Go to ...
Obiektywnie? Subiektywnie? O polityce, państwie, gospodarce… w poszukiwaniu paradygmatu rozwoju. Zawsze mamy rację!

Obserwator polityczny on Google+RSS Feed

28 marca 2017

About Leila,

Posts by: Leila

Rozdarta dusza

Miała to być historia Wielkiej, Dozgonnej, Bezgranicznej miłości. O tym, jak wspaniale może wyglądać życie, gdy trafimy na tą właściwą osobę. O cieszeniu się najdrobniejszą chwilą, jakby była nadzwyczajnym cudem oraz radości płynącej z każdej milionowej części sekundy bycia – Razem. Wspólne plany, cele, wizjonerskie marzenia o świetlanej przyszłości, dzielenie się sobą, bliskość i siła,

Droga do nikąd

Pogrążona w myślach Zatracam się w najgłębszych Zakamarkach swej pamięci Karmię się wyimaginowanymi wspomnieniami Żyję utraconą przeszłością Kruchymi chwilami dawnego szczęścia Momentami, kiedy jeszcze potrafiłam ufać ludziom…   Spuszczona głowa ciąży Na mych umęczonych barkach Gdy kroczę krętymi Ścieżkami wytyczonymi przez fortunę Z blaskiem halucynacji w Zamglonych herbacianych oczach Spoglądam zza szklanego okna Na świat,

Nocne ptaszyny

Możni Panowie w przyciasnych garniturach Obwieszeni na pęczki złotem i sygnetami Bezlitośnie przykleili na naszych twarzach sztuczny uśmiech Przebrali w dziwaczne kuse sukieneczki Zapletli urocze warkoczyki z różowymi kokardkami Umalowali radosnymi tęczowymi farbkami Zaopatrzyli w absurdalne dziecinne rekwizyty   Mające ukryć nieuchronny bieg czasu   Wpoili specyficzne zasady funkcjonowania ptaszarni Kodeks, o którym nigdy nie

Bezlitosna dorosłość

Doskonale pamiętam zdanie, które usłyszałam od ojca w wieku lat 13: „Pozostań jak najdłużej dzieckiem, bo gdy raz postanowisz wejść w dorosłe życie to nie będzie już odwrotu”. Rady oraz doświadczenie bliskich miały mnie uchronić przed popełnianiem dobrze im znanych błędów. Jednak ja uparcie nie chciałam słuchać, usilnie wzbraniając się przed mądrościami starszych. Pokusa poznania

Kroki na niebie

Kiedy dosiada konia To właśnie wtedy Czuję się najbardziej Sobą   Wolną Doskonałą Niedoścignioną   Wielu twierdzi, że Jestem jedynie kolejną Dziewczynką pozbawioną ambicji Dzieciakiem   Głupim Beznadziejnym Niedojrzałym   Kiedy dosiadam konia To właśnie wtedy Odnajduję swój wyśniony Horyzont   Wirujemy Upadamy Latamy Tańczymy   Tylko My tak delikatnie potrafimy stąpać po niebie…

Love com…

Pośród miliardów samotnych Ślepym trafem odnaleźliśmy się Sam najwyższy pokazał Nam Drogę   Skrzyżował losy Połączył dusze Rozpalił serca   Dwa zagubione istnienia Połączył w niezachwianą całość Scalił w jeden doskonały Byt   Rozkochał Ją Uwrażliwiła Go   Połączyło Ich   Wspólne życie, plany, przyszłość i ta maleńka fasolka…

Dożywotnia kara śmierci

Kiedy podstarzałe dłonie Pokryte licznymi plamami Oszpecone przez artretyzm Naznaczone upływem czasu Szare, brzydkie, słabe Obce   Z bezsilności upuszczą Ostatnie rozpaczliwe pióro Na tle śnieżnobiałej Kartki powstanie jedynie Czarny bezsensowny kleks Ostatni ślad mojego Panowania   Zostanę odnaleziona samotna Opuszczona przez wszystkich W jakimś bezosobowym Obskurnym przydrożnym moteliku   Nikt nie zdoła Poznać miażdżącej

