Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

22 września 2017

My z pierwszej połowy XXI wieku…


 Małgorzata Hillar, w swoim najbardziej znanym wierszu „My z drugiej połowy XX wieku” – miała szczęście pisać o ludziach, którzy mimo pozorów i sztucznych zachowań potrzebują uczuć, ciepła i bliskości. Miała możliwość przedstawić człowieka, jako istotę zagubioną między postępem, nowymi możliwościami a wrażliwą duszą. Zaznaczyła jednak wymownie, że już w II połowie XX wieku mieliśmy problem z emocjami i hierarchią wartości…

Wznieśliśmy się do nieba, podzieliliśmy świat na atomy a coraz trudniej przychodziło nam się beztrosko uśmiechać. Koniec ubiegłego stulecia obfitował w wiele dramatycznych sytuacji, których głównym powodem był narastający konflikt między samymi ludźmi. Nie przejmowaliśmy się sygnałami natury, która patrzeć nie mogła na coraz większy chaos i zniszczenie. Nie zwracaliśmy uwagi na katastrofy i klęski żywiołowe pochłaniające ogromne ilości ofiar. Stawaliśmy się coraz bardziej pewni swoich sił, wyjątkowości i nietykalności. Z roku na rok byliśmy pozornie coraz mądrzejsi, bo potrafiliśmy dokonywać niewiarygodnych odkryć, coraz dokładniej zgłębiając tajemnice planety. Niestety tylko pozornie, bo tak jak nasi poprzednicy – chociaż w samotności byli zdolni to uczyć – współczesny, przeciętny człowiek – albo nie ma na nie czasu, albo dawno temu uśmiercił w sobie wszelkie przejawy człowieczeństwa.

Wiersz Hillar kończy w następujący sposób –

Dopiero późną nocą

przy szczelnie zasłoniętych oknach

gryziemy z bólu ręce

umieramy z miłości

Refleksja jest czytelna. Wstydziliśmy się być naturalni, bezpośredni, ciepli. Baliśmy się okazywania uczuć i słabości. Zaczęliśmy budować mur i kreować siebie w sztuczny i nieprawdziwy sposób. Pędziliśmy coraz szybciej, bo skrzyżowaniach życia, często łamiąc przepisy… i serca innych…

Z roku na rok wszystko przyspieszało. Wymyśliliśmy skomplikowane urządzenia mające poprawić jakość życia. Stworzyliśmy do pomocy wiele maszyn, które miały dać nam więcej czasu i swobody. Wciskaliśmy się coraz szybciej w nowe otoczenie, ubranko, domek, a nawet ciało… Wszystko co miało być wybawieniem okazało się ciasnym więzieniem z grubymi pętami, które coraz ciaśniej wiązały nam wątłe i zmęczone gonitwą gardła. Wszystko ułożyło się zupełnie na odwrót. Staliśmy się niewolnikami postępu… a przede wszystkim siebie…

My z I połowy XXI żyjemy w szklanych domach otoczeni plastikiem, betonem i odorem spalin. Swoje marzenia zawęziliśmy do posiadania, gromadzenia, konsumowania i trwonienia. Nie ma czasu na analizowanie, myślenie, czucie. Od pierwszych chwil, kiedy zaczyna się kolejny dzień – czeka na nas mnogość czynności, które generują kolejne i kolejne… bez końca. Otrzymujemy tysiące informacji z różnych miejsc, które nie zatrzymują się na długo, bo od dawna się w nas nie mieszczą. Potrzebujemy być w kilku miejscach w ciągu niemożliwie krótkiego czasu, prowadzimy tysiące rozmów z znanymi i nieznanymi ludźmi, ale żadna nie wzbudza w nas emocji. Jesteśmy zmęczeni, sfrustrowani, chorzy, niezadowoleni, przybici, zniewoleni. Jesteśmy uzależnieni od tak wielu rzeczy, osób, spraw, sytuacji, że świadomość, iż nic od nas nie zależy od najmłodszych lat zabija w nas nadzieję i wiarę.

