Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

11 grudnia 2018

Reanimacja „My” i „Oni”


 Nasza władza reanimując się ponownie udowadnia, że społeczeństwo jest trwale podzielone na „My” i „Oni”. To znaczy „My” władza, „My” establishment, „My” tutaj i „Oni” poddani, „Oni” prekariat, „Oni” tam. Władza banalnie pokazała, że w zasadzie nie potrzebuje nawet pytać o opinię, bo wie lepiej. Widział ktoś jakiś oficjalny i publiczny sondaż pomiędzy środowym expose premiera a sobotą jak już wszystko było wiadome? W proces demokratycznego wspierania budowy społeczeństwa obywatelskiego po prostu należało wprowadzić element sondażu, w którym obywatele na grupie reprezentatywnej byliby zapytani, – kogo z przedstawionych kandydatów chcieliby widzieć na stanowisku Prezesa Rady Ministrów. Następnie gdyby był to prawie na pewno pan Schetyna – wystarczyło jedynie płomienne przemówienie lub wywiad z premierem i kilkoma ważnymi politykami, mówiącymi, dlaczego rekomendują inną osobę, pomimo sondażu wyborczego – po tylu latach znajomości na pewno znalazłby się cały bukiet kwiecistych powodów i powodzików, które jak wiadomo zależą głównie od interpretacji. W efekcie mielibyśmy coś, co jest w demokracji niezbędne – DYSKUSJĘ – mniejsza z tym, na ile realną, a na ile moderowaną, ale liczyłoby się, że dyskusję przeprowadzono. Wówczas znając argumenty – za i przeciw, dyskutowalibyśmy o nich a nie o tym, czy dana osoba wzbudza zaufanie, czy nie! Chodzi po prostu o różnice w traktowaniu państwa i współobywateli, którzy przecież za tą zabawę płacą!

To wszystko świadczy o braku szacunku i zarazem pewności siebie, jaką establishmentowi rządzącemu daje represyjny wobec obywateli system prawny oraz tendencyjna ordynacja wyborcza.

Establishment może mieć pełną świadomość, że bez względu na to, czego nie spowoduje – praktycznie jest bezkarny w kategoriach rozumianych poprzez dokuczliwość prawa karnego. Ono jest zarezerwowane dla prekariatu, w czym pomaga mu prawo zniewolenia, czasami eufemistycznie nazywane prawem pracy. W praktyce w naszych realiach ekonomicznych, przy tym prawie karnym i przy tym prawie pracy ludzie są zniewoleni i zmuszeni do autokontroli, ponieważ byle wydarzenie, w którym nawet nie muszą być winni – wystarczy, że celowo lub nie pomyli się jeden z systemowych siepaczy i już wpadają w tryby machiny, w której nie mają szans bez pieniędzy i znajomości. Ten system zamieszania prawnego, zgodnie z dewizą, że „w mętnej wodzie ryby lepiej biorą” – gwarantuje wspomniana ordynacja wyborcza. Efekty widzimy właśnie na ekranach naszych telewizorów. Ci, którzy skutecznie się upomną o sprawiedliwość, a mogą zagrozić logice systemu lub jej uprzywilejowanym funkcjonariuszom są najnormalniej w świecie zgodnie z zasadami i w majestacie prawa gnojeni.

Oczywiście powyższe jest przejaskrawione, jednakże do tego typu mechanizmów generalnie sprowadzają się nasze wewnętrzne relacje. Można tylko dodać, że do uwiarygodnienia całego systemu służy jeszcze tworzenie pozornych ideologicznie podziałów z częścią establishmentu, żeby ludzie władzy mogli straszyć prekariat wizją zniknięcia ciepłej wody z kranów, jeżeli „ci drudzy” zaczną rządzić.

W tym wszystkim wielką tragedią jest w zasadzie tylko to, że tak niesłychanie solidna i obywatelska partia jak Polskie Stronnictwo Ludowe bierze w tym udział, nie stawiając żadnych pro-systemowych warunków. Widocznie pan Piechociński nie traktuje już koalicjanta poważnie, jednakże po prostu szkoda Polski, wielka szkoda, gdyż zaprzestaniu psucia państwa nie pomoże nawet odejście pana Tuska.

Na powyższej opisanym przykładzie mechaniki naszego systemu państwowego widać, że dominująca większość klasy politycznej POWINNA ODEJŚĆ, nie mieć prawa bycia wybieraną na więcej niż drugą kadencję, powyżej szczebla samorządu terytorialnego. Niestety mści się na nas to, że demokracja przedstawicielska wymaga partii politycznych, a te przy stabilizacji liderów i kręgów wewnętrznie dzielących się władzą zamieniają się po prostu w koterie, żeby nie użyć mocniejszego słowa.

Czy można to przerwać bez rewolucji? Można i to w stosunkowo prosty sposób, wystarczy głosować na nową alternatywę. Oczywiście najpierw musi się ona wyłonić.

Tags: , , , , , , , , , , , , , , ,

2 komentarze “Reanimacja „My” i „Oni””

  1. Stach Głąbiński
    10 września 2014 at 12:03

    Ani Konstytucja, ani jakikolwiek precedens (być może, Szwajcaria praktykuje coś podobnego) nie wskazują na potrzebę referendum przy zmianie premiera.

  2. Eeeee
    10 września 2014 at 18:26

    Z dyskusją to autor przesadził, to nie będzie żadna dyskusja tylko jazgot, bardzo poważne/niepoważne miny, czyli władza mówi a plebs musi słuchać i wykonywać, media wiodące mało przekonanym pomogą. O arogancji władzy pisałam wcześniej i nie chcę się powtarzać.
    Zgodnie z sugestią autora też proponuję głosowanie na nową alternatywę np. może to być “Partia Kelnerów” uważam, że nazwa chwytliwa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Soft Power

Scroll Up