• 16 marca 2023
    • Paradygmat rozwoju

    Pracownik prepaid – recepta na szarą strefę

    • By IVV
    • |
    • 01 stycznia 1970
    • |
    • 2 minuty czytania

    Szara strefa jest faktem, jednym z jej elementów jest praca „na czarno” bez jakichkolwiek umów, ubezpieczeń i podatków. W rozważaniach nad walką z zatrudnianiem na czarno pomija się jeden zasadniczy element a mianowicie taki, że pracy na czarno nie da się wyeliminować. Stare powiedzenie mówi, że jeśli czegoś nie można zmienić należy to pokochać.

    Większość ludzi pracujących na czarno robi to zazwyczaj z 3 przyczyn, pierwsza – nie może znaleźć pracy ze wszystkimi świadczeniami, druga nie chce z rożnych względów ujawniać swoich dochodów czy to z powodu zajęcia komorniczego, czy też innych świadczeń, które otrzymują (zasiłki, emerytury itd.), które przy dodatkowych dochodach mógłby utracić. Ostatnim powodem jest niechęć do biurokracji i kosztów związanych np. z samozatrudnieniem. Dlatego rozwiązanie problemu związanego z pracą na czarno musi być proste, czytelne i ograniczone do minimalnej procedury, która może stanąć na drodze do wprowadzenia proponowanych rozwiązań. Równocześnie penalizacja zatrudniania na czarno winno być na tyle dotkliwa aby zatrudniającemu nie opłacało się kontynuować procederu. Dlaczego penalizować zatrudniającego? Bo to on jest inicjatorem stosunku prawnego i to on zazwyczaj dyktuje warunki. Poza tym, w przypadku wymierzenia kary, szanse na jej pozyskanie od zleceniodawcy są większe niż od zarabiającego w okolicach minimalnego wynagrodzenia pracownika.

    Warto również dać pracownikowi „bonus” który spowoduje, że będzie on preferował nową formę zatrudnienia. Formę, którą roboczo nazwijmy „zatrudnieniem prepaid”. W ramach którego pracownik będzie miał zapłacony zryczałtowany podatek oraz ubezpieczenie zdrowotne i wypadkowe (właśnie ubezpieczenie powinno być największym bodźcem).

    Należy przyjąć, że w najprostszej formie zatrudnienia wynagrodzenie średnio-miesięczne nie przekroczy „na rękę” ok 1500 zł czyli rocznie daje nam to 18 tys zł. Na dzień dzisiejszy, dla potrzeb naszej symulacji maksymalnym pułapem w którym byłaby możliwa taka forma zapłaty za pracę powinna nie przekraczać ok 25 tys zł w przypadku ludzi bez prawa do zasiłku dla bezrobotnych oraz 5 tys zł dla osób pobierających zasiłek oraz bez limitu dla osób po 55 roku życia oraz pobierających świadczenia emerytalne.

    Pracodawca w ramach systemu mógłby nabyć powszechnie dostępne na rynku vouchery – zdrapki płacąc przykładowo 130% wartości nominalnej vouchera. Czyli każde 100 zł kosztuje pracodawcę 130 zł a w tym te 30 zł nadpłaty to kwota która zapewni zryczałtowany podatek i ubezpieczenie – zaleta tej formy jest to, że nie istnieje możliwość ominięcia uiszczenia podatku.

    30% jest to na tyle dużo aby pokryć świadczenia (podatek i ubezpieczenie) i na tyle mało aby opłacało się zapłacić komuś w takiej formie. Oczywiście zakup voucherów byłby całkowicie anonimowy, vouchery byłyby personalizowanie dopiero w momencie ich realizacji w systemie stworzonym na te potrzeby a opartym o numer PESEL. Każdy kto chciałby otrzymywać wygrodzenie w takiej formie musiałby wyrobić sobie „konto” w wybranym banku w którym deponowałby zarobione środki. Powiązanie takiego rachunku z bazą PESEL umożliwia stwierdzenie czy dany człowiek posiada uprawnienie do ubezpieczenia zdrowotnego gdyż aby być ubezpieczonym wystarczy 1000 zł miesięcznie zdeponowane na wybranym koncie. Ważnym jest aby rachunek taki do wysokości salda 2000 zł nie podlegał egzekucji co stworzyłoby szansę na wyjście ze spirali zadłużenia dla wielu Polaków. Obsługą rachunków zajęłyby się banki przy założeniu, że rachunki takie są nieoprocentowane ale równocześnie bezpłatne a ich funkcjonalność jest ograniczona do obsługi bez kasowej – wypłaty z bankomatów oraz możliwość realizowania voucherów w bankomatach. Oczywiście jakaś odpłatność na poziomie systemu byłaby niezbędna, ponieważ banki musiałyby do tego zatrudnić minimum ludzi.

    Zatrudniający pracownika krótkoterminowego – płaciłby mu voucherem, a pracownik realizując go w banku opłacałby podatek i składki – pozyskując gotówkę, prościej się tego nie da wymyślić.

    Możemy oczywiście spotkać się ze zarzutem, że tworzymy formy zatrudnienia które będą nadużywane przez pracodawców, ale chyba lepiej aby tysiące Polaków miało świadczenia socjalne opłacone a Skarb Państwa nie tylko, że do tego nie dokładał a czerpał przychody ze stref które do tej pory były nieopodatkowane.

    System jest prosty, tani i możliwy do wprowadzenia w krótkim czasie, pozwala na opodatkowanie nawet nielegalnie pracujących w Polsce cudzoziemców, których praca „na czarno” jest faktem a przy okazji nie podniesienia kosztów pracy w naszym kraju. A co najważniejsze przychody ze zryczałtowanego podatku pozwolą ustabilizować budżet i będą wpływały w trybie ciągłym.

    Co więcej – taki system ujawniłby skalę umów śmieciowych w Polsce, służyłby do badań statystycznych bezpośrednio u źródła. Co najważniejsze, całość byłaby banalna i zrozumiała dla każdego. Zatrudniam pracownika na umowę o pracę lub inną umowę nazwaną w kodeksie, albo zatrudniam go do pracy krótkoterminowej i płacę mu voucherem – w pełni legalnie. Przy tym to po stronie pracownika jest odprowadzenie składek i podatku, jeżeli zarobi ponad limit roczny w wielu źródłach, wówczas od pewnego limitu ewentualnie mógłby być opodatkowany progresywnie, żeby nie opłacało się oszukiwać systemu itp.

    Bez wprowadzenia rozwiązania finansowo-podatkowego opartego na zasadzie przedpłaty zobowiązań podatkowych prawdopodobnie nigdy nie uda się znaleźć rozwiązania problemu korepetytorów, osób sprzątających, opiekunów do dzieci czy też setek innych, które unikają opodatkowania. Żadne nawet najostrzejsze restrykcje nie spowodują, ze osoby te wejdą do wybitnie skomplikowanego i drogiego system np. samozatrudnienia. Pozostaje mieć nadzieję, że ktoś się odważy wprowadzić taki system w Polsce.