Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

18 września 2018

Dlaczego powinniśmy rozważyć neutralność?


 Ponieważ nasi decydenci uznali, że żadna wojna w najbliższej perspektywie prawdopodobnie nam nie grozi i gwarantuje to autorytet Biura Bezpieczeństwa Narodowego, gdzie wiadomo kto jest jego szefem – to zupełnie nie mamy się o co martwić. Nie potrzebujemy armii, to zbędnie marnowane pieniądze na coś, co nie produkuje niczego i nie ma żadnego znaczenia dla naszej kulejącej gospodarki.

Rzeczywiście jeżeli się nad tym zastanowimy to sytuacja jest trudna do zrozumienia, albowiem po co nam armia, która nie jest w stanie nas obronić? Jako wkład do sojuszu z niepewnymi sojusznikami? Może rzeczywiście rację miał Ruch Palikota proponując w swoim programie podczas ostatnich wyborów podobne rozwiązanie i wzmacnianie kultury zamiast armii – jako jedynego pewnego nośnika polskości na przestrzenie wieków.

Przed wojną wydawaliśmy olbrzymią część naszego budżetu na wojsko, za realne pieniądze – przeliczane jeszcze na złoto w zamian za cukier i inne towary sprzedawane po dumpingowanych cenach – kupowaliśmy bardzo drogie licencje na produkcję sprzętu, zbudowaliśmy przemysł zbrojeniowy, mieliśmy nawet pewne osiągnięcia jak PZL 37 lub inne. Słynęliśmy z wykonywania uzbrojenia najwyższej jakości. Wojsko było doskonale zorganizowane, uzbrojone, zdolności mobilizacyjne sięgały ponad dwa miliony rekrutów. Kraj był przygotowany do prowadzenia wojny. Niestety oparty na przestarzałych koncepcjach, za co zapłacił straszną cenę, totalnej katastrofy po dwóch tygodniach i upadku w kolejnym, kiedy zaatakował nas trzeci przeciwnik (po Niemcach i Słowakach). Efekty przegranej odczuwamy do dzisiaj. Wszystko co pozostało po olbrzymich pożyczkach wojskowych od Francji to osiedla willi oficerskich w kilku miastach Polski, nie licząc tych, które utraciliśmy na wschodzie.

Obecnie planujemy wydanie około 140 mld złotych na sprzęt wojskowy, ponieważ to co mamy na wyposażeniu armii to kpina w biały dzień z ludzi, którym każemy się tym przeważnie złomem posługiwać. Budżet Ministerstwa Obrony Narodowej to około 32 mld złotych rocznie (z czego znaczna część to emerytury wojskowe i bieżące pobory wojskowych). To naprawdę duże pieniądze, ponieważ 32 mld złotych to pieniądze prawie równoznaczne rocznym kosztom obsługi zadłużenia publicznego.

To proszę państwa jest bardzo mało. Za 32 mld złotych nasza armia jest fikcją – nie posiadającą realnych zdolności obronnych. Obiekty wojskowe są pilnowane przez prywatne firmy, a żołnierze ćwiczą na prywatnych strzelnicach. Na ćwiczenia jeżdżą do hoteli, gdzie rozkładają swoje komputery – nikt już poza zatrudnionymi w armii jako pracownicy cywilni emerytami wojskowymi nie pamięta widoku ćwiczących na raz większych jednostek niż pluton. Logistyka nie istnieje, jest fikcją opierającą się na zdolnościach przewozowych sojuszników. O mobilizacji powszechnej, szkoleniu poszczególnych roczników nikt już nie pamięta – z jednej strony nikt nie posłuchałby takiego wezwania a z drugiej nie byłoby co tym zmobilizowanym nieszczęśnikom dać, a wojsko zawodowe traktowałoby poborowych jako mięso armatnie. Obrona terytorialna nie istnieje – nikt nie był w stanie o niej pomyśleć przez 23 lata. Podobnie Obrona cywilna – ludzie nie są absolutnie przygotowani do jakichkolwiek zagrożeń – nie mają żadnych zdolności ratowniczych. Co więcej – w istocie nie mamy praktycznie żadnych zapasów materiałów wojskowych, a o zapasach żywności i wody chronionej przed oddziaływaniem broni ABC to Sci-Fi.

