Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

18 lipca 2018

Nigdy nie będzie nas stać na pełnowartościową armię nowocześnie uzbrojoną


 Dalsze refleksje po defiladzie, w której w przypadku niektórych typów uzbrojenia, mieliśmy do czynienia z większością danego typu sprzętu dostępną w ogóle w naszej armii, nakazują pokorne podejście do rzeczywistości i przewartościowanie koncepcji. Przed wojną społeczeństwo hojnie wspierało armię, nie oszczędzając pieniędzy i darów na obronność, niestety – wszystko zostało zaprzepaszczone.

Obecnie ze względu na koszty pozyskania, eksploatacji i użycia nowoczesnego uzbrojenia, państwa często decydują na wspólne zakupy i użytkowanie określonych rzeczy potrzebnych armii, żeby po prostu ograniczyć koszty. Rozwiązania tego typu spotykamy coraz powszechniej np. w logistyce, zwiadzie elektronicznym i wszędzie tam, gdzie koszt jednostkowy jest znaczny. Dokładnie w ten sposób postępuje NATO, to nie jest żaden wstyd, to dowód rozsądku i mądrego planowania.

W przypadku państw wyraźnie biedniejszych, jest generalny problem z wyposażeniem armii, wedle podziału na rodzaje wojsk. Niektóre uznawane za najbardziej potrzebne do odparcia ewentualnego ataku są wzmacnianie, a inne – zaniedbywane, wręcz silnie zaniedbywane. Chodzi o okresy w jakich rotowane jest uzbrojenie, niektórzy rotują szybciej, inni wolniej, są kraje w których w zasadzie cały czas użytkuje się sprzęt stary, wręcz nabywa się sprzęt używany.

My jesteśmy państwem na dorobku, w istocie biednym. Wydawanie znacznych kwot na nowoczesne uzbrojenie jest trudne do uzasadnienia z punktu widzenia moralnego i sprawiedliwości społecznej, jednak rządy kupują broń, ponieważ boją się zagrożeń i dobra broń nigdy nie jest zła. Z bronią bowiem jest ten problem, że jak jest potrzebna, albowiem pojawia się widmo konfliktu, to jest ją bardzo ciężko kupić, staje się droga, a brak czasu na szkolenie żołnierzy owocuje dużymi stratami. Dlatego broń dobrze jest mieć w arsenałach, tak żeby była gotowa do użycia, po przeprowadzeniu prostych czynności związanych z jej wdrożeniem do użycia.

Jeżeli mamy inwestować w uzbrojenie dla wszystkich rodzajów wojsk, to w rzeczywistości – nadal będziemy mieli słabe siły zbrojne, z tą różnicą, że będą pojedyncze wyspy nowoczesności, tam gdzie będziemy mieli nowoczesne krajowe lub importowane uzbrojenie, ewentualnie udadzą się jakieś modernizacje. Jednak reszta sprzętu wojskowego, to będzie nadal sprzęt pamiętający stan wojenny, może nawet i wcześniejsze wielkie ćwiczenia Układu Warszawskiego z lat 70-tych, w których często na raz ćwiczyło więcej wojska niż dzisiaj mamy pod bronią.

Dzisiaj przy nakładach na poziomie 2% PKB na obronność, nie mamy możliwości zapewnić armii nowoczesnego uzbrojenia w całości, możemy na pewno wiele wzmocnić i wiele zmodernizować, jednak trzeba się pogodzić z faktem, że nie kupimy wszystkiego, co jest potrzebne – to po prostu nie jest możliwe bez olbrzymich poświęceń i wyrzeczeń w sferze publicznej, oczywiście na ich ponoszenie nikt się nie zgodzi, zwłaszcza w obliczu wszechogarniającej i powszechnej biedy.

