Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

17 października 2018

Pierś w pierś walczyliśmy, ramię w ramię zmartwychwstaniemy


 Jeżeli ktoś z Czytelników miał szczęście przeczytać książkę, a może spotkało go szczęście podwójne i jeszcze dodatkowo obejrzał film pod tym samym tytułem „Lekcja martwego języka”, to na pewno utkwiły mu w pamięci nastrojowe obrazy Beskidu Niskiego i pracujących ciężko rosyjskich jeńców wojennych. W zasadzie nigdzie nie jest ani w książce ani w filmie jasno wyjaśnione, na czym polegał ich znojny trud…

Jakoś w tym samym okresie gdy miałem okazję oglądnąć film a wkrótce po tym zaopatrzyć się i kilkukrotnie przeczytać książkę, zostałem kierownikiem studenckiej bazy namiotowej w Krempnej. O tym moim, kilkuletnim zresztą „kierownikowaniu” na tej bazie może napiszę innym razem. Dziś wspomnę sceny gdy samemu oraz z kolegami i koleżankami z Klubu Przewodnickiego oraz niejednokrotnie razem z przygodnymi turystami jacy akurat mieli na to czas i chęć, chodziliśmy na gęsto porośnięty lasem i krzakami wzgórek „Łokieć” by powoli, z pietyzmem i mozołem w skwarze upalnego lata posiadanymi prostymi narzędziami, a często gołymi rękami wyrywać chwasty porastające groby, ścinać samosiejki rozsadzające mury…

Chcieliśmy chociaż częściowo odsłonić i pokazać światu przepiękny, zapomniany cmentarz wojenny nr 6.

Spoglądając na panoramę Krempnej zawsze zastanawiałem się jak to wszystko wyglądało w 1915 roku, gdy genialny Słowak, Dušan Samuel Jurkovič dostrzegł ten mały wzgórek wyróżniający się na tle otaczających pól i lasów.

Jak później napisał we wspomnieniach: „gdy dzielono teren, nikt nie miał ochoty na pograniczne Karpaty. Dałem sobie przydzielić górską krainę (….) Podczas gdy moi wiedeńscy koledzy lokowali swoje cmentarze w bezpośredniej bliskości cmentarzy ogólnych, miast i osad, ja wybierałem odległe wzgórza, strome stoki, a przede wszystkim miejsca najgorętszych walk (…) Postanowiłem umieszczać swoje cmentarzyki w naturalnym pięknie stoków karpackich, jak gdyby wytworzyły je tam niewidzialne ręce miejscowej tradycji ludowej”.

Cmentarze stworzone przez Jurkoviča są niepowtarzalne swoją malowniczością i niemal pogańską „słowiańskością”, z czym się twórca wcale nie skrywał.

Oglądając ten teren z cmentarzem – kiedyś w latach 70-tych i 80-tych – skrytym w gęstwinie drzew, wyobrażałem sobie tę deszczową jesień jak na filmie Majewskiego, tych umorusanych błotem byłych carskich żołnierzy, z mozołem i trudem dzień po dniu wykopujących zwłoki swoich towarzyszy walki, może przeciwników, może braci – i przewożących pieczołowicie w to jedno miejsce – miejsce ostatniego ich spoczynku…

Jeżeli ktoś teraz trafi do Krempnej, zobaczy cmentarz fachowo odnowiony, z torusem – dla mnie zawsze „ślubnej” obrączki śmierci – obecnie przyozdobionej wieńcem liści dębowych, wykonanych przez arabskich rzemieślników na wzgórzach Golan.

Historia zatoczyła kolejne koło!

