Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

20 września 2017

Dialektyka lokajów z inspiracji artykułem „O dialektyce działalności propagandowej”


 Skąd takie zamieszanie w przekazach medialnych i wypowiedziach polskich polityków, z odniesieniem do głównego nurtu „propagandy” rosyjskiej oraz wypowiedzi niepokornych polskich tubylców (głównie w Internecie), którym nie podobają się dokonania ostatniego 25-lecia?

Co do wypowiedzi Rosjan w swoich sprawach, to im nasze elity chyba zazdroszczą, że mogą się wypowiadać w sposób zgodny z ich interesem narodowym. W przypadku naszych elit, to po pierwsze nie wiadomo na ile reprezentują polski interes narodowy, bo media w Polsce na pewno go nie przedstawiają, bo po prostu nie mogą. Są własnością obcego kapitału i trudno od niego wymagać, żeby działał wbrew sobie. Stąd ciągłe kampanie reklamowe i mieszanie w głowach czytelnikom stałymi tematami zastępczymi. Po takiej obróbce psychologicznej, polscy czytelnicy mają być bardziej potulnymi konsumentami, najlepiej z dożywotnim kredytem hipotecznym. Wówczas na pewno nie zbuntują się przeciwko systemowi, bo walczą przede wszystkim o to żeby mieć pracę, a potem o przetrwanie i powolne spłacanie długów i wegetację – ze stałym strachem o rodzinę. Co słyszymy z mediów? Wspomnienia licznych bohaterów „Solidarności”, którzy po latach już tylko wywalczoną wolnością się chwalą, a jesienią zanosi się na huczną 35 – tą rocznicę sierpnia 1980.

Do zabrania głosu na łamach „Obserwatora Politycznego” zachęciła mnie wypowiedź Pana Prezydenta Komorowskiego, którego tak bardzo szanuję, że „oddałbym mu” nawet klucze od mieszkania, żeby podlewał kwiaty jak wyjeżdżam na urlop. Otóż pan Komorowski wypowiedział się o niechęci do dyskusji z kontrkandydatami do urzędu prezydenckiego w nadchodzących wyborach. Wymienił wiele powodów, ale mną wstrząsnęła szczera wypowiedź przeciwko młodym rywalom, którzy chcą zmian. On uważa, że rewolucja odbyła się 25 lat temu i nie trzeba nam już kolejnej – taki był sens jego frazy przeciwko młodym gniewnym. Oznacza to, że On jako prominentny przedstawiciel polskich elit uważa, że jest dobrze i żadnych zmian nam nie trzeba. Uwierzył w zieloną wyspę i pomija 3,5 miliona Polaków (głównie młodych) za granicami kraju. Po prostu uwierzył w propagandę własnego obozu politycznego. Dlatego nawet lekkie próby podważenia tego przekazu o SUKCESIE ostatniego 25-lecia przez młodych kontrkandydatów – tak Pana Komorowskiego rozgniewały.

Dochodzi do tego obraza MAJESTATU WŁADZY, oburzonej ostatnio przeprosinami kandydata PSL-u premiera Węgier, za respekt doznany od naszej Pani Premier, która widocznie wie lepiej – co jest dobre dla Bratanków …

Te głosy medialne i pełne pogardy dla tubylców wypowiedzi polskich polityków w tonacji „jak on śmiał” – oddalają nas od istoty dyskursu politycznego. I to w kraju uważającym się za demokratyczny. Słyszymy ze strony rządzących Polską elit: jest dobrze, odnieśliśmy sukces, a Polska to zielona wyspa i tygrys Europy.

Czyżbyśmy naprawdę żyli w kraju który odnosił same sukcesy w ostatnim ćwierćwieczu?

A tu doprawdy nie ma czym się chwalić.

26 lat temu byliśmy w wiodących gałęziach przemysłu około 10-15 lat za przodującymi firmami na ogólnie rozumianym Zachodzie. Po demontażu polskiej BAZY PRZEMYSŁOWEJ przez rządzące, posolidarnościowe elity – jesteśmy teraz zacofani około 45 – 55 lat! Czyli mamy do odrobienia dystans dwóch pokoleń, a chętnych do dopuszczenia nas do nowoczesnych technologii w dzisiejszym świecie wyścigu gospodarek opartych o wiedzę – nie znajdziemy. Możemy w Polsce prowadzić tylko produkcję POMOCNICZĄ, uzupełniającą nowoczesne produkty Zachodu, w związku z tym nie ma zapotrzebowania na nowoczesną myśl techniczną, dającą przebojowe technologie.