Odpowiedzią na niedobory może być tylko i wyłącznie odpowiednia organizacja armii, która będzie w strukturach chować słabości i niedomagania, a eksponować nasze silne strony – jeżeli się jakieś pojawią. Przykładowo mamy około 1000 czołgów, ale niestety praktycznie żaden nie jest dzisiaj nowoczesny – powstaje pytanie – dlaczego nie przeprowadza się modernizacji sprzętu pancernego mającego na celu poprawę jego możliwości eksploatacyjnych i ogniowych? Przecież wysłanie do walki „gołych” T-72, nawet w drugiej linii, nawet w masie – to najdelikatniej mówiąc marnowanie potencjału. Dlaczego te czołgi nie są zmodernizowane? Tego typu przykłady można mnożyć, w zasadzie dla każdego rodzaju wojsk. Ponieważ tam gdzie trzeba kupić uzbrojenie, to je po prostu trzeba kupić – jak np. lotnictwo bojowe, okręty podwodne, czy termowizja lub nowoczesna łączność. Jednak jaki jest cel wdrażania nowych konstrukcji broni strzeleckiej? Dobrze, że opracowujemy nowe rodzaje broni, ale czy to jest najbardziej potrzebne i ma stanowić priorytet? Może lepiej kupić załogom jednostek pancernych i zmechanizowanych odpowiednie umundurowanie i bieliznę – gwarantującą odporność na wysoką temperaturę, co bardzo zwiększa prawdopodobieństwo przeżycia załogi np. po trafieniu w czołg. Broni lufowej raczej nam nie zabraknie.

Nie jesteśmy ekspertami i nie ma po co wchodzić w szczegóły, jak również nie ma potrzeby krytykować Wojska za jego decyzje, jednak niektóre kwestie po prostu przerażają, albowiem przecież jeszcze niedawno mieliśmy rakiety balistyczne umożliwiające atak na duże odległości. Dzisiaj nie mamy tego typu uzbrojenia, nie mamy czym odpowiedzieć na ewentualny atak ze strony nieprzyjaciela, tego typu uzbrojeniem. O obronie przeciwlotniczej nie ma nawet co wspominać.

Na pewno nasze Wojsko potrzebuje modernizacji i jak najwięcej nowoczesnego i skutecznego sprzętu, jednak chyba lepiej jest żołnierzom dać pieniądze lub lepsze jedzenie niż urządzać defilady i parady. Do póki jesteśmy biedni, a jeszcze długo będziemy, to wyposażenie naszej armii, jeszcze długo będzie stanowić wypadkową braków, konieczności i kompromisów.

Tags: , , , , , , , , , , , , , ,

16 komentarzy “Nigdy nie będzie nas stać na pełnowartościową armię nowocześnie uzbrojoną”

  1. UFO jest i istnieje
    18 sierpnia 2015 at 04:28

    Czy jesteśmy w stanie obronić się przed scenariuszem z Września 1939? Jeżeli nie, to powinniśmy mieć armię zdolną do obrony nas tylko przed zielonymi ludzikami. Na więcej szkoda pieniędzy – innych zagrożeń nie ma.

    • krzyk58
      18 sierpnia 2015 at 08:01

      Racja. Też twierdzę,że nasza armia musi być być adekwatna do naszych możliwości,wystarczy typu policyjnego…niewykluczone że spacyfikowany przez “ojców transformacji” Naród, zamieni się
      w “zielonych ludzików”, jak nie przymierzając w 80′,(mamy Sierpień)
      ktoś, przecież musi bronić stanu posiadania oligarchów
      czy solidarnościowego status quo…
      Potrzebny również jest Korpus Ekspedycyjny do prowadzenia wojen (misji) kolonialnych,(w interesie obcych) jako to bywało, choćby w czasach “wielkiego przyjaciela Polaków”, niejakiego Napoleona B.

      Nie upalnego, a miłego dnia
      życzę

  2. 88-6
    18 sierpnia 2015 at 05:50

    Potrzeba więcej wojska

  3. wlodek
    18 sierpnia 2015 at 07:59

    NEUTRALNOŚĆ i SZACUNEK dla drugich narodów najlepszą bronią!!

