• 17 marca 2023
    • Polityka

    Tusk zmarnował okazję na reaktywację polityczną Waldemara Pawlaka

    • By krakauer
    • |
    • 10 grudnia 2013
    • |
    • 2 minuty czytania

    Mamy sytuację ciekawą, w ogóle Polska to fascynujący i arcyciekawy kraj, jednakże jeżeli przyjrzymy się usiłując dociekać odrobiny logiki i sensu w zmianach personalnych dokonanych przez pana premiera Tuska w rządzie – można opaść z sił, w oparach absurdu. No nijak, nie da się tego logicznie uzasadnić, wszystko co zapamiętaliśmy to tatuaże pięknej (autentycznie) minister od rozwoju regionalnego i to, że nowy minister finansów jest człowiekiem wielkiej zagranicznej korporacji, jednakże że to nikomu nie przeszkadza to już inna inszość.

    Liczy się natomiast jedna kwestia – kto właściwie rządzi teraz tym krajem? Dotychczas bowiem można było podejrzewać o to pana premiera z ministrem Grasiem i tym smutnym panem, co był niestety ministrem finansów, a piękna minister od rozwoju regionalnego – te środki z gracją i wdziękiem wydawała. Wszystkiemu temu beznamiętnie przyglądał się wicepremier – zdeklasowany przez pana tego niestety od finansów – nasz pozytywny bohater Janusz Piechociński. Jednakże nie mógł zbyt wiele, ponieważ w naszym rządzie panuje dualizm koalicyjny – obie partie podzieliły się resortami i starają się sobie nawzajem na ile to możliwe formalnie i oficjalnie nie przeszkadzać! Nic poza tym, bo o żadnym spójnym planowaniu czegokolwiek nie ma mowy.

    Teraz po wywaleniu z rządu nieudaczników, rzeczników obcego kapitału i celebrytów – okazało się, że znowu mamy kogoś, kto co najmniej przez pół życia reprezentował obcy kapitał i jakieś osoby o lekko poszlakowanej opinii, a minister będąca specjalistką od wydawania ma wydawać jeszcze więcej! Natomiast Piechociński tak jak stał z boku i przyglądał się rozgrywającemu się teatrum niemocy – tak… no właśnie, może tylko stać z boku, ponieważ na karku czuje oddech swojego wielkiego wewnętrznego protagonisty, z który tak naprawdę toczy pozorny spór i obaj panowie powinny wydajnie państwu służyć, albowiem jeżeli mamy wskazać państwowców w krajowej polityce ostatnich 20 lat to pierwszym z nich bezwzględnie jest i będzie Waldemar Pawlak, a drugim właśnie Janusz Piechociński. Szkoda, że ten duet nie umiał współpracować, tylko się rozegrał. Teraz na tym tracą oni, traci PSL, traci polska wieś i w ostateczności traci także Polska, gdyż wysłanie Waldemara Pawlaka na nazwijmy to „wakacje” u szczytu jego długiej kariery to naprawdę największa strata dla naszej polityki chyba od śmierci Jana Pawła II, gdyż Pawlak ze swoim stoickim spokojem i zdrowym rozsądkiem po prostu jest Polsce potrzebny – ale nie mniej niż Piechociński.

    Tusk, gdyby był bardzo mądrym politykiem – w trakcie tej „wielkiej” zmiany personalnej w rządzie – właśnie wciągnął by do rządu ponownie Waldemara Pawlaka, albowiem bez niego po prostu jest słaby i skazuje się na utratę koalicjanta na rzecz „wiodącej w sondażach” partii opozycyjnej, ze scenariuszem podziału PSL-u włącznie. Nawet jeżeli ceną zadowolenia ludowców byłoby zrobienie pana Pawlaka ministrem finansów – to właśnie to powinno było się stać, ponieważ ten rząd potrzebuje POLITYKÓW a nie buchalterów, nawet najlepszych. Mianowany minister z całym szacunkiem, ale po prostu politycznie – tutaj przepraszam – jest nikim, zupełnym politycznym zerem. To nie tylko marnowanie potencjału, ale wręcz obrażanie i oszukiwanie ludzi, którego dopuszcza się Tusk, równie dobrze mógłby zrobić ministrem konia! Jaka byłaby różnica? Praktycznie żadna!

    Pawlak w rządzie oznaczałby same korzyści, Pawlak „na wakacjach” to knucie, podkopywanie i niszczenie, no bez urazy, ale taka jest logika przegranego, który nie chce kończyć kariery. Funkcja drugiego wicepremiera i ministra finansów spowodowałaby, że panowie z PSL-u musieliby się porozumieć dla dobra swojego i dobra kraju, a wiadomo że w polityce nie ma nic nigdy i na zawsze, a kto jak kto, ale ukrywać emocje to pan Pawlak akurat umie. Piechociński to mistrz logicznego pragmatyzmu i doskonale zrozumiałby, że o wiele bardziej opłaca mu się gładkie przejście do relacji równoległej niż oglądanie się za kolegami, który będzie pierwszym Brutusem, albowiem wiadomo że jest on zakładnikiem układu opartego na zdradzie i nielojalności. Póki karmi, póki daje – to ma zapewnioną względną lojalność, jednakże ten stan nie będzie trwał wiecznie – wcześniej czy później dojdzie do rozliczeń w PSL, gdzie winnym „całemu złu” będzie oczywiście on, albowiem taka jest logika akurat tej formacji.

    Reasumując, wielka szkoda że pan Pawlak marnuje swój polityczny talent. Naprawdę kraj na tym traci, albowiem jest to polityk najwyższej próby, państwowiec i człowiek tak zasłużony dla kraju jak mało kto. Współdziałając w rządzie z panem Piechocińskim byłby gwarantem zachowania zdolności koalicyjnej PSL po przyszłych wyborach. Inaczej ta partia nie uniknie rozliczeń, a zwłaszcza ci rozliczani będą poddawani różnego rodzaju „kuszeniu” ze strony przeważnie złych ludzi.

    No ale jest jak jest – Pawlak na wakacjach, Piechociński nie znaczący nadal nic w rządzie, a premier pokazuje się z piękną panią minister w dopasowanym mundurku na górniczej Barbórce. Cudownie. Może niech ministrowie wymieniają się jeszcze częściej zegarkami – to będzie o czym pisać! Chociaż, niektórzy twierdzą że to właśnie brak polityki jest sposobem robienia polityki przez Donalda Tuska, ale to już są tak głębokie pokłady absurdu, że nie nam tam się zagłębiać, w końcu od czegoś jest rzecznik rządu…