Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

14 grudnia 2018

Modne staje się ogłaszanie planów naprawczych dla Polski


 W ostatnich dniach modne staje się ogłaszanie planów naprawczych dla Polski, albo to robią, albo takie zamiary ogłaszają poszczególne partie polityczne, jak również i środowiska opinii będące zawodowymi przedłużeniami środowisk politycznych. Różnie się te plany naprawcze nazywa, ale ich cechą wspólną jest zawsze próba oktrojowania szeregu rozwiązań, które mają być implementowane do systemu państwowego i gospodarczego, głównie przez zmiany prawne.

Zawsze z wielką nieufnością należy podchodzić do wszelkich takich planów – mających w tytule „naprawianie” w sposób bardzo ostrożny, ponieważ ich autorzy działają pod z góry przyjętą tezę. Jeżeli ktoś chce naprawiać naszą rzeczywistość, to znaczy się, że z czegoś – prawdopodobnie z jakiegoś jej fragmentu nie jest zadowolony. W praktyce przekłada się to na sytuację, w której można podejrzewać, że cały plan jest w istocie intencjonalny i ma na celu lansowanie jakichś interesów – pod szczytnym hasłem ratowania państwa itd.

Kluczem do zrozumienia wszelkich programów naprawczych jest zawarta w nich diagnoza. Jeżeli jej nie ma, to poza sytuacją wojny i pustynnienia terenu oraz powszechnego pomoru – mamy do czynienia z sytuacją podejrzaną, w której prawdopodobnie ktoś ma coś do ukrycia i realizuje swoje intencje. Jeżeli bowiem rzeczywiście mówimy o planie naprawczym, to najpierw ustalmy ponad wszelką wątpliwość, co jest już „zepsute” do tego stopnia, że wymaga naprawczej interwencji publicznej? Mówimy, też o jakimś procesie ustalania prawdy, jeżeli poddajemy ocenie całość naszej sfery publicznej, twierdząc że wymaga ona naprawy, to celowym jest podparcie diagnozy wcześniejszym procesem dojścia do jej wyników. Oczywiście można to zrobić samemu, jednak w tym przypadku – co dwie głowy, to nie jedna, ponieważ tutaj nie może chodzić o popis intelektualny samotnego gracza, tylko o rzeczywiste generowanie procesów naprawczych w sferze publicznej.

Istotą bowiem wszelkiej działalności „naprawczej”, jest odpowiedzialność. Ktoś musi wziąć odpowiedzialność za proponowane zmiany, w tym warto żeby ten sprytny „ktoś” zaproponował nam także tzw. „plan B”, jakby jego główne zamierzenie się nie udało. Być może dla większości z państwa czytelników to są oczywistości, jednakże w świecie polityki, gdzie kłamstwo jest inaczej nazwaną prawdą – już tak nie jest. Wszyscy chyba pamiętamy plan pewnego pana profesora, zaaplikowany naszemu państwu na początku lat 90-tych. Czy patrząc na to z perspektywy czasu, wiedząc jakie były jego koszty i jak one rzutują na naszą współczesność i ograniczają przyszłość – BYŁOBY ODPOWIEDZIALNYM PÓJŚĆ TAMTĄ DROGĄ? Oczywiście popełniamy tutaj błąd – bycia mądrym po czasie, ale to tylko felieton i to tylko symulacja, w której każdy może w każdej chwili przestać uczestniczyć – wystarczy kliknąć myszką lub przewinąć menu palcem. Społeczeństwo ma prawo do oceny historii za którą zapłaciło straszną cenę – degeneracji, depopulacji, biedy, rozłąki, emigracji – szkoda słów. Wiadomo, że części się udało, a ostateczny bilans dzisiaj, nie jest dramatyczny, albowiem da się w Polsce żyć na poziomie pół wegetatywnym, ze świadomością braku możliwości alokacji. Szału to nie robi, tylko co począć? Robienie rewolucji – ćwierć wieku po rewolucji – to głupota, tak głupi to chyba nie są nawet nasi politycy.

Plan, żeby miał sens musi zawierać pewną projekcję – pewien scenariusz, oparty na celach – uwzględniający zasoby, możliwości, a także margines strat i kosztów jakie mamy być gotowi ponieść jeżeli zdecydujemy się na modyfikację systemu. Jest to najbardziej pożądana przez wszystkich część planu, to na niej koncentruje się uwaga – twórców, jak i krytyków. Problemem jest zawsze zainteresowanie odbiorców – szerokiego kręgu interesariuszy. Jak do tej pory, nikomu poza tym pierwszym wspominanym powyżej planem, nie udało się w Polsce skłonić ludzi do poparcia zamiarów reformatorskich kraju. Z wyjątkiem Prawa i Sprawiedliwości i partii współpracujących w ramach wielkiego obozu zjednoczonej prawicy. To ci ludzie obiecali społeczeństwu „dobrą zmianę”, której treścią jest powrót do szczytowych zdobyczy systemu socjalistycznego w Polsce. Jest to pierwszy przypadek zaproponowania anty reformy, która w znacznej części jest reformą – nie do końca udanych wcześniejszych działań reformatorskich. Nasz problem polega jednak na tym, że nie żyjemy w próżni i to co się już stało – bezpieczniej jest modyfikować i dostosowywać, nawet jeżeli to trwa, kosztuje i nikogo nie zadowala – niż decydować się na rozwiązania radykalne. Radykalizm bowiem, to chyba ostatni pierwiastek jakiego w kraju nam potrzeba.

