Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

25 czerwca 2018

Königsberg, Kaliningrad, Królewiec, – i co dalej?


 Katalog krzywd między narodami sąsiednimi, bliskimi i związanymi ze sobą więzami historii bywa różny. Mało jest państw mających tak wielokrotnie złożoną historię jak Polska, Niemcy i Imperium Rosji. Polacy Słowianie zachodni, w wyniku splotu polityczno-kulturowego postawieni już u zarania swojej zorganizowanej historii w konfrontacji do wszechświata Słowian wschodnich silnie się z nimi skonfliktowali. Niemcy, stale ponad 1000 lat przynosili na ziemie Słowian kaganek cywilizacji, postępu i kultury. Pozytywnego bilansu całej historii nie udało się nawet zaprzepaścić w wyniku ostatniej wojny, gdy Niemcy rządzeni przez szalonego Austriaka planowali unicestwić biologicznie i kulturowo swoich wschodnich sąsiadów. Czego, mimo wszystko im długo jeszcze nie będzie można zapomnieć. Podobnie postępowali z nami nasi wschodni bracia Słowianie, którzy ze względu na przewagę strategiczną zdominowali nasze państwo, nie pozostawiając marginesu na bunt i samostanowienie. Ci mieli inne metody, rozmiar ich państwa umożliwiał inne traktowanie ludności kraju podbitego, wywożenie każdego na dalszy lub jeszcze dalszy wschód powodowało, że jakiekolwiek myślenie o buncie było niemożliwe.

Bilans ostatnich 300 lat współistnienia z naszymi sąsiadami jest dla nas bardzo bolesny i ujemny. Kilka razy straciliśmy państwowość, byliśmy okupowani przez obie strony, z których jedna zwycięska samowolnie i jednostronnie ustaliła przebieg naszych wschodnich i zachodnich granic. Działania Józefa Stalina były genialne, albowiem zapłacił nam za stratę terytorialną ziemiami od paru setek lat trwale związanymi z państwami niemieckimi. Równolegle, skonstruował naszą wschodnią granicę w sposób określony 100 lat temu przez Lorda Curzona, ostatecznie niwecząc 1000 lat wysiłków żywiołu polskiego na rzecz rozwoju terenów wschodnich. Był to olbrzymi cios dla naszego społeczeństwa i dla naszej kultury. państwo nasze przegrało ostatnią wojnę, co najmniej 3 razy, we wrześniu 39, w październiku 44 i po ostatecznym ustaleniu granicy wschodniej.

Jednym z zapomnianych elementów polsko-radzieckich stosunków była wstępna deklaracja do gotowości przekazania terenów całego państwa Pruskiego w tym obszaru dawnych Prus Wschodnich na rzecz odtworzonego państwa Polskiego. Niestety Stalin szybko zmienił zdanie, osadzając na tej przeklętej dla Polaków ziemi Słowian wschodnich, mając pełną świadomość strategicznego znaczenia tej enklawy.

Strategicznym wyzwaniem dla naszego państwa jest zmiana tego tymczasowego stanu rzeczy, albowiem istniejąca sytuacja niczego dobrego dla nas nie oznacza. Nie można myśleć o spokojnym i stabilnym funkcjonowaniu, w stanie permanentnego zagrożenia z północy. Przekleństwo dawnych ziem Prusów musi zostać przełamane, jednakże nie jest to niestety ani łatwe ani proste.

Można sobie wyobrazić kilka wariantów dążenia do zyskania kontroli nad tym terytorium. Pierwszym najprostszym byłaby wojna, jednakże trzeba być chorym na umyśle szaleńcem, żeby atakować współczesne państwo rosyjskie. Tego nie możemy zrobić nie, dlatego że jakoś szczególnie nam na pokoju zależy (pamiętne przemówienie ministra Becka), ale dlatego bo jesteśmy pod każdym względem od Rosjan słabsi. Postawienie roszczeń terytorialnych, a następnie zaatakowanie państwa rosyjskiego, nawet w przypadku powodzenia przyniosłoby nam więcej szkód niż pożytku. Pomijając fakt, że z pewnością stanowiłoby poważny znak zapytania i zdziwienie w Berlinie.

Drugim sposobem, bardziej skomplikowanym i żmudnym mogłoby być rozpoczęcie długotrwałej kampanii PR wykorzystującej zaawansowane techniki soft power, w celu skłonienia państwa rosyjskiego do przekazania nam kontroli nad tym obszarem, jako zadośćuczynienie za krzywdy wojenne. Niestety problem polega na tym, ze formalnie wojny z ZSRR w 1939 roku nie prowadziliśmy, w 1944 roku, gdy na ziemie dawnego państwa polskiego weszła zwycięska Armia Czerwona nie spotkała tam struktur państwowych, a przedstawicieli państwa podziemnego szybko internowała i likwidowała lub ignorowała. Z tego powodu zgłoszenie roszczenia tego typu zadość uczynienia wywołałoby prawdopodobnie salwy śmiechu na Kremlu.

