Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

18 lipca 2018

Papierowa armia z przerażeniem spogląda zza biurek a tam nikogo nie ma…


 Wszelkiego typu zapewnienia jak to podnieśliśmy zdolność bojową swojej armii dzięki jej wysiłkowi na misjach stabilizacyjno-szkoleniowych i policyjnych w Iraku oraz Afganistanie nie tylko można, ale trzeba włożyć między bajki polskich kart wojskowości. Niestety rzeczywistość jest o wiele bardziej brutalna i złożona niż się nam wydaje, otóż bowiem rzeczywiście podnieśliśmy zdolność ale przede wszystkim logistyczną, to znaczy wiemy już jak jesteśmy słabi w logistyce i że “Casą” da się dolecieć praktycznie wszędzie może nawet i na Marsa. Poza tym pożytek ze szkolenia bojowego na poziomie plutonu może w porywach do batalionu – jest w istocie jedynie lakmusowy. Wiemy jak bardzo daleko jesteśmy od tego co chcielibyśmy mieć, logistyka leży, wyposażenie to pole do szerokiej dyskusji, a jedynie duch bojowy nie gaśnie. Oczywiście ku chwale Ojczyzny.

W realu jest tak, że na misję jeżdżą praktycznie stale ci sami – rzeczywiście doskonale przygotowani do przetrwania w każdych warunkach żołnierze, no bo jeżeli potrafią przetrwać w naszej armii to jest naprawdę już sukces sam w sobie. Walki o stołki, wachlowanie się teczkami, donoszenie do trzy literowych struktur, czego się nie zrobi, żeby mieć etat. Więc jak człowiek, który poradził sobie z tym bagnem tutaj miałby nie dać sobie rady na prostej misji w jakimś zapomnianym przez cywilizację Afganistanie? Zresztą już chyba jesteśmy mistrzami świata w pilnowaniu drogi (hajłeja), bo generalnie – oczywiście w totalnym i banalizującym uproszczeniu do tego sprowadza się nasza obecność tam. Co z tego poza ryzykiem wynika? O korzyściach politycznych nie ma w ogóle co mówić.

Na około 100 tyś., żołnierzy armii zawodowej jeżeli mamy 20-30% regularnie odbywających rotacje na misjach to jest sukces. Reszta to przecież nie Marynarka Wojenna i lotnictwo, reszta to głównie urzędnicy, którzy w wyprasowanych mundurach codziennie pracują przepisową ilość godzin w instytucji biurokratycznej jaką jest wojsko. Czy to są należyte proporcje? Trudno określić, generalnie można się spotkać z opiniami, że to co mamy to doskonała armia – obyta z misjami zagranicznymi i znająca swoje słabości, której po prostu brakuje żołnierza. Narodowa rezerwa nie jest w stanie zapewnić nawet uzupełnień, po prostu brakuje obrony terytorialnej z prawdziwego zdarzenia, którą ta naprawdę wyszkolona za ciężkie pieniądze zawodowa masa wojska mogłaby dowodzić. Być może z milionową obroną terytorialną – ta armia miałaby sens, w tym układzie mamy do czynienia z marnowaniem potencjału doskonale wyszkolonych żołnierzy z doświadczeniem mimo wszystko bojowym.

W obecnym kształcie musimy mieć świadomość że to jest zbyt mało, ponieważ armia jak każda struktura opierająca się na regulaminach zawsze wytworzy swoją biurokrację. Problem polega na proporcjach. Oficjalne dane nie są dzisiaj dostępne, ale można przypuszczać, że mamy więcej stopni pod oficerskich i oficerskich niż szeregowych, albo te proporcje są bardzo wyrównane. Obecni decydenci nazywają to zbyt dużą ilością „wodzów” a zbyt małą ilością „Indian”. Problem polega jednak na tym, że utrzymanie jednego żołnierza zawodowego rocznie – sporo kosztuje, to jest naprawdę stosunkowo duży koszt jak na możliwości finansowe naszego budżetu, na który składa się przecież to wynędzniałe społeczeństwo.

Można zaryzykować stwierdzenie, że rezygnacja z armii z poboru była błędem Platformy Obywatelskiej. Oczywiście tamci żołnierze też kosztowali, jednakże pobyt w wojsku poborowym miał też pewne istotne znaczenie społeczne, tego dzisiaj nie ma a można było pozostawić możliwość służby na starych zasadach dla ochotników, ewentualnie uczynić obowiązkowym służbę chociażby pół roczną dla studentów studiów dziennych, którzy za darmo uczyli się na państwowych uczelniach – można było pomyśleć o czymkolwiek w tym nawet dopuszczając takie szaleństwo jak służbę kobiet, żeby tylko społeczeństwo nie rozstało się z mundurem i nie zerwało związków z armią.

Jednakże to co się stało realnie dzisiaj obowiązuje i przywrócenie poboru obowiązkowego oznaczałoby upadek polityczny każdego rządu – co do tego nie można mieć wątpliwości, nawet jeżeli mężczyźni w sumie nie mieliby nic przeciwko, to ich matki, żony, dziewczyny zagłosują przeciw i nie ma w Polsce szans na obowiązkową służbę wojskową – to się nie wróci.

Na płacenie „zawodowcom” też nas nie stać, a na posiadanie broni w domach elita się nie zgodzi, ponieważ po prostu boi się własnego narodu. Jedyną szansą na zwiększenie potencjału ilościowego armii mogłaby być tylko i wyłącznie ochotnicza służba w formacjach obrony terytorialnej, nie wiążąca się z pełnym obciążeniem ochotników, tak żeby nie tracili szansy na utrzymanie. Oznacza to konieczność sięgnięcia po studentów, którzy mają wolne wakacje ewentualnie proponowanie więźniom mającym lżejsze wyroki przez Sąd jako opcji – ochotniczego zgłoszenia się do wojska w zamian za darowanie kary. Z pierwszego ze źródeł można by pozyskać rokrocznie około 30 tyś., „przymusowych” ochotników zachęconych np. dodatkowymi ocenami do średniej a z drugiego – można by liczyć na kilka maksymalnie około 10 tyś., ludzi (których w batalionach inżynieryjnych nigdy nie jest wystarczająco dużo). Poza tym pozostają miłośnicy sportów walki i militariów – rzeczywiście chcący się zajmować wojskiem, tutaj można mówić o około 50-100 tyś., ludzi w skali kraju jako ochotnikach stałych.

W ten sposób – ostro kombinując moglibyśmy rotacyjnie podwoić ilość ludzi pod bronią, w tym znaczeniu, że drugie około 100 tyś., żołnierzy obrony terytorialnej mielibyśmy może bardziej „pod komórkami i mailami” niż w koszarach, jednakże jako wojska drugiego rzutu – na pewno byłoby to lepsze niż obecne nic.

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

5 komentarzy “Papierowa armia z przerażeniem spogląda zza biurek a tam nikogo nie ma…”

  1. Wiarus
    21 lipca 2013 at 07:48

    Cenne uwagi @autora.
    Brakuje Indian, więc propozycje ich zwiększenia poprzez służbę ochotników, ale opłacanych za tzw. gotowość, są ciekawe. Mam tylko kilka uwag:
    – żołnierze nie chodzą już w wyprasowanych mundurach na co dzień, chodzą w ubraniach polowych, nawet podczas uroczystości;
    – nie opłacałbym ew. ochotniczej służby studentów zwiększaniem średniej ocen, po prostu dawałbym im CERTYFIKAT wobec którego banki i pracodawcy zobowiązani byliby ich lepiej traktować – z odpowiednimi korzyściami ekonomicznymi dla banków i pracodawców;
    – powiązałbym możliwość studiowania na NIEPŁATNYCH uczelniach z odbyciem 3-4 miesięcznego szkolenia unitarnego. Zwalniałbym tylko niepełnosprawnych.

  2. Robert
    21 lipca 2013 at 20:01

    Rzeczywiście w grę wchodzi jedynie formacja ochotnicza, z dodatkowym grantem w postaci kosztów podtrzymywania gotowości bojowej po przesłużeniu roku oraz certyfikat. Wbrew zasadom ekonomii byłoby jednak, moim zdaniem, tworzenie nowej formacji. Można po prostu zmienić formułę NSR. Zamiast upychać ochotników po poszczególnych pododdziałach na papierowych stanowiskach, stworzyć przy każdej brygadzie Wojsk Lądowych dodatkowy, rezerwowy batalion lekkiej piechoty. Taki pododdział mógłby korzystać z bazy szkoleniowej brygady i jej obiektów koszarowych na czas ćwiczeń.

    • krakauer
      21 lipca 2013 at 20:56

      Ma pan rację, w praktyce mogłoby to właśnie tak wyglądać – najpierw z ochotników formułować dodatkowe jednostki pomocnicze przy istniejących. Jednakże docelowo każda polska gmina i powiat powinny posiadać własne jednostki OT.

      • Robert
        21 lipca 2013 at 22:11

        Tak, jak najbardziej. Tylko do tego potrzeba dwóch rzeczy: 1. Wyszkolenia rezerwistów w oparciu o jednostki operacyjne właśnie, bo ciężko przecież wymagać by w OT służyli “surowi” rekruci. Wtedy OT mogła by się składać, z byłych rezerwistów “operacyjnych”. 2. Zasobów finansowych niestety… Bo przy obecnym poziomie finansowania, ciężko będzie ich umundurować i uzbroić, o szkoleniu nie wspominając.

      • krakauer
        21 lipca 2013 at 22:39

        Oczywiście, nie można się z panem nie zgodzić. Zachęcam do przejrzenia artykułów w dziale Wojskowość – znajdzie pan tam kilka na temat OT należące do kilku autorów. Jeżeli chciałby pan opublikować swoje przemyślenia na ten temat – serdecznie zapraszam w imieniu redakcji.
        k.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Wojskowość

Scroll Up