Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

17 sierpnia 2018

Trzeba sobie uświadomić skalę zmian powodowanych przez globalizację


 Atmosfera świątecznej sytości istotnie sprzyja abstrakcyjnemu myśleniu, przynajmniej na tyle, żeby dzięki oderwaniu się od codzienności mieć chwilę na coś więcej. Tym więcej może być, chociaż krótka refleksja nad zmianami powodowanymi przez globalizację.

Globalizacja się dzieje, trwa cały czas, nawet jeżeli śpimy, można powiedzieć że właśnie wówczas jest najbardziej aktywna. Globalizacja to najważniejsza wiązka procesów, jakie dzieją się na naszym współczesnym świecie. Jej prawom podlega wszystko – działanie spłuczki klozetowej w państwa domowej łazience, ewolucja sposobu pojmowania rzeczywistości przez plemiona głębokiej Afryki a na zwyczajach żywieniowo-bytowych i percepcji mieszkańców wielkich Chin kończąc. Nie da się wyłączyć procesów globalizacji, można się z nich wyłączyć, a przynajmniej próbować, jednakże to coś takiego jak wyjście z łodzi płynącej rzeką na brzeg. O tych, co próbują zawrócić i płynąć pod prąd nie ma nawet, po co wspominać, tak szybko znikają.

Sprawą kluczową w procesach globalizacji jest edukacja. Dzisiaj każdy ma do niej dostęp, nie strzegą jej klasowe reguły dostępu do uczelnianych bibliotek, strzeżonych przez obyczaje, pieniądze i obstrukcję środowiskową. Jeżeli ma się pieniądze, można kupić usługę edukacyjną, nawet w najlepszym miejscu na świecie, z czego szeroko korzystają mądrzy ludzie. Oznacza to, że Europa już nie ma renty wynikającej z przewagi jaką daje edukacja i całe bogactwo nagromadzone przez wieki. Liczy się tylko i wyłącznie pieniądz, masz pieniądze, masz edukację – uproszczenie tysiąca lat ewolucji do kilku szeleszczących papierków. To powoduje, że przewaga zachodu wynikająca z edukacji będzie maleć, aż zupełnie zaniknie. Konsekwencje tego są łatwe do przewidzenia, o ile inni nie wykorzystają wiedzy do destrukcji – zapanuje ogólny postęp, który jeszcze bardziej przyśpieszy.

Drugą kwestią równie istotną, ale tylko do czasu, jest przerzucanie kosztów związanych z wytwarzaniem. Niestety doszliśmy już do takiego etapu, że outsourcing jest przekleństwem szkodliwym dla gospodarek, ale zarazem jednym z motorów, wręcz dźwignią globalizacji.

Trzecim zagadnieniem istotnym dla globalizacji, ale mającym znaczenie i rodowód w pełni klasyczny są procesy koncentracji i dyfuzji. To jest to, co jest najbardziej widoczne w globalizacji i stanowi jej najbardziej rozpowszechnioną markę, czyli zmiany. Wielkie zmiany w środowisku moderowanym przez człowieka, w wyniku jego aktywności społeczno-gospodarczej i cywilizacyjnotwórczej.

Ilość zagadnień mających istotne znaczenie w procesach globalizacji można oczywiście dalej mnożyć, sięgając od spraw makro po te całkiem mikro, które po zagregowaniu zwłaszcza azjatyckiej skali wcale nie okazują się takie mikro, za jakie mamy je w Europie, czy Polsce.

