Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

19 grudnia 2018

Wynalazki – wyobraźnia


 Moja małżonka często powiada, że my dwoje to jesteśmy dziwnymi ludźmi, bo mamy jakąś niebywale ograniczoną wyobraźnię. No bo jakoś nie mieści nam się obojgu w głowach obserwowana jazda pod prąd na rondzie, przodem a także tyłem auta, czy też wyprzedzanie długiej kolumny pojazdów prawym, wąskim poboczem, parkowanie na przejściu dla pieszych lub inne takie wręcz powszechne zachowania naszych innowacyjnych, polskich kierowców a także pieszych. Czy też innych, “ciemnych” bo nieoświetlonych cyklistów lub wozaków. Cóż, po prostu jesteśmy bardzo, ach bardzo, ograniczonymi ludźmi…

I dlatego, jakoś tak “od zawsze” fascynowała mnie ludzka wyobraźnia. I raczej nie ta wspomniana wyżej, granicząca bardziej z piramidalną głupotą i nadająca się raczej do zapisania w annałach nagród Darwina, ale ta nasza jakże ludzka “wynalazczość”, która krok za krokiem pozwoliła nam stworzyć cywilizację a w przyszłości może pozwoli opanować gwiazdy…

W jednym z portali czytałem bardzo ciekawe trzy wykłady na temat wynalazczości, autor – profesor Chomczyk – doskonale opisał wszystkie czynniki które sprzyjają lub ograniczają wynalazczą inwencję człowieka. W tym bardzo wnikliwym wykładzie brakowało mi jednej sprawy. Mianowicie podobieństwa procesu powstawania wynalazku do działalności artystycznej człowieka.

Michał Anioł podobno powiadał, że “rzeźbić nie jest trudno, wystarczy oddzielić od bloku marmuru to, co jest zbędne”. Dlatego też zgadzam się z gdzieś przeczytaną opinią, że początki techniki i wynalazczości wydają się być bardziej związane z twórczością abstrakcyjną niż ze sferą ściśle praktyczną…

Czyli wpierw wymyślono potrzebę istnienia jakiegoś narzędzia, stworzono jego “myślową wizję”, by później do tej “potrzeby” poszukać jakiegoś “rozwiązania”.

Obojętne więc, czy tworzymy obraz, rzeźbę, wiersz, powieść, scenariusz, reklamę, zdjęcie, muzykę, stronę internetową – czy jakikolwiek inny materialny lub werbalny “produkt” naszego umysłu, taki jak choćby “wynalazek” – w przeważającej większości przypadków twórca ma całościową wizję dzieła PRZED przystąpieniem do malowania, rzeźbienia, fotografowania czy komponowania. Najważniejsza w procesie “tworzenia” dzieła jest jego WIZJA efektu końcowego.

Dlatego NA PEWNO wynalazcą mógł być i był już “cromaniończyk” – bo jego doskonale skończone i w najdrobniejszych szczegółach przemyślane dzieła malarskie świadczą o jego wizji, dokładnym przemyśleniu każdego szczegółu – świadczą o jego doskonałym, wcześniej gdzieś udoskonalonym warsztacie, o całościowym PRZEMYŚLENIU kompozycji i kolejności wszystkich malunków, powtarzających się w pewnych powtarzających się sekwencjach. Niewątpliwie mamy tu do czynienia nie tylko z artyzmem malarskim najwyższego lotu. Nie tylko z wiedzą i znajomością barw czy wytwarzania “farb”, ale i z zaplanowanym a jeszcze przez nas nieodkrytym i niezrozumiałym, swoistym “językiem” obrazkowym, którego znaczenie i zrozumienie kiedyś zostanie wyjaśnione. Może przez jakieś utalentowane czy autystyczne dziecko, nieskażone wiedzą i naszym “akademickim” podejściem do tematu?

Mając kontakty zawodowe z wieloma firmami, bywam często zapraszany aby rozpoznać jakieś urządzenie, pomóc w doborze zamiennika czy aby poszukać jakiegoś rozwiązania problemu. Czasami zdarza się zaproponować jakieś nieszablonowe, “zwariowane” rozwiązanie, jak na przykład to w pewnym zakładzie produkującym materiały ceramiczne dla naszego hutnictwa. Tam występował bolesny finansowo problem częstej wymiany łożysk w kołach wózków wjeżdżających do pieca na czas “wypieku” materiału. Stosowano “od zawsze” łożyska wysokotemperaturowe, o specjalnie powiększonym luzie. Ale po miesiącu czy dwóch, znów byli zmuszeni do ponowienia zamówienia. Kiedyś zaproponowałem im zrobienie testu z “zestawem” składającym się z łożysk tanich i “typowych”, o zwykłym luzie C3 – ale z zastosowaniem specjalnego smaru wysokotemperaturowego. W zasadzie na pozór trochę bezsensowny test. Bo teoretycznie wynik powinien być negatywny. Ale – ku mojej radości – a ich zdziwieniu, okazało się że taki “wynalazek” działa kilka, czy kilkanaście razy dłużej niż wykonanie “klasyczne”. I od tej pory “straciłem” Klienta na drogie łożyska a zyskałem odbiorcę na specjalny smar….

Częściej, bywając u Klientów, jestem prowadzony do jakiejś maszyny, gdzie ktoś coś przerobił jakiś jej “fragment” tak dowcipnie i nieszablonowo, że aż ręce się składają do klaskania! Na prawdę – nie jest źle z naszą wynalazczością! Tylko czasem trzeba jej trochę “pomóc”, formalnie, organizacyjnie i merytorycznie!

