• 17 marca 2023
    • Polityka

    Prezydent Duda zjednoczył wszystkich przeciwko Polsce

    • By krakauer
    • |
    • 29 sierpnia 2015
    • |
    • 2 minuty czytania

    Niestety rzeczywistość jak zawsze w przypadku naszego kraju jest ciekawsza od najbardziej wysublimowanej fikcji. Okazuje się bowiem, że nie trzeba było długo czekać, żeby Polska znalazła się sama na własne życzenie w pozycji dyplomatycznej zbliżonej do tej z września 1939 roku, tym razem się to nam także udało i to już w sierpniu. Nie trzeba było wiele, wystarczyła jedna czy dwie nieprzemyślane i oderwane od realiów pragmatyzmu wypowiedzi pana prezydenta dla dziennikarzy, które natychmiast zostały podchwycone przez centra polityczne naszych sąsiadów. W zasadzie wszystkich dookoła, a na pewno tych najważniejszych graczy.

    Niby nic się nie stało, ale jednak widać jak Polska sama się wymanewrowała z jakiejkolwiek możliwości gry, co więcej sama sprowadziła się do pozycji, w której znajduje się sama – przeciwko wszystkim innym, zjednoczonym przeciwko Polsce.

    Prawda że nie trzeba było dużo, żeby pogodzić i Rosjan i Ukraińców i Niemców? A nawet Francuzów i Amerykanów? W jednym są zgodni – nie potrzebują Polski do ustalania poważnych spraw dotyczących bezpieczeństwa w regionie, ponieważ nikt nie traktuje Polski jako partnera – podmiotowo. Dla jednych i dla drugich wielkich graczy jesteśmy co najwyżej buforem, a dla Ukraińców – wszystkim co można z nas wydoić.

    Do tego porozumienia, tej zgodności – przyczynił się nasz własny prezydent! Nawet szczególnie nie musiał się starać! Prawdopodobnie, gdyby powiedział coś więcej, to jeszcze umawiające się strony, mogłyby z narastającą konsternacją odkryć, że to przecież Polska jest winna temu całemu bałaganowi, albowiem czyj pan minister straszył Ukraińców, że wszyscy będą martwi? No czyj? Przypomnijmy sobie wszyscy nazwisko tego pana o fascynującym życiorysie i prawdopodobnie milion razy od niego mądrzejszej żonie? Szczegóły nie mają znaczenia – był, wmieszał się, można umoczyć, można kreować fikcję – ktoś pamięta o co chodziło na początku tego kryzysu? Dobrze, że polska armia nie ma wyrzutni Buk ani samolotów Su-25. No, ale tak to bywa – jak żaba podkłada płetwę pomiędzy młot a kowadło, to może być tylko tragedia.

    Trzeba zrozumieć jak to jest niebezpieczna sytuacja, ponieważ tu naprawdę proszę państwa nie ma żartów. Możemy się w kraju spierać o to, czy jest powódź czy jej nie ma przy poziomie Wisły około 40 cm, ale jeżeli adresujemy coś w dyplomacji międzynarodowej do Niemiec, Francji, Rosji, USA i Ukrainy, a w zasadzie kogokolwiek, a zwłaszcza sąsiada – to lepiej jest to wcześniej odpowiednio głęboko przemyśleć i dobrze, ale to naprawdę dobrze się zastanowić, co chcemy osiągnąć i w jakim kierunku chcemy zmierzać, tj. co musimy zakomunikować i jak, żeby inni odebrali to zgodnie z intencją jaką mieliśmy dany komunikat nadając. Uwaga – jest oczywistym, że nie wszyscy są nam przychylni i mogą tak zinterpretować, przemilczeć lub uwypuklić interesujące ich kwestie, że będziemy prowadzili dialog jak ślepy z głuchym o kolorach, no ale właśnie to jest istotą dyplomacji i o to w niech chodzi, wręcz po to ją wymyślono, żeby rozwiązywała takie zagadnienia, czyniąc komunikowanie się państw możliwym, sensownym i produktywnym.

