Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

19 lutego 2019

Czy Izrael musi zaatakować Iran?


 Współczesny świat czyha poważne niebezpieczeństwo związane z ambicjami atomowymi Islamskiej Republiki Iranu. Kraj ten ustami swojego prezydenta powszechnie głosi tezę o celowości fizycznej likwidacji państwa Izrael, walce z syjonizmem i w świetle dowodów zachodnich wywiadów aktywnie wspiera organizacje bojowników islamskich działające w południowym Libanie.

Państwo Iran jest regionalną potęgą, której nikt nie może lekceważyć. Jedyną armią bliskowschodnią, która była w stanie oprzeć się potędze tego kraju była armia Iraku, sprzed inwazji amerykańskiej. Obecnie na bliskim wschodzie, wśród sąsiadów Iranu, wyłączając Turcję i Pakistan – nie ma państwa zdolnego przeciwstawić się jego potędze. Państwa półwyspu arabskiego to papierowe tygrysy, których armie ładnie wyglądają na paradach i w statystykach ultra nowoczesnego sprzętu wojskowego, kupowanego najczęściej dla ozdoby. Państwa te, wliczając w to Królestwo Arabii Saudyjskiej, nie są w stanie samodzielnie obronić się przed irańską inwazją. Jedynie obecność US Navy jest realnym gwarantem sprowadzenia Iranu do parteru w przypadku wojny konwencjonalnej. Irak obecnie się nie liczy, bez dozbrojenia i powrotu do starych dobrych sprawdzonych wzorów organizacji państwa i potężnej irackiej armii – kraj ten nie będzie w stanie się sam przez Iranem obronić. Pomniejsze kraje Zatoki zupełnie się nie liczą, ale wszystkie razem pod warunkiem wspólnego dowodzenia mogą stanowić pewien potencjał powstrzymujący, jednakże w klasycznym pełnoskalowym konflikcie lądowym – potęga armii lądowej Iranu jest obecnie (bez US Army) nie do powstrzymania.

Iran posiada potężne zasoby ludzkie, ale zarazem przerażające doświadczenia z wojny z Irakiem, w której poniósł gigantyczne straty. Siły konwencjonalne Iranu liczą się w regionie głównie ze względu na swoją liczebność. Celem zbrojeń jądrowych jest przede wszystkim prestiż. Mając bombę Iran może szachować sąsiadów ryzykiem jej użycia np. poprzez przemycenie jej na pogranicze Libańsko-Izraelskie, albo zaatakowanie terytorium tego państwa wprost z użyciem rakiet dalekiego zasięgu. Oczywiście Izraelska odpowiedź byłaby druzgocąca, jednakże należy pamiętać, – że nawet jedna głowica, która trafi w Izrael może w praktyce unicestwić to państwo, natomiast terytorium i ukształtowanie powierzchni Iranu powodują, – że kraj ten jest o wiele bardziej odporny na broń masowego rażenia. Na podstawie doświadczeń z Japonii, można stwierdzić, że nawet kilka wybuchów jądrowych nie byłoby w stanie spowodować likwidacji tego państwa. A zniszczenie stolicy, to w ich tradycji piękny zasób męczenników. W tym kontekście należy upatrywać Irańskich dążeń do posiadania broni jądrowej i determinacji Izraela do minimalizacji tego ryzyka za wszelką cenę.

Izrael przywykł do życia w stanie permanentnego okrążenia i stałego zagrożenia atakiem ze wszystkich stron równocześnie. Aktualnie odbywająca się zmiana władzy w Egipcie i tląca się rewolucja w Syrii, powodują, że państwo żydowskie nie może przyglądać się biernie i czekać na dalszy rozwój wypadków. Hamas, Hezbollah, inne ugrupowania palestyńskie, armia egipska, niewiadoma syryjska, problem z Turcją, Izrael ma wystarczająco dużo kłopotów, żeby przemilczeć budowanie przez Iran instalacji zdolnych do wytwarzania broni atomowej. Warto pamiętać, że kraj ten już dwa razy zlikwidował instalacje jądrowe sąsiednich państw arabskich tj. w 1981 roku w Iraku oraz niedawno w 2007 w Syrii. Oba wydarzenia potwierdziły zdolność operacyjną Izraelskiego lotnictwa do dokonywania wyspecjalizowanych operacji ofensywnych dalekiego zasięgu, poza zasięgiem własnych sił wsparcia, po pokonaniu znacznych odległości nad terytorium krajów nieprzychylnych.

