Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

25 czerwca 2018

Jak nie wpaść w demograficzną pułapkę zadłużenia?


 Możemy obwołać Naczelnikiem Państwa tego, kto wymyśli w jaki sposób mamy nie wpaść w demograficzną pułapkę zadłużenia. To najważniejsze wyzwanie makroekonomiczne dla polityki gospodarczej i społecznej przed jakim stoi nasz kraj.

W skrócie i w wielkim uproszczeniu problem polega na tym, że od lat finansujemy konsumpcje socjalną długiem. Ten dług się kumuluje, kumulował się m.in. w OFE. Żeby go spłacić prędzej czy później trzeba będzie opodatkować przyszłych emerytów i przyszłych pracujących. Inaczej może zabraknąć na wypłaty emerytur oraz na koszt obsługi zadłużenia, nie mówiąc już nawet o jego spłacie.

Problem wyniknie z luki dochodowej jaką będziemy mieli ciągle jako społeczeństwo na wiecznym dorobku – rozwijające się nadążnie za swoimi zachodnimi mocodawcami. Obecna władza przynajmniej teoretycznie jako jedyną szansę na uniknięcie tego szklanego sufitu widzi „skok cywilizacyjny”, którego mamy dokonać, czy też już dokonujemy w oparciu o właśnie skonsumowane i przyszłe fundusze unijne.

W ekonomii lepiej jest być sceptycznym i nie mieć złudzeń, zwłaszcza jeżeli jest się pod presją głodu i nie ma się marginesu na błąd. Jeżeli bowiem do powyższej symulacji dodamy walutę euro, której nie jesteśmy w stanie swobodnie drukować lub nawet poddać presji inflacyjnej, to dla każdego stanie się oczywistym, że będziemy się na starość borykać z problemem rzadkości pieniądza. Jeżeli rzeczywiście produktywność ogólna wzrośnie na tyle, że nie będzie problemu z dostarczaniem dóbr przynajmniej w zakresie dóbr pierwszej potrzeby – to przynajmniej unikniemy głodu, albowiem ceny dostosują się mniej więcej na tyle, że przeciętnego emeryta będzie stać na wiązanie końca z końcem. Jeżeli jednak produktywność zachowa się mniej więcej na obecnym poziomie, to będziemy mieli możliwość – albo zdecydować się na zaproszenie emigrantów, albo wstrzymać się z przyjęciem euro do 2075 roku lub później.

Państwa zachodnie dlatego odniosły tak znaczne sukcesy rozwojowe, ponieważ świadomie i w sposób zaplanowany kształtowały swoją rzeczywistość poprzez strategiczną politykę społeczno-gospodarczą. Jednym z elementów każdej dobrej strategii w planowaniu społeczno-gospodarczym opisywanym przestrzennie musi być alternatywa, ewentualnie scenariuszowanie ewaluacji kolejnych zdarzeń. Niestety nasz rząd nie tylko słabo przygotował pierwotny plan skoku cywilizacyjnego, albowiem trudno uznać to co robi Ministerstwo Rozwoju Regionalnego oraz powołane do rozwoju infrastruktury urzędy centralne za coś przełomowego. My nadal jedynie nadrabiamy wielowiekowe zaległości, nic ponadto. No chyba, że ktoś uznaje budowę chodnika obok ulicy, albo przerobienie skrzyżowania na rondo lub kanalizację za „skok cywilizacyjny”. Nie można tak myśleć w czasach nanotechnologii, biotechnologii i inteligentnego oprogramowania!

