Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator Polityczny on Google+RSS Feed

17 października 2018

W jakiej sytuacji obywatel może wypowiedzieć posłuszeństwo władzy?


 Pytanie postawione w tytule jest dość trudne i należy do kategorii cięższych rodzajowo. Otóż bowiem trzeba się zastanowić w jakiej sytuacji obywatel państwa demokratycznego, a przynajmniej za takie się uważającego i przyznającego obywatelom pewien zakres wolności osobistej – może się zbuntować i wypowiedzieć posłuszeństwo władzy. Zwróćmy uwagę, nie mówimy tutaj o anarchii, czyli o żądaniu zniesienia państwa, ale o buncie przeciwko rządom konkretnej elity – konkretnej grupy ludzi, mówimy o wypowiedzeniu posłuszeństwa władzy – wybranej w zgodzie z pozornie demokratycznymi zasadami. Obywatelskim nieposłuszeństwem zajmowaliśmy się [tutaj], a analizą wpływu jednostki na bieg spraw publicznych [tutaj].

Generalnie mamy w kraju bardzo długą historię powstań przeciwko władzy różnego rodzaju proweniencji. Ostatni wielki bunt społeczny – zryw Solidarności jest obecnie mitologizowany, a jego uczestnicy mają otrzymywać od państwa odszkodowania w zamian za ówczesne represje. Chociaż przejęliśmy ciągłość państwową, tamten okres uznajemy za nie w pełni suwerenny, ponieważ władza była obca z obcego nadania. To w pełni tłumaczy brak posłuchu i zasadność buntu. Jednakże co zrobić z sytuacją dzisiejszą, gdy mamy do czynienia z władzą elit, wybieraną przez elity i na podstawie woli elit – w trybie przewidzianym przez elitę, w którym społeczeństwo – Naród, konstytucyjny Suweren jest jedynie maszynką głosującą, służącą do zatwierdzania jednego z wynikowych scenariuszy? To nie jest pozorny problem akademicki, ale realna sytuacja z jaką mamy obecnie do czynienia w Polsce! Dlatego jest to temat nieznacznie ważny, zwłaszcza że jesteśmy w przededniu sezonu protestów społecznych, a rząd pomimo sygnałów od związków zawodowych lansuje swoje chore założenia zmiany stosunków pracy na niewolnicze w zakresie nadgodzin.

Trzeba pamiętać o tym, że relacje pomiędzy obywatelem a państwem są asymetryczne i nowoczesny patriotyzm wyklucza buntowanie się polegające na tradycyjnie pojmowanym rokoszu i zawiązaniu konfederacji, czego mamy piękne i długie tradycje. Najczęstszym przejawem buntu Polaków wobec władzy jest głosowanie nogami. Znaczna część społeczeństwa po prostu nie bierze udziału w życiu publicznym nie interesując się niczym poza własnym talerzem, odmawiając np. udziału w wyborach. Około 2 mln ludzi opuściło ten kraj, ponieważ warunki ekonomiczno-socjalne ich do tego skłoniły. Właśnie w ten sposób buntują się Polacy, na nic innego nie pozwala istniejące prawo.

Jeżeli jednak obywatele przekonują się coraz boleśniej, że państwo ma charakter pozorny i w istocie są jedynie jego odpłatnymi użytkownikami, a beneficjentami jest zupełnie inna grupa społeczna – to uzasadnionym z racji braku możliwości scenariusza demokratycznego staje się scenariusz protestu. Doprowadzeni do ostateczności ludzie mają prawo protestować, zwłaszcza jak władza w sposób buńczuczny i wynikający z poczucia wyższości klasowej lekceważy umowę społeczną i dotychczasowe zobowiązania stron. W naszych realiach nie powinno być mowy o żadnych nowych podatkach nakładanych na osoby o średnich i niskich dochodach – z pewnością wprowadzenie kolejnych obciążeń – bez sytuacji nadzwyczajnej konieczności jak np. wojna lub stan klęski żywiołowej – mogłoby być powodem do społecznego buntu.

Podobnie stan opieki zdrowotnej – może także okazać się zapalnikiem, który roznieci niepokoje społeczne, ponieważ ludzie nie otrzymują pomocy w stopniu w jakim powinna być ona im przyznawana – oczywiście nie chodzi o subiektywne odczucia pojedynczych jednostek, ale jeżeli wszyscy są zrozpaczeni i zawiedzeni to powinien być sygnał dla władzy, że coś mocno robi nie tak jak powinna.

Jednakże czy można się w jakiś sposób zgodnie z prawem zbuntować? Pouczający jest tutaj casus swojego rodzaju interesującej akcji protestacyjnej motocyklistów niezadowolonych z poziomu opłat za przejazd tzw. autostradą A4 pomiędzy Krakowem a Katowicami. Grupa ludzi – użytkowników jednośladów w 2009 roku zorganizowała się i postanowiła płacić za przejazd kwotę odliczoną przy pomocy najdrobniejszych monet na jakie udało się im wymienić – legalne środki płatnicze w tym państwie. Ludzie ci płacili na bramkach jednogroszówkami (a także dopuszczali się tamowania ruchu), w każdym bądź razie dopiero wyrok sądu uniewinnił jednego z nich od zarzutu „płacenia jednogroszówkami”. To naprawdę niesamowity kraj, gdzie można kogoś zaskarżyć za to, że płaci prawnym środkiem płatniczym! Nawet w przypadku zalegalizowanej akcji – posługiwanie się legalnym pieniądzem może być uznane za antysystemowe, chociaż w tych przypadkach przynajmniej sąd (krakowski) okazał się rozsądny.

