Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

23 stycznia 2018

Model spodziewanego konfliktu musi determinować nasze przygotowania do obrony!


 Model spodziewanego konfliktu musi determinować nasze przygotowania do obrony! Jeżeli spodziewamy się szybkiego rozstrzygającego starcia z towarzyszącym napadem powietrznym i środkami rakietowymi oraz działaniem rozproszonych grup dywersyjnych z możliwością użycia broni masowego rażenia (co wynika z zapowiedzi wysokiej rangi polityków jednego z sąsiednich potężnych państw) – to musimy odpowiednio do tego przygotować strukturę armii i jej uzbrojenie, społeczeństwo oraz przestrzeń spodziewanych miejsc największego skupienia zdarzeń kluczowych dla wyniku konfliktu.

Przede wszystkim musimy przestać myśleć o konflikcie jako o klasycznej napaści zbrojnej z linią frontu, forsowaniem przeszkód wodnych, okrążaniem miast itd. Współcześnie przy skali zagrożeń jakich możemy spodziewać się ze względu na potęgę, profesjonalizm i doktrynę potencjalnych przeciwników – liczy się przede wszystkim niszczenie siły żywej i techniki wojskowej na naszym zapleczu oraz opanowanie miejsc kluczowych dla rzucenia logistyki kraju na kolana, dopiero w trzeciej kolejności można spodziewać się pacyfikacji ośrodków oporu, jak również ośrodków miejskich zwłaszcza o znaczeniu symbolicznym. Skuteczna wojna to szybka wojna, to wojna z zaskoczenia, to wojna rzucająca przeciwnika na kolana w ciągu najpóźniej pierwszej połowy drugiej doby interakcji. Nie wolno żyć złudzeniami!

Jeżeli więc grozi nam atak dużych jednostek pancernych i zmechanizowanych nieprzyjaciela, wspieranych przez lotnictwo i poprzedzonych napadem rakietowym – musimy się na to odpowiednio przygotować i tak wyposażyć armię, żeby była w stanie przeciwstawić się dominującej przewadze jednostek nieprzyjaciela – już rozwiniętych na pozycjach i w ugrupowaniach bojowych. Decydujące dla rozstrzygnięcia będą pierwsze trzy godziny konfliktu, kiedy jeszcze nikt nie będzie niczego rozumiał co się stało, a w tym czasie szybkie jednostki przeciwnika przemieszczające się na opancerzonych pojazdach bojowych o trakcji kołowej – autostradami i gąsienicowej – w terenie – przekroczą wszystkie dostępne przeszkody i zagłębią się w nasze terytorium tak daleko, jak pozwoli im własna odwaga. W praktyce oznacza to penetrację – silnymi ugrupowaniami pancerno-zmechanizowanymi na około 80-130 km od rejonów wyjścia na pozycje bojowe w ciągu wskazanych trzech godzin. Oczywiście atak może nastąpić wedle kanałów ułożenia infrastruktury, albowiem tak jest stosunkowo najprościej, najbezpieczniej i najwygodniej przemieścić masę wojska i zabezpieczenie materiałowe dla niej. W praktyce oznacza to silne konwoje zmechanizowane, tj. pojazdy opancerzone i ciężarówki – wsparte jak trzeba śmigłowcami bojowymi i czołgami.

Przykładowo atak na Polskę z dwóch kierunków na raz np. północnego i północno-wschodniego mógłby polegać właśnie na wpuszczeniu na terytorium naszego kraju kilkunastu takich oddziałów zdolnych do szybkiej penetracji o różnej sile, oraz kilku dużych kolumn – zawierających siły główne. Po kilku godzinach byłoby po bitwie granicznej o ile w ogóle zorientowalibyśmy się, że przeciwnik zgromadził siły – tak się akurat składa, że jeden z potencjalnych posiada wspaniałe tradycje i umiejętności w maskowaniu się w terenie. Proszę pamiętać, że mówimy o poruszaniu się pojazdów wojskowych, które pływają, szybko jeżdżą w zasadzie w każdym terenie, mają dużą siłę ognia, oddziały desantowe oraz zapewnioną autonomiczność co najmniej na dobę działania. Oznacza to, że nagle z rejonu dyslokacji przy granicy mogą ruszyć siły, które po 2-3 godzinach będą zagłębione w Polsce na około 100 km (punktowo) siejąc zniszczenie, terror i chaos a przede wszystkim pozorując siły główne, w tym czasie głębiej urzutowane właściwe siły główne – spokojnie sobie do dojadą do tych miejsc – koncentrując się na przełamywaniu organizowanej ad hoc przez nas obrony. Alternatywnie siły główne mogą się w części rozszczepić – podążając śladem jednostek penetrujących, trzymając rezerwy na główne uderzenie skoncentrowane na obrany punkt strategiczny.