Tym samym rzesze polskich naukowców mogą zajmować się głównie dydaktyką, w mnożeniu kolejnych milionów licencjatów i magistrów po „Uniwersytetach” w pięknej Mławie czy „Politechnice” w uroczych Rykach.

Oszukujemy się wszyscy nawzajem.

Rządzące elity, – że żyjemy w doskonałym kraju i nic nie trzeba naprawiać, bo mamy przecież WYWALCZONĄ przed 25 laty WOLNOŚĆ.

Rządzeni, – że da się jakoś zaczarować rzeczywistość poprzez pseudodyplomy z nauk społecznych lub zarządzania – jakby było, czym w naszym kraju jeszcze zarządzać oraz że da się jakoś przeżyć bez konieczności wyjazdu z kraju za pracą a ci, co wyjeżdżają to korzystają TAM ze swojej „wolności”. Proste pytanie zadają głównie młodzi: a dlaczego nie można korzystać w pełni z tej wolności „tu i teraz”? I to nie wyłącznie czytelnicy Obserwatora Politycznego …

Elity w naszym kraju wydają się podobni kacykom podbitych plemion w dobie kolonializmu. Oni mieli i mają się dobrze. Tubylcy też, bo mogą sobie życie urozmaicić oglądaniem TV w kolorze na 50 calowych ekranach. A to tylko wpływ technologii, żadna nasza zasługa. Takie kolorowe szkiełka i paciorki dla tubylców od kolonizatorów.

W PRL-u wiele niemożności tłumaczono zakazami wynikającymi z ideologii czy podziału produkcji w tzw. demoludach. Ideologia już niczego nie blokuje, produkować można co się zechce i potrafi sprzedać, cenzury nie ma – a polska inteligencja twórcza nie potrafi nawet dobrych seriali wymyśleć. Telewizje muszą kupować tzw. FORMATY.

Po prostu wstyd i to wbrew obiegowej opinii z seryjnych dowcipów, że jak spotykają się Polak, Rosjanin i Niemiec – to wiadomo że Polak jest najsprytniejszy.

Okazuje się, że nie za bardzo, zwłaszcza elity polskie nie dorastają do pięt „cwaniakom z Zachodu”.

Do tego wszystkiego dochodzi klęska w prowadzeniu polityki zagranicznej. Wstąpienie do NATO i UE potraktowano, jako CELE, a nie środki do zwiększenia możliwości całego narodu w zakresie gospodarki czy bezpieczeństwa, czyli wzrostu dobrobytu i wznoszenia się na wyższe cywilizacyjne poziomy w kulturze, systemie prawnym, nauce, sporcie, itp. sferach życia społecznego. Nasza polityka zagraniczna jest wyraźnie NIESAMODZIELNA i to raczej z chęci bardziej uprzedzenia oczekiwań Zachodnich potęg, niż ich wyraźnych życzeń.

Poraża brak asertywności i wręcz LOKAJSTWO znacznej części naszych elit, czego przykładem jest baza w Kiejkutach oddana obcemu wywiadowi za pudełko dolarów.

Dobrze, że oddaliliśmy się od Rosji, bo nie pasowaliśmy do jej widzenia świata, ale nie musimy być wrogami, do czego wyraźnie kierują nas nasze elity. Nie jesteśmy tacy sami, i bardzo dobrze, – ale to nie wyklucza wzajemnego szacunku i wzajemnej ciekawości. Bo i my i Oni zmieniliśmy się przez te 25 czy już 26 lat.

Ponadto nachalna i nakazywana odgórnie „przyjaźń Polsko-Radziecka”, wręcz odpychała zwykłych ludzi od normalnych kontaktów. Teraz nie ma już tych przeszkód i możemy się normalnie, po ludzku do siebie odnosić.