Strategicznie NATO traktuje nas tylko i wyłącznie jako bufor. To znaczy się, taki obszar na którym zostanie stwierdzone oddziaływanie przeciwnika. Białoruskie i rosyjskie dywizje pancerno-zmechanizowane mogą po tym jak odpalą silniki o 4 tej rano w obszarach zgrupowania pod Grodnem około 13:00 omijać Warszawę z obu stron. Wszyscy o tym doskonale wiedzą i nawet nasi stratedzy nie zakładają żadnej poważnej obrony na wschodzie lub północnym wschodzie. Jeżeli już będzie jakiś opór to w rejonie Łodzi i Poznania – oczywiście pod warunkiem, że ktokolwiek zdąży pobrać broń. Tak na marginesie – w Szwajcarii, której nie zagraża nikt i nic – rezerwiści mogą trzymać w domach nie tylko mundury ale także broń maszynową, no ale u nas – kraju regularnie okupowanym – istniejącym sezonowo – nie ma na to przyzwolenia ponieważ wroga elita (przeważnie obca narodowo) boi się narodu i jego gniewu.

Poza tym, skoro widać że przegramy każdą wojnę z zagrożeniem tradycyjnym ze wschodu – nie myśląc nawet o nielojalności zachodniego sojusznika to po co nam ta armia? Żeby znowu wrogowie strzelali naszym niezwykle kosztownym oficerom w tył głowy tak jak się strzela warchlakom w ubojni – nad jakimś dołem w malowniczym lasku? Czy dołączenie do łańcucha martyrologii ma być jedynym przeznaczeniem naszych drogich zawodowych żołnierzy?

Realnie, żeby myśleć na poważnie o bezpieczeństwie musimy mieć broń niekonwencjonalną, nowoczesne technologie i armię z prawdziwego zdarzenia uzbrojoną po zęby i zdolną do walki na naszych równinnych terenach. Do tego obronę terytorialną – zdolną do stawienia realnego oporu – a przede wszystkim szybkiej mobilizacji. Nie mamy na to szans bez stałego zaangażowania finansowego państwa w armię i przemysł obronny na poziomie około 100 a docelowo 150 mld zł rocznie. Tyle proszę państwa kosztuje niepodległość i samodzielność. To pozwoliłoby na stworzenie siły realnej – zdolnej do zmuszenia naszych potencjalnych nieprzyjaciół do rozsądku, a obecnych sojuszników utwierdziło w celowości trwania w sojuszu.

Takie zaangażowanie finansowe państwa jest niemożliwe z powodów społecznych i politycznych, stąd bez rozważenia sprawy wybraliśmy przez ostatnie lata wariant „jakoś tam będzie”. No i póki co jakoś tam jest i jakoś tam będzie – do momentu aż cytując premiera – historia, czy też raczej rzeczywistość przypomni nam o swoim parszywym obliczu. Potem może już niczego nie być, albo znowu jakoś tam będzie.

W każdym bądź razie – powinniśmy się na coś zdecydować, bo być może bardziej się opłaca utrzymać tylko lotnictwo, wojska specjalne (i saperów) do udziału w misjach zagranicznych oraz rozbudowywać obronę terytorialną – opartą na patriotyzmie a oszczędzone środki inwestować w rozwój nowoczesnych technologii i wzrost gospodarczy – licząc na to, że uda się nam dokonać przeskoku cywilizacyjnego i większy dobrobyt. Dotychczasowy model prowadzi nas jedynie do liczenia na sojuszników, z których – o czym trzeba pamiętać – najważniejszy z nich – został po ostatniej wojnie pozbawiony swojego wschodniego terytorium, z czym w ostateczności pogodził się formalnie dopiero u progu lat 90 tych XX wieku. Żeby było śmieszniej, pozbawiliśmy go tych terytoriów nie my, albowiem nie liczyliśmy się jako podwójnie przegrani – ale nasz obecny potencjalny przeciwnik, z którym tenże sojusznik robi strategiczne interesy mające większe znaczenie niż interesy z nami.

Czy zatem skoro będąc tylko buforem – kalkulujemy przegraną, nie lepiej jest ogłosić neutralność? Przecież już zapłaciliśmy nowym sojusznikom daninę krwi w Iraku i Afganistanie – co nas będzie kosztować prędzej czy później islamską zemstę. Po co nam wrogowie? Po co nam bycie buforem? Cud nad Wisłą się nie powtórzy… to nie są czasy bagnetów tylko nanotechnologii.

