Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

19 października 2018

Ilu żołnierzy, Ile czołgów, samolotów i okrętów podwodnych potrzebuje Polska? I jakich?


 Jednym z najczęstszych pytań laików w kontekście przemian w obronności są pytania ilościowe o potrzebną ilość żołnierzy i podstawowego, czy też może najbardziej znanego sprzętu bojowego oraz o to, jakie to mają być środki bojowe. Ewentualnie zdarzają się pytania o to, czy żołnierze powinni być zawodowcami, czy też z lepiej z poboru, jak również czy sprawę poboru można załatwić przez instytucję Obrony Terytorialnej – ostatnio bardzo modną.

Uwaga – przyjęta w felietonie retoryka jest w wykonaniu laika dla innych laików, celem uwrażliwienia na tak niesamowicie istotne kwestie jak obronność. Celem tekstu jest popularyzowanie pozytywnego myślenia o potrzebach obronności i promocja postaw pro-obronnościowych właśnie dla laików. W komentarzach prosimy o wszelkie możliwe uwagi.

Niezwykle ciężko jest na to odpowiedzieć bez zaprezentowania współczesnego wyobrażenia o prowadzeniu wojny, bo jest to temat na zupełnie inny felieton, którego po prostu nie można spłaszczać. Dla naszej prezentacji tytułem wprowadzenia wystarczy czytelnikom i czytelniczkom wiedza, że współczesna nowoczesna wojna to nie jest to, co obserwujemy na Ukrainie, jak również to nie jest to, co obserwowaliśmy w działaniach w Afganistanie. Współczesna wojna będzie w pierwszych aktach wielkim zaskoczeniem, wielu teoretyków wojskowości boi się, że strona niedostatecznie przygotowana do realiów nieznanego, może w ogóle nie zorientować się, że już została zaatakowana i straciła inicjatywę strategiczną. Trzeba spróbować to zrozumieć, chociaż jest to niesłychanie trudne, albowiem wszyscy wojskowi myślą kategoriami wojen, które już były. Właśnie w nich używa się samolotów, czołgów, okrętów itd. Istotą wojny przyszłości jest takie zaskoczenie przeciwnika, żeby nawet nie wiedział, że już przegrywa. Faza wyjścia jednostek pancerno-zmechanizowanych na pozycje wyjściowe i faza ataku, może być już tylko przybiciem zwycięstwa.

Jeżeli chodzi o same stany ilościowe wojska, to generalnie w Europie w szczycie zimnej wojny, armie zbliżały się do 1% populacji danego kraju. Większość armii tamtej epoki była oparta na zawodowym korpusie oficerów, także podoficerów i generalnie obowiązkowej służbie wojskowej. Do tego dochodziły rezerwy mobilizacyjne z kolejnych przeszkolonych i zdolnych do przeszkolenia roczników. Tutaj w zależności od polityki obronnej wchodziły w grę kolejne procenty. Polska ludowa jeszcze w okresie po Stanie wojennym była w stanie mieć około 300 tys., armię oraz około 2 mln rezerwy mobilizacyjne. Jak jest dzisiaj tego nie wiadomo, ale nie można spodziewać się szału. Poza tym sama ilość wojska nie jest dzisiaj najważniejsza (w zależności od opisującego problem teoretyka). Generalnie bardziej stawia się na wyszkolenie i zdolność do działania pododdziałów, a nie ich umasowienie, chociaż samej istoty potrzeby posiadania jak największych z możliwych rezerw nikt rozsądny nie zaneguje.

Bezwzględnie możemy powiedzieć, że dzisiejsza 100 tys., armia jest za mała i powinna być natychmiast powiększona, do co najmniej 200 tys. żołnierzy zawodowych. Dodatkowo potrzebujemy dwa – trzy razy tyle rezerw przeszkolonych i zdolnych do mobilizacji w szybkich rzutach 2 lub trzy razy po około 200 tys. ludzi z Obrony Terytorialnej i około 1% populacji w Obronie Cywilnej (czyli jakieś 350 tys.). Warto pamiętać, że Obrona Cywilna nie walczy z przeciwnikiem, tylko zapewnia funkcjonowanie społeczeństwa w realiach zagrożenia wojną, wojny i po niej. W naszych realiach możliwe jest posiadanie około 200 tys. armii zawodowej i około 600 tys. aktywnych rezerw mobilizacyjnych OT plus około 350 tys. OC. Łącznie mówimy o około 1,2 mln ludzi zmobilizowanych do działania. To należy traktować za odpowiedź na pytanie ilu żołnierzy potrzebuje Polska, w znaczeniu – naszych zoptymalizowanych możliwości.