Pozostają zatem tylko masowe demonstracje i marsze organizowane przez zorganizowane organizacje społeczne i polityczne, tak żeby władza nie była w stanie zastraszyć zgłaszających demonstracje osób fizycznych. Nacisk demonstrantów delegitymizuje władzę, nawet demokratyczną – ponieważ pozwala milczącej większości utożsamiać się z poglądami i sposobem ich wyrażania przez aktywną mniejszość (najczęściej związkową). Tylko w ten sposób – bez wszczynania przemocy i chaosu można doprowadzić do przemian – inicjując u ludzi zmianę oczekiwań, po prostu budząc większość. Władza o tym doskonale wie i boi się masowych wystąpień najbardziej ze wszystkiego. Nie ma silniejszej broni w społeczeństwie demokratycznym, zwłaszcza jeżeli do odpowiednio skoordynowanej akcji demonstracyjnej dojdzie akcja strajkowa! Szczytem społecznych możliwości może być „Gwiaździsty marsz głodowy na Warszawę” – w którym wezmą udział wszyscy domagający się zmian.

Wnioski – bunt społeczny w demokracji sam w sobie ją delegitymizuje. Inicjatorzy akcji społecznej powinni metodami legalnymi organizowanymi za pośrednictwem organizacji społecznych i politycznych, w tym w szczególności związków zawodowych – budzić społeczeństwo demonstracjami i pozwalać milczącej większości identyfikować się ze słusznymi postu latami grup inicjatywnych. Nie ma innego sposobu, nie wygra się z systemem, który zalegalizował sobie sam swoje własne „samo wybieranie się” przy czym jeszcze sobie za to płaci z budżetu państwa! Scenariusz totalnego chaosu – jest zawsze ryzykiem, na które pragmatyzm zakazuje pójść, albowiem oznacza koszty, a koszty chaosu płacą najczęściej i w największym stopniu zwykli szarzy ludzie. Udana zmiana systemu polega mniej więcej na tym samym czego dokonano przy Okrągłym Stole – żeby bez pogorszenia istniejących układów i relacji doprowadzić do odsunięcia obecnej elity z poszanowaniem prawa i tak, żeby nikomu nie stała się żadna krzywda poza karami przewidzianymi w kodeksie karnym za przestępstwa popełnione w czasie obowiązywania ustawy.

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

6 komentarzy “W jakiej sytuacji obywatel może wypowiedzieć posłuszeństwo władzy?”

  1. Stach Głąbiński
    6 maja 2013 at 13:00

    W artykule zwłaszcza dwa zdania budzą zasadniczy sprzeciw:
    1) ” …systemem, który zalegalizował sobie sam swoje własne „samo wybieranie się”
    Jakie są rzeczowe podstawy do oskarżenia obecnego rządu, że wybrał sam siebie? Przecież wybory nie były sfałszowane! Więc jak nastąpiło to wybranie siebie przez samego siebie?
    2) … doprowadzić do odsunięcia obecnej elity …
    A co w zamian? Skąd przekonanie, że jakaś inna elita nie będzie gorsza?

    • adler52
      6 maja 2013 at 17:34

      Praktyka wskazuje na rację @krakauera.
      Przy obecnej ordynacji, wykreowaniu dwóch pseudo-wrogich partii oraz dopłacania z budżetu do działalności partyjnej – rację ma @krakauer.
      Jeśli do tego dodamy malejąca frekwencję wyborczą – to mamy wybór poprzez wskazanie kandydata przez przywódcę partii (PO albo PiS), bo to one biorą wszystko. Reszta zbiera nie znaczącą liczbę posłów.
      Formalnie to wszystko jest O.K., ale rację ma @krakauer.
      Każdy to widzi.

      • Stach Głąbiński
        14 maja 2013 at 21:09

        Fałsz argumentu “każdy to widzi” od czasu wykazania okrągłości Ziemi, a wzmocniony jeszcze m. in. przez Kopernika, jest niekwestionowany. Związek logiczny między niską frekwencją wyborczą a tym, że “rząd wybrał sam siebie”, jest niezrozumiały.

      • Redakcja
        14 maja 2013 at 21:16

        Szanowny Panie! Już się martwiliśmy co z Panem – bo długo nie było widać pana niezwykle trafnych i wiele wnoszących komentarzy! Serdecznie pozdrawiamy! Redakcja (webmaster)

  2. marco
    17 stycznia 2015 at 10:14

    a więc drogi autorze . rozminąłeś się całkowicie z odpowiedzią na na pytanie zawarte w tytule cyt
    W jakiej sytuacji obywatel może wypowiedzieć posłuszeństwo władzy?
    Mowa jest o obywatelu jako jednostce a nie o zorganizowanych grupach ( okrągły stół zryw Solidarności), etc etc
    Natomiast wszelkie rozważania i teorie winny odnosić się jednak do zwykłego obywatel – umownie nazwanego polskiego kowalskiego , który z takiego a nie innego powodu dostrzega potrzebę wykonania takiego ruchu .
    Obywatel który na każdym kroku u styku z władzą doświadcza że jest robiony w bambuko.

    Obywatel który ma zamiar wypowiedzieć posłuszeństwo

  3. PRL
    20 marca 2016 at 21:45

    Autorze Krakauerze, nic gorszego nie mogło Polskę spotkać jak zryw Solidarności, to dopiero spowodowało dojście do władzy obcych, czyli protegowanych przez Watykan z nakazu Reagana, a nie ma nic gorszego dla świata niż dewotyzm. Trzeba w Polsce przywrócić normalność, a najlepiej tą z przed wichrzycielstwa solidaruchów.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

More Stories From Polityka

Scroll Up