Rosjanie nadal mają ciekawą kulturę i samodzielność w prowadzeniu WŁASNEJ polityki, która może spowodować konkurencję dla rozpasanego neoliberalnego kapitalizmu, który nie mogąc sobie poradzić z narastającymi kryzysami, dąży do konfrontacji i destabilizacją świata chce zasłonić swoje klęski i niepowodzenia. Po prostu przechodzi na zarządzanie chaosem, żeby z nowych konstelacji wyciągać kolejne zyski. Bo zysk w neoliberalnym świecie jest Bogiem. Bez przyrostów – tracą posady zarządzający korporacjami i bankami, stąd samobójczy pęd do zysków za wszelką cenę. A rozpiętości w posiadanym majątku najbogatszych i pozostałych – stale rosną. Czy znajdą swój kres?

Federacja Rosyjska przez lata po upadku ZSRR przeżywała kryzys, który teraz się wyraźnie kończy. Była przez lata tumaniona, że jest przyjacielem i partnerem Zachodu, ale przy (milczącym) uznaniu supremacji Wielkiego Mocarstwa zza Atlantyku. W momencie, gdy się uporządkowała, gdy ujawniono jak wielkie zgromadziła zasoby dewiz w Banku Centralnym Rosji, gdy pojawiły się nowe obszary gazo- i roponośne na jej północy – zaczęła być postrzegana, jako rywal. Gdy Rosja wyraźnie zaczęła artykułować, że dosyć już jednobiegunowego świata – stała się i staje powoli WROGIEM.

Czas zmienił pozycję Rosji w świecie, ale dotychczasowy Nr 1 i stowarzyszone z nim grupy interesów – nie chcą się do tego przyznać, że pora ustąpić miejsca.

Żeby temu zapobiec głoszą, że Rosja jako SŁABSZE MOCARSTWO nadal niema prawa artykułować swoich oczekiwań, takich jak sygnalizowanie od lat, żeby zanadto nie zbliżać sił NATO do jej granic. Mówi o tym to od lat głośno i wyraźnie, zgodnie z ustaleniami z Zachodem sprzed około 20 lat, gdy bardzo zmieniał się świat.

Nie chodzi mi o powrót do układu dwubiegunowego z czasów zimnej wojny, gdy dzięki groźbie wzajemnego totalnego jądrowego zniszczenia – panował spokój dwóch blokach militarnych, a bito się na ich obrzeżach.

Dla nas Polaków, jak i dla wielu średnich i małych państw, wielobiegunowość świata jest korzystniejsza, bo sprzyja rywalizacji, byle nie militarnej. Zachód niby jest za wolnym rynkiem i konkurencją, ale w tym przypadku jest jak właściciel JEDYNEGO kasyna w miasteczku, który zawsze wygrywa. Powinniśmy optować za większą ilością kasyn, jeżeli już chcemy w cokolwiek grać.

Tych rozsądnych postulatów utrzymania pokoju w Europie i na świecie nie za bardzo ma kto słuchać. Wielki Brat jest bezpieczny za Wielką Wodą, a tu w Europie niech się tli, a nawet pali. Konflikt jest im na rękę, bo zawsze zarobi ich kompleks militarny. Jest wielu zainteresowanych destabilizacją, do czego i my dołożyliśmy swoje „5 groszy” w postaci niesławnej pamięci „polityki wschodniej”, za którą nie stała oferta realnej pomocy, tylko puste deklaracje, na które Ukraińcy dali się nabrać i mieliśmy MAJDAN, a teraz zbieramy jego owoce.

Pojawiająca się w wypowiedziach polskich polityków retoryka agresji wobec Rosji zapowiedzi wysyłania broi i ostatnio polskich wojsk, ma na celu większe zniewolenie polskiego społeczeństwa, bo przecież WOJNA u BRAM i to WOJNA NA WŁASNE ŻYCZENIE!

Niedługo zapewne pojawią się specjalne artykuły w kodeksie karnym przeciwko osobom mającym inne poglądy, w imię JEDNOŚCI NARODOWEJ wobec ZAGROŻENIA JEGO ŻYWOTNYCH INTERESÓW, a egzekutorem ich przestrzegania mogą stać się tysiące nudzących się prokuratorów w IPN. To może być groźne dla naszego obszaru wolności – taka smutna konstatacja mi się nasuwa, jako wynik zestawienia ze sobą różnych faktów.

