacje, w której nie jest wiarygodny wobec kilku pielęgniarek, nie jest i nie będzie wiarygodny wobec społeczeństwa.

    Zaraz się odezwą renciści i emeryci, ponieważ mają przeważnie niskie i bardzo niskie świadczenia. Górników udało się spacyfikować na koszt wielkich przedsiębiorstw państwowych, czyli w ostatecznym rozliczeniu całego społeczeństwa. Już się mówi o tym, że doliczą nam do ceny energii elektrycznej o wiele więcej, niż tylko pensje pana prezesa K., i jego „zespołu”. Takie są realia „dobrej zmiany” w przełożeniu na świat, w którym funkcjonujemy. Budżet nie jest z gumy, on jest z ciśnienia naszej krwi, zginanych pleców, nadwyrężanych kręgosłupów, odcisków, mikrowylewów, zmęczonych oczu, nerwic i emocji. Czy to się nam podoba, czy nie – trzeba będzie za te pomysły i związane z nimi akcje zapłacić. Model jest iście socjalistyczny – płaci wielu, korzysta tylko część. Siła rządzących polega na tym, że decydują komu mają przypadać przepływy, a komu tylko ich inicjowanie.

    Będziemy mieli więcej takich akcji, za które trzeba będzie zapłacić rachunek natychmiast, albo z opóźnieniem. Zdaje się już jest szykowany pomysł na to, jak „pomóc” tzw. frankowiczom, chociaż zapłacimy za to wszyscy poprzez osłabienie i destabilizację całego sektora bankowego. Co zresztą rynki już częściowo wyceniły, jednak to chyba nie interesuje rządzących dobrą zmianą. Niestety nie wiemy, na jakie koszty są w stanie się zgodzić? Prawdopodobnie są dość wysokie, ponieważ koszty rozkładają się na nas wszystkich. Decydując o przepływach, można się tak ustawić, żeby mieć dla siebie tylko to, co jest najlepsze.

    Niestety dla nas wszystkich, problem polega na tym, że myśleniem w kategoriach kolejnych akcji nie da się zmienić naszej rzeczywistości. Potrzebujemy najpierw wyrwania korzeni zła, a później spalenia ich w wielkim ogniu, najlepiej piekielnym. Bez reform fundamentów naszego systemu, w ogóle nie mamy, o czym mówić. Kolejne akcje, będą jedynie łatkami lub większymi łatami na naszym systemie. Bez zreformowania podstaw, cała reszta nie ma w istocie sensu, to w najlepszym układzie protezowanie rzeczywistości.

    Prawdopodobnie podobnie skończy cały tzw. plan Morawieckiego, ponieważ nie będzie na niego pieniędzy w takich rozmiarach, jakich wymaga skala problemów i w ogóle skala potrzeb naszej gospodarki.

    Czekajmy na kolejne akcje, kolejne pomysły! Gdzie możemy jeszcze przeprowadzić „dobrą zmianę”? Może wprowadzić „bykowe”? Będzie na kolejne akcje i działania. Niby, dlaczego państwo, nie miałoby rozdawać za darmo samochodów? No, a do nich kart paliwowych, gwarantujących każdemu patriocie – paliwo w cenach narodowych!

    Kiedy ktoś wpadnie na oczywistą – oczywistość i publicznie przyzna, że za dobrą zmianę płacą najbardziej ci, którzy zarabiają tak mało jak wspomniane pielęgniarki. Gdyby rząd, samorządy i przedsiębiorcy – płacili ludziom tyle, żeby byli w stanie utrzymać się w warunkach cywilizacyjnych typowych dla naszego kraju obecnie. Jak również nieco akumulować, to nie byłyby potrzebne żadne programy rozdawnicze poza wspieraniem rzeczywistych patologii. Tymczasem, zawsze ktoś tak jak pielęgniarki, będzie musiał zarabiać o wiele mniej, niż wynika to z jego społeczno-gospodarczej roli, ponieważ trzeba finansować „dobroć” – dobrej zmiany.