W naszym przypadku nie może być jednak mowy o ogłoszeniu planu naprawczego, czy też planu rozwoju – bez oglądnięcia się na otoczenie. W tym względzie – bardzo ciekawym dokumentem było to, co zrobił rząd pana Tuska, czyli słynna „Polska 2030”, była to bardzo ciekawa – wielowektorowa diagnoza z elementami projekcji, na której potem bazował cały szereg strategii i programów rządowych. Uwaga, można się nie zgadzać z tezami tam zawartymi, ale niestety większość jest determinowana okolicznościami obiektywnymi i nie ma na nie wpływu, nawet jakbyśmy pluli na wiatr.

Gdybyśmy rzeczywiście myśleli o strategii, czy też planie naprawy dla państwa, takim który miałby mieć poparcie społeczne i to przed wyborami, żeby władza miała mandat go realizować, to w naszych warunkach – zawsze będzie to plan zawierający elementy myśli socjalistycznej. Równolegle, ponieważ nie da się oszukać ekonomii – musi to być plan, w którym bierzemy pod uwagę realia ekonomii i prawa globalizacji, takimi jakie one są (bardzo brutalne), a nie takimi jakimi chcielibyśmy je widzieć (nam sprzyjające). Przy wszelkich zastrzeżeniach do dotychczasowego sposobu zarządzania państwem przez dwa rządy prawicowych liberałów – sama obietnica ciepłej wody w kranie to za mało. Dzisiaj, co już widać – nawet rząd dobrej zmiany nie ma większego pojęcia o tym, co chce zrealizować (jak, kiedy, za ile, itd.). Prawo i Sprawiedliwość bardzo poważnie się ośmieszyło brakiem gabinetu cieni. Teczka ustaw o której przez kampanie mówiła pani Szydło to bardziej obietnica na przyszłość niż realia.

Na dzień dzisiejszy jednak, my nie mamy już chyba czasu na szerszy plan naprawy państwa, czy też nawet na programowanie jego rozwoju. My potrzebujemy dzisiaj – dosłownie z wczoraj na jutro – PLAN WZMOCNIENIA PAŃSTWA, poprzez nadanie mu wyższej odporności na wszelkiego rodzaju perturbacje wewnętrzne i zewnętrzne – z zagrożeniem wojennym włącznie. To jest niezbędne na dzień dzisiejszy i naszym wielkim dramatem jest to, że rząd pani Kopacz zmarnował rok – nie zatrudniając ani jednego żołnierza więcej, ani jednego strażaka, ratownika medycznego, strażnika granicznego, specjalisty od pogotowia energetycznego – nie przygotował wzmocnienia zasobów państwowych chociażby poprzez wprowadzenie rezerw obowiązkowych w łańcuchu logistycznym dostaw itd. Zmarnowano rok na zabawę w ośmiorniczki i pogoń za nagrywającymi taśmy, poza tym – nie zrobiono niczego, poza tym może że pan minister Tomasz Siemoniak – za co mu wieczna chwała – jednak uratował korwetę, z której robimy patrolowiec. Prawo i Sprawiedliwość zaczęło o wiele lepiej od poważnego przedstawienia planu na Obronę Terytorialną, miejmy nadzieję że to się uda i lada miesiąc będą tego efekty. Tymczasem nic nie stałoby na przeszkodzie, żebyśmy interwencyjnie kupili np. z 12 lub 18 samolotów F-16 – używanych od państw europejskich, które są dostępne na rynku. Posiadanie takiej ilości samolotów, co prawda starszych niż te, które kupiliśmy od producenta, to zawsze silne wzmocnienie naszych Sił Powietrznych. Przede wszystkim jednak potrzeba konsolidować wydatki publiczne i spinać budżet, tak żeby być jak najmniej zależnym od pożyczania pieniędzy na rynku. JEŻELI PRAWU I SPRAWIEDLIWOŚCI udałoby się spowodować, że po okresie jego rządów – kraj miałby zrównoważony budżet w zakresie wydatków bieżących, to bylibyśmy na zupełnie innym poziomie rozważań i możliwych działań niż byliśmy przez ostatnie ćwierć wieku.