Oczywiście jedyną realną gwarancją neutralności może być własna broń niekonwencjonalna. Tylko to się liczy – jako realna i rzeczywista gwarancja.

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

3 komentarze “Dlaczego powinniśmy rozważyć neutralność?”

  1. adler52
    26 maja 2013 at 10:48

    Bardzo brutalna analiza rzeczywistych polskich możliwości obronnych. Gratulacje dla @autora!
    Tylko dlaczego ujawnia Pan tak otwarcie nasze tajemnice?

    Wróćmy do realiów i policzmy pieniądze.

    Nawet gdyby pozostawić tylko kompanię i orkiestrę reprezentacyjną WP, jednostki specjalne, trochę wywiadu, parę jednostek saperów jak np. WJO+ChZ (Wojskowe Jednostki Odbudowy, plus Chowania Zmarłych), kilkanaście śmigłowców w batalionie obsługi Ministerstwa ON z NIEODŁĄCZNYM ORP Ślązakiem (jak już zacznie pływać) – jako jachtem Prezydenta RP w Marynarce Wojennej – to nadal pozostaną na utrzymaniu emeryci i renciści wojskowi, z których ostatni ODEJDZIE z tego świata dopiero za 60 -70 lat.
    Takie minimalne Siły Obronne RP (max. 10 000 ludzi), z minimalną SPRYWATYZOWANĄ Logistyką działającą w oparciu o Firmy Zewnętrzne, kosztujące około 10 mld złotych, z tego 6-8 mld zł emerytury, które po 60 latach zanikną – pozwolą zaoszczędzić rocznie 22 -25 mld zł.
    Już widzę jak minister finansów zaciera ręce …

    I tu mam największe obawy o wykorzystanie tych “zaoszczędzonych” na obronności pieniędzy. Po prostu mogą zostać PRZEJEDZONE, dla zapewnienia spokoju społecznego, a nie być prapoczątkiem budowy np. polskich CZEBOLI w przemysłach opartych na wiedzy.

    Ideologia rządzących NEOLIBERAŁÓW nie pozwoli na angażowanie publicznych środków w rozwój kraju, bo to ma przecież robić NIEWIDZIALNA ręka rynku.
    Do tego będą zasłaniać się sprzeciwami Unii przeciwnej pomocy publicznej dla gospodarki narodowej – cokolwiek przez to jeszcze rozumiemy.
    Z drugiej strony pomysł @autora o dążeniu do NEUTRALNOŚCI nie jet taki bez sensu.
    Zwróćmy uwagę, że Niemcy i Japonia po przegranej wojnie nie wydawały przez około 10 lat na wojsko, którego Japonia do dziś nie ma. Japonia ma za to Siły Samoobrony …
    Ta KARENCJA pozwoliła im szybciej odbudować ich kraje po przegranej wojnie, a w Niemczech – była podstawą CUDU GOSPODARCZEGO Ludwika Erharda.
    My też przegraliśmy wojnę.
    Przegraliśmy ją nie w 1945, tylko gdzieś około 1994-1999.
    Przegraliśmy ją z drapieżnym NEOLIBERALIZMEM, nie z poczciwym kapitalizmem w stylu Erharda – który mieliśmy przed oczami.

    Zatem w pełni należy nam się 20-30 letni okres NEUTRALNOŚCI.
    Nasi sojusznicy, jak chcą likwidacji strefy buforowej – to niech ją zapełnią SWOIM wojskiem.
    Drogi właśnie kończymy budować, będzie jak dojechać, więc – ZAPRASZAMY!
    Dość już żenujących prób z pustymi pojemnikami US Army na rakiety Patriot na naszym północnym zachodzie.
    Niech się zadeklarują.
    My poczekamy.
    Zaoszczędzimy przy tym dużo pieniędzy.

    Pomysł @Autora nie jest taki księżycowy, skoro sam Prezydent RP – Zwierzchnik Sił Zbrojnych, w niedawnym wywiadzie dla “Rzeczpospolitej” proponuje ZREFORMOWAĆ Siły Zbrojne na poziomie 80 000 ludzi (plus oczywiście 20 000 w NSR (NSR = Nasze Szybkie Reagowanie)

  2. PZ
    26 maja 2013 at 13:07

    Brutalna analiza obecnych mozliwosci i niestety prawdziwa. Neutralnosc jednak w polskim położeniu to zwiększenie wydatków na obronnosc. Szwecja i Szwajcaria procentowo do własnego PKB wydają wiecej, o kwotach nominalnych nie mówiąc. Dokładnie tak jak pisze autor, albo broń ABC z naciskiem na A plus powszechna OT, albo modlitwa zeby parszywe oblicze historii w razie czego przetrwać. Power Point ma niska sile odstraszania.

  3. zdziwiony
    26 maja 2013 at 18:42

    Dlaczego nie rozpocząć dyskusji o neutralności?
    Przecież na zachód i południe od nas następuje rozbrajanie się. Czesi i Słowacy – mają już symboliczne armie, Niemcy – wyprzedają swoje Leopardy na potęgę.
    Wychodzi na to, że liczą na Polskę, że się postawi – przy ewentualnym zagrożeniu ze Wschodu.
    Przy okazji liczą chyba, że z planowanych 130-140 mld zł na modernizację techniczną polskiej armii – większość wydadzą u nich.
    Nie produkujemy już silników (sprowadzaliśmy nawet z Czech silniki od ich złomowanych T-72, żeby sprostać indyjskiemu zamówieniu na WZT-3), lufy do armatohaubic Krab sprowadzamy z Niemiec lub Wielkiej brytani, bo Stalowa Wola dopiero zamierza wybudować linie produkcyjną luf o długości ok. 10 m.
    W tej chwili może robić lufy do 4,5 metra, o ile dostanie właściwą stal.
    Jednym słowem – ta modernizacja napędzi kasę zagranicznym koncernom zbrojeniowym, może nawet niektóre uratuje przed likwidacją.
    A co z naszym przemysłem zbrojeniowym?
    Bumar zmienia nazwę i Logo na Polski HOLDING Zbrojeniowy.
    I to by było wszystko w temacie pękających kadłubów Krabów i innych przyszłościowych wozów bojowych sztuk -1, jak ANDERS.
    Po prostu @Krakauer myśli realnie.
    nasze władze państwowe liczyły na sojusz, a sojusz oficjalnie ogłasza – ZOBACZYMY.
    Stany Zjednoczone wyraźnie mówią: najpierw pokażcie że potraficie przyjąć pierwsze uderzenia, potem zobaczymy.
    Mówieni o broni “A” to są mrzonki.
    Nikt nam n ie da głowic i bomb tego typu.
    Sami ich nie zrobimy, bo gdzie robić np. konieczne próby?
    Skąd brać odpowiednio wzbogacony uran?
    Nawet gdyby decyzja zapadła dziś, to pierwsze rezultaty mogłyby być dopiero za 20-25 lat.
    Czy możemy tyle czekać?
    Do tego gdzie są nasze elektrownie jądrowe, gdzie specjaliści?
    Paru jest we Francji i to jeszcze od lat 70-tych, to wiem, ale nie są to osoby dopuszczane do technologii
    objętych największymi tajemnicami.
    Dlatego o broni typu “A” to nawet nie piszmy na tym poważnym portalu.
    Uczciwe powiedzenie sojusznikom z NATO, że stać nas tylko na nowoczesną 40 000 armię i 20 000 – 30 000 siły rezerwowe i OT. Nic więcej.
    Reszta to oszukiwanie siebie i sojuszników.
    Stąd rozmowa o neutralności Polski w wymiarze militarnym jest zasadna, bo jest to uczciwe stawianie sprawy.
    Jesteśmy zacofani, nie mamy w miarę taniego i samodzielnego sposobu nadrobienia technologicznych opóźnień w nowoczesnym uzbrojeniu, bo przerwaliśmy łańcuchy konstrukcyjno-produkcyjne oraz naukowo-badawcze.
    Tak to zatryumfował neoliberalizm w wymiarze obronności Polski.
    Teraz za wszystko musimy płacić 2-3 krotnie więcej.
    Może lepiej dać sobie z tym spokój i dążyć do najpierw zmniejszania naszego zaangażowania militarnego na Wschodniej flance NATO.
    Co ciekawe, nikt z sojuszników nie stawia przed nami jakichś nadzwyczajnych wymagań w zakresie naszego potencjału obronnego.
    Dlatego kolejnym krokiem powinno być ogłoszenie rozważań o dążeniu Polski do NEUTRALNOŚCI.
    Skoro Polska ma być tylko buforem, to dlaczego mamy jeszcze za to słono płacić?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Paradygmat rozwoju

Scroll Up