Wówczas stopniowo nastąpi przełamywanie kolejnych barier, okrążanie naszych sił, a przynajmniej tej ich części, której udałoby się zmobilizować i nie zostałaby naruszona precyzyjnym atakiem rakietowym w ramach pierwszego napadu albo wyniszczona w czasie przemieszczania się przez przeważające lotnictwo nieprzyjaciela. Proszę pamiętać, że główne elementy infrastruktury transportowej jak węzły autostradowe i kolejowe – będą zniszczone od razu. Pozwalają na to współczesne rakiety samonaprowadzające się i przerażające – balistyczne. Mówimy o przemieszczaniu się wojska – tak jak się da, wszędzie tam gdzie się da, a przecież wybuchnie panika i drogi będą pełne uchodźców – od razu, zresztą i tak wszędzie mamy korki bez paniki.

To wszystko może wydarzyć się w pierwszej połowie pierwszego dnia konfliktu. Trzeba tutaj uczynić jeszcze jedną istotną uwagę, otóż co najmniej jeden potencjalny przeciwnik funkcjonuje w innym reżimie czasowym niż my. U nas 6-ta rano to u niego w stolicy już 8-a. to oznacza, że należy spodziewać się ataku nie standardowo około 4 tej naszego czasu, ale jeszcze wcześniej jak będzie jeszcze ciemno – idealna jest godzina 3:15. Oznacza to że atak rakietowy nastąpiłby między 3-cią a właśnie tą godziną.

Jak się na takie coś przygotować? No, niestety mamy poważny problem. Ponieważ przed atakiem rakietowym – metodami pasywnymi, tj. jedynie obrony przeciwrakietowej nic na dzień dzisiejszy nie wskóramy, a planowana „tarcza” będzie służyła do obrony celów punktowych, w tym głównie lotnisk dla naszych samolotów – wymagających pielęgnowania pasów startowych i innych rejonów uznanych za szczególnie ważne. Musimy przyzwyczaić się do myśli, że nawet w warunkach posiadania „tarczy” dominująca część obiektów strategicznych i pododdziałów Wojska Polskiego nie będzie chroniona przed niespodziewanym napadem rakietowym przynajmniej ze strony jednego przeciwnika, który dysponuje zaawansowaną technologią rakietową.

Oczywiście najlepsze byłyby własne rakiety – pociski samosterujące i rakiety balistyczne, w dużej ilości oraz drony – umożliwiające osiągnięcie terytorium nieprzyjaciela. Nic bardziej nie chroni niż aktywna obrona, czyli świadomość u nieprzyjaciela, możliwości naszego skutecznego kontrataku. To zmienia zupełnie postać rzeczy, ponieważ można się nie tylko bronić, ale bronić – kontratakując!

Jednakże na coś takiego nie mamy co liczyć, poza zakupem śladowych ilości pocisków manewrujących, które będą działać pod warunkiem zakupienia licencji do map nawigacyjnych, a z tym po okresie gwarancji mogą już być problemy. Natomiast o czymś takim jak samodzielnym opracowaniu rakiety balistycznej średniego zasięgu – w ogóle nie mamy co myśleć, nie przy tych decydentach. Chociaż jest to już dzisiaj technologia – możliwa do opanowania bez nadzwyczajnego łamania sobie zębów. Wszystko jest jednak kwestią wyborów, a wybieranie wymaga myślenia. No, a z myśleniem to wiadomo jak u nas nie jest!

Wszystko co możemy w istniejących warunkach zrobić, to przygotować specjalne oddziały zdolne do przełamania pozycji nieprzyjaciela oraz do powstrzymywania jego marszu, jak również likwidacji dywersantów, także desantowanych morzem lub z powietrza. Oznacza to konieczność dużego nasycenia pododdziałów przeznaczonych do przełamania pozycji i wyłapywania wojsk nieprzyjaciela zaawansowaną bronią przeciwpancerną, przeciwlotniczą zdolną do sparaliżowania lotnictwa wsparcia nieprzyjaciela w stopniu totalnym oraz środkami przemieszczania umożliwiającymi lepszą mobilność od nieprzyjaciela. Pododdziały przeznaczone do powstrzymania sił głównych muszą zawierać komponent pancerny – bez pancerza i armaty wysokociśnieniowej obsługiwanej w reżimie termalnym nie ma w ogóle co myśleć o jakimkolwiek powstrzymywaniu. Jednakże wojska pancerne mają być przysłowiową wisienką na torcie. Podstawą obrony powinny być stosunkowo lekko opancerzone i wysoce mobilne pododdziały wyposażone w całą gamę broni przeciwpancernej. Uwaga dla opornych czytelników – mówimy zarówno o zaawansowanych pociskach przeciwpancernych o zdolnościach do samodzielnego naprowadzania się na cel jak i o zwykłych granatnikach przeciwpancernych z nowoczesnymi głowicami wielu typów w OLBRZYMICH ILOŚCIACH.

Mobilność własnych wojsk ma gwarantować najlepszą możliwą ochronę przed środkami zdalnego rażenia nieprzyjaciela – artyleria i artylerią rakietową. Właśnie przez mobilność i nieco większy zasięg dobrze naprowadzanych krajowych zestawów można zapewnić sobie przewagę taktyczną. Całość powinna być wspierana doskonale przemyślanym wsparciem artyleryjskim, śmigłowcami szturmowymi i jeżeli będzie taka możliwość dronami bojowymi na lądzie, wodzie i w powietrzu. System tworzony przez wszystkie komponenty powinien działać w taki sposób, żeby ciągle ostrzeliwać nieprzyjaciela z własnej broni dalekiego zasięgu, równolegle zaatakować jego terytorium przy pomocy błyskawicznego przejścia do kontrnatarcia jednostkami pierwszego rzutu oraz powstrzymać na tyle na ile się da natarcie pancernych sił głównych wroga – najpierw przy pomocy dronów, potem sił głównych, następnie wojsk Obrony Terytorialnej. Czekając na sojuszników.

Przy takiej strategii istnieje poważna szansa, że oddziały, które przedostałyby się na zaplecze przeciwnika – mogłyby zniszczyć jego logistykę, zagrozić punktom strategicznym, silnie oddziaływać psychologicznie – a nawet doprowadzić do odcięcia w jakiejś mierze sił głównych wroga i ich stopniowego niszczenia. Wówczas możliwy jest prawdziwy chaos – czyli sukces na części z kilku głównych kierunków natarcia oraz na kilkunastu kierunkach penetracji – stopniowe wykruszenie potencjału przeciwnika.

Celem naszej obrony powinno być jak najszybsze przejście do kontrataku, albowiem tylko poprzez zagrożenie manewrem z terytorium nieprzyjaciela – możemy spowodować refleksję polityczną zmuszającą przeważającego wroga do zatrzymania się i rozpoczęcia negocjacji. Jednakże nasze siły musiałyby być na tyle duże, żeby z jednej strony – ugiąć się, a nie złamać pod naporem nieprzyjaciela, być w stanie wyłapać jego doskonałe i zdolne do przenikania każdej obrony jednostki penetrujące na naszym  terytorium oraz koncentrycznie uderzyć w taki sposób, żeby wróg stracił impet, najlepiej musiał się zatrzymać i cofnąć. Mając skromne siły – tak jak obecnie, nie mamy o tym nawet co marzyć. Nasze pododdziały po prostu zostałyby wyłapane przez siły drugiego rzutu, które u naszego potencjalnego przeciwnika to klasyka – jedno z pierwszych pytań wykładowców do młodych kandydatów na dowódców w ich akademiach obrony dotyczy nie tego jak zaatakuje, ale właśnie tego – gdzie ulokuje siły drugiego rzutu zdolne do naprawienia sytuacji (lub skłonienia sił pierwszego rzutu że nieprzyjaciel jest z drugiej strony). Co najmniej jeden kraj z którym graniczymy i stanowi dla nas zagrożenie (wedle oświadczeń jego polityków) posiada w zakresie głębokiego rzutowania wojsk długą i doskonale sprawdzoną w praktyce tradycję.