    Proszę zwrócić uwagę, jak lakonicznie została przedstawiona do publicznej wiadomości wizyta pana prezydenta w Niemczech. Z grubsza wiadomo, co pan prezydent słodził gospodarzom, szanowna małżonka zrobiła furorę, w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu, albowiem bezpośrednio się komunikuje z fotoreporterami i dziennikarzami. To bardzo podoba się Niemcom, czują się docenieni, że u sąsiadów ich język i kultura są tak popularne. Niestety jednak jeżeli chodzi o konkrety z tej wizyty, to nawet komunikaty na stronie internetowej pana prezydenta są lakoniczne. Co ciekawe wczoraj wieczorek koło 20:45 nie było na stronie informacyjnej pani Kanclerz nawet wzmianki o wizycie polskiego prezydenta [tutaj], chociaż podjęła tego samego dnia także gościa z Danii!

    Uwaga nie ulega wątpliwości, że to że w sąsiednim kraju toczy się wojna domowa – powinno być jedną z kwestii w zainteresowaniu władz Rzeczpospolitej. To oczywiste i jasne jak słońce na niebie. Nie można jednak stosować myślenia życzeniowego w tym zakresie, na zasadzie jakiegoś naiwnego „włączania się”, przez werbalne zgłaszanie akcesu. W zasadzie wszelkie interesujące nas kwestie możemy uzgodnić i ustalić w relacjach bilateralnych z Ukrainą i dokładnie tak powinniśmy zrobić, nie oglądając się na nikogo, albowiem nikt nam tu nie pomoże. Chodzi konkretnie o kwestie związane z sytuacją, w której ich kraj by upadł a władze centralne przestałyby istnieć, wówczas powstaje szereg problemów jak bezpieczeństwo obiektów jądrowych, kwestia uchodźców, pomocy humanitarnej itd. Dobrze jest takie sprawy uzgodnić odpowiednio wcześniej, tak żeby mieć po drugiej stronie granicy, ludzi z którymi będzie można rozmawiać, co więcej którzy nie będą się obawiać polskiej pomocy w przypadku upadku państwa ukraińskiego. Nie ma bowiem dzisiaj, poza interpretacją niektórych kwestii historycznych i ich miejscem w dzisiejszym życiu publicznym Ukrainy – żadnych, podkreślmy – żadnych spornych kwestii, które w jakikolwiek sposób by nas w czymkolwiek dzieliły lub powodowały jakiekolwiek zachowania nie traktatowe. W tym kwestia granicy, przynajmniej z polskiej strony jest zagadnieniem uregulowanym, zamkniętym i nie podlegającym dyskusji w ogóle. Niestety wiemy o tym, że ze strony ukraińskiej jest tutaj inaczej, albowiem są w tym kraju siły polityczne, które kwestionują publicznie przebieg polsko-ukraińskiej granicy na niekorzyść Polski. To oczywiście musi rodzić pewnego rodzaju obawy po tej stronie Sanu i je rodzi, a w konsekwencji nie pozostanie bez odpowiedzi w stosownej chwili, tylko wówczas Ukraińcy będą mogli podziękować tym swoim siłom politycznym, które przez 26 lat istnienia niepodległej Ukrainy nie były w stanie zaakceptować kwestii tak fundamentalnych jak linia graniczna!

    Dzisiaj jest tak, jak jest – Ukraińcy nie chcieli polskiego wsparcia, więc go nie dostaną. Miejmy nadzieję, że ich oligarchiczne władze nie będą wymagały od własnego Narodu popełnienia samobójstwa i po prostu zakończą tą bezsensowną wojnę, koncentrując się na kwestiach decydujących o przyszłości Ukrainy. Jeżeli natomiast to się nie stanie, to winniśmy traktować Ukrainę jako źródło niestabilności i wszelkich niebezpieczeństw. Jednak już bez wyciągania ręki, która została odtrącona, niech każdy płaci rachunki za siebie, nie można się narzucać i nadskakiwać z pomocą, jeżeli ktoś sobie nie życzy, właśnie na tym polega szacunek i szczerość wobec sąsiadów. A właśnie na budowie wzajemnych stosunków opartych na szacunku i szczerości nam powinno najbardziej zależeć. Żeby usłyszeć ukraińskie „NIE” ponieśliśmy olbrzymie koszty. Już wystarczy, A WCALE NIE JEST POWIEDZIANE ŻE NIE BYŁO WARTO, ALBOWIEM MAMY CZYSTE SUMIENIE.