Pytanie o ilość czołgów jest pytaniem naiwnym, ponieważ czołg nigdy nie walczy sam, istotą użycia broni pancernej jest jej masowe użycie. Jednakże nie tabunami po kilka tysięcy sztuk, tylko umiejętnie, dokładnie tam gdzie potrzeba i w takiej ilości, w jakiej są potrzebne. Wiele książek napisano o użyciu broni pancernej, generalnie profesjonaliści nie używają sformułowań – ile czołgów potrzeba? Tylko przechodzą na myślenie kategoriami związków taktycznych, w których występują pododdziały pancerno-zmechanizowane. Nasze możliwości tutaj są ograniczone traktatami, jakie podpisaliśmy w kontekście ograniczenia zbrojeń konwencjonalnych w Europie „Traktat o konwencjonalnych siłach zbrojnych w Europie” zawarto w Paryżu w 1990 roku, potem go uzupełniono i adoptowano. Pierwotnie Polska mogła posiadać „1730 czołgów; 2150 bojowych wozów opancerzonych, w tym 1700 bojowych wozów piechoty i bojowych wozów z ciężkim uzbrojeniem, a w tym 107 bojowych wozów z ciężkim uzbrojeniem; 1610 jednostek artylerii; 460 samolotów bojowych; 130 śmigłowców uderzeniowych.” [Źródło: M. Mróz Traktat o konwencjonalnych siłach zbrojnych w Europie CFE, Kancelaria Sejmu BAS 1995 s.10 źródło PDF: tutaj]. To zarazem jest odpowiedź na pytanie ile czołgów powinniśmy posiadać, właśnie powinno być ich dokładnie tyle. To wystarczy na 13 związków taktycznych (po około 130 pojazdów), lub odpowiednio większa ilość związków taktycznych pancerno-zmechanizowanych). Kwestia organizacji wojska w związki taktyczne i ich nazewnictwo wcale nie jest kwestią wtórną, to właśnie w znacznej mierze od tego jak podzieli się posiadane siły i od tego, jaka będzie filozofia zarządzania nimi (dowodzenia) – zależy wynik wojny. W zakresie sprzętu pancernego zbliżamy się do limitów, przy czym wiele do życzenia pozostawia kwestia modernizacji sprzętu – tej wymagają przede wszystkim czołgi (termowizja – System Kierowania Ogniem, nowa amunicja, środki łączności), jak również artyleria (kwestia nowoczesnego kierowania ogniem). Bojowe Wozy Piechoty najlepiej byłoby wymienić na nowe, ponieważ posiadane pojazdy rodziny BWP-1 – będą jeszcze efektywne w oddziałach Obrony Terytorialnej, ale nie nadają się na pierwszą linię styczności wojsk z nieprzyjacielem.