W każdym bądź razie naszym głównym celem powinno być dołożenie wszelkich starań, żeby wymanewrować nieprzyjaciela i jednorodne natarcie wielopunktowe przekształcić w bój spotkaniowy o różnej intensywności – prowadzony metodami zaskakującymi nieprzyjaciela, umożliwiającymi pobicie go przy przewadze punktowej, zanim on zaangażuje siły główne i doprowadzi do rozstrzygnięcia. Najważniejsze – tam, gdzie założymy przełamanie – musi się ono udać. Bez tego nie ma w ogóle mowy o aktywnej obronie.

Zaprezentowany powyżej sposób ma na celu zapewnienie nam czasu na działanie sojuszniczej dyplomacji oraz dostarczenie jakiegoś wsparcia w pierwszych rzutach. Proszę zwrócić uwagę na najważniejsze – przełamanie myślenia. Przeciwnik nie spodziewa się bowiem, że możemy mieć przygotowane pododdziały zdolne do przepchania się na jego tyły. Niestety co jest o wiele gorsze, prawdopodobnie z naszych dowodzących, nie mówiąc już o politykach – nikt tak nie myśli, a nawet nie wie, że mógłby tak myśleć.

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

2 komentarze “Model spodziewanego konfliktu musi determinować nasze przygotowania do obrony!”

  1. janusz65
    23 sierpnia 2014 at 07:06

    A jest czego bronić ? Może tych zachodnich montowni ? Może lepiej jak pozostałe 30 mln ludzi wyjedzie do roboty w Anglii ? Staniemy się takim narodem jak xxxxxxxxx.

  2. inicjator_wzrostu
    23 sierpnia 2014 at 07:07

    Słuszna analiza, ale jedna POPRAWKA.
    Potencjalny przeciwnik ma siły, które dysponują w pierwszym rzucie 3-dniową (trzydniową!) AUTONOMIĄ działania.
    To się liczy jako zapewnienie CIĄGŁOŚCI ruchu i ognia przez około 20-32 godziny.
    Tylko że w pierwszej dobie walki jest to 14-16 godzin, w drugiej 10-12, a w trzeciej 8-10.
    Potem następuje odnowienie zapasów, uzupełnienie stanów ludzi i zniszczonego sprzętu oraz ODNOWIENIE zapasów paliwa i amunicji.
    Przy tempie natarcia operacji połączonych w czterech wymiarach: ataku informatycznego na krajowy system teleinformatyczny, działań sił specjalnych i wojsk powietrzno szturmowych, furii natarcia sił naziemnych (zmechanizowanych i pancernych) oraz desantu z morza (MISTRALE!) – w trzecim dniu potencjalny przeciwnik mógłby WYZWALAĆ Pragę (Czeską), nacierając z północy.

    A co na to sojusznicy z NATO?

    Czekaliby na rozwój wydarzeń, sprawdzając czy Polska naprawdę zamierza stawiać opór, czy może ZACHĘCIŁA wielkiego sąsiada do WIZYTY i prób odnowienie starego sojuszu sprzed 25 lat?

    Nazwanie PARTNERSTWA WSCHODNIEGO Partactwem jest słuszne.

    Takie są skutki podskakiwania megalomańskiego słabeusza, podpuszczanego przez sojusznika zza Wielkiej Wody.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Wojskowość

Scroll Up