Wiedząc od przedszkola, że jesteśmy skazani na zaplanowane i od dawna ustalone działania czy zachowania, co jakiś czas zrywamy się do ucieczki, która nie może skończyć się inaczej niż porażką. Te zrywy mające na celu odzyskanie wolności i kontroli chociażby na chwile z biegiem lat są coraz rzadsze i rzadsze. Coraz mniej w nas sił i motywacji. Wtłoczeni od zawsze w trybiki czegoś, co jest niezrozumiałe dla nikogo – udajemy, że tak właśnie chcemy prowadzić nasze życie. Konsekwentnie się oszukujemy, żeby nie zwariować i nie skończyć tego jedną, nieodwracalną decyzją…

My z I połowy XXI nie mamy już czasu na nawet wieczorne uczucia i słabości. Do ostatniej minuty naszego dnia musimy wypełniać ściśle ustalony i zaakceptowany plan. Musimy podporządkować się grze, albo zniknąć, bo w przypadku rezygnacji z zobowiązań – i tak nas nie ma… Możemy liczyć tylko na siebie. Bez pretensji i lamentowania. Inni mają tak samo, albo jeszcze gorzej…

Nie ma idoli, ani bohaterów, za to trup ścieli się gęsto, żeby reszta mogła truchtać ku nicości. Nie ma zasad ani wstydu. Wszystko jest normalne, dozwolone i tolerowane. Nikogo nic nie dziwi, nie szokuje, nie zastanawia. Dewiacje, okrucieństwa, tragedie – to podstawowe informacje, jakie serwują nam media od śniadania do kolacji. Nacisk na konsumpcje jest tak silny, że trzeba posiadać, kupować, zmieniać, mieć, nosić… Nie ma czasu zastanowić się po co tak się dzieje, komu to jest potrzebne i po czego tak naprawdę chcemy. Nie ma chwili na refleksje, na odpoczynek, wyciszenie, zadumę. Nie ma momentów zwolnienia, czy samotności. Nie jesteśmy samotni nigdy. Cały czas pozwalamy się kontrolować, obserwować, podglądać… robiąc to też w stosunku do innych. Są to jednak relacje niewynikające z chęci poznania czy pragnienia dzielenia. Powodem kontaktów są coraz niższe instynkty i haniebne pobudki. Oficjalnie w godzinach szczytu emitowane są programy, które jeszcze 20 lat temu nie miały by racji bytu, teraz każdy jest w stanie iść na całość- pokazując bez wstydu najbardziej ohydne kawałki naszej natury. Kobiety przestały być kobietami, mężczyźni samcami, dzieci – podopiecznymi, a starsi – szanowanym sektorem społecznym. Wszystko zmierza coraz szybciej abyśmy byli całkowicie pozbawieni norm, wartości oraz zdolności samodzielnego myślenia, a co za tym idzie decydowania. Pozornie ważne sprawy do zrobienia, – jak nowe aplikacje, kolejny model wszystkiego, obejrzenie tego czy owego, kupienie reklamowanych dóbr – pozbawia nas możliwości zajęcia się naprawdę istotnymi kwestiami, – jakimi bez wątpienia są ludzkie relacje. Na wszystko jest przecież panaceum. Na smutek, gniew, zawód, słabości, choroby, niedyspozycje, rozpacz… na wszystko…

Niestety wiek XXI to czas, kiedy nie ma czasu na zagadnienia związane z miłością, więzią czy przywiązaniem. Teraz nic nie trwa dłużej niż chwila, więc nikt już nie liczy na dozgonną miłość, która jest tak samo niemożliwa jak posiadanie telefonu czy sezonowego hitu z butiku – dłużej niż kilka miesięcy.

Ufając naszemu „oknu na świat” którym są TV i Internet musimy pędzić za tym gdzie nas pchają nie mając już czasu żyć własnym życiem… Nie ma miejsca na nasze uczucia i marzenia…

Nie ma w nim bowiem, miejsca na nas…

Tags: , , , , , , , , ,

6 komentarzy “My z pierwszej połowy XXI wieku…”

  1. division
    16 marca 2015 at 13:30

    Czytam w pracy i zgadzam się w 100% z autorem…..

    W obecnych czasach czuję się jak więzień w systemie stworzonym przez korporacje, media, polityków, i tego wszystkiego co chce wycisnąć z nas coraz to więcej KASY odbierając man WOLNOŚĆ, CZAS, UCZUCIA i SWOBODĘ SAMODZIELNEGO MYŚLENIA…mamy dosłownie kręcić się jak trybiki w maszynie i nie zastanawiać się dlaczego i dla kogo się kręcimy bo na pewno nie dla nas samych.