Zakochana bez pamięci

Z żadnym mężczyzną Nie czułam się tak kobieco ani zmysłowo Jak z Tobą   Nie sądziłam Że kiedykolwiek znów poczuję do kogoś Całkowite oddanie   Nie wiedziałam Iż namiętności może towarzyszyć Również szacunek   Żaden z mężczyzn Nie potrafił równie dobrze słuchać Jak Ty   Jesteś jedynym, który widzi We mnie kogoś więcej Niż dziewczynę

Chcę żyć poza systemem

Kierat narzucony nam przez państwo i obowiązujący system nie pozostawia miejsca na indywidualność jednostki. Unikatowość oraz wyjątkowość obywateli została całkowicie unicestwiona pod naporem podatków, składek czy niekończącej się liście rachunków. Staliśmy się dla rządu numerami Pesel, Nip lub serią dowodu osobistego. Pokonani, pogrążeni w marazmie dnia codziennego za wszelką cenę dryfujemy próbując nie dać się

Kruchość chwil

Za oknami znów sypią białe śnieżynki Wirują i pląsają w radosnym tańcu nimfetek Chciałabym wraz z nimi zatracić się w tym szaleństwie Próbuję schwytać je Lecz we wnętrzu mych dłoni ulegają przemianie Teraz są błyszczącymi perełkami Łezkami mieniącymi się tysiącami barw…   Zapytaj czy widzę szklanką do polowy pustą czy pełną? Mówię: „Pustą” Ty ze

Granica między niebem, a ziemią…

Wysoko w koronach drzew uwił sobie gniazdo ptak obdarzony doskonałą parą skrzydeł. O piórach mieniących się wszystkimi kolorami tęczy. Był stworzony do swobodnego unoszenia się i szybowania w przestworzach. Swoją gracją oraz majestatem wzbudzał podziw i zazdrość u tych, którzy mieli okazję podziwiać jego skomplikowane powietrzne ewolucje, lecz tylko nieliczni słyszeli zachwycający śpiew tego anielskiego

Księżycowa kołysanka

Na dobranoc, Z szeptów utkam dla Ciebie Najpiękniejszą z ballad Żebyś wsłuchując się w jej słowa Mógł spokojnie zasnąć   Na dobranoc, Uwiję z dłoni delikatny uścisk Cieplejszy od słonecznych promieni Byś celebrował naszą bliskość Upajając się słodkim odrętwieniem   Na dobranoc, Z marzeń wyczaruję sen Wyjątkową opowieść Abyś bujając w obłokach Pragnął wracać do

Wewnętrzne rozterki

Jak zbudować swój świat na nowo Kiedy nawet niebo płacze ze mną…   Jak odnaleźć sens egzystencji Kiedy mój właśnie gdzieś odpłynął…   Jak nauczyć się znowu żyć Kiedy już nie potrafię uwierzyć w siebie…   Jak zacząć na powrót kochać Kiedy to przez miłość tak cierpię…   A może to właśnie ona Jest i

O krok od paranoi

Ty nie wiesz Kompletnie mnie nie rozumiesz!   Że jestem jedna Że są nas dwie Że zabijamy się wzajemnie Kochamy Jedna! Dwie! Sto!   Wciąż krzyczę Ciskam w świat wyzwiska Płaczę A Ciebie nie ma To szaleństwo, choroba, obłęd!   Nigdy nie będę zbawiona Bo morderczyni Bo opętana Bo jest mnie jedna, a czasami dwie

Encyklopedia miłości

Zanim poznaliśmy subtelną grę słów posługiwaliśmy się za pomocą gestów. W tym języku płynącym z ludzkich dłoni pomimo braku głosek, sylab, dźwięków nie było nic prymitywnego. Wszystko, co teraz wypowiadamy poprzez niekończące się potoki wyrazów mogliśmy przekazać niekończącą się gamą ruchów palców oraz nadgarstków. Subtelne i złożone miały w sobie niezwykłą delikatność, która z czasem

Człowiek, który słucha koni

Wiele lat przed pojawieniem się człowieka Cienistogrzywe wędrowały po rozległych równinach Pędzone wiatrem, otulone słońcem, szczęśliwe Wolne   Wsłuchane w głosy niesłyszalne dla innych Ciche szepty pradawnych duchów swych Dawno umarłych Braci oraz Sióstr   Od zawsze łączyło nas kruche przymierze Głównie oparte na głęboko zakorzenionym lęku Strachu przed batem, ostrogami, wędzidłem   Jednak istnieją