Ostatnio Rosja wyraźnie ostrzega przed zamiarem wysyłania INSTRUKTORÓW z krajów NATO na Ukrainę, gdzie trwa przecież wojna domowa. Tak delikatnie i powoli rozkręciła się przecież przed laty wieloletnia wojna w Wietnamie. Instruktorzy byli tam pierwsi, a jak się to skończyło? Ewakuacją za pomocą śmigłowców z dachu ambasady. Czyżby uciekający wówczas w niesławie już o tym zapomnieli? Taki biedny naród, a nie dał się superpotędze i tu w Europie też może być podobnie. Tu też żyją relatywnie ubożsi według kryteriów od zachodnich ludzie. Dumni ludzie. Słowianie.

Te głosy polityków nawołujące do faktycznego udziału Polski w nie naszej wojnie spowodują, że media będą się w końcu miały czym zajmować, tylko że gdy poniesiemy straty – okaże się, że to była NIE ICH WOJNA, bo przecież właściciele mediów nie są Polakami. Dlatego warto nawoływać: Państwo polscy politycy – opamiętajcie się, póki jeszcze czas! 30-40 polskich instruktorów na Ukrainie może spowodować legalne i oficjalne pojawienie się kilkunastu tysięcy INSTRUKTORÓW armii rosyjskiej …

Czy o to nam chodzi?

Straciliśmy 26 lat i mamy, co nadrabiać. Tylko, że elity i mainstream medialny całkowicie wyklucza wszelką dyskusję o potrzebie naprawy Rzeczpospolitej, bo oni mają już dobrze. Powiem więcej, żeby ELITY miały się dobrze, pozostali muszą mieć źle. Bo przyrost w naszej gospodarce jest tylko ilościowy a nie jakościowy – nie zarabiamy pieniędzy z wiedzy, tylko z ciężkiej pracy, w której konkurujemy ceną z Azjatami. I oto w tym całym zamieszaniu chodzi. Żebyśmy konkurowali, rezygnując z posiadania dzieci, wakacji, marzeń, aspiracji… Korzystajmy, zatem z resztek wolności i póki co wypowiadajmy się swobodnie na łamach Obserwatora Politycznego…

Tekst do którego odnoszą się tezy felietonu: “O dialektyce działalności propagandowej” [tutaj].

Tags: , , , , , , , , , , , , ,

7 komentarzy “Dialektyka lokajów z inspiracji artykułem „O dialektyce działalności propagandowej””

  1. 99
    28 lutego 2015 at 05:46

    Mocne, prawdziwe, potrzebne! Myślałem że to K., a tu się okazuje że autor powrócił po długiej przerwie. To dobrze. Więcej takich tekstów.

  2. inicjator_wzrostu
    28 lutego 2015 at 06:52

    Słuszny tekst, ale wołanie do polityków o zaprzestanie angażowania się w wojnę domową na Ukrainie – daremne, bo oni nie przyznają się że czytają artykuły w OP.
    Może chodzi o to, że te deklaracje o wysyłaniu polskich żołnierzy na Ukrainę jest robione, gdy polska głowa państwa jest w Japonii?
    Jak wróci, to może oburzy się i odwoła te zalecenia?
    W końcu jako ZWIERZCHNIK polskich SIŁ ZBROJNYCH musi się pod tą decyzją o udziale Wojska Polskiego w zagranicznej misji – podpisać.
    Autor Artykułu przypomniał mi sceny ewakuacji śmigłowcami z dachu amerykańskiej ambasady w Sajgonie sprzed 40 laty.
    Czy Polska zadbała o stan lądowisk naszych placówek dyplomatycznych i konsularnych na Ukrainie?

  3. Wierny_Czytelnik
    28 lutego 2015 at 09:02

    Dobry tekst, kontynuacja ducha oryginału

  4. diego
    28 lutego 2015 at 12:20

    Dziekuje za artykul. Analiza dziala troche depresyjnie, ale niestety taka jest rzeczywistosc. Lokajstwo polskich “elit” jest przerazajace–widocznie uwaza sie, ze wlasny punkt widzenia nie oplaca sie.

  5. REALISTA
    28 lutego 2015 at 19:38

    Skompromitowana władza powinna odejść

  6. szary
    28 lutego 2015 at 22:32

    Dobry Wieczór
    Tak by ślad pozostał dla czytelników:
    “Ocet i musztarda” był w sklepach tylko z tego powodu że “styropiany” zamiast dostarczyć dla obywateli (Polaków!!!) zdecydowały zatrzymać transport w ramach “protestu”.
    Z “Wolności” i nie ugotuje się obiadu i nie ubierze dzieci do szkoły.
    “Wolność” i Gospodarka to dwa RÓŻNE pojęcia.
    Mordowanie (Polaków) za “Wolność” czy “Demokrację” nie jest żadną “walką za Wolność” czy “Walką o Demokrację”, jest po prostu mordowaniem. Mordowanie, Wolność, Demokracja to trzy RÓŻNE pojęcia.
    Jest to w wielu miejscach ale warto kopiować aby nie zginęło:

    “Cokolwiek mamy na swoje usprawiedliwienie, to jedno musimy mieć – odwagę powiedzieć publicznie, głośno i wyraźnie: oszukaliśmy naród. Taka refleksja zaświtała mi w głowie, gdy patrzyłem przez kilka kolejnych dni na pokazywane przez telewizję obrazy pracowniczych pochodów, maszerujących pod sztandarami „Solidarności” w proteście przeciwko skutkom łajdackiej prywatyzacji lub też postępującej likwidacji zakładów pracy, co dla nowych dziesiątków tysięcy polskich rodzin oznacza wstąpienie do swoistego piekła biedy i poniżenia bezrobociem. Bezrobocie bowiem to nie tylko kłopoty z utrzymaniem rodziny, ale także – a może przede wszystkim – wieka katastrofa życiowych aspiracji. Bezrobotny staje się zarazem kimś niepotrzebnym.
    Wyklinaliśmy komunę i obiecywaliśmy ludziom znaczną i szybką poprawę egzystencji. Nigdy to się nie sprawdziło. Miliony doznały pogorszenia losu.
    Miałem, nie wiem, czy tyle szczęścia, czy rozumu, że bardzo szybko dostrzegłem złe strony prowadzonej transformacji. Zacząłem głosić hasło sprzeciwu wobec „reformy przez ruinę”. W otoczeniu neofitów, wyznawców liberalnej dogi przekształceniowej patrzono na mnie krzywo, nieraz wręcz wrogo, ale to mnie nie usprawiedliwiało. Należało już wtedy, gdy dostrzegłem tę rujnującą kraj cechę nadchodzącego upadku, zacząć czynnie protestować. Jak? Choćby położyć się na schodach w sejmie i zacząć głodówkę, a może w jakiś inny skuteczny sposób zacząć gromadzić wokół siebie szeregi protestujących. Wszak byłem wpierw posłem, potem nawet wicemarszałkiem. Niestety, bałem się.
    Wysprzedano w obce ręce duży spadek po PRL, wprowadzono mocno kaleki kapitalizm, zrujnowano spółdzielczość, zlikwidowano setki, jeśli nie tysiące państwowych zakładów pracy, zafundowano Polsce wielomilionową armię bezrobotnych i nędzę w setkach tysięcy rodzin. Nie takie były oczekiwania sierpniowe rodzącej się „Solidarności”, nie dla takich rozwiązań niepodległościowa rewolucja robotnicza obdarzyła nas zaufaniem i powierzyła nam władzę. Polsce potrzebna była własna, oparta na zdrowym rozsądku, koncepcja zmiany ustrojowej i gospodarczej. Przejmując władzę staliśmy się odpowiedzialni za los Polski, który – co uparcie powtarzam – dla setek tysięcy polskich rodzin okazał się zgubny, choć co innego obiecywaliśmy ludziom. Nie da się ukryć: oszukaliśmy naród! Na tym naszym oszukańczym działaniu zbijają teraz kapitał wyborczy groźni dla przyszłości kraju, cyniczni, polityczni cwaniacy, lansujący populistyczne obietnice, warte tyle samo, ile nasze osiągnięcia w upowszechnianiu biedy.” – Aleksander Małachowski

    Dobranoc

    • wieczorynka
      1 marca 2015 at 15:48

      “Boję się,że znów pojawią się na horyzoncie zaklinacze politycznych wężów , demagodzy, obiecywacze, że z ambon posypią się gromy na uczciwych ludzi. Boję się rzeki plugastwa, kłamstwa, fałszywych oskarżeń, za pomocą których znów wedrą się do parlamentu ludzie małej wiedzy,karierowicze i szubrawcy”

      Aleksander Małachowski

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Paradygmat rozwoju

Scroll Up