Obecnie jednak mamy do czynienia z sytuacją innego typu, po pierwsze Iran 24 godziny na dobę przez 365 dni w roku spodziewa się ataku na wytypowane obiekty o znaczeniu strategicznym. Z pewnością przygotował silną obronę przeciwlotniczą całych sektorów swojego terytorium. Ewentualna wyprawa Izraelskich Sił Powietrznych byłaby bardzo trudna, a na miejscu nie czekałoby ich łatwe zadanie, można postawić tezę, że niezwykle trudno byłoby Izraelczykom uzyskać efekt zaskoczenia, nie mówiąc już o utrzymaniu całej misji w tajemnicy. Najprostsza trasa dolotu do celów w Iranie biegnie przez zachodnie terytorium Arabii Saudyjskiej i południowy Irak. W pierwszym przypadku Izrael może liczyć na „niezauważenie” samolotów a w drugim władze irackie nie mają efektywnych środków przeciwdziałania, pomijając już fakt, że przestrzeni powietrznej nad Irakiem strzegą samoloty amerykańskie. Tak, więc atak, jako taki jest możliwy, nawet bez ryzyka politycznego związanego z komplikacjami na skutek przelotu. Natomiast powrót może nastręczać kłopotu, albowiem, jeżeli nawet Irańczycy dadzą się zaskoczyć i podejść, to z pewnością mają, czym strzelać do oddalających się izraelskich samolotów. W tym kontekście może wchodzić ucieczka do Afganistanu, Iraku (pod skrzydła tankowców KC-10A US Air Force) lub Kirgistanu (baza lotnicza w Manas). To wszystko oczywiście przy założeniu, że w Izraelskich samolotach będą piloci. Przecież przy zaawansowaniu technologicznym Izraela nic nie stoi na przeszkodzie, żeby te samoloty były pilotowane zdalnie!

Alternatywnym skutecznym, ale przerażającym sposobem zniszczenia celów w Iranie mogłoby być użycie przez Izrael najpotężniejszej broni państwa żydowskiego w postaci rakiet serii „Jericho II/III”. Są to pociski balistyczne o zasięgu międzykontynentalnym, które bez problemu mogą osiągnąć dowolny cel na terytorium Iranu. Tylko od rządu w Jerozolimie zależy, jakiego typu głowice założy do tych rakiet. Nikt i nic nie jest w stanie powstrzymać Izraela od użycia ładunków jądrowych małej mocy. Byłby to najprostszy i najskuteczniejszy sposób ataku na Iran, gwarantujący prawie 100% skuteczność zniszczenia celu, przy minimalizacji strat własnych bezpośrednio związanych z daną akcją. Możemy tylko mieć nadzieje, że Izrael zachowa się konwencjonalnie – uzbrajając swoją doskonałą broń jedynie w głęboko penetrujące głowice konwencjonalne.

Możliwe jest też inne rozwiązanie, w którym uderzenie dokonają amerykanie przy wykorzystaniu pocisków manewrujących i dronów. Ograniczyłoby to ryzyko militarne operacji przy opanowaniu ryzyka politycznego, jednakże problem polega na tym, że takie rozwiązanie daje Iranowi carte blanche do ataku na amerykańskie bazy w Zatoce Perskiej i zablokowanie tamtejszych tras wodnych. Spowoduje to natychmiastowy skok cen baryłki ropy o 100% oraz rozkręci regularną morsko-lotniczą wojnę pomiędzy USA, ich sojusznikami a Iranem. I to pod warunkiem, że Iran nie zdecyduje się użyć swojej potęgi lądowej. W razie ataku przełamującego, bardzo trudno będzie zapanować nad sytuacją – amerykańscy stratedzy muszą pluć sobie w brodę z powodu głupoty, jaką było rozpuszczenie i demobilizacja doborowych ciężkich dywizji irackich. W razie konfliktu z Iranem, byłaby to siła zdolna doskonale zablokować potencjał Iranu na lądzie. Obecnie jej rolę będą musiały zapełnić wojska amerykańskie i ich ewentualni sojusznicy.

