Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

17 sierpnia 2018

Casus Kosowa a idea autonomii części Polski


 Hipokryzja dominującej większości zachodu przekracza jakiekolwiek możliwości zrozumienia ujawnianych dwuznaczności. Popierać Majdan w Kijowie – to oczywiście dobrze, bez znaczenia, że to zamach stanu na legalny rząd, liczy się dorozumiane poparcie rzekomo całego Narodu ukraińskiego! Prawie na pewno chyba każdy parlament otoczony przez “siły rewolucyjne” prędzej przegłosuje wszystko, w tym legalizację nowego rewolucyjnego rządu niż zaryzykuje własną rzeź, czy też “doraźne sądy rewolucyjne”. Podobnie można było popierać secesję Kosowa, to także dobrze – przecież to nie jest żaden problem jak bojownicy zbrojni przenikają prze granicę i ogłaszają na fragmencie sąsiedniego państwa niepodległość. Wystarczy ją uznać i proszę bardzo oto mieliśmy z udziałem Rzeczpospolitej pierwszą zmianę granic w Europie powojennej dokonaną siłą (bez zgody legalnego rządu na danym terytorium). Natomiast, jeżeli mieszkańcy np. autonomicznego Krymu zrobią sobie referendum i zapragną niepodległości to jest bardzo źle. Tego już nie można uznać.

Bez względu na to co uważają dzisiaj nasi politycy i jak przedstawiają fakty to właśnie casus Kosowa zmienił bardzo wiele w relacjach na naszym kontynencie, albowiem było to dyktowanie stanu rzeczywistego przez wielkich, możnych i bogatych. Nadal nie wszystkie państwa świata oraz nie wszystkie państwa NATO i Unii Europejskiej uznają niepodległość tego terytorium. Kosowo to klasyczny przykład ogłoszenia deklaracji niepodległości opisanej terytorialne na terenie legalnej władzy administracyjnej rządu uznawanego za wrogi. Nie ma większej różnicy pomiędzy Abchazją, Osetią (Płd.) i Krymem. Te wszystkie terytoria korzystają z casusu, jaki został przeprowadzony w Kosowie – za zgodą całego panteonu państw z Polską włącznie.

Prawdopodobnie jedyne, co może ratować Ukrainę w ramach prawa międzynarodowego przez stosowaniem wobec niej modelu żywcem wyjętego z casusu Kosowa jest to, że ten kraj nie uznał niepodległości Kosowa! W przeciwieństwie do Polski.

Tutaj się zaczynają ewentualne schody dla naszego kraju. Co prawda jesteśmy państwem unitarnym, ale nie jesteśmy krajem jednolitym narodowościowo. Polska nie jest homogeniczna i istnieją w naszym społeczeństwie ruchy obywatelskie dążące w sposób jawny i określony czasowo do autonomii części terytorium kraju, które zamieszkują.

Trudno jest określić dalszy rozwój zdarzeń w kwestii autonomizacji jednego z naszych regionów, – bo w istocie do tego sprowadzają się postulaty autonomistów. Jednakże posiłkując się casusem Kosowa, czyli ogłoszeniem niepodległości przez ludność na określonym terytorium – nie mamy żadnych gwarancji, że nasi autonomiści nie będą mieli jednego lub dwóch potężnych rzeczników, z których jeden będzie przy okazji naszym najlepszym „przyjacielem” i głównym partnerem handlowym, a kwestia autonomizacji jednego regionu lub dwóch – ewentualnie ich połączenie – będzie podniesiona na poziom unijny, jako kwestia zasadnicza dla naszego członkostwa.

Uwaga mówimy o realiach – grupa obywateli uznaje, że ma dość bałaganu w państwie polskim i ogłasza autonomię, na to nie godzi się rząd – wprowadza wojsko na teren autonomiczny, dochodzi do zamieszek, rozlewu krwi – autonomiści ogłaszają niepodległość, wówczas żeby uniknąć dalszego rozlewu krwi z poruczenia naszych „przyjaciół” i innego możnego rzecznika autonomistów na problematyczne obszary wkraczają najpierw obserwatorzy a potem rozjemcy. Docelowo wojska pokojowe ONZ, z czasem kończy się polska administracja i mamy wyhodowaną hydrę autonomii – na obcych bagnetach i przy bardzo intensywnych zabiegach dyplomatycznych naszych sojuszników. W takiej sytuacji prędzej usłyszymy od nawet najbliższych nam państw, że swoje problemy wewnętrzne mieliśmy czas przez lata rozwiązywać sami i że zmarnowaliśmy okazję na pokój, a w świetle nowych okoliczności powinniśmy się porozumieć. Czyli konieczny jest „pragmatyczny kompromis”. Oczywiście już na innym poziomie niż możliwy byłby obecnie. Dzisiaj stawką są reformy z autonomizacją w tle, po eskalacji sytuacji, (o co bardzo łatwo) autonomia będzie warunkiem jakichkolwiek rozmów a w tle pojawi się niepodległość. Kłania się „Teoria Gier” – warto poczytać!