Wielka Wojna – bo tak przez 20 lat nazywano I-szą Wojnę Światową – była tak krwawa, tak okrutna, naznaczona taką masą śmierci, że jeszcze w czasie jej trwania zaczęto budować przepiękne nekropolie. Po prostu nie wyobrażano sobie, że można „porzucić” byle gdzie ciało – obojętne czy wroga czy „swojego”. Nie zapominajmy tez że w czasie krótkiej ale wielkiej Bitwy Gorlickiej, największej bitwy wschodniego frontu, zginęło ponad 70 tysięcy żołnierzy! Oblicza się że ponad 20% poległych to Polacy, tak jak to widać jeszcze teraz na cmentarzu na Górze Pustki, gdzie po obu stronach okopów stanęły „polskie” pułki…

Kilka dni temu klikając po telewizyjnych kanałach trafiłem na krótki film dokumentalny. Nakręcony jako jeden z odcinków serii poświęconej I-szej Wojnie Światowej przez rosyjską telewizję. Muszę przyznać że jako osoba która już w wiele dziwnych kątów w Polsce zwiedziła, słyszałem i czytałem o Twierdzy Osowiec, ale jakoś jeszcze tam nie zbłądziłem. Muszę to w przyszłe wakacje nadrobić, bo warto! W tym krótkim filmie niemal wzruszyły mnie trzy rzeczy. Po pierwsze – polski przewodnik, najwyraźniej miejscowy pasjonat z zapałem opowiadający o historii Twierdzy. Druga rzecz to dość długi fragment filmu poświęcony bohaterskiemu dowódcy o czysto polskim nazwisku, imieniu i „otczestwie”. Trzeci piękny moment nastąpił, gdy przewodnik opowiadał o długich poszukiwaniach cmentarza wojennego, po którym nic nie zostało. A w końcu znalezione miejsce zostało oznaczone – potężnym, prawosławnym krzyżem…

Ignacy Krasicki napisał: „Nagrobki, tak jak inne ku następnej pamięci stawiane gmachy, są najtrwalszymi, a zarazem najoczywistszymi dowodami dziejów krajowych (…)”

Myślę że twórcy cmentarzy wojennych Bitwy Gorlickiej, mimo że byli wśród nich Polacy i polscy artyści nie znali tego co wyraził Krasicki. Ale jako ludzie których kultura od tysięcy lat zawiera w sobie cześć dla zmarłych a szczególnie specjalną cześć dla żołnierzy, rycerzy, herosów, obrońców – także przeciwników – musieli sobie zdawać sprawę że właściwe uhonorowanie poległych jest czynem nie podlegającym dyskusji. Podziwiać należy to że zaraz po przetoczeniu się frontu powstał specjalny komitet i jednostki organizujące to ogromne w swej skali przedsięwzięcie. Brali w tym udział eksperci sztuki, artyści, inżynierowie… Do kierowania pracami wybrano doskonałych fachowców i organizatorów Hansa Hauptmanna i Rudolfa Brocha. Wybrano grupę inżynierów-budowlańców z praktyką tworzenia urządzeń architektonicznych w tak trudnych warunkach. Wybrano wspaniałych artystów ze wszystkich dziedzin sztuki. Zbudowano rozłożony na wielu kilometrach kwadratowych pomnik, zakotwiczony mocno w religijnych uczuciach społeczeństwa, spełniając tym zarówno chrześcijański jak i humanistyczny obowiązek.

Uhonorowano wszystkich poległych, bez względu na to po której stronie walczyli…

Dodatkowo stworzono coś pięknego, fascynującego i ponadczasowego – mianowicie rodzaj przekazu skierowanego do przyszłych pokoleń. Tym przekazem są epitafia na tych wojennych cmentarzach autorstwa Hansa Hauptmanna.

Nawet po niemiecku brzmi to pięknie – jak na tablicach w Krempnej:

BRUST GEGEN

BRUST HABEN

WIR GERUNGEN HAND IM HAND

WERDEN WIR

AUFERSTEHEN

 

IM GEDÄCHTNIS

DER LIEBE

LEBT IHR TOTEN

UND IN DEN

SEGNUNGEN

DES FRIEDENS

Lub choćby polskie przekłady napisów z cmentarza w Gładyszowie, czyż nie jest to coś po stuleciu nadal chwytającego za serce?

Śmierć żołnierza święta jest
i łamie nakazy nienawiści

 

Przyjaciel czy wróg, jeśli nie ominęły go rany
Na jednakową miłość i cześć zasługuje

 

A inskrypcja z Woli Cieklińskiej?