    • izabella
      16 marca 2015 at 20:35

      Dokładnie tak jest. Wolność od dawna nie istnieje…

    • 50-parolatek
      17 marca 2015 at 13:14

      A najgorsze w tym wszystkim jest to, iż NIE MAMY INNEGO WYJśCIA, CZY WYBORU !
      Do końca ub. wieku technika była pomocna i służyła Człowiekowi. Obecnie jest zupełnie odwrotnie, to Człowiek jest dla techniki !
      Moim zdaniem, to wynik dwóch możliwości, albo Człowiek doszedł (dochodzi) do kresu swojego rozwoju, bo stworzył inteligencję wyższego rzędu (technika, która w najbliższej przyszłości stanie się samowystarczalna i będzie w stanie “napędzać” się sama) i staje się już zbędnym ogniwem, albo…
      wąska grupa Ludzkości w bezwzględny sposób wykorzystuje technikę do ujarzmienia i zniewolenia pozostałej części istot na Ziemi !
      Osobiście opcjuję za tą drugą możliwością, ponieważ wiele faktów by to potwierdzało.
      Przecież, za pomocą i wykorzystaniem osiągnięć obecnej techniki, Ludzkość mogłaby jeszcze tak wiele zrobić w swoim rozwoju (zlikwidowanie głodu, analfabetyzmu, regulacje populacji, zmian klimatycznych itd, itp), iż nie sądzę, by miał to być już “szczyt i kres” rozwoju Człowieka. No chyba że…, jest to wynik “samoregulacji” rozwoju “Natury” i jest to nic innego, jak ograniczenie zbyt intensywnego rozwoju jednego gatunku, który, gdy nadal będzie się w tak chaotyczny i niekontrolowany sposób rozwijać, doprowadzi do destrukcji rozwoju życia na całej planecie Ziemia.
      Byłby to kolejny biblijny “potop”…
      Jednak fakty ostatnich 30-40 lat rozwoju Swiata przekonują mnie bardziej do “drugiej” możliwości.
      Szczególnie relacje “posiadnia”, t.j 2% populacji Ludzi posiada majątek pozostałej części Ludzkości.
      A dlaczego tak myślę ?
      – uważam, iż jeżeli mnie, jednemu z wielu prostych, szarych ludzi przyjdzie do głowy myśl, iż muszę w jakiś sposób zabezpieczyć swój potężny majątek (w przypadku, gdybym go posiadał), bo go mogę go w każdej chwili utracić, to rzeczywistym “posiadaczom” na pewno już dawno takie myśli zakołatały do głowy.
      Tylko oni, w przeciwieństwie do mnie (do nas, znaczy 98% niemajętnych) do dyspozycji mają właśnie swój majątek, a co za tym idzie, mogą kupić większość, czego potrzebują.
      Począwszy od najlepszych socjologów, socjotechników, futurologów, poprzez naukowców, poszczególnych gałeziach techniki i przemysłu, a na politykach, armiach i służbach bezpieczeństwa kończąc.
      A wszystko tylko w jednym celu: “NIE MOGę USTRACIć JUż RAZ ZDOBYTYCH DóBR, A JEżELI TO MOżLIWE, TO JESZCZE JE POWIęKSZYć” !
      A jakim sposobem ?
      – całkiem banalnie, KAżDEGO UCZYNIć ZALEżNYM OD SIEBIE I POSIąść NAD NIM PEŁNą KONTROLę.
      Procesy, które zachodzą w ostatnich latach na Ziemi, wskazują na nic innego, jak tylko na to, że “ktoś” zaprzągł WSZYSTKO, CO MOżLIWE I DO CZEGO LUDZKOść DOSZŁA tylko w jednym celu: ZDOBYć PEŁNą KONTROLę I WŁADZę ABSOLUTNą nad Ludźmi.
      Nie, nie jestem żadnym fatalistą. Należę raczej do ludzi (jeszcze!) pogodnych i optymistycznych, tylko, gdy spojrzę wstecz i porównam ówczesne cele, dążenia, plany i kierunek rozwoju Ludzkości z tym, co obecnie mamy, to takie wnioski same mi się nasuwają.
      Jaki Swiat zostawimy naszym dzieciom i wnukom !?
      – czy potrzebne było robić im taką krzywdę, sprowadzając ich na Swiat ?
      Pozdrawiam

      • izabella
        17 marca 2015 at 19:29

        zgadzam się z Panem w wielu kwestiach. Również uważam, że ,,wąska grupa” manipuluje resztą i pod względem finansowym i intelektualnym… co nas czeka?? oby szybki ,,koniec świata” i zabawa od początku 🙂 Pozdrawiam

  2. wieczorynka
    16 marca 2015 at 16:47

    Bardzo realnie przedstawiony problem współczesności, można powiedzieć smutnej współczesności i tu zgadzam się z Autorką.

    Zamiast komentarza posłużę się opisem rysunku z galerii Andrzeja Mleczki.

    Pan/pani szczur woła do niezliczonej ilości szczurów: START i jednocześnie ujawnia “Przypominam w tym wyścigu nie ma mety”. Jakże wymowne i niestety prawdziwe.

    • izabella
      16 marca 2015 at 20:36

      Biegniemy w nicość od dawna, ale jakże mało osób chce mieć tego świadomość…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Cytaty

Scroll Up