W szponach szaleństwa

Jedni mówią, że obłęd To choroba obejmująca ludzki umysł Inni nazywają go chwilowym zachwianiem równowagi psychicznej Dla mnie jest przypadłością osób samotnych Odrzuconych, wyklętych, szykanowanych przez społeczeństwo   Nie mogących odnaleźć się w prężnie rozwijającej rzeczywistości Nie żyjących w zgodzie ze sobą Nie radzących sobie z kłębiącymi ich emocjami   Wywołująca pokrętne, niesamowite, irracjonalne myśli

Na rozdrożu

Nigdy nie udało mi się upodobnić do mojej idolki Kobiety, której chciałam ukraść życie Jednak nie potrafiłam być tak dumna, spokojna ani wyniosła Nie czułam się też piękną   Nigdy zaznałam poczucia bycia na swoim miejscu Przynależności, więzi, akceptacji A Ona zawsze tu królowała W mieście raz piękniejszym raz brzydszym Ono i tak odwiecznie należało

Niszczycielska śmierć

Tutaj jest całe grono Takich, jak ja Samotnych Jasiów i Małgoś Nieustannie Krążących w pustce Snujących się bez celu Niczym cienie pogrążone W marazmie pędzących myśli I wciąż żywych wspomnień Prześladowanych Upartymi demonami przeszłości Niedającymi o sobie Zapomnieć Duchami Zmarłych krewnych, przyjaciół, miłości Momentów uniesień oraz zwątpienia Chwil szczęśliwych i tych Przejmujących Lecz, co zrobić

Upadek cywilizacji

Świat mnie zawiódł Życie rozczarowało A ludzie zniszczyli   Bez skrupułów ograbili Ze skromności, niewinności, beztroski Zabijając we mnie Te resztki miłości, dumy, moralności   Na obecnym placu zabaw Króluje patologia, zepsucie, fałsz Młodzi Gniewni bez perspektyw Siedzą pogrążeni w eterze lenistwa Na osiedlowych rozklekotanych ławkach Plując systemowi w twarz   Szarzy Kowalscy, Jankowscy, Pawłowscy…

Big Love

Nie opowiem wam kolejnej romantycznej opowiastki. Będzie to historia, którą napisał najsurowszy z reżyserów – życie. Choć bardzo się staram to i tak nie potrafię wymazać tego rozdziału z pamięci. Codziennie wracam myślami do koszmaru minionych miesięcy i momentów grozy. Łez, bólu oraz panicznego strachu. Ten film odtwarza się w mojej głowie wciąż od nowa.

Kiedy zostałam sama…

Zamykam oczy i widzę nasz dom Stojący na wzgórzu Nieopodal rzeki Taki wielki i majestatyczny Ciepły, wspaniały, wypełniony miłością Nad kominkiem stoją moje trofea Na ścianach wiszą zatrzymane chwile szczęścia W garażu czekają ukochane mechaniczne rumaki Po pastwisku przepływa moja Lotna Znów jesteśmy razem   Lecz to niestety jeden z wielu pięknych snów   Przeżywam

Tęsknota

Każdego poranka punktualnie o 8.05 Mówisz swojej uciążliwej sąsiadce – Dzień dobry A ja o 9.30 witam się ze zgrzybiałym staruszkiem spod 4   Wychodzimy z naszych domów i zaczynamy kolejne Starcie na ringu zwanym – życie Na ulicach mijamy setki nieznajomych twarzy Jedne są uśmiechnięte inne smutne, złe lub zawiedzione Nie zwracamy na nie

Moja naiwność

Wciąż jeszcze pokładam nadzieję w Bezinteresownej ludzkiej dobroci Ich szczerych intencjach oraz Gestach płynących z potrzeby serca Szlachetnej pomocy, gdy komuś Po prostu zabraknie sił Empatii pozbawionej uprzedzeń czy wrogości Nie mającej swej ceny – czułości   Wciąż jeszcze pragnę ufać obietnicom Składanym pod przysięgą Słowu droższemu od wszystkich kosztowności Tego zmaterializowanego świata Spojrzeniu mówiącemu