Bez względu na dalszy rozwój sytuacji, pełną odpowiedzialność za możliwe tragedie ponoszą władze w Iranie. Nikt nie broni temu państwu prawa do energetyki jądrowej, ale władze w Teheranie muszą liczyć się z faktem, że jeżeli robią ze swojego programu jądrowego tajemnicę, to państwa, których otwarcie nazywają wrogami (np. wielkim szatanem) mają prawo czuć się zagrożone. A zagrożenie zawsze powoduje potrzebę przeciwdziałania i minimalizacji ryzyka. W języku państw oznacza to wojnę, nikt nie będzie czekał aż Iran uzbroi się atomowo i będzie stanowił realne zagrożenie dla całego regionu a może i całego świata. Oczywiście po awanturze irackiej, gdzie amerykanie najdelikatniej mówiąc rozminęli się z prawdą w zakresie istnienia broni masowego rażenia w Iraku, wszelkie zapewnienia administracji amerykańskiej i wiszących na jej pasku międzynarodowych agencji od czegokolwiek – należy traktować z należytym dystansem. Niestety Amerykanie nie są w sprawach blisko wschodnich wiarygodni, natomiast ze względów określonych powyżej Izraelowi można ufać w 100%. Kto, jak kto ale premier kraju będącego na celowniku „od zawsze”, nie ma powodu konfabulować.

Reasumując, Izrael prawdopodobnie zaatakuje Iran, dążąc bardziej do zdalnej projekcji siły niż do narażania własnych pilotów na daleką i niebezpieczną misję. Potęga izraelskiego wywiadu, doskonałość izraelskiej techniki wojskowej i dzielność izraelskich żołnierzy są w stanie zapewnić osiągnięcie wyznaczonych celów politycznych. Jednakże bardzo wiele zależy od przyjętego wariantu. Nie można sobie wyobrazić większej porażki niż zestrzelenie izraelskich samolotów i wzięcie pilotów do niewoli w Iranie! Na takie ryzyko Izrael nie może sobie pozwolić, albowiem nawet prestiżowa klęska, może oznaczać początek końca izraelskich zwycięstw. Tu nie ma żartów tu chodzi o przetrwanie Izraela oraz nie ma, co ukrywać, ale także nasz spokojny sen. Ciekawe ilu Polaków zdaje sobie sprawę ze zmiany sytuacji strategicznej Polski w momencie, gdy państwo Irańskie weszłoby w posiadanie broni jądrowej i środków jej przenoszenia. Nagle takie zagadnienia jak „tarcza”, obrona przeciwrakietowa, zagrożenie bronią masowego rażenia stałyby się dla nas politycznie istniejącymi zagadnieniami. Nie można porównywać Iranu do Pakistanu, ponieważ kontrolę nad Pakistanem sprawuje w istocie prozachodnia elita biznesowo-wojskowa, której jedynym celem zewnętrznym są Indie, a celem właściwym – wewnątrz krajowa opozycja. Dlatego nie można porównywać tych dwóch krajów. Można jedynie mieć nadzieję, że państwo Izrael weźmie na siebie ciężar i ryzyko ograniczenia atomowego zagrożenia ze strony Iranu. W tym kontekście, przy pełnym współczuciu dla Iranu, należy trzymać kciuki za Izraelczyków, dla których Iran stanowi nowe strategiczne zagrożenie.

Tags: , , , , , , , , , , ,

8 komentarzy “Czy Izrael musi zaatakować Iran?”

  1. Jehuda
    1 grudnia 2011 at 08:35

    Jeżeli zaatakować to na całego tak żeby nieprzyjaciel nie podniósł się z kolan

  2. wystraszony
    1 grudnia 2011 at 11:22

    Oszaleliście? Wojna z Iranem to benzyna po 15 zł za litr i inne perturbacje, przy których łatwiej będzie ukryć bankructwo strefy Euro. Czy o to chodzi?