Kiedyś czytałem, że w dwudziestoleciu międzywojennym wyprzedziliśmy Niemcy w dwóch dziedzinach, w których na początku lat 20-stych przodowali w Europie. Mianowicie w ilości łódek i kajaków – bo stały się u nas bardzo modne jako forma wypoczynku i sportu. A także – o dziwo – w ilości zgłaszanych do urzędu patentowego wynalazków! Ale o naszych, przed- i powojennych wynalazkach, może trochę zapomnianych, pozwolę sobie napisać osobno – tutaj powrócę jeszcze do “patentów moich Klientów”.

Nie chcę się może zbyt rozwodzić, ani propagować może gdzieś czekających na opatentowanie pomysłów, opiszę tylko jeden “wynalazek” – jaki mi się ostatnio bardzo spodobał.

Metoda pomiaru ilości “materiału” jaki mamy w zbiorniku (silosie), zależy od tego materiału. Jeżeli mamy na przykład proszek z którego wytwarza się elementy akumulatorów to z uwagi na jego właściwości – masę, gęstość – jedynym chyba rozwiązaniem praktycznym są czujniki działające na zasadzie wiatraczków, których opór stawiany łopatkom przez “medium” daje nam informację o ilości tego medium w zbiorniku.

Przy innych, bardziej typowych “zawartościach” silosa pomiaru możemy dokonywać albo tensometrami – mierząc masę silosa, albo różnymi czujnikami – optycznymi, ultradźwiękowymi czy pojemnościowymi.

Jeden z Klientów zgłaszał mi problem pomiaru ilości “proszku plastikowego” w silosie. Proszek, a w zasadzie granulat – miał tę własność że naładowany elektrostatycznie oblepiał wszelkie czujniki, fałszując pomiar. Pewnego razu Klient poprosił mnie o wypożyczenie kilku czujników odbiciowych z różnymi strefami działania – bo jak powiedział “wpadł na zwariowany pomysł”. Pożyczyłem, bo i Klient zaufany i czasem taka mamy procedurę…

Po paru dniach zostałem zaproszony na demonstrację “wynalazku”. Rzeczywiście – było to proste jak przysłowiowy cep. W silosie został zrobiony otwór w miejscu gdzie Klient chciał mieć sygnał “poziomu” zawartości. W otworze została “doczepiona” rura, skierowana lekko w dół silosa. A na końcu rury – jeden z “moich” czujników. Proste? Nic się nie “zalepiało”, a czujnik doskonale wychwytywał fakt istnienia albo braku zawartości zbiornika w danym miejscu. I to bardzo precyzyjnie! Choć, trzeba przyznać, że Klient się trochę napracował – badając kąt skierowania rury, dobierając jej długość i średnicę oraz metodą prób i błędów sprawdzając to z różnymi czujnikami…

Ale wracając do “wynalazczej wyobraźni” – to mistrzostwem świata albo nawet Galaktyki był dla mnie opis przeczytany w jednym z pism komputerowych w pierwszych z lat 90-tych. Był to okres zanikania Commodorów, Atari i “Spektrusiów” na rzecz pierwszych “PC-tów”. Pisma jakie wtedy powstawały zawierały głównie opisy gier, trochę wiedzy informatycznej i listy od czytelników, dzielących się swoimi “wynalazkami”. Jeden taki wynalazek był zupełnie zdumiewający – i Redakcja jasno napisała że tego nie sprawdzili bo boją się o swój sprzęt a przytaczają jako ciekawostkę “przyrodniczą”.

Pomyślcie sami – ile trzeba zapału, prób, pomysłowości aby napisać taki “przepis” na “nieskończone” życie w jednej z popularnych wtedy gier. Należało zrobić to tak. W pewnym, bardzo ściśle określonym momencie trwania gry, należało ją “zamrozić” używając nieopisanej i niestandardowej procedury kliknięcia na raz w cztery różne klawisze. Potem należało poślinić palec i “przejechać” nim po porcie drukarkowym peceta. Następnie należało “uruchomić” grę kolejnym “zestawem” klawiszy. A potem użyć kolejnego zestawu klawiszowego w kolejnym, precyzyjnym momencie gry, tak aby wrócić na jej początek, uzyskując pożądaną “nieśmiertelność”…

Wynalezienie koła – przy opisanym wyżej “wynalazku” – staje się prostackie a wręcz trywialne….

Tags: , , , , , , , , , , ,

One Response “Wynalazki – wyobraźnia”

  1. wieczorynka
    14 października 2014 at 17:32

    To, że rozwija się technika, technologia to bardzo dobrze, choć nadmierny rozwój (piszę to tylko i wyłącznie we własnym imieniu) prowadzi też do frustracji np. niektórzy korzystają z techniki XXI wieku a ich umysł zatrzymał się kilka wieków/kilkadziesiąt lat wstecz, zależy od percepcji. Uważam, że rozwój techniki (tu bardzo wąska grupa) i rozwój umysłu homo sapiens (w tym przypadku większość)powinien być przynajmniej częściowo harmonijny. Moje zastrzeżenie co do nadmiernego rozwoju techniki, na ogół ten “rozwój” zmienia się w “zabawki” do zabijania. Nie znałam natomiast wypowiedzi Michała Anioła “rzeźbić nie jest trudno, wystarczy oddzielić od bloku marmuru to co jest zbędne” uważam, że ta wypowiedź dotyczy również innych dziedzin życia. Artykuł świetny, gratuluję autorowi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Ogólna

Scroll Up