Lotnictwo to wielkie wyzwanie dla każdego państwa. Posiadanie własnego lotnictwa, zdolnego do walki powietrznej i atakowania celów na wodzie i lądzie – to wyznacznik pozycji międzynarodowej państwa. Niestety nasze lotnictwo jest słabe i nieliczne, jak również istnieją opinie, że nie jest efektywnie szkolone jak również jego uzbrojenie (środki rażenia) pozostawia wiele do życzenia. Nie da się zrozumieć powodów, dla których nadal są utrzymywane po-radzieckie samoloty bojowe? To drastycznie zwiększa koszty a zarazem czyni ich pełnoskalową eksploatację czymś prawie niemożliwym. Brakuje części zamiennych, zwłaszcza silników, których nie ma gdzie kupić, a te które są pozyskiwane są bardzo drogie. Przepłacamy za technologię, która ma głównie to znaczenie, że jeszcze można pomagać się szkolić pilotom zachodnim w walce z pilotami szkolonymi na sprzęcie i na procedurach Układu Warszawskiego. Jednakże nie można mieć złudzeń, nasze Migi-29 lata świetności mają za sobą, a decyzja o pozostawieniu w składzie sił lotniczych Su-22 – aczkolwiek piękna i wzniosła, albowiem nie jednemu fanatykowi lotnictwa łezka się w oku kręci jak widzi „Suczki” na pasie startowym (i słyszy, wręcz nie da się ich nie słyszeć) – to marnowanie pieniędzy publicznych. Już dawno z przyczyn finansowych i taktycznych powinniśmy byli pozbyć się całego posiadanego poradzieckiego sprzętu latającego wraz z zapasem części zamiennych i uzbrojenia a na to miejsce pozyskać albo dodatkowe nowe samoloty z Zachodu, albo kupić używane. Byłoby optymalnie, gdybyśmy posiadali jeszcze dodatkowe około 50 F-16 tak, żeby razem mieć około 100 tych maszyn w linii (najlepiej nowych). Jeżeli jednak myślimy na poważnie o zaatakowaniu terytorium potencjalnego nieprzyjaciela – musimy mieć samolot dwusilnikowy. Wybór jest dość znaczny, już dawno powinien zapaść i już dawno powinniśmy pozyskać np. pierwsze 12 a potem, co roku po 2-4 i w ten sposób zbudować adekwatną do naszych możliwości finansowych flotę powietrzną. Byłoby celowym, żeby to była maszyna dwusilnikowa i najlepiej, żeby to nie był samolot amerykański. Chodzi o politykę, ponieważ nie można do końca ufać Amerykanom, ze względu na powszechnie dostępne informacje o stosowanej przez nich polityce dostępu do sprzętu. Bardzo ciekawą propozycją jest wariant francuski – samolot firmy Dassault Aviation „Rafale”. Francuzi są w zakresie technologii lotniczej W PEŁNI niezależni od Amerykanów, oferują samolot wraz z pełnym pakietem powiązanych z nim zagadnień jak szkolenie, uzbrojenie, utrzymanie zdolności do lotu itd. W tym zakresie posiadając te samoloty (niestety bardzo drogie), bylibyśmy o wiele bardziej niezależni od Waszyngtonu, albowiem na tych samolotach można używać nowoczesnego uzbrojenia francuskiego, europejskiego i co szczególnie ważne – izraelskiego, które swoim poziomem zaawansowania technologicznego często zaskakuje, zwłaszcza względem ceny. Warto z takiej możliwości skorzystać. Chociaż o wiele tańszym rozwiązaniem byłoby kupienie używanych F-16 (samolotów jednosilnikowych) i stworzenie w kraju możliwości pełnego ich serwisowania oraz odtwarzania zdolności do lotu.

Jeżeli chodzi o okręty podwodne, to mamy tutaj, co najmniej trzy problemy. Po pierwsze jest to broń o znaczeniu strategicznym, jeżeli byśmy z ich posiadania zrezygnowali – popełnilibyśmy błąd, którego skali w zasadzie nie dałoby się uzasadnić żadnymi logicznymi kategoriami. Jeżeli by nasze państwo nie miało pieniędzy – to trzeba przeprowadzić składkę ogólnonarodową i okręty kupić, ponieważ są potrzebne na Bałtyku najbardziej ze wszelkiego rodzaju okrętów. Dla okrętu podwodnego wszystkie inne to cele, a sam fakt przebywania „podwodniaka” na akwenie paraliżuje działania Marynarki Wojennej przeciwnika. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że dominująca część sił wszystkich nowoczesnych sił morskich na świecie uwzględnia konieczność obrony przed bronią podwodną. Bałtyk jest morzem trudnym dla okrętów podwodnych, jednakże są one na nim śmiertelną bronią, jeżeli umie się je używać. Drugą kwestią problemową jest ilość w funkcji ceny. Tu brutalnie trzeba powiedzieć, że to jest bardzo droga broń – miliard Euro za okręt z oporządzeniem, podstawowym uzbrojeniem i szkoleniem załogi. My mamy w planie niestety zakup tylko trzech nowoczesnych okrętów podwodnych, co jest złamaniem zasady, że okręt podwodny powinien zawsze działać w parze z drugim okrętem podwodnym. Wówczas, co najmniej jeden ma szansę być niewykrytym, co najmniej do momentu aktywizowania przez przeciwnika jego broni podwodnej. Właśnie, dlatego powinniśmy posiadać cztery takie okręty, w tym zdolność do samodzielnego ich remontowania w zakresie podstawowych urządzeń pokładowych i samego kadłuba. Problem z funkcją ceny polega tutaj na tym, że co prawda ostatni z serii takich okrętów jest już stosunkowo tani, to jednak w zamian za jeden okręt można mieć np. 12 nowych F-16 i przeznaczyć je do użytku nad wodą, (do czego nie były projektowane z zasady nad morzem powinno się używać samolot dwusilnikowy), albo kupić bardzo dużo nowoczesnej broni przeciwpancernej i nasycić nią pododdziały tak, że każdy atak nieprzyjaciela będzie oznaczał dla niego olbrzymie straty. Powyższe jest kwestią wyborów strategicznych. Marynarka Wojenna naszego kraju musi być optymalna, a jej podstawą muszą być właśnie okręty podwodne i samoloty. Ze względu na wizję importu dużych ilości energii drogą wodną, potrzebujemy także względnie duże okręty nawodne, zdolne do samodzielnego patrolowania dalekich szlaków morskich (potrzebujemy, co najmniej dwie fregaty, chociaż to fikcja, bo nie było nas stać na zbudowanie nawet jednej korwety). Trzecim poważnym problemem jest zdolność wyposażenia okrętów podwodnych w broń umożliwiającą rażenie celów lądowych i to na znacznych odległościach. To może mieć dla naszego kraju znaczenie strategiczne, jeżeli np. zdecydowalibyśmy się na wejście w posiadanie broni jądrowej lub innej masowego rażenia (biologicznej).