Jest jeszcze trzeci sposób, najdłuższy, najdroższy, najbardziej skomplikowany i wielowątkowy. Ale zarazem w 100% dający szansę na powodzenie. Sposobem tym jest dyfuzja. Tylko w ten sposób, miękko przenikając na ten obszar z kapitałem, wolnością i szansą na coś więcej możemy osiągnąć sukces. Nie chodzi o rozwijanie osadnictwa w znaczeniu XIX wiecznym, tego typu myślenie bez opcji militarnej nie może być skuteczne. Tak samo nie ma możliwości zastąpić żyjącej tam ludności, ludnością polskojęzyczną. Nie o to powinno nam chodzić. Kaliningrad, powinien być dla nas bramą do Rosji i sposobem na ułożenie na nowo wzajemnych stosunków, w tym korzystną współpracę gospodarczą. Powinniśmy dążyć do ustanowienia specjalnych stosunków gospodarczych tego fragmentu Federacji Rosyjskiej z Unią Europejską, które spowodują, że terytorium Kaliningradu stanie się na trwałe elementem wspólnego rynku. Związane z tym korzyści powinny przekroczyć wszystkie komplikacje, a po pewnym czasie spowodować, że mieszkająca tam ludność w tym lokalna elita, zacznie myśleć kategoriami interesu lokalnego, wynikającego z interesów z Unią Europejską oraz Polską i Litwą, a nie o kurczowym trzymaniu się prerogatyw z Kremla. Chodzi o wyzwolenie procesów oddolnych, mających na celu spowodowanie trwałych przemian w świadomości mieszkańców tej enklawy. Przy umiejętnej polityce i silnych działaniach i w Kaliningradzie i w Rosji jest to możliwe, co więcej celowym byłoby spowodowanie ostracyzmu dla mieszkańców enklawy w państwie rosyjskim. Działania inercyjne są bardzo proste, tu wszystko jest możliwe, wiele nie trzeba. Oddziaływanie kulturą i gospodarką, jest dla nas stosunkowo proste, ale drogie a przede wszystkim nie wiąże się z żadnym ryzykiem strategicznym.

Trudno jest orzec, co czeka Polskę w perspektywie najbliższych 50 lat ze strony Rosji, jednakże lepiej jest być stroną aktywnie moderującą wzajemne relacje, zmuszając sąsiada do działań reaktywnych, niż biernie czekać na kolejny cios. Truchło pruskie zawsze z powodów geostrategicznych stanowiło i będzie dla nas stanowić zagrożenie. Błąd z 10 kwietnia 1525 roku, popełniony przez prawdopodobnie najpotężniejszego polskiego władcę w historii już kilka razy nas wiele kosztował. Nie stać nas więcej ani na wielkoduszność, ani na bierność, ani na nadmierną aktywność. W zależności od przyjętej strategii, będziemy rozgrywającymi albo rozgrywanymi. Nie można zapomnieć o Niemcach, którzy wiecznie nie będą biernie przyglądać się naszej niemocy, jak również wcale nie musza uznać naszych działań. Prawdopodobnie największym błędem tzw. polityki wschodniej było zapomnienie o Kaliningradzie. W świetle porażki na froncie ukraińskim, nawet ograniczony sukces na północy byłby wart zachodu. To nie jest normalne, że kilkadziesiąt kilometrów od naszych granic, wewnątrz Unii Europejskiej istnieje odcięta od świata enklawa potężnego imperium, które uważa najeżenie tego terytorium bronią konwencjonalną za skuteczny sposób prowadzenia polityki zagranicznej. Musimy mieć pełną świadomość, że w razie powtórzenia scenariusza gruzińskiego, głównym kierunkiem zagrożenia jest dla nas terytorium Kaliningradu a nie Białorusi, przynajmniej do póki to państwo zachowuje jakiekolwiek oznaki odrębności politycznej od swojego potężnego sąsiada.

Tags: , , , , , , , , , ,

8 komentarzy “Königsberg, Kaliningrad, Królewiec, – i co dalej?”

  1. rozczarowany
    24 października 2011 at 16:21

    Niepotrzebny trud.
    No i jeszcze te nieumiejętnie stawiane przecinki.
    Szkoda.