  3. Stach Głąbiński
    1 grudnia 2011 at 13:25

    Obawiam się, że Krakauer ma rację.
    http://klubwmpg.pomorskie.pl/teksty

  4. PZ
    1 grudnia 2011 at 16:35

    Panie Krakauer,
    Daje sie Pan nabierac na propagande z bronia masowego razenia lub tez moze nawet w nia Pan wierzy. Cos mi sie wydaje, ze tamat broni masowego razenia byl przerabiany w Iraku, ale nie o tym.
    Warto byloby, aby rzetelniej opisal Pan temat powolujac sie na material zrodlowy, a nie na propagandowe hasla, ktore sa serwowane spolecznosci zachodniej.
    Po pierwsze dokladne slowa Chomeiniego to “reżym okupujący Jerozolimę zniknie z kart historii”. O wymazywaniu z mapy nigdy nikt nic nie wspominal, nie wnikam w interpretacje slow, ale warto byloby jednak przytoczyc oryginal.
    Po drugie agencja atomowa w swoich ostatnich rewelacjach potwierdzila (i warto o tym wspomniec), rozliczenie sie Iranu z całych zasobow uranu i ograniczenia jego wzbogacania tylko do 20% oraz prowadzenie badan teoretycznych nad eksplozjami nuklearnymi. Traktat o Nieproliferacji nie zabrania tych badan, zatem Iran ma prawo takie badania prowadzic o czym warto byloby wiedziec. Najwazniejsze w tym aspekcie jest wyrazne dopowiedzenie, iz Izrael nigdy zadnych inspektorow do swoich instalacji nie dopuscil, a na chwile obecna chyba mieliby tam wiecej roboty niz w Iranie.
    Po trzecie zas i mozliwe, ze najwazniejsze badzmy dorosli i nazwijmy rzeczy po imieniu mowiac, ze chodzi o pieniadze i kontrole handlu ropa, ktore to zaczynaja sie wymykac spod kontroli amerykanom. Iran odwazyl sie na otworzenie gieldy ropy w sierpniu, ktora za glowne zadanie ma handel w innych niz USD walutach (o czym wspominali rowniez byli juz zarzadzacze w stanie wiecznego spoczynku Iraku i Libii – niczego nie implikujac polaczenie jednak ciekawe).
    Zatem warto byloby nie wpisywac sie w histeryczna propagande anglosasow zmierzajaca do rozpetania kolejnej hucpy na Bliskim Wschodzie. Nie mam najmniejszej ochoty, aby Polska w niej uczestniczyla, ani za nia w jakikolwiek sposob placila.

  5. ez48ez48@gmail.com
    18 grudnia 2011 at 22:43

    Panie Krakauer, raczy Pan pisać bzdur!

  6. Nathanel
    23 stycznia 2012 at 14:47

    bez względu na scenariusz ten atak nastąpi

  7. kb
    18 lutego 2012 at 13:37

    “Prze­cież przy zaawan­so­wa­niu tech­no­lo­gicz­nym Izra­ela nic nie stoi na prze­szko­dzie, żeby te samo­loty były pilo­to­wane zdalnie!”
    Bzdura, jedyne co przenoszą samoloty bezzałogowe Izraela to odpowiedniki Mavericków, z głowicami ze 20kg. Na reaktory i infrastrukturę trzeba kilkanaście tonowych bomb. Samoloty je przenoszące miałaby kłopot przelecieć 800km z pełnym ładunkiem. Atak IS niewykonalny bez całkowicie świadomego, ciągłego wsparcia tankowcow amerykańskich.
    Mają max tuzin bezzałogowców które w ogóle doleciałyby bez tankowania do Iranu… lecąc 10 godzin.

    • krakauer
      18 lutego 2012 at 13:52

      Mistrzu od bzdury – a panu się wydaje że to co widział w internecie na temat IDF to cała i kompletna objawiona prawda? Czy też być może mają jeszcze jakieś tajemnice?
      Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Wojskowość

Scroll Up