Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

27 maja 2018

Letni kabaret energetyczny…


Elektrownia Pątnów autor Kolanin Praca wł. Lic CC BY 3.0 na podst. Wikimedia Commons

Dla osób posiadających nawet śladową wiedzę o energetyce sprawa jest tak śmieszna i kabaretowa, że niemal wstydem jest zbieranie głosu. Ale przez kilka upalnych tygodni przełomu lipca i sierpnia niezwykle gorącego i suchego lata 2015, ten niezwykły popis kabareciarzy, wśród których znaleźli się zarówno dziennikarze, – co nie dziwi, przy ich braku kompetencji i braku wiedzy wyniesionej ze szkoły – jak i politycy różnych opcji politycznych z Polski i ościennej Ukrainy, należałoby jakoś te prześmiewcze występy podsumować.

Dlatego, pozwólcie Państwo na trochę „łopatologii”…

Zacznijmy od naszego upalnego lata. Jak w każde lato, w każdym kraju leżącym w naszej szerokości geograficznej, przeprowadza się remonty. Nie tylko w cukrowniach – by zdążyć na jesienną kampanię cukrowniczą, ale i w energetyce – by zdążyć przed pierwszymi wrześniowymi chłodami.

W tym roku także, w prawie każdej z polskich elektrowni odstawiono jakiś blok energetyczny by wszystko przejrzeć i sprawdzić. Stąd, jak zawsze mniejsza była „dyspozycyjność” energetyczna naszego przemysłu energetycznego, – bo zawsze latem są mniejsze potrzeby.

Większość naszych elektrowni cieplnych pracuje w układzie zamkniętym. Czyli niezbędna do schładzania pary woda jest uzupełniana tylko o minimalne ilości, jakie wyparowują w chłodniach kominowych, tak często pokazywanych przez „dziennikarzy”, jako „namacalny” dowód „emisji”. Tylko, że akurat pióropusz pary, jaki się malowniczo unosi z chłodni kominowej, w istocie jest parą wodną, dokładnie taką samą, jaka paruje ze szklanki kawy dziennikarza piszącego takie bzdury…

Jednakże, dwie spośród wielu naszych elektrowni pracują trochę inaczej. Elektrownia Kozienice oraz Elektrownia Połaniec nie posiadają chłodni kominowych, bo czynnikiem chłodzącym jest przepływająca woda w nieopodal położonej Wiśle. Tak zaprojektowano te elektrownie oszczędzając na systemie schłodzenia, dodatkowo zakładając, że Wisła zostanie uregulowana, stanie się znów spławna a potrzebne paliwo, czyli węgiel, dopłynie do elektrowni ze Śląska najtańszym sposobem – czyli barkami…

Lato mamy jednak w tym roku tak upalne i pozbawione deszczu, że woda w naszej królowej rzek zupełnie niemal wyschła, co widziałem naocznie tydzień temu, przejeżdżając most w Nagnajowie. Takiego niskiego stanu wody – a w zasadzie braku rzeki – nie widziałem od 40 lat.

Dlatego też, niezbędnym stało się ograniczenie produkcji energii w tych dwóch elektrowniach. To, że nie zostały one wyłączone zupełnie, zawdzięczamy awaryjnym zrzutom wody ze zbiornika w Czorsztynie.

Nieplanowane zmniejszenie produkcji energii w tych dwóch elektrowniach, przy planowanym wcześniej grafiku wyłączeń i remontów w innych elektrowniach, spowodował kilkudniowy kolaps. Co dziwi mnie niezmiernie z uwagi na to, że od roku 1993 jesteśmy połączeni z europejskim systemem energetycznym, – o czym w dalszej części…

Do owego roku nasza energetyka pracowała w jednym systemie z energetyką radziecką. Chronologicznie, pierwszym łącznikiem tych dwóch systemów, tworzących jednolity system „Przyjaźń”, była linia 220 kV (moc przesyłowa ok 300 MW) Zamość – Dobrotwór. Później dobudowano gigantyczną w swojej skali linię 750 kV (~2000 MW) Widełka – Chmielnicka Elektrownia Atomowa.