    • wieczorynka
      18 sierpnia 2015 at 19:41

      Podpisuję się pod komentarzem.

  4. Inicjator
    18 sierpnia 2015 at 10:07

    Nie ma co się martwic.
    Jakby co – to Estonia przyjdzie nam z pomocą.

    Niemcy będą czekały i pilnowały, żeby POTENCJALNY AGRESOR nie przekroczył granicy Polsko-Niemieckiej z 1938 roku.

  5. szary
    18 sierpnia 2015 at 10:24

    Dzień Dobry
    Od razu odkłamię tytuł. Nie ma czegoś takiego jak “nigdy” kiedy coś zaistnieje a o “pełnowartościowości” nie stanowi ani wielkość “góry kasy”, ni też kolejne “procenty”, czy też tysiące hangarów i magazynów wyposażonych sprzętem o możliwościach rodem niemal z filmów SF. No Nie.
    Armię mamy pełnowartościową. Armię tworzą ludzie i to właśnie dzięki nim jest pełnowartościowa i taka też się stanie w chwilach próby. Bo Naród u Nas dumny, bitny i niepokorny co to królom, prezydentom i premierom (i dodam że kanclerzom też) się nie kłania. Naród mądry w czasie każdej próby. Tylko tak każdego zwykłego dnia gdzieś ta mądrość zostaje “w piwnicy” i wtedy rządzi “parter”.
    Armia na teraz jest pełnowartościowa. Tylko… mała. Po prostu za mała, no i na pomoc specjalnie liczyć nie może. Z jednej strony rząd (na dopalaczach?), z drugiej zaćpana “młodzież” pełna kretynizmów (wyśpiewanych przez kretynów?). Sprzętu na teraz jest nawet więcej niż tej armii i to też trochę bez sensu. Bo jeśli zabawić się statystyką to ile “beryli” może nieść ze sobą żołnierz (nie mylić z małpą za biurkiem zwaną pułkownikiem co to pułku nigdy nie widział)? Siedem?
    Owszem świat się zmienił ale nie tak bardzo. Zgadzam się z autorem co do liczby, jakości czołgów i innych “wyrafinowanych” sprzętów. Trochę nie zgadzam się co do “wyrafinowania” Bo sprzęt na wojnę ma służyć na wojnę. To nie będzie (w razie czego) jakaś walka z terroryzmem tylko wojna. Na wojnie nie ma czasu bawić się w instalowanie poprawek i programowanie komputerów. To to tylko z bezpiecznej odległości. W kategoriach NASZEJ OBRONY to zawsze będzie “full kontakt”. Jakiś czas temu napisałem tutaj o koncepcjach obronnych dla Naszej Ojczyzny. I to jest jedyna droga która przekłada “sny o potędze” na “efekt skali”.
    Współczesny świat troszkę się skurczył chociaż jak wspomniałem nie tak bardzo zmienił. Owszem przed bronią taktyczną, rakietami manewrującymi warto mieć skuteczną obronę tylko… nikt takiej nie ma jak znany nam świat szeroki. Co do użycia broni jądrowej to jest to nasze najmniejsze zmartwienie. Jakiekolwiek jej użycie przez kogokolwiek z dużym prawdopodobieństwem zakończy żywot większości dużych form biologicznych na tej planecie. Użycie jej wyłącznie na Nas, na Polsce, nie zaszkodzi wyłącznie Nam ale i naszym sąsiadom oraz z dużym prawdopodobieństwem ich sąsiadom (nie licząc Nas) również. Nie obejdziemy jednak bez jednej rzeczy. Nie obronimy nieba bo te kilkadziesiąt lekko już podstarzałych “jaszczępi” (zwanych w innych kręgach “odkurzaczami”) wiosny nie czyni a co najwyżej zapowiedź zimy. O realnym ich stanie (czyli o tym czego się nie mówi “plebsowi” – tak, tym jesteśmy według pewnego Stefana) nie będę wspominał bo to może nawet już tajemnica państwowa. Kto wie. Są niby to jakieś tam plany WISŁY (jakby nie było bardziej atmosferycznych nazw tylko musieli zastosować hydrologiczną) tylko to są takie tam “plany”. Wiadomo, polityka (to taka choroba psychiczna jakby ktoś nie wiedział).
    Pewne rzeczy musimy mieć już dziś. Na wojnie “walczysz tym co masz”. Nie ma czasu szukać jakiegoś mitycznego Grala ale czas budować tym co mamy i potrafimy (nawet szybko) budować. Utkać Polskę tysiącem stacji SOŁA, tysiącem zestawów POPRAD, tysiącem HYDRA. Ukończyć BŁYSKAWICĘ i tysiąc zestawów z nimi rozproszyć po Polsce. Idioci grzejący stołki zwykle wtedy krzyczą: ale to wszystko kosztuje. Fakt. Kosztuje ale ułamek tej kwoty którą chcą wyp..przyć na system i rakiety które jeszcze nie istnieją albo na bojowe śmigłowce które może były dobre na polu walki 20 lat temu lecz teraz są po prostu celem dla piechura z rakietą. I jest jeszcze jedna różnica. To o czym piszę w większości musi być budowane na rynku wewnętrznym więc dewizowe kredyty tak nas “nie będą boleć”. Ta cała “ich” WISŁA to grube miliardy “dewiz” (zadłużanie Polski na zewnątrz), kolejny “gwóźdź do trumny” Ojczyzny. O kosztach utrzymania nie wspomnę żeby nikogo “szlag nie trafił”.
    I teraz pomyślmy. Ich scenariusz jest taki: w kilku miejscach “na kupie” zgrupowane są bardzo drogie baterie które nawet specjalnie nie są w stanie obronić Polskiego Nieba. Podobnie ma się rzecz z innymi związkami taktycznymi. Na trzech “kupach” wszystkie czołgi, na innych trzech wszystkie wozy bojowe na innych trzech wszystkie transportery opancerzone, na jeszcze innych trzech wszystkie “ptaszki”. Czyli potencjalny agresor kimkolwiek by nie był załatwia nas góra pięćdziesięcioma, no powiedzmy setką rakiet manewrujących. Jeden z naszych sąsiadów ma na stanie ponad 600 takich “byków”.
    A nasz scenariusz? Polsce rozproszone jest trzy tysiące zestawów każdego dnia zmieniających pozycję o kilometr czy dwa. Może nie jest to wiele na tak duże terytorium ale wystarczy. Ktokolwiek będzie chciał tu wlecieć albo zaatakować naszą obronę najpierw weźmie kalkulator. Nawet w przypadku rakiet manewrujących to jest to ściana trudna do przebicia. To samo ze wszystkimi środkami i związkami taktycznymi. Rozproszyć. A przy okazji cała ta wielka grupa oficerów która wyciera obecnie biurka będzie miała czym dowodzić. Ujmując ze stanów “zabytki” które co najwyżej mogą zasilić “obronę terytorialną” to obecnego stanu można utworzyć ponad 200 silnych grup bojowych. Drugie tyle można utworzyć z jednostek specjalnych, grup rozpoznania wraz ze sprzętem kołowym czy transportem lotniczym.
    Jest parę rzeczy do rozwiązania. W trybie pilnym. Niestety.