  2. PZ
    24 października 2011 at 16:47

    @krakauer
    Gratuluje swietnego artykulu oraz analizy racji stanu Polski. Nie wiem czy nasza klasa polityczna jest w stanie zrozumiec szanse, wyzwania i zagrozenia jakie stoja przed Polska. Wielu politykow cechuje jednak “sluzalczosc”, ktora czesto nazywaja “lojalnoscia”. PiS obstawia wieczna milosc do Wuja Sama mimo oczywistego juz przehandlowania Polski w imie “resetu” z Rosja, ktora to jest potrzebna obecnie wielkiemu bratu do hamowania Chin. PO to obstawianie wiecznej milosci Niemiec , ktora akurat na obecna chwile jest dla Polski bardzo korzystna, ale to nie musi trwac wiecznie.
    Dodam tylko, ze jesli chodzi o pozycje Chin to interesy amerykanskie i polskie sa wielce sprzeczne w tej kwestii, co bedzie w przyszlosci rzutowac na stosunki z parnterem zza wielkiej wody.
    Calkowicie zgadzam sie ze stwierdzeniem, iz nasza narodowa cecha “sobiepanstwa” i brak woli wspolpracy w szykujacym sie nowym globalnym rozdaniu dziala tylko i wylacznie na nasza szkode – chyba zreszta jak zawsze. W zderzeniu z Rosja lub Niemcami niestety sami nic nie wykombinujemy, nasza sila jest w Unii – przynajmniej na chwile obecna. I jak najbardziej trzeba wykorzystac Partnerstwo Wschodnie do neutralizacji zagrozenia z polnocnego wschodu. ktore nie bez powodu firmuje Szwecja majaca podobny interes szachowania zarowno Rosji, jak rowniez w mniejszym stopniu Niemiec. Niestety nie widze na scenie politycznej osobowosci na tyle silnej dla ktorej interes Rzeczpospolitej bylby najwazniejszy, a obstawianie sojuszy traktowane jak droga do celu dobra kraju, bez zbednego patosu wiecznej lojalnosci. Jak to mowia na zachodzie i czas, aby sie tego nauczyc – Polska nie ma przyjaciol, Polska ma interesy Mosci Panowie.

    • Redakcja
      24 października 2011 at 17:03

      Szanowny panie!

      bardzo dziękujemy za wpis merytoryczny. Zapraszamy serdecznie do współpracy w ramach portalu, proszę się zarejestrować, subskrybować newsletter i przysyłać teksty – jeżeli tylko ma pan ochotę.
      Serdecznie pozdrawiamy

      • PZ
        24 października 2011 at 17:33

        Zarejestrowany juz jestem, newsletter tez odchaczony. Artykul tez pewnie bedzie, ale chwilowo szybciej pisze sie komentarze. 🙂

      • PZ
        24 października 2011 at 17:41

        “odhaczony” oczywisce

  3. 1 listopada 2011 at 13:51

    Minęło ponad 700 lat od czasu kiedy Niemcy i Europa zgotowała sobie największy wrzód na tyłku i jeszcze na nim nie może usiedzieć. Nie wszystkich Starożytnych Prusów eksterminowano. Zaczynają dawać znak o swojej obecności.
    Nie znamy kolei historii, za to głupotę polskiej polityki nie tylko znamy, ale kilkanaście pokoleń jej doświadczyło. Patrząc się dzisiaj, na społeczeństwo o tak niskich emocjonalnych wartościach i powtórzenie symbolu Katynia można bać się bycia na tej ziemi.
    Polecam http://www.prusowie.pl

    • wilenski-lt
      8 marca 2012 at 17:40

      “Minęło ponad 700 lat od czasu kiedy Niemcy i Europa zgotowała sobie największy wrzód na tyłku i jeszcze na nim nie może usiedzieć. Nie wszystkich Starożytnych Prusów eksterminowano”
      – Minelo ponad 300 lat, jak od moru zginela na Malej Litwie (częsc Prus Wschodnich – Preussisch Litauen} prawie cala ludnosc litewska.

  4. mazur
    30 stycznia 2016 at 11:54

    Ciekawy artykol,moznaby nawet sadzic ze ta slynna polska inteligencja sie dalej rozwinela , chociaz jest to chyba tylko zluda , Blagajcie o przebaczenie za wyzadzone zbrodnie na Ethnicznych “prusach” – Mazurach , Warmiakach etc. to moze otwozy sie wam kiedys i czwarta opcja !
    A tak na marginesie: na stronie niemieckich “prusow”: “Landsmanschaft Ostpreußen” mozna juz od dawna poczytac o niemiecko – rosyjskiej wspolpracy kulturalnej itp.itd.
    Polecam takze strone “prusa spira” ktorej Autor Pan Dr. “nertiks” jest prawdziwym Znawca tej Tematyki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Polityka

Scroll Up