Wnioski są banalne – potrzebujemy więcej wojska, uzbrojenia konwencjonalnego, jakie jesteśmy w stanie wyprodukować sami względnie tanio – jak najwięcej do limitów, co najmniej trzy razy tyle, co obecnie nowoczesnych samolotów – w tym dwusilnikowe oraz cztery okręty podwodne i inne jednostki floty, w tym wyspecjalizowane lotnictwo morskie. To wszystko to są bardzo duże pieniądze, które można umiejętnie wpiąć w naszą gospodarkę. Wymaga to odpowiednich decyzji politycznych i społecznego poparcia, o które przy obecnie rządzącej koalicji może być o wiele trudniej niż wcześniej. Dlatego realia są brutalne, wcale nie byłoby źle jakbyśmy naprodukowali dużo moździerzy, karabinów wielko kalibrowych i prostej broni przeciwpancernej, ponieważ na to będzie uzasadnienie polityczne (polski przemysł), niż snucie planów zakupu np. niemieckich, (czyli z gruntu podejrzanych o zakamuflowaną opcję) okrętów podwodnych. OSTATECZNY GŁOS W TYCH SPRAWACH POWINIEN NALEŻEĆ DO PROFESJONALISTÓW. Trzeba brać pod uwagę właśnie uwarunkowania polityczne i to rozważymy pod względem możliwości krajowego przemysłu obronnego w jednym z kolejnych felietonów.

Tags: , , , , , ,

12 komentarzy “Ilu żołnierzy, Ile czołgów, samolotów i okrętów podwodnych potrzebuje Polska? I jakich?”

  1. Wierny_czytelnik
    3 stycznia 2016 at 09:00

    Znakomita prezentacja tematu, przyjemnie się czyta.

  2. sas
    3 stycznia 2016 at 09:17

    Niestety,niestety, zupełnie jak przed II Wojną Światową. Ma być ogromny wysiłek całego społeczeństwa, pobór do wojska(bo na zawodowe w pełni nas nie stać), zakupy jednorazowego uzbrojenia ofensywnego(czołgi, samoloty) i jeszcze opłatek w postaci piekielnie drogich okrętów podwodnych, których wytropienie na płytkim Bałtyku nie jest takie trudne… Ludzie, dajcie spokój.
    Formować raczej i przeszkolić w strzelaniu z różnej broni ludność cywilną, ochotników do działań partyzanckich i sabotażowych. Flota – tanie, szybkie kutry torpedowe z bronią rakietową – Putin pokazał jaka to niebezpieczna broń na Morzu Kaspijskim atakując skutecznie cele w Syrii. Śmigłowce bojowe jak najbardziej.
    Nas jest nie stać, aby się zrujnować po to, aby przegrać wojnę w cztery dni, zamiast trzech.

  3. Inicjator
    3 stycznia 2016 at 09:36

    Doskonały artykuł na Nowy Rok!

    Istotna fraza:”od tego jak podzieli się posiadane siły i od tego, jaka będzie filozofia zarządzania nimi (dowodzenia) – zależy wynik wojny.”

    Dodałbym do tego System Dowodzenia z wielostrumieniowymi kanałami teleinformatycznymi, tak żeby móc słabsze siły wykorzystać w pełni efektywnie.

    Do tego ROZPOZNANIE, którego nie ma – do STAŁEGO zasilania systemu w informacje o przeciwniku oraz LOGISTYKA WOJSKOWA, a nie to co jest obecnie, czyli logistyka KORPORACYJNA czasu pokoju …

    Autor ma rację w wielu wątkach, które tylko zarysowuje przed nami.

    Może liczy na DOBRĄ ZMIANĘ w potencjale naszego wojska, do przeprowadzenia przez nowy rząd?

    Byle nie zakończyło się to tylko powołaniem 3 BOT na ścianie wschodniej, które są też potrzebne – ale to za mało, jeśli się ich dobrze nie wpasuje w SYSTEM OBRONNY.

    Obawiam że skończy się to na wręczaniu sztandarów i tworzeniu NOWYCH orkiestr wojskowych, jakże potrzebnych do uświetniania kolejnych MIESIĘCZNIC, co jest oczekiwane własnie na ŚCIANIE WSCHODNIEJ.

    Czyli może być jak przed 1939 rokiem.

    Autor już proponuje składkę na nowe okręty podwodne.

    Defilady, przemarsze, Msze z udziałem kompanii honorowych.

    Tylko nam jeszcze do tego KONI BRAK.

    Potrzeba nam więcej koni i kawalerii, która doskonale przydaje się do tłumienia zamieszek ewentualnie zbuntowanego PREKARIATU na śmieciówkach lub nadzorowania setek tysięcy ewentualnych uchodźców …

    Niech Autor nie zapomina również o tej wewnętrznej funkcji Wojska Polskiego, które już w latach 20-tych ODDZIAŁYWAŁO na robotników.

    To były tzw. DZIAŁANIA ASYSTENCYJNE …

  4. Wojciech
    3 stycznia 2016 at 10:48

    Czy mógłby autor powiedzieć z kim ta armia ma wojować? W domyśle z Rosją. Czy można wiedzieć o co będą walczyć i w jakim stanie Polska pozostanie po zwycięstwie?

    • krolowa bona
      3 stycznia 2016 at 18:36

      @Wojciech
      ja tez umieram z ciekawosci by znac odpowiedz na te pytania …..
      FR to musi miec niezly ubaw czytajac takie teksty , no moze zacznie sie jeszcze bac ….stracha na wroble ….!!! Litosci autorze , zmiluj ze sie nad nami ….¡¡¡ ⸮⸮⸮

  5. Wan
    3 stycznia 2016 at 11:18

    Jedna stara zasad strategii brzmi jeśli bronisz wszystkiego to niczego nie obronisz. Absolutnie nie kupuję tego co autor wysmarował. Na szarże typu korwety, fregaty itd. Daj Pan spokój. Zdaję się na mądrość ludzi wreszcie kompetentnych. Lotnictwo tak śmigłowce tak masowość broni ppanc i plot tak budowa OT tak jako komponent uzupełniający armię zawodową (150-200 tys.). OT czyli komp na sczeblu gminy, batalion na szczeblu powiatu itd. do tego realny program prosty program szkolenia (mobilność tj pojazdy terenowe opancerzone to do dyskusji. To jest kierunek. Oczywiście w tych kilku słowach trudno

  6. Wan
    3 stycznia 2016 at 11:22

    Jedna stara zasad strategii brzmi jeśli bronisz wszystkiego to niczego nie obronisz. Absolutnie nie kupuję tego co autor wysmarował. Na szarże typu korwety, fregaty itd. Daj Pan spokój. Zdaję się na mądrość ludzi wreszcie kompetentnych. Lotnictwo tak śmigłowce tak masowość broni ppanc i plot tak budowa OT tak jako komponent uzupełniający armię zawodową (150-200 tys.). OT czyli komp na sczeblu gminy, batalion na szczeblu powiatu itd. do tego realny program prosty program szkolenia (mobilność tj pojazdy terenowe opancerzone to do dyskusji. To jest kierunek. Oczywiście w tych kilku słowach trudno

    • Inicjator
      26 sierpnia 2017 at 14:33

      Odnośnie struktury WOT, które się tworzą i powinny po latach osiągnąć następujące struktury:

      Realnie to byłoby dobrze, jakby na szczeblu gminy byłby PEŁNY pluton, tj. ok. 30-40 ludzi (rotowanych co 2 lata!) plus podobne siły OC plus Straże Pożarne (5-8 zastępów). Do tego Ratownictwo Techniczne i inżynieryjne. Wystarczy tylko znieść VAT na maszyny inżynieryjne dla właścicieli koparek, spychaczy, itp maszyn, pod warunkiem 4-6 godzinnej gotowości och przybycia w rejon klęski żywiołowej.

      Na szczeblu powiatu: KOMPANIA, jakieś 150 – 300 ludzi, w zależności od populacji i kasy samorządowej – bo to powinno być finansowane LOKALNIE. Plus oczywiście Straż Pożarna, w tym Państwowa oraz siły OC: jakieś 300-500 ludzi kosztem zakładów pracy, nawet prywatnych. Do tego to sami ze sprzętem inżynieryjnym – jak w gminach, tylko BARDZIEJ.

      Na szczeblu Wojewówdztwa: 2-3 bataliony OT, ze wzmocnieniami Straży Pożarnych, sił OC, zgrupowań inzynieryjno-saperskich, w pełni z instytucji cywilnych.

      Brygady OT powinny być strukturami DOWODZĄCYMI na obszarze województwa lub makroregionu.

      Tu powinno odbywać się koordynowanie działań WOT z wojskami operacyjnymi, na rzecz tych ostatnich – gdy jest WOJNA, lub na rzecz LUDNOŚCI – gdy jest klęska żywiołowa, itp.

      To cały czas powinno być ćwiczone, np. raz w roku na szczeblu województwa – wszystkie szczeble na raz.

      Tak to widzę.

      Inaczej się nie da.

      A uzbrojenie i wyposażenie potraktowanych integralnie sił WOT+OC+wzmocnienia inżynieryjne (a tego sprzętu mamy sporo w prywatnych rekach) powinno wynikać z ZADAŃ i ewentualnych zagrożeń.

      Inne w gminach położonych nad dużymi rzekami (powodzie), inne w górach, inne w zalesionych rejonach kraju.

      To jest możliwe, bo planowanie i organizowanie tego co już jest – niewiele kosztuje, wobec zysków w postaci zmniejszania strat.

  7. Moskal
    3 stycznia 2016 at 13:34

    No nie, na przykład defilada ubiegłoroczna wyglądała całkiem imponująco.
    https://youtu.be/WniXBknLhfU

  8. alatarnik
    3 stycznia 2016 at 15:08

    IMHO, Polska jest zbyt biedna aby wygłupiać sie z myśleniem w kategoriach mocarstwa lokalnego. Współczesny sprzęt wojskowy jest drogi, jego utrzymanie jest drogie. Współczesne wojny wygrywa się głównie w “sercach, umysłach i internecie”. Po co więc zadłużać się, aby kupić sprzęt który i tak w warunkach Polskich nie będzie miał znaczenia?

    O wiele skuteczniej byłoby aby przeznaczyć dostępne środki na szkolnictwo – zwiększyć pensje nauczyceli tak, aby nie tylko ci najgorsi chcieli iść do tego zawodu. Zwiększyć ilość stypendiów (zarówno na studia krajowe jak i zagraniczne). Zwiększyć dofinansowanie na zajęcia pozalekcyjne (włączając obronność a wyłączając religię). Zwiększyć pomoc dla świeżo upieczonych absolwentów szkół którzy chcą rozwijać drobny przemysł/interes (tanie kredyty). Itp, itd.

    • krolowa bona
      3 stycznia 2016 at 18:21

      Moje wielkie poparcie dla analizy i wywodu @alatarnik , moim zyczeniem na rok 2016 bylo by tezy @alatarnika. przyjac do realizacji a te nierealne i niepotrzebne Polsce osprzetowanie i militarne fobie schowac wreszcie do lamusa …wiecznie jakis cyrk organizowac by tylko takie mocarstwa jak Rosje czy Usa rozbawic do lez i wydac wszystkie pieniadze na symbole wladzy, ktore spelnusja w warunkach Poski jedynie STRACHA NA WROBLE “…., troche zaczac chodzic po ziemi i to wlasnej a nie oczami wyobrazni po amerykanskiej !!!!

    • wieczorynka
      3 stycznia 2016 at 19:53

      Całkowicie się zgadzam z komentarzem. Dodam tylko, że w polskich szkołach jest 2 godziny tygodniowo religii, natomiast informatyki jedna godzina. Wierzących a zwłaszcza praktykujących w Krk coraz mniej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Wojskowość

Scroll Up