    Po pierwsze ludzie. Jak napisałem wyżej. Tych tworzących obecną pełnowartościową armię jest mało a jeszcze “programy oszczędnościowe” (oszczędzanie to “zwijanie się” – sygnał upadku) powoduję że wkrótce zacznie brakować esencji armii – zwykłych żołnierzy. Oszczędności to i tak żadne bo jednemu generałowi (których jest coraz więcej) płaci się tak średnio pięć razy więcej niż żołnierzowi, oficerowi – dwa, trzy raz więcej niż żołnierzowi. Jak wygląda obecna struktura podług stopni i etatów to możecie łatwo odszukać. Fakt taki że za obecne pieniądze można mieć armię trzy raz większą kadrowo ale o zdrowej strukturze a stosując stałą dyslokację i codzienną relokację grup bojowych, armię która w krótkim czasie będzie świetnie wyszkolona.
    O obronie nieba napisałem ale tytułem wyliczenia przypomnę. Czas zabierać się do pracy.
    Z marynarką chyba zaczynamy sobie radzić choć to początek drogi. Widać że doświadczenia z projektowania i co najważniejsze budowy okrętów nie poszły w las. OP niestety musimy kupić. Tu doświadczeń nie mamy.
    Lotnictwo nie jest najgorsze. Jest całkiem niezłe mimo że nadal używamy SU-22 (do pewnych zadań nadal jest idealny). Projektować i budować samoloty czy śmigłowce potrafimy. Idzie nam to bardzo dobrze choć obecnie głownie jeśli chodzi o projektowanie. Po sprzedaniu OBCYM Naszych zakładów lotniczych z budową jest słabo.
    Tytułem dygresji: O projektach “Skorpion”, “Grot”, ” czy “Bielik” pewnie spora cześć z Was słyszała. Ja pamiętam jeszcze projekt “Pirania” oraz “Kobra 2000”. To oczywiście ułamek tego co powstało na deskach. Znamienne że jeśli cofnąć się o jakieś 15-20 lat to obecny slogan “w ruinie” świetnie wpisuje się w rzeczywistość polskiego przemysłu obronnego (czy zbrojeniowego jak kto woli).
    Tak już zamykając całość (bo mi książka wyjdzie) to nie jest bynajmniej źle, choć kierunek na gadżety, zakupoholizm i szastanie dewizami (pożyczonymi) po rynkach zewnętrznych nie rokuje najlepiej podobnie jak wygaszanie stanów kadrowych jeśli chodzi o zwykłych żołnierzy. Zwolennicy teorii spiskowych mają pole do popisu. Ja niczego nie potwierdzę ani niczemu nie zaprzeczę 😉
    Nie zgadzam się jednak że armia nie jest pełnowartościowa co jednocześnie zadaje kłam słowu “nigdy”. Cały problem z zarządzaniem ale z “boskim” nakazem wybaczania i wiary w brednie ludzi bawiących się prezydenturą miast na północy i na literę S daleko nie zajedziemy. Potrzeba nam kompetencji w zarządzaniu a zabawy w “politykę”. Bo z całym szacunkiem dla wielu ludzi ale spoglądając w ich życiorysy to kompetencji nie mają żadnych.
    “Polityka” to taka choroba która jest nieuleczalna i chol..rnie zaraźliwa. Ciekawe że przy innych podobnych chorobach ludzi zamyka się w izolatkach a przy tej nie. Może czas zacząć? 😀
    Jedyna polityka która ma sens to ta zagraniczna. Reszta to chciwe i niekompetentne wariatkowo ale to już nie na temat i może przy innej okazji.
    Pozdrawiam i udanego dnia życzę.

    PANIE MOŻE TAK BYŚ PAN NAPISAŁ I PRZYSŁAŁ ARTYKUŁ ? ZACHĘCAMY DO WSPÓŁPRACY. POZDRAWIAM WEB, JÓZ.

    • szary
      19 sierpnia 2015 at 08:24

      Web. Józ.
      Znajdę pomysł to napiszę. Tyle mogę obiecać chociaż w czasie tzw. kampanii obiecywanie nie jest pozytywnie odbierane 🙂
      Pozdrawiam

      PROSZĘ WCZEŚNIEJ O KONSULTACJE TEMATU Z REDAKCJĄ NA EMAIL REDAKCYJNY. WEB. JÓZ.

  6. Kajetan Olbrycht
    18 sierpnia 2015 at 16:09

    Oczywiście że jest nigdy, przykładowo nigdy w przeciągu ostatnich 300 latach nie mieliśmy armii na serio za która byśmy sami zapłacili. Dzisiaj jest podobnie i przez kolejne lata też tak będzie trzeba być szarym żeby tego nie zakumać

    • szary
      19 sierpnia 2015 at 07:25

      Dzień Dobry.
      Będzie jakaś rzeczowa polemika czy merytoryczne argumenty czy to po prostu efekt jednego opakowania “mocarza” za dużo czy też zbyt duże ilości “blantów” w jednym czasie?
      Pytam żeby punkt odniesienia znaleźć bo socjotechnika w ostatnim zdaniu działa jedynie na wyznawców Stefana 😛
      Pozdrawiam.
      Udanego Dnia.

  7. wieczorynka
    18 sierpnia 2015 at 19:40

    Na temat aktualnego stanu Polskiego Wojska proponuję lekturę rozmowy Roberta Walenciaka z Gen. Piotrem Makarewiczem “Armia Jednorazowego Użytku? ” Tygodnik “Przegląd” 33/2015 .

    • szary
      19 sierpnia 2015 at 07:44

      Dzień Dobry.
      To tylko artykuł. Taki krótki co by się gawiedź miała czym zajął choć Piotr wprost przekazuje swój punkt widzenia. Podpisuję się pod większością tez z tym że odnoszę wrażenie że ciężar dziedziny został przeniesiony na peryferia a nie na sendo a i sama dziedzina ograniczona pod tezę. Bo czy można mówić np o armii II RP ograniczając się do opisania dowódców którzy uciekli z kraju? No nie. Podobnie nie można mówić o armii II RP przez pryzmat Henryka Dobrzańskiego czy Franciszka Dąbrowskiego. Jeśli już wyrażać opinię to należy przyjąć kryterium większościowe. I tak możemy tyle o tamtej armii powiedzieć że biła się pięć razy dłużej niż zakładano. A dzisiaj, podobnie jak we wspomnianym przez Ciebie artykule tak i w ogólne dyskusji wyraża się opinię o Polskich Siłach Zbrojnych, o “armii” jako dziedzinę biorąc CYWILNY urząd jakim jest MON, czy też mówiąc o “armii” mówi się o tonach blachy i elektroniki.
      Pozdrawiam serdecznie
      i życzę udanego dnia

      • wieczorynka
        19 sierpnia 2015 at 20:19

        Dzień dobry, ponieważ jestem osobą nad wyraz zgodną, zatem dopiszę tekst, armia nasza jest zwycięska, co poświadczy historia, a zwłaszcza ta najnowsza czyli z 1939 roku.
        “Piotra” nie znam mogę przypuszczać, że chodzi Gen. Piotra Makarewicza. Czytałam wiele artykułów na różne tematy redaktora Roberta Walenciaka i tu moje uznanie dla autora.
        Była bym niesprawiedliwa aby nie napisać o moim uznaniu dla komentatora @szary… duży talent aby temat rozmienić na drobne. Miłego wieczoru życzę.

  8. Kodłuch
    19 sierpnia 2015 at 09:52

    Artykuł słuszny i Państwa uwagi celne…

    Pozwolę sobie dorzucić swoja trzygroszówkę (taka monetę – jaka kiedyś funkcjonowała) 🙂

    Należy dobrze przyglądać się temu co się działo w Jugosławii a teraz na Donbasie…

    Nie jestem wojskowym poza krótkim odbywaniem służby po uczelni, nie znam się na taktyce i strategii ale – walki na Donbasie (a wcześniej w Jugosławii) – zaskoczyły mnie tym – jak ważne jest przeszkolenie obywateli do pewnych zachowań oraz do posługiwania się bronią!

    Naszą tragedią nie jest brak wojska czy ogromna ilość bezproduktywnej i koszmarnie “drogiej” kadry oficerskiej – porównywalnej ilościowo z Rosją czy Chinami!