Biorąc pod uwagę bylejakość naszej klasy politycznej oraz brak pewności, co do zachowania się i realnego poziomu zaangażowania sojuszników, w tym sojusznika co, do którego jesteśmy przekonani, że mamy specjalne relacje – warto pomyśleć o problemie zawczasu. Mamy w kraju, co najmniej dwa środowiska autonomistyczne – jedno w woj., śląskim, które się zdefiniowało i określiło, w tym określiło perspektywę autonomizacji oraz drugie – póki, co potencjalne – na śląsku opolskim, które może być gotowe w każdej chwili się aktywizować.

Kilka razy zajmowaliśmy się już problemem autonomizacji na łamach „Obserwatora Politycznego”: „Śląskość Polska, Polska Śląska? Czyli problem roku 2020” oraz „Śląsk był jest i będzie zawsze Śląskiem”. Wnioski w tym zakresie są jednoznaczne – DZISIAJ ŚLĄSK NIKOMU, NICZEGO UDOWADNIAĆ NIE MUSI! Postulaty Ruchu Autonomii Śląska odnoszące się do poszerzenia zakresu systemu polskiej samorządności są racjonalne i już dawno powinny znaleźć się w ramach pakietowej reformy dotyczącej NIE TYLKO WOJEWÓDZTWA ŚLĄSKIEGO, – ALE WSZYSTKICH WOJEWÓDZTW RZECZPOSPOLITEJ.

Jeżeli udałoby się w sposób zbliżony do postulatów autonomistów przemodelować reformę samorządową, nasze regiony stałyby się o wiele bardziej elastyczne w zakresie kształtowania polityki rozwoju. Przy pewnym zakresie dobrej woli – można to pogodzić z zasadą unitarności państwa oraz rezygnacją przez autonomistów z postulatów autonomii – przy stole negocjacyjnym. Jest to wartość sama w sobie, która zresztą może wyjść nam tylko na dobre, ponieważ obecny ustrój samorządów to po prostu marnowanie potencjału.

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

6 komentarzy “Casus Kosowa a idea autonomii części Polski”

  1. Lechosław
    18 marca 2014 at 09:00

    Tytuł: “gdzie Krym, gdzie Rzym”?
    Bardzo trafne opinie Krakauera. Można uzupełnić temat kwestią Południowego Tyrolu (Alto Adige) w północnych Włoszech.Po wielu stuleciach osadnictwa niemieckiego Traktat Wersalski przyznał SuedTirol Włochomn aby wynagrodziń je za udział w I. Wojnie światowej przeciw Austrii i Niemcom. Nikt nie pytał mieszkańców Suedtirolu o zdanie. W przeciwieństwie do utraty terytorium śląskiego przez Niemcy po drugiej wojnie światowej na mieszkańcach Suedtirolu nie spoczywa olbrzymia wina za zbrodnie wojenne ( na Niemcach spoczywa i dlatego w Poczdamie zostali za to “ukarani” utratą terenów wschodnich). Choć zasada “samostanowienia narodów ” jest uznawana za kanon jeśli nie polityczno-dyplomatyczny to “moralny” w obecnym świecie to w praktyce liczą się nadal “weyższe interesy państwowe”.

  2. inicjator_wzrostu
    18 marca 2014 at 10:44

    Może nie będzie tak źle jak w czarnym scenariuszu przedstawionym przez Autora?
    Skoro gen. Skrzypczak takie rozwija (3 dni do Warszawy), to Krakauer nie chce być gorszy?

  3. wdpę
    18 marca 2014 at 11:16

    Czyli przez głupotę idiotów którzy uznali islamskie Kosowo za centrum światowego handlu organami teraz możemy stracić Śląsk na zasadzie analogii? Zaiste super

  4. krzyk
    18 marca 2014 at 14:09

    Na Krymie i w Rosji radość z powrotu republiki Krym
    do matuszki .Cieszymy się i MY.
    Serbowie muszą jeszcze niestety poczekać, na sprzyjające
    okoliczniści.Kosowo od zawsze było,…, i będzie SERBSKIE,
    czyli słowiańskie.

  5. Prokop
    18 marca 2014 at 23:46

    Czy ten tekst należy odczytywać jako groźbę wobec Polski i Polaków i przyznanie, że tzw. “Ślązacy” mają podobną genezę jak “krymscy patrioci” i “krymska samoobrona”?

  6. krzyk
    24 marca 2014 at 21:11

    Powtórnie “wpadłem’ na tekst “Casus Kosowa”… i nagle
    uświadomiłem sobie, że dziś mamy 24.03. nie pp.nie 1999r.
    a swoja drogą jak ten czas sobie leci, to już 15 lat
    od napadu NATO(nie napiszę jakiego) na Serbię…
    jedna z pierwszych lekcji Zachodu, na “temata” demokracji,
    praw człowieka i (obywatela, niefortunne skojarzenie z ROPCiO – kto dziś pamięta), ale to na marginesie.
    Wypadałoby jakoś upamiętnić pokaz buty i arogancji
    w wykonaniu Zachodu w stosunku do Południowych Słowian.
    Tam gdzie syjonistyczny Zachód postawi but żołdaka
    tam, łzy, śmierć, zniszczenie i ruiny…tak zawsze było.
    Pamiętajmy że była(jest?), wolna, dumna, niezależna Serbia jej przywódca Słobodan Miloszević – opluty i osadzony w jakiejś Hadze, jak pospolity przestępca…
    natomiast Kosovo było,JEST i pozostanie SERBSKIE,
    pomimo…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Polityka

Scroll Up