Potęga strachu

Boje się zasypiać Bo wtedy wszystkie demony odżywają Czuję za uchem odór ich oddechu Nie dają mi spokoju Dręczą nieustannie koszmarami przeszłości Chce zapomnieć, nie pamiętać o tym, co było Wyzwolić się od tych wizji Zamykam oczy i wspomnienia wracają   Widzę jak znęcasz się nade mną Rzucasz obelgami, lżysz, pastwisz się nad ciałem Które

Dzikość zmysłów

Kiedy wypłakałam już wszystkie łzy Wykrzyczałam w świat najgorsze obelgi I wyzbyłam się wszelkich uczuć Zupełnie niespodziewanie postanowiłeś Na nowo zburzyć moje życie   Kiedy pogodziłam się z Twoją stratą Odezwałeś się znów Swoim głosem rozbudzając uśpione zmysły Pocałunkiem przywracając wspomnienia Pieszczotą poruszając najczulszą strunę mojej duszy   Kiedy zdążyłam Cię zapomnieć Stanąłeś u mych

Czas ciszy

Obiecywałam sobie, że Choć ten jeden jedyny raz Uda mi się Wyłączyć w umyśle i sercu Opcję kocham cię Uparcie zagłuszałam szalejące dzikie zmysły Pragnęłam zapomnieć o uczuciach Chciałam czerpać tylko Przyjemność   Ale los znów postanowił ze mnie zakpić Obdarowując najcudowniejszym mężczyzną Z którym być nie mogłam   Myślami powracam do Wspólnie przeżytych unikatowych

Zew krwi

Wielokrotnie wołałam o pomoc A mój niemy krzyk Odbijał się echem od pustych ścian Natrafiając jedynie na mur Obojętnych spojrzeń   Pozostawiona sama sobie wariowałam Z rozpaczy i samotności Niemocy, żalu oraz tęsknoty   Nie chcę już rozmawiać Za późno – poddałam się Mieliście rację jestem słaba   Teraz nie potrzebuję nikogo Rozbijam kolejną szklankę

Utracone…

Opętany podejrzliwością zaprzepaściłem wszystko To, co ona chciała mi dać Oślim uporem codziennie niszczyłem świat Który budowała dla nas Zaślepiony chorą zaborczością zatrułem najczystsze uczucia Jej miłość do mnie Owładnięty paranoiczną zazdrością każdego dnia Szukałem najdrobniejszych dowodów zdrady Lżyłem, wyzywałem, poniżałem ukochaną kobietę W amoku miotałem się po mieszkaniu Byłem ciągle zły i niezadowolony Teraz

Wolna …

Chciałabym zapomnieć o tym, kim byłam   Pragnę wyzbyć się krępującej mnie tożsamości Imienia, nazwiska, pochodzenia, genów, Życia, które dotychczas prowadziłam Otoczenia, znajomych, świata, w którym egzystowałam Uparcie ścigającej przeszłości i jeszcze bardziej Depresyjnej teraźniejszości   Marzę jedynie, aby więcej nie myśleć O tym, co kiedyś kochałam I równie mocno nienawidziłam Do czego dążyłam Ani,

W pogoni za życiem…

Zjawisko przemocy nie jest niczym nadzwyczajnym w zbyt wielu domach. Za zamkniętymi drzwiami, tuż obok nas, jakaś kobieta, dziecko, mężczyzna codziennie przeżywają niekończący się dramat. Będący niestety ich chlebem powszednim, prozą rzeczywistości, koszmarem na jawie. Egzystują pod dyktando samozwańczego tyrana, który postanowił zamienić ich świat w istne piekło na ziemi. Z biegiem czasu stając się

Wpojenie

Przypominam sobie to pierwsze Przelotne spojrzenie Jej ufnych Orzechowych oczu, w których Dostrzegłem emanującą iskierkę dobra   Z rozmarzeniem wspominam, gdy Subtelnie odgarniała z czoła Kosmyk wiecznie nieujarzmionych włosów Czesanych dzikim południowym wiatrem   Pamięcią powracam do chwil Kiedy otulona blaskiem zachodzącego Słońca – czekała na mnie Zawsze nieśmiało się uśmiechając   Wciąż czuję zapach

I że Cię nie opuszczę

Przyrzekałam Na dobre i złe W zdrowiu oraz chorobie Dostatku i biedzie Ślubowałam Na zawsze będę Twoja Póki śmierć nas nie rozłączy… Przysięga Stała się świętością Były srebrne obrączki Obietnica złożona przed ołtarzem Królewski początek Na drodze żyli długo i szczęśliwie Ukochany Zamienił się w tyrana Odbierającego po kawałeczku moje Prawo do wolności Potem Pamiętam

