• 17 marca 2023
    • Społeczeństwo

    Fenomen szpitalnego żywienia

    • By krakauer
    • |
    • 24 września 2014
    • |
    • 2 minuty czytania

    Pewien wybitny polski podróżnik oceniał odwiedzane państwa po trzech subiektywnych wskaźnikach. Po pierwsze po broni jaką miał przy sobie pierwszy żołnierz lub funkcjonariusz straży granicznej z jakim miało się w odwiedzanym kraju do czynienia. Po drugie po dostępności, jakości i sposobie funkcjonowania toalet publicznych. Po trzecie po tym, co chorzy otrzymują standardowo w szpitalach lub więzieniach do jedzenia (i kto otrzymuje lepsze jedzenie).

    Trzeba przyznać, że to bardzo subiektywne czynniki, ale rzeczywiście syntetycznie bardzo wiele mówiące o charakterze państwa, albowiem z zasady im nowocześniejsza i groźniejsza broń, tym do toalet dostęp trudniejszy a jedzenie lichsze. Oczywiście pomijając ten cały szereg krajów, w których takimi bzdurami jak żywienie więźniów władze się nie przejmują w ogóle albo tylko ledwo co.

    Zaskakujące jak można ocenić w ten sposób nasz kraj, gdybyśmy chociaż ograniczyli się do części trzeciego wskaźnika tj. jakości/standardu żywienia w placówkach lecznictwa szpitalnego. Tutaj właśnie wiele się dzieje w naszym kraju, albowiem dzięki upowszechnieniu się „idioto-odpornych” telefonów komórkowych „wszystkomających” – praktycznie każdy może dzisiaj z łatwością zrobić zdjęcie tego, co ma na talerzu i wysłać to w świat, pokazując wszystkim, którzy chcą zobaczyć. Tak się złożyło, że powstało kilka inicjatyw społecznych grupujących takie zdjęcia z opisami, skąd pochodzi dane zdjęcie.

    Więc w naszych realiach administracyjnych – są to wypisz, wymaluj oskarżenia i dowody. Urzędnik nadzorujący daną placówkę może w tej chwili bez najmniejszego problemu sprawdzić, co jest podawane i porównać to z kosztami. Dobrze, że szczegółowo wyniki przetargów na cateringi nie są publikowane, ponieważ być może jakiś sprytny dziennikarz z kalkulatorem doszukałby się nieścisłości i zaczął zadawać pytania, np. dlaczego za dwa razy większe pieniądze w mieście X otrzymuje się porażkę minimalistyczną w zestawieniu z w miarę nadającym się do spożycia zestawem w mieście Y. Jeszcze śmieszniej bywa – jeżeli mamy dwie placówki z tego samego miasta, a już najśmieszniej, jeżeli wychodzi na to że jedna i ta sama firma dostarcza produkty różniące się po prostu kosmicznie do dwóch placówek.

    W naszych państwowych realiach jest to już powód do kontroli państwowej i antykorupcyjnej, nie mówiąc już o procedurach wewnętrznych płatnika i właściwych służb sanitarnych. To jest bowiem bardzo poważna sprawa, albowiem w niektórych placówkach po prostu kpi się pod względem kulinarnym z pacjentów, którzy przecież nie są w szpitalach z własnej woli i dla zabawy! Szczególnie boli wiele osób praktyka darmowego karmienia białego personelu, który przecież nie płaci podatków od uzyskiwanych wraz z darmową konsumpcją korzyści!

    Niestety coś takiego jak standard żywienia zbiorowego w polskich placówkach opieki zdrowotnej raczej nie występuje, a szkoda bo mamy bardzo długie tradycje w tym zakresie, na pewno wielu z państwa czytelników pamięta zarówno kuchnie wojskową jak i kuchnie szpitalne, które owszem – „szału nie robiły”, ale nigdy nie było tak żeby w czasach naszej ludowej Ojczyzny chory lub żołnierz był głodny! Natomiast to, co jest teraz, oczywiście przy pełnym zrozumieniu dla problematyki diety zdrowotnej jako elementu każdego leczenia szpitalnego – niestety jest najdelikatniej mówiąc często smutne.

    Na pewno do standardów naszych zachodnich sąsiadów, jak również innych zaawansowanych cywilizacyjnie krajów, gdzie zwyczajem jest np. to, że chory ma do dyspozycji pojedynczy pokój jest nam jeszcze bardzo daleko. Jednakże, czy coś takiego jak żywienie zbiorowe – nie mogłoby być standaryzowane? Chodzi oczywiście o niezbędne minimum, które nie byłoby gorsze od żywienia dla więźniów, którzy jak wiadomo nie bardzo mogą sami sobie dofinansować wyżywienie, jednakże jest to silnie deprymujące, że w tak prostej kwestii mamy dysfunkcję.

    Oczywiście nie jest to problem nr 1 dla naszego rządu, jednakże tutaj najbardziej fascynujący jest mechanizm właśnie działania tego ukochanego przez wielu wolnego rynku. W momencie jak dyrektorzy szpitali zyskali prawo swobodnego kształtowania kontraktów w zakresie wyżywienia pacjentów – rozpoczął się w dominującej większości wypadków wyścig w dół. Tracą na tym pacjenci, którzy przecież to ze swoich podatków finansują. Nie ma po co wchodzić w szczegóły, kto był w szpitalu, ten wie o co chodzi… Możemy się pocieszać, że jest kilka szlachetnych wyjątków!