Ponieważ zmiany powodowane przez globalizację dzieją się różnie i implikują różne skutki, w zależności od zmiennych zadanych na wejściu, nie da się ogarnąć całości procesów. Podobno (wg. E.Snowden, Wikileaks), najskuteczniejszym sposobem mierzenia intensywności zmian generowanych przez globalizację jest ilość poczty elektronicznej wysyłanej i odbieranej w danej przestrzeni. Chodzi o deltę zmian z roku na rok, z cyklu na cykl, mierzy się ilość, pojemność, pojemność załączników, przeciętny czas odpowiedzi itd. Trudno to sobie wyobrazić, ale pod względem przyrostu – Azja biję resztę świata na głowę i to wcale nie przez przesyłanie genitaliów lub zdjęć w bieliźnie młodych kobiet przez MMS. Można też mierzyć ilość procesorów technologicznych, wykorzystywanych w przemyśle w danej gospodarce. Na pewno jest to lepsze niż ilość produkowanego prądu, już dawno na zachodzie wzrost produkcji energii elektrycznej nie oznacza wzrostu gospodarczego. Tak było, ale co najwyżej do końca ery przemysłowej. Dzisiaj siła gospodarki nie tkwi w ilości stali lub energii, ale w efektywnym wykorzystaniu posiadanych zasobów oraz stałym obniżaniu kosztów stałych, jakie ponosi gospodarka. Idealnym rozwiązaniem problemów dotychczasowego paradygmatu energetycznego jest energia odnawialna, ale tylko na racjonalną ekonomicznie skalę inaczej przerzuca się jej koszty na inne kraje, mniej więcej tak jak obecnie robią to Niemcy.

Bardzo istotnym jest, żeby odpowiednio postrzegać globalizację, jako pewną złożoną całość, tworzącą nowy system, nawet jeżeli z pozoru wygląda na standardową kolonizację gospodarczą lub inne zwykłe procesy dyfuzji. Tylko w ten sposób można próbować się wpisać w całość. Inaczej nie ma szans na umiejętne wpisanie się w procesy, których nie da się powstrzymać. W globalizacji nie chodzi o porywanie się z motyka na słońce, ale o stwarzanie sobie samemu okazji i wykorzystywanie słabości innych. Kto walczy z systemem, ten przegra.

Tags: , , , , , , , , , , , , ,

7 komentarzy “Trzeba sobie uświadomić skalę zmian powodowanych przez globalizację”

  1. jaszczurka3
    6 kwietnia 2015 at 09:51

    Zbyt powierzchownie potraktował Autor edukację w zglobalizowanym świecie.
    Owszem, jest powszechnie dostępna, ale istotna jest jej JAKOŚĆ.
    Tak ja w świecie produktów przemysłowych mamy te markowe i te masowe (np. Made in China) – o różnej jakości i cenie, tak samo są różne produkty i oferty edukacyjne, które może i zajmują tyle samo czasu, ale dają zupełnie inny wynik.
    Przecież szanse rozwoju i zatrudnienie ma absolwent Yale czy MIT (USA), od absolwenta Politechniki w Miechowie czy Uniwersytetu w Rykach (III RP)!
    Tu tkwi oszustwo globalizacji, bo niby papier dyplomów może być podobny, ale wartość uzyskanej wiedzy – różna.
    Koszty obu edukacji są podobne, biorąc pod uwagę różnice płacowe w USA i Polsce.
    Jednakowy lub podobny jest poświęcony na edukację czas, który płynie jednakowo w obu przypadkach.
    Zatem z tą dostępnością do edukacji, albo jej WYNIKÓW – jest mniej różowo nisz pisze Autor.
    Co do reszty artykułu – pełna zgoda.

    • krolowa bona
      6 kwietnia 2015 at 13:00

      Yale, M. Instytut of Technology, Harward, Stanford, Prinstone, Oxford , Cambridge , University of St.Gallen, London School to wysoko wykreowane marki rynkowe, maja swoj czar , magie, charyzme i image, to wszystko sprawia , ze absolwenci w/w uczelni “dostaja” prace i rozmaite “zlecenia” od firm, rzadow i takze fundusze od panstwa i osob prywatnych to wszystko dziala jak wewnetrzne przeslo zasilania, forma perpetum mobile i toearzystwa wzajemnej adoracji ! Konkretna uwiefza z jakies dziedziny i “pewnosc siebie, wiara we wlasne umiejetnosci” i mozliwosci wykazania sie wiefza i talentami to cos, ale naprawde cos zupelnie innego. Pomimo, ze Uniwersytet w Boloni/Wlochy byl pierwszym na swiecie, za nim Uniwersytet w Pradze Czeskiej i U.Jagiellonski w Krakowie mimo b. dobrych “zloz”/pokladow nie maja tej “marki rynkowej”, image, moga robic co chca i miec poziom super nie moga tego popularyzowac, nie maja takie jak te slawetne finansowania, nie inwestuja, zatem w sprzed i “human capital”, a wiec przemysl nic u nich “nie zamawia”, a wiec.oni nie moga prowadzic szeroko zakrojonych badan no i w zwiazku z tym nie publikuja rozmaitych, czesto nikomu nie potrzebnych. wynikow “badan” it’d., it’d. jak na karuzeli.Firmy i rzady zdobia sie jak
      bizuteria absolwentami tych charyzmatycznych uczelni a absowenci zdobia sie tymi firmami …. taka szarada.
      Odnosnie Uniwersytetow w Rykach i innych podobnych miejscach to zdaje sie strata czasu i atlasu, troche przechowalnia bagazu dla mlodziezy bez pracy, troche mydlenia oczu o dostepnosci. Nie lepiej wieksze inwestycje w juz znanych i z dorobkiem naukowym w wiekszych osrodkach miejskich Uniwersytetach czy Politechnikach it’d. zwlaszcza w obliczu demograficznej katastrofy, za krotki czas pies z kulawa noge nie pojdzie tam na nauki a koszty i budynki po prostu z dnia na dzien szlag trafi. Co do poziomu obecnego kszalcenia w Polsce nie mam pojecia, mowiono mi zd bardzo skiepscialo ale nie znam tego zjawiska w szczegolach, za PRL poziom byl b.wysoki, czasami arcywysoki jak ok 3 -4 kierunki na “zachodzie”, nigdy nie studiujac matematyki mialam poziom wyzszy uniwrrsytecki, egzamin w pewnej b.szacownej prywatnej uczelni z przeoczenia “zdalam” za dobrze, gdyz odpowiedzialam na wszystkie pytania jsk nie moglam po niem. to po ang. i tak wzieli mnie od razu na. III semestr i mialam straszliwe klopoty, zeby sie przeniesc na nizszy semestr, mialam naturalnie braki z wiedzy fachowej i braki w jezyku fachowym, wiedzialam , ze nie wolno tak”blyszczec” wiedza i jeszcze walczyc z podejrzeniem, ze moze jest sie z “obcego wywiadu “, cos podobnego tez na Uniwersytecie w Monachium …nie chcialo mi sie wierzyc ! A kto studiuje do konca i “zdobywa tytuly” wcale nie decyduje wiedza tylko warunki socjalno-bytowe i “ustawienie”/protekcja ! Jakie miernoty sa Managerami,brak mi slow. i nawet nie wiem czy ktos bez wlasnego doswiadczenia w tej materii dal mi w to wiare. Jaki ma byc wynik jakiegos dzialania jest podane “fertig”, jak ma byc zrobine “mordercza presja” z.wytycznymi numerus clausus i nie innaczej, poszczegolne jednostki “robia” tylko mala czesc “dodaja maly gwozdz fo calosci” i nie moga znac calego procesu produkcyjnego i decyzyjnego, bo mogli by kogos przechytrzyc, zdradzic, stac sie konkurentem na rynku lub w wyscigu o miejce pracy, idzesz panie na 7 dni na zwolnienie a twoja najlepsza “przyjaciolka”/ przyjaciel zaja twoje miesce pracy i pozycje u “szefa”, po rzeczy osobiste trzeba przyslac adwokata, bo ci nie wydadza tylko przywlaszcza ….

    • Bi0r
      6 kwietnia 2015 at 14:41

      W dobie wirtualnych bibliotek, wideowykładów i wideokursów prowadzonych przez światowych specjalistów,forów tematycznych, może się okazać, że na start trzeba jedynie wyrobić umiejetność samokształcenia wśród studentów i zatrudnić portierów do laboratoriów.

  2. dr 44
    6 kwietnia 2015 at 15:02

    Nasza chata z kraja do nas nie dociera żadna globalizacja, chyba że na filmach i przez bezrobocie

  3. Lech
    6 kwietnia 2015 at 16:27

    Drogi Krakaurze, ten felieton trochę napisałeś na przekór mojemu i królowej bony wpisom, w których, wcale niebezkrytycznie, oboje zachwyciliśmy się Chinami, ich ekspansywnością no i… właśnie sposobem implementacji elementów, ale tylko elementów, gospodarki (ekonomii) kapitalistycznej, do utopijnego w CHRl, komunizmu (do czasu). Czyli Chiny “znalazły” tzw. trzecią drogę. Wyważyły krwiożerczy neoliberalizmu z marnotrawnym realnego socjalizmem, znanym nam z PRL,u. Piszesz tylko o roli nauki, bo ona istotnie jest NAJWAŻNIEJSZA!!!
    Ale równie ważny jest kod kulturowy! Na zachodzie: szeryfa (wcześniej kolonialistę) z westernów z rewolwerem w ręku zaprowadzającego porządek od 200 lat, najpierw u siebie potem gdzie się da, bez baczenia właśnie na ów kod kulturowy versus od wieków preferującego pracę od podstaw przedstawiciela dalekiego wschodu – nie tylko w Chinach! Są to postawy nieporównywalne. Oczywiście wszędzie były ofiary, akty przemocy i autorytaryzm. Bo wszędzie działali tylko ludzie. Ale królowa bona (KB) słusznie zauważyła, że w nowoczesnej historii Chiny świat zdobywały pracą, a nie przemocą. Co do nauki to spostrzeżenie KB również jest słuszne. Owszem w ostatnich latach poziom naszych uczelni spada. Trudno, nie da się pomyślnie zrealizować zawołania: w każdym powiecie po uniwersytecie i w każdej wsi po WSI. Jednak mimo tego znam przykład czternastolatka, który obecnie (lata 2013/2014) został przeniesiony z Polski (Olkusza) do szkoły w krajach zasiedziałej unii i… przeskoczył poziomem cały rok. Jedną klasę! Tak więc wierzę w każde słowo pisane przez KB o jej własnych doświadczeniach. Poza tym znamy dobrze USA i amerykanów z ich perfekcyjnym marketingiem, samokreacją i gigantyczną megalomanią w każdej dziedzinie. Dotyczy to również nauki i uniwersytetów Niestety wiele niechlubnych wzorców w ocenie pracy i poziomu uczelni wyższych przejęliśmy właśnie od USA. To jest będzie naszą klęską! Zainteresowanych odsyłam do ostatniej papierowej ppppppp i przeczytania w niej felietonu prof. Jana Hartmana złowieszczo zatytułowanego “Akademia lęku”. A wracając do meritum. Globalizacja będzie i jest ponadnarodowa, bez konkretnej ojczyzny, lecz będzie znaczona kodem kulturowym. Z całym szacunkiem do naszych hellenistycznych źródeł kultury, ale wobec Państwa Środka “sami przyznacie, że jesteśmy karły” (Cytat z Maratonu Kornela Ujejskiego).
    Pozdrawiam serdecznie Ciebie Krakaurze, królową bonę i wszystkich tutaj pozostawiających swoje cenne myśli oraz niezwykłe osobiste doświadczenia.

  4. inicjator_wzrostu
    6 kwietnia 2015 at 19:26

    Czy @Lech jest tym samym Lechem z blogu Passenta w Polityce?

    • Lech
      7 kwietnia 2015 at 07:24

      @ inicjator_wzrostu tak, Lech pisany przez duże “L” jest tą samą osobą, która pod tym Nickiem wpisywała się czasami na blogu Passenta. A tak na marginesie, to pogubiłem się nieco w swoim wywodzie na temat globalizacji. Za długo go cyzelowałem. Lepiej wyglądałby w wersji pierwotnej, bez późniejszych nadbudowań. Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Paradygmat rozwoju

Scroll Up