Ochy…! Achy…! Depresja, alkohol i seks = kłopoty

Wiele kobiet roztacza w sypialni misternie utkaną siateczkę iluzji, bardzo często ciągnącą się latami, aż do nieuniknionego znudzenia, wypalenia, obumarcia. Na siłę! A w licznych przypadkach niepotrzebnie chcąc podbudować „ego” partnera. Stawiając go na piedestale w postaci idealnego kochanka, boskiego żigolaka czy nieomylnego konesera kobiecego ciała. Bez zająknięcia odgrywają w łóżku istną pantomimę rozkoszy, ekstazy,

Rozwiane złudzenia

Kiedyś   Będąc małą, niewinną dziewczynką Śniłam o przystojnym królewiczu Na pięknym białym koniu Marzyłam o cudownej sukni Wystawnym, pełnym gości weselu Usłanej płatkami róż przyszłości Byłam kolejną baśniową księżniczką Żyłam zaślepiona widmem nierealnych Fantazji   Później   Przestałam wierzyć w ideały Dozgonne i nieodwołalne – razem Szczerość, dobroć, bezinteresowność, miłość Stały się dla mnie

Sypiając z wrogiem

Wieczorami siedząc w fotelu Otulona ciepłym blaskiem księżyca Wspominam dni – bez strachu   Aby znów je zobaczyć Muszę zapuścić się głęboko W meandrach mego serca   Obrazy niegdyś pełne życia Przybrały formę rozmytej fatamorgany Nieuchronnie skazanej na zapomnienie   Choć staram się wybaczyć Chwile grozy uparcie powracają Jątrząc rany na duszy   Nie potrafię

Bezgłos…

Porażająca cisza omiata cię od progu Zdziwiony zastygasz w bezruchu W głębi słyszysz miarowy szept zegara Lecz zniknął gdzieś ten wesoły gwar codziennej bytności   Na początku nie wiesz, o co chodzi Zastanawiasz się czy mogłam tak po prostu odejść Bez pożegnania, wytłumaczenia, powodu   Pomyśl…   Błąkasz się i miotasz po pustym mieszkaniu Nie

Zdobywając szczyty… Samotnie

Po tym piekle we dwoje Kiedy przestałam być kobietą Gdy zatraciłam swoje człowieczeństwo Brutalnie zdegradowana do rangi Domowego inwentarza… Zbuntowałam się… Powiedziałam w końcu Dość! Ostatni raz pogrążyłam się w melancholii Wyglądając przez plastikowe szkło Będącym przez lata moim jedynym oknem na świat Po raz ostatni pozwoliłam zagubionej łezce Swobodnie spłynąć po policzku… Wychodząc, nie

Cena miłości

Obawiam się Twoich powrotów Momentu kiedy otwierasz drzwi I przechodzisz przez próg Swojego królestwa Wtedy Przestaje się śmiać, cieszyć, oddychać Z walącym sercem Zastygam w bezruchu Uczepiona klamki Pragnę stać się niewidzialną Chcę uniknąć nieuniknionego Zniknąć Ze spuszczoną głową Staram się schodzić Ci z drogi Modląc się abyś dzisiaj Miał lepszy humor Żebyś nie był

Bóg mnie już nie kocha

Modliłam się do Ciebie codziennie Żarliwie Z pokorą i uniżeniem oczekując Znaku Że o mnie nie zapomniałeś Fakt Pamiętałeś żeby srogo mnie ukarać Zabrałeś Wszystko o czym marzyłam, pragnęłam Kochałam Ograbiłeś z każdej najdrobniejszej iskierki Nadziei Okradłeś ze wszelkich płonnych złudzeń Bezpowrotnie Zerwałeś cieniutką niteczkę naszego niemego Porozumienia Wybacz, że odwróciłam się od Ciebie Zwątpiłam,

Prawo Zemsty

  Myślałam, że potrafię Wybaczać, lecz niestety Przez lata wykiełkowało We mnie ziarno Niepohamowanej, brutalnej, krwawej Zemsty Odwetu Za doznane cierpienia Ból, poniżenia, strach Krzywdy, straty, szkody Absolutne zