Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

14 grudnia 2018

Zakładnicy własnych (g)łupków


 Właśnie pryska czar łupków, a konkretnie pokładów gazu niekonwencjonalnego. Mówi się coraz głośniej, coraz powszechniej i jedynie politycy, którzy z przyszłej eksploatacji łupków zrobili już strategiczną gałęź naszej gospodarki i prawie wydali przyszłe dochody milczą. No nic dziwnego, wypada tylko milczeć i nie przypominać swojej paplaniny o tym jak to będziemy regionalną potęgą eksportującą gaz i jak zagramy na nosie wiadomo komu, kto nam sprzedaje gaz zbyt drogo.

Wnioski z łupkowej zawieruchy powinny być dwa. Po pierwsze państwo musi trzymać zagadnienia strategiczne pod absolutną kontrolą, zarządzając nawet jak trzeba blokadę informacyjną, żeby tylko nie narazić się na śmieszność i straty nie tylko w zakresie soft power, ale przede wszystkim żeby mogło umiejętnie kreować swoją własną rzeczywistość, a nie być zakładnikiem dowolnych procesów. Wiadomo, że na większość rzeczy nie mamy żadnego wpływu, ale na to co się u nas wierci w ziemi mamy, ponieważ przynajmniej przy pomocy podjudzonych ekologów i mieszkańców możemy przepędzić każdego chętnego do wiercenia. Tymczasem, my przyjęliśmy strategię ekstazy i dążenia do narodowego samozadowolenia, już nam się wydawało że jesteśmy prawie jak Norwegia. Szkoda słów. Rację miał tylko premier Waldemar Pawlak, którego część pieniaczy zdążyła już zawczasu skrytykować za wieloletnią umowę z Federacją Rosyjską, nawet żądano dla niego takiego potraktowania jak na Ukrainie potraktowano panią Tymoszenko! Jednakże ten mąż stanu tylko się uśmiechał a wypociny prawicowo-oszołomionych oparami gazu głupkowego pismaków na szczęście po nim tylko spływały.

Jak na razie, jeżeli chcemy mieć gaz – czy to się nam podoba czy nie musimy kupować go tam, gdzie jest dostępny. Jednym z najbardziej dostępnych źródeł gazu ziemnego dla nas są gigantyczne złoża znajdujące się w posiadaniu Federacji Rosyjskiej. Dodatkowo możemy sprowadzać ile chcemy gazowcami – gazoportu w takim stopniu zaawansowania to już się chyba nawet u nas w kraju nie uda zepsuć. Więc nie dość, że mamy zapewnione źródła ze wschodu – dość drogiego gazu, to możemy sobie dowolnie dywersyfikować. Oznacza to, że czas najwyższy pomyśleć na poważnie o rozbudowie przemysłu chemicznego, który jak wiemy w znacznej mierze opiera się właśnie na wykorzystywaniu i przerobie gazu ziemnego. Chodzi po prostu o to, żebyśmy potrafili wykorzystać olbrzymie ilości gazu, które możemy importować, nawet jeżeli wiele na tym ze względu na cenę surowca nie zarobimy, to trzeba tak skalkulować procesy technologiczne, żebyśmy na tym nie tracili.

Poza tym bardzo wiele mówi się o kwestiach związanych z potrzebami poprawy jakości powietrza atmosferycznego. Tutaj, zwłaszcza w miastach – nie może być mowy o ograniczeniu tzw. niskiej emisji CO2 i NOx, bez szerszego rozpowszechnienia gazu ziemnego jako paliwa do ogrzewania naszych domów. Wiadomo, że jego barierą jest cena dla użytkowników końcowych, jednakże właśnie na tym polega rola państwa jako regulatora, żeby to wszystko się nam opłacało.

Równolegle czas na poważnie pomyśleć o budowie elektrowni jądrowych w Polsce. Nie ma żartów, jeżeli ktoś myślał o budowaniu czegokolwiek w oparciu na oparach gazu łupkowego to powinno się stać dla niego oczywistym, że jest (g)łupkiem. Państwo nie może opierać się na marzeniach, co więcej nie może stawiać na niesprawdzone i niepewne technologie i rozwiązania nie dające gwarancji istnienia podaży tak ważnych dóbr dla funkcjonowania społeczeństwa i gospodarki jak prąd elektryczny.

Oczywiście równolegle należy na maksymalnych obrotach rozwijać technologie odnawialne. Co więcej należy nawet pomyśleć o takim ustawodawstwie, żeby tworzenie np. energetyki wiatrowej było obligatoryjne wszędzie tam, gdzie jest to opłacalne. Ludzie muszą zrozumieć, że mają do wyboru – albo żyć w cieniu wiatraków, albo nie mieć prądu. Musimy zapewnić naszej gospodarce maksymalną podaż możliwe taniej energii i trzeba zrobić wszystko, żeby w naszym kraju stanęło tyle wiatraków ile tylko się zmieści. Jest przy tym oczywistym, że każdorazowo taka inwestycja wymaga konsultacji środowiskowych.

Nie mamy wyjścia, niestety nie mamy szans na gazowe eldorado. Jeżeli chcemy być nowocześni, ekologiczni i zapewnić sobie fundament rozwoju – musimy postawić na atom i wycisnąć z energii odnawialnej ile się tylko da. Natomiast węgiel – nasz największy skarb zostawmy dla przyszłych pokoleń. Już dzisiaj wielu chemików uważa, że proste spalanie węgla kamiennego w celach energetycznych to marnotrawienie olbrzymiego potencjału, który zawiera ten wspaniały minerał.

Reasumując – nie dla (g)łupków! Rozwijajmy się dzięki sprawdzonym technologiom, które gwarantują dostępność do energii elektrycznej i dają pewną niezależność. Postawmy na energetykę atomową i energetykę ze źródeł odnawialnych. W tym zakresie Polska ma olbrzymi potencjał do zagospodarowania.

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

One Response “Zakładnicy własnych (g)łupków”

  1. misio303
    10 maja 2013 at 17:07

    Nie dla elektrowni wiatrowych w Polsce, z dwóch powodów.
    Nie mamy zbyt wiele wiatrów.
    Wiatraki są uciążliwe dla ludzi (hałas oraz wibracje infradźwiękowe) oraz ptaków. Poza tym zaburzą układy przepływów powietrza i zmienią mikroklimat w wielu miejscach.
    To zła droga.
    Za to elektrowniom jądrowym mówię TAK!
    Już powinny być ze trzy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Paradygmat rozwoju

Scroll Up