Niestety, przyszło „nowe” i te dwa systemy zostały rozłączone. Linia z Widełki po zmodernizowaniu systemów zabezpieczeń i telemechaniki jest od wielu lat przedmiotem zabiegów znanych biznesmenów z Polski i Ukrainy by przesyłać nią energię z Chmielnickiej Elektrowni Atomowej, w której na tę okoliczność „przezbroiło by się” jeden z bloków tak, że miałby on pracować odłączony od sieci ukraińsko-rosyjskiej. Byłby zsynchronizowany z naszym systemem.

Linią Zamość – Dobrotwór w ostatnich latach, dzięki staraniom pewnego biznesmena przesyłano niewielkie ilości energii z Elektrociepłowni Dobrotwór. Robiono to w ten sposób, że dwa bloki (2×150 MW) odłączano od systemu rosyjsko-ukraińskiego i zsynchronizowano je z naszym systemem.

Od wczesnej wiosny tego roku ta stara elektrociepłownia (rocznik 1955 / 3 zespoły po 100 MW + 2 zespoły po 150 MW) jest w długotrwałym remoncie. To znaczy, możliwe że prowadzi się jakiś remont przy okazji jej bardzo długiego postoju, spowodowanego prozaicznym brakiem węgla. Elektrociepłownia ta została zaprojektowana na spalanie węgla z pobliskich kopalń Zagłębia Wołyńsko-Lwowskiego. Niestety, trwające od roku ciągłe przestoje tych kopalni, spowodowane wielomiesięcznym brakiem wypłat dla górników i zrozumiałymi strajkami, spowodowały ich zupełną zapaść ekonomiczną. Kilkanaście dni temu rząd w Kijowie podjął decyzję o ostatecznej likwidacji tych kopalni.

Dlatego kabaretowe wypowiedzi „dziennikarzy” i „polityków” o tym, że możemy kupować czy sprzedawać energię elektryczną na Ukrainę są pozbawione zupełnego sensu, z uwagi na brak połączenia naszych systemów energetycznych! Prozaiczny brak kabelka!

Zupełnie inaczej wygląda sprawa na południowych i zachodnich granicach naszego kraju, gdzie istnieją silne połączenia z europejskim systemem energetycznym. W roku 1993 „wypinając się” z systemu „radzieckiego”, podłączyliśmy się do „europejskiego”.

Na tych wielu łącznikach o dużej mocy przesyłowej trwa stała wymiana i przesył energii w obu kierunkach, w zależności od potrzeb poszczególnych krajów włączonych do systemu. Dlatego też, zupełnie niezrozumiałe wydają się chwilowe ograniczenia w zużyciu energii, gdyż może być ona uzupełniana z innych kierunków.

Prawdopodobną przyczyną tego stanu rzeczy może być „zabytkowość” naszego systemu przesyłu energii wewnątrz kraju, od dziesięcioleci nieremontowane wąskie gardła linii przesyłowych i stacji zasilających (GPZ-tów).

Energetyka jest dziedziną tak kapitałochłonną, że po podzieleniu naszej energetyki na kawałeczki i ich sprzedaży „obcym”, możliwe że nikogo z nowych właścicieli nie stać na remont, budowę nowych linii, stacji czy elektrowni. Zresztą w USA przed kilkunastu laty próbowano eksperymentu polegającego na sprzedaży w ręce prywatne energetyki w Kalifornii. Eksperyment się nie powiódł. Właściciele nie zainwestowali ani centa w majątek a zarobili kokosy na eksporcie energii z Kalifornii do innych stanów, doprowadzając do wyłączeń energii dla mieszkańców i przemysłu stanu Kalifornia. Eksperyment został przerwany a energetyka znacjonalizowana…

Podsumowując – podpisana przez PSE i Ukrenergo umowa, w myśl której Ukraina nam „pomoże” w ten sposób, że w miesiącu wrześniu dwa bloki elektrociepłowni Dobrotwór będą odłączone od ukraińskiego systemu energetycznego i podłączone do naszego a elektrownia będzie „czekała w gotowości” ze zgromadzonym węglem pod tą teoretyczną polską „potrzebę” jest ciosem w plecy dla ukraińskiego systemu energetycznego. Te 300 MW nie stanowią dla Polski żadnej znaczącej pomocy, zaś dla systemu ukraińskiego, podtrzymywanego przed rozsypaniem się jedynie dostawami energii z Rosji, są więcej niż na wagę złota. Pamiętać należy także o zgromadzeniu, co najmniej kilku tysięcy ton węgla w Dobrotworze, którego tak rozpaczliwie brakuje w innych elektrowniach.

Kilka dodatkowych uwag odnośnie podpisania przez PSE umowy z odpowiednią firmą na Ukrainie o gotowości przesyłu z Elektrociepłowni Dobrotwór do Polski w chwili zapaści naszego systemu energetycznego. Umowę podpisano na miesiąc wrzesień. Strona ukraińska zobowiązała się do przesyłania zgodnie z naszym zapotrzebowaniem 220 MW mocy (z wyłączeniem jednego dnia – wtedy ta moc spada do 130 MW, co związane jest prawdopodobnie z chwilowym odstawieniem jednego bloku o mocy 150MW). Jest to zupełnie zadziwiające, polityczne działanie, które nic nie daje naszemu systemowi. Jednocześnie pozbawia Ukrainę tak cennych megawatów. W chwili obecnej ukraiński system energetyczny jest podtrzymywany stale zwiększającym się strumieniem energii z Rosji. Dwa tygodnie temu było to chwilowe i „na parę dni” 900 MW, teraz już 1800 MW.

Powodem zapaści systemu ukraińskiego jest prozaiczny brak węgla oraz mniej prozaiczny ale niezwykle groźny brak nowych kaset, koniecznych do wymiany wyeksploatowanego paliwa w większości elektrowni atomowych. O problemie kaset pisałem wcześniej [tutaj]. Jeżeli chodzi o brak węgla także, – ale teraz jest jeszcze gorzej niż rok temu. O dziwo, polskie media zaczynają dostrzegać wagę problemu! [tutaj]

Policzmy trochę… Ponieważ Ukraińcy zakładają niezwykle optymistycznie, że ich wszystkie elektrociepłownie zużywają DZIENNIE tylko 90 tysięcy ton = 1500 wagonów po 60 ton (standardowych węglarek). To daje nam 30 pociągów po 50 wagonów.

Problemem, jaki widzę, jest załadunek i rozładunek tych wagonów przy zapewnieniu niezwykle sprawnej logistyki dowozu odpowiedniej ilości węgla tymi STALE kursującymi składami do elektrociepłowni położonych na terenie prawie całej Ukrainy.

To oczywiście pokazuje, co by było gdyby wszystko szło sprawnie, a nie „na styk”. Bez możliwości nawet jednodniowego opóźnienia, spowodowanego prozaiczna awarią, katastrofą czy przyczynami pogodowymi… Oczywiście przy założeniu, że dogadają się JUŻ DZIŚ z Donbasem i zaczną natychmiast odbierać i… płacić!

Uważam, że to może i jest wykonalne, ale śmiem wątpić czy – przy widocznym rozkładzie struktur państwa, jaki zaczyna tam panować – są oni w stanie rozwiązać to organizacyjnie.

Praktycznie WSZYSTKIE składy węgla przy ich elektrociepłowniach są wyczyszczone do ostatniego pyłku! Podawana przez Radę Ministrów Ukrainy ilość posiadanego na składach węgla, wynosząca około 1,3 mln ton, to piętnastodniowy czas pracy ich elektrowni! Ubiegło miesięczne dostawy węgla z Donbasu do ukraińskich elektrociepłowni wynosiły około 400 tysięcy ton, przy ponad 3 mln ton węgla czekającego na hałdach przykopalnianych. Problemem jest stałe wysadzanie torów kolejowych przez kijowskie grupy dywersyjne i prawie codzienne, samobójcze i niezrozumiałe bombardowanie artyleryjskie kolejowych szlaków komunikacyjnych łączących Donbas z resztą Ukrainy…

Poza tym, zgodnie z zaleceniem Unii oraz MFW, rząd ukraiński zobowiązał się rok temu do rozpoczęcia niezwłocznego procesu (w ciągu 2 lat) zamknięcia wszystkich kopalń węgla, co następuje już w zachodniej części Ukrainy.

Natomiast kopalnie Donbasu pracują! Są nieustannie remontowane po zalewaniu ich wodą czy częstych bombardowaniach sił kijowskich, uruchamia się nowe ściany wydobywcze. Górnicy pracują i zarabiają. Tylko wojna nie chce się zakończyć…

Tags: , , , , , , , , ,

9 komentarzy “Letni kabaret energetyczny…”

  1. Pozorovatel
    26 sierpnia 2015 at 07:28

    Gratuluję jasności języka.

  2. Henryk Sawka
    26 sierpnia 2015 at 07:46

    Myślę, że najlepiej byłoby jakbyśmy sobie po prostu zbudowali dwie lub trzy elektrownie atomowe i bardzo dużo wiatraków plus ogrzewacz wody na każdym dachu, a nie importowali prąd z Ukrainy. Kraj, który nie potrafi produkować prądu nie powinien istnieć.

    • Kodłuch
      26 sierpnia 2015 at 09:05

      Jak najbardziej! Tylko że jedną elektrownię atomową “już prawie mieliśmy” – to znaczy wydano miliardy dolarów a to co zostało wyprodukowane należało zezłomować – no. reaktor wykonany przez Skodę. I nie widać by było przyzwolenie społeczne na kolejne takie przedsięwzięcia, nie mówiąc o kasie…

      CO do “ekologicznych” – czytaj – niezwykle drogich inwestycji jak wiatraki czy fotowoltaika – to też nie jest to takie proste – > http://www.szczesniak.pl/2861
      Wystarczy brak wiatru czy brak słońca i system leży!

    • Pozorovatel
      26 sierpnia 2015 at 10:02

      Nie bałem się Żarnowca budowanego przez solidnych fachowców, którzy zelektryfikowali i uprzemysłowili Polskę. Nie budziła we mnie obaw myśl o jego eksploatacji przez tych samych ludzi przeszkolonych w Związku Radzieckim czy Czechosłowacji. Natomiast dzisiaj ogarnia mnie groza na myśl aby ich potomkowie mieli zająć się eksploatacją elektrowni jądrowej. Spójrz na sposób zarządzania i politykę kadrową w polskim: kolejnictwie, górnictwie miedziowym i węglowym, Orlenie, PGNiG-u czy Poczcie. Powierzając taką (Pawlak sugerował reaktory powielające) elektrownię tym ludziom zadziwilibyśmy świat rozmiarami katastrofy. Czarnobyl i Fukushima były by przy niej drobnymi usterkami.

    • Anonim
      26 sierpnia 2015 at 10:36

      Elektrownie jądrowe mogą zbudować Wegry, bo się nie boją krytyki, że zdecydowały się – na rosyjskie (NB.najlepsze pod względem bezpieczeństwa), a nas na to nie stać.

  3. Inicjator
    26 sierpnia 2015 at 09:14

    Doskonały wywód.

    Tylko czy wobec 44 cm poziomu wody w Wiśle w Warszawie, nadal należy przyjmować RUBIEŻ rzeki WISŁY w naszych planach obronnych?

  4. Jerzy
    26 sierpnia 2015 at 10:25

    To artykul profesjonalny! Prosilbym o komentarz na temat kaset paliwowych do energetycznych reaktorów. Czy wobec istniejących nieporozumień na temat ich dostawy z Rosji, zawarta została umowa z firma Westinghose?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Ogólna

Privacy Preference Center

Scroll Up