    Naszym problemem jest brak – choćby krótkiej – obowiązkowej służby wojskowej! Brak przysposobienia obronnego w szkołach! Całkowity zanik pewnych umiejętności czy nawyków – które mogą się przydać każdemu w czasie prozaicznego wypadku na drodze, na biwaku czy w czasie “zwykłej” klęski żywiołowej!

    Jak widzimy na przykładzie Donbasu – zwycięstwo stoi nie po stronie tych którzy maja zdecydowana przewagę w sprzęcie – przy braku motywacji do walki i braku umiejętności posługiwania się “techniką” wojskową!

    Zwyciężają jak widzimy – słabsi!

    Zwykli górnicy, urzędnicy, studenci, emeryci – ale po pierwsze zmotywowani, po drugie – oni albo byli kiedyś w wojsku (co dotyczy osób starszych wiekiem – tych wszystkich widocznych na zdjęciach i filmach siwowłosych “dziadków”) – albo jako młodzież szybko się nauczyli od starszych wiekiem instruktorów…

    Żadna armia nic nie zrobi jeżeli nie będzie ZAPLECZA! Nie będzie posiadającego podstawową wiedzę i umiejętności społeczeństwa!

    Można wydawać nawet 5% PKB – ale na co? Na coraz droższe i wysublimowane technicznie “zabawki” którymi nie umie się nikt posługiwać?

    Na przykładzie Jugosławii oraz Donbasu – widać jak wielką siłą jest zwykłe “pospolite ruszenie”….

    • szary
      20 sierpnia 2015 at 08:05

      Dzień Dobry
      @Kodłuch, pełna zgoda. W końcu dopisałbym … które ma największą motywację gdyż broni swoich rodzin, domów, ulic, placów i ogrodów.
      W doktrynie Rzeczypospolitej, tej zapisanej i najważniejszej a nie tej wymyślanej przez kolejnych teoretyków doradców jest zapisany OBRONNY charakter sił zbrojnych. Żadne 14 punktowe świstki nie są ważniejsze od naszej Konstytucji. A skoro Polska i Polska Armia ma mieć charakter obronny to nie pozostaje nic innego niż podążać w kierunku modelu Szwajcarskiego oczywiście dostosowanego do naszego położenia i warunków klimatycznych (Sun Tzu).
      Model Szwajcarski wymaga jednak całościowych zmian w strukturze Państwa a nie tylko zaadaptowania część związanej z siłami zbrojnymi. A klucz zaczyna się od słowa edukacja i to nie w kontekście “przechodzenia” szkół lecz każdego dnia dyskusja bez emocji o faktach, rozwiązaniach, możliwościach a nade wszystko mówienie wprost przez “zarząd” jak jest, nie zaś PR-owe kampanie, nadęte przemówienia o “złotych łanach” czy po prostu stwierdzenia że “Polacy nie mogą decydować o wszystkich” (jak się niedawno wypowiedziała o obowiązku szkolnym 6-latków”. Rząd(y) które uzurpuje sobie praw do decydowania za Naród, a nie przez przedstawicieli w jego imieniu to wstęp do tyranii.
      Wracając do armii pełnowartościowej i nowocześnie uzbrojonej (nie mylić z nowym sprzętem bo “nowy” i “nowoczesny” to dwa różne słowa) myśleć trzeba nie o jej potędze tylko o obronności Ojczyzny. Ja preferuję zamiast “Polska ma silną armię”, idealistyczne “Polska nie ma armii, Polska jest armią”. Tylko “wadza” sobie nie pozwoli na utratę “wadzy”.
      Pozdrawiam

  9. wlodek
    19 sierpnia 2015 at 21:39

    Zapomnieliście o wychowaniu, szkoła nie wychowuje,polacy według historyków,mogą być dumni z JANA PAWŁĄ iwyklętych.Akto będzie onich walczyć??

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Wojskowość

Scroll Up