Wyruszyliśmy na bój, a znaleźliśmy pokój

 

Inne inskrypcje – jak z cmentarza na Rotundzie – próbują wyrazić nastrój miejsca:

 

Nie użalajcie się, że wokół naszych grobów huczą wichry
Na tym samotnym wzgórzu dalekim od ludzi –

Tu bliżej jesteśmy wezwania wieczności, tu każdego ranka

Słońce wcześniej nas kryje całunem purpury

 

Niektóre inskrypcje dyskretnie proszą, jak w Zassowie:

 

Udzielajcie łaski wszystkim, którzy ofiarą się stali
Wielkiego czasu i jego wielkich celów

 

A inne przypominają, tak jak w Lubczy Szczepanowskiej:

Wspólna ojczyzna wzywa wszystkich poległych

Dzisiaj – tym razem – zakończę ten felieton w tym miejscu. Nie chcąc się wdawać w dyskusje i żale nad coraz większą degrengoladą moralną naszego społeczeństwa które burzy pomniki, bezcześci groby, i nawet po śmierci nie daje spokoju swojemu Wielkiemu Prezydentowi…

Społeczeństwa, które zapomniało co pisał Krasicki, które zapomniało swoich słowiańskich i chrześcijańskich korzeni…

PS 1

Niedawno odwiedziłem kolejny raz piękny kościół ewangelicki w Pasymiu. Tym razem zafascynowały mnie ogromne tablice poświęcone mieszkańcom którzy nie wrócili z Wielkiej Wojny. Tablice wykonane z niemiecką dokładnością, na których znajdziemy imiona, nazwiska, datę śmierci i miejsce gdzie zginęli. Niby nic, ale jak się wczytamy w szwabachą pisane litery to dostrzegamy same POLSKIE nazwiska!

Niestety, w latach 90-tych zrównano z ziemią przepiękny cmentarz w miejscowości Nidzica. Były tam – podobnie jak w pasymskim kościele – na wspaniałych nagrobkach, pochodzących jeszcze z XIX wieku, szwabachą pisane, przepięknie brzmiące nazwiska, ślady polskości tych ziem…

PS 2

Od kilkudziesięciu lat gdzie tylko mogę, powtarzam: mamy w Polsce unikalny na skalę światową pomnik – cmentarze wojenne z Wielkiej Wojny. W przytłaczającej większości cmentarze te są zapomniane, zdewastowane, zarośnięte. A nawet lekko odnowione, odsłonięte z roślinności – mogą stanowić nie tylko wielką atrakcję turystyczną ale i stać się świadectwem naszego humanizmu.

Mamy także u siebie małe, duże i ogromne cmentarze Armii Radzieckiej. Czy nie za mało robimy by czcić pamięć tych poległych wyzwolicieli naszych ziem spod NIEMIECKIEJ, straszliwej okupacji?

Odwiedźmy czasem taki cmentarz jak zrobiłem to ileś tam lat temu. Większość poległych na tym cmentarzu nosiła POLSKIE nazwiska. Wszyscy to – sądząc po napisach – Polacy urodzeni na Wołyniu, ci co ocaleli z rzezi przyszli z Armią Czerwoną ratować nas od zagłady…

Tags: , , , , , , ,

2 komentarze “Pierś w pierś walczyliśmy, ramię w ramię zmartwychwstaniemy”

  1. Edward
    16 sierpnia 2014 at 11:18

    Piękny, mądry, wzruszający a zarazem bardzo smutny tekst.

    Dziękuję

  2. Stach G.
    19 sierpnia 2014 at 11:35

    Chyba Fragilla niesłusznie zakrywa pseudonimem imię ograniczając tym rozmowę z czytelnikami do świata wirtualnego. W świecie rzeczywistym zdarzają się spotkania anonimowe, które niestety mają często ten efekt, że mijamy się wzajemnie nieświadomi swej obecności.
    Niezależnie od tej uwagi wyrażam nadzieję, że zarówno sama opowieść jak i epizodyczne wzmianki o wędrówkach, filmach, książkach i obozie namiotowym zdradzają, że F. ma jeszcze dużo do powiedzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Historia

Scroll Up