Tymczasem jednak chyba czeka nas festiwal prześcigania się na pomysły, komu dać pięć stów, a komu zabrać coś w podatkach, co więcej jak to ładnie nazwać, opatrzyć logotypem i sprzedać do mediów. Jak to powiedział kiedyś pewien bardzo ważny menadżer z nadania politycznego obecnej władzy – „ciemny lud wszystko kupi”. Proszę się bowiem zastanowić – z jaką częścią społeczeństwa można dyskutować o planowaniu rozwoju kraju w kategoriach oszczędności i wyrzeczeń, a z jaką w kategoriach rozdawnictwa pięciu stów i innych, temu podobnych pomysłów? Odpowiedź jest automatyczna, nie trzeba być nawet domorosłym fanem analityki. Dominująca większość społeczeństwa nie rozumie bilansów, zależności, problemów budżetu itd. Ludzie postrzegają troskę o państwo w kategoriach łez podczas grania hymnu na Stadionie Narodowym i machania flagą w wielkiej czapce z gąbki w kolorach narodowych, a nie w konieczności wyrzeczeń.

Niestety – zawsze trzeba mówić prawdę, przy czym do jej przedstawienia można posłużyć się nawet kłamstwem, albo ulubioną formą komunikowania się polityków, czyli półprawdą. Jeżeli władza to robi, a zarazem troszczy się o warunki generalne funkcjonowania w systemie państwowym, tak żeby każdy mógł realizować swoje życiowe zamierzenia – w granicach prawa, to już jest dobrze. W takich realiach możliwe jest nawet generowanie postępu, stymulowanie oszczędności, przezorności – ubezpieczenia itd. Niestety my mieliśmy przez lata państwo, które odpuszczało prawa człowieka na rzecz praw korporacji, albo bezdusznych sprywatyzowanych para-urzędników, którzy w swoim dociekaniu sprawiedliwości są w zasadzie bezkarni. To nie może dłużej trwać i trzeba liczyć na to, że władza skandaliczny stan rzeczy w zderzeniu obywatela z systemem – zmieni. Państwo jest dla ludzi – nawet tych najbiedniejszych – na marginesie, albo już poza marginesem społeczeństwa, a nie dla korporacji. To silniejszy ma się dostosować do słabszego, na Zachodzie już dawno to zrozumiano i funkcjonuje się tam w ramach zupełnie innego paradygmatu powiązań społeczno-gospodarczych i instytucjonalno-prawnych. U nas niestety, wszystko do czego doprowadził neoliberalny kapitalizm, to odkrycie na nowo uroków pańszczyźnianego zniewolenia ludności, którą traktuje się jako zasób do eksploatacji, a nie jako cel i podmiot wszelkich trosk, starań i działań! Stąd już tylko krok do problemu depopulacji, na który składa się zanikająca dzietność polskich kobiet oraz masowa – porażająca emigracja. Ma ktoś pomysł jak naprawić te kwestie? W realiach kraju, gdzie kredyt hipoteczny jest najskuteczniejszym z możliwych środków antykoncepcyjnych?

Reasumując – zanim ogłosimy kolejny plan naprawczy, czy też kolejną strategię pójścia w kierunku świetlistej przyszłości, to się dobrze zastanówmy co można osiągnąć w tym społeczeństwie. Odpowiednia diagnoza, wskazanie odpowiedzialnych a przede wszystkim – komunikowanie się z interesariuszami procesów w sposób dla nich zrozumiały – językiem korzyści, wzorowanym już na biedę z języka tych słynnych pięciu stów – to punkt wyjścia. Szczegóły muszą opierać się na realnych możliwościach i odpowiadać potrzebom czasu. W naszym dzisiejszym stanie rzeczy potrzebujemy za wszelką cenę planu szybkiego wzmocnienia państwa, który już – na bieżąco powinien być realizowany. Nie wiadomo ile mamy czasu do kolejnego resetu, ale możemy być pewni, że on nie jest wykluczony – pod tym względem to akurat pan Donald Tusk miał rację.

Tags: , , , , , , , , , , ,

7 komentarzy “Modne staje się ogłaszanie planów naprawczych dla Polski”

  1. Fasci di Combatimento
    23 stycznia 2016 at 05:25

    Rozsądne podejście

  2. Konrad Skolnicki
    23 stycznia 2016 at 08:51

    Nasz kraj ma pecha do reformatorów

  3. inicjator
    23 stycznia 2016 at 10:15

    I tak tym wszystkim sterują ośrodki poza naszymi granicami.

  4. krzyk58
    23 stycznia 2016 at 10:19

    ILE RAZY MAM PISAĆ ŻE NIE MOŻNA WYKORZYSTYWAĆ CUDZEGO PRZEDMIOTU PRAW AUTORSKICH BEZ LICENCJI? WEB JÓZ.

  5. Wierny_czytelnik
    23 stycznia 2016 at 14:45

    Nie będę się zachwycał, ale to naprawdę znakomity tekst, dwa razy przeczytałem, jeszcze sobie przeczytam wieczorem.

  6. Jakimowicz
    23 stycznia 2016 at 17:18

    Bardzo interesująca problematyka, ale jak widać Polaków problem zarządzania państwem – jego podsystemami w ogóle nie ma znaczenia, ludzie wolą poczytać o gender, pozwoleniach na broń, mamy Madzi itd. Czy autor może coś napisać o mamie Madzi?

  7. x_porta
    24 stycznia 2016 at 01:51

    Bardzo mocno piszecie, podoba mi się

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Paradygmat rozwoju

Scroll Up