Oczywiście uznając koncepcję rozwojową ekipy Tuska za stawianie na rozwój prosty, jedynie nazywany dla splendoru Gospodarką Opartą na Wiedzy, czy też innowacyjną – nie ma w tym nic złego. Niech sobie rząd podchodzi aspiracyjnie do zagadnień rozwojowych, jednakże warto przynajmniej pomyśleć o stawianiu na prawdziwie innowacyjne koncepcje, jednakże tutaj najpierw trzeba dokonać odgruzowania administracyjnego, ponieważ sami dusimy swoją produktywność i efektywność pod gorsetem urzędniczej hydry, która dla uzasadnienia swojego istnienia tworzy to co najlepiej rozumie, czyli problemy. Niestety nie rozumie tego pan Tusk i nie robi nic, żeby się tych instytucjonalnych problemów pozbyć, nie wspominając już o realnych reformach i prawdziwej strategii rozwoju państwa. Jest tutaj bowiem oczywistym, że nadrzędnym paradygmatem wyznaczającym zasadność podejmowania działań rozwojowych powinno być to, czy dana inwestycja przyczyni się do generowania pieniądza, bezpośrednio – w pierwszej kolejności lub pośrednio poprzez oszczędności wynikające np. ze wzrostu efektywności użytkowania przestrzeni itp. Tymczasem, my inwestujemy w odnowy Kościołów, kryptę narodową, muzea, opery, oczywiście stadiony i inne białe słonie, które będą ciążyć w budżetach lokalnych włodarzy przez przyszłe lata. A już się mówi w ministerstwie Cyfryzacji i czegoś tam jeszcze – odpowiedzialnym swego czasu za koncepcję rozwoju samorządu terytorialnego – o dobrowolnym łączeniu gmin, ponieważ znaczna część polskich gmin jest zbyt biedna żeby się utrzymać w realiach depopulacji.

Pożyjemy zobaczymy, albo i nie zobaczymy. W każdym bądź razie – epokowe znaczenie rządów Tuska jak na razie kształtuje swój bilans na minus. Jeszcze można to zmienić, na co warto mieć nadzieję, bo nadzieję zawsze można mieć – to nic nie kosztuje, a minimum optymizmu przynajmniej poprawia ogólny nastrój.

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

One Response “Jak nie wpaść w demograficzną pułapkę zadłużenia?”

  1. senior
    7 stycznia 2014 at 21:49

    My w tej pułapce zadłużenia tkwimy po same podbrzusze.
    Pozostało życie tu i teraz.

    Ciekawostka:
    Niccolò dei Conti (ur. ok. 1395 w Chioggia, niedaleko Wenecji; zm. 1469 w Wenecji) – podróżnik i kupiec wenecki, autor cenionej w XVI wieku relacji z podróży do krajów arabskich na Bliskim Wschodzie, Indii, Cejlonu i Azji Południowo-wschodniej. Wcześniej przeszedł na islam (by móc kontynuować podróż, a po powrocie odpokutować za ten czyn przed papieżem Eugeniuszem IV opowieściami z podróży…). Prawdopodobnie jako pierwszy Europejczyk poznał wnętrze Indii i odwiedził wiele miast nieznanych w Europie.
    Pisze m.in. o niezwykłym traktowanie dłużników na Jawie:
    – “niewypłacalni dłużnicy stają się niewolnikami wierzycieli, ale dłużnik może tego losu uniknąć, wybierając śmierć z własnej woli w następujący sposób: bierze do ręki miecz, wychodzi na ulice i zabija każdego, kogo napotka, dopóki nie pojawi się osoba, która jest od niego silniejsza i go zabije. Następnie przybywa wierzyciel i domaga się, by osoba ta spłaciła długi zmarłego; a musi zapłacić pod rygorem sądowym”.

    Pisze też o obyczaju pogrzebowym sati.
    Sati początkowo było obyczajem dotyczącym wdów po wojownikach, a także władcach. “Podczas pogrzebu władcy Widżajanagaru musiało zginąć co najmniej trzy tysiące jego żon i konkubin. Co ciekawe na stos poszli również ministrowie i służba pałacowa. Następowała zatem całkowita wymiana elit”.

    Historia lubi kołem się toczyć.
    Tylko skąd wziąć takiego “kochającego” mnogo władcę?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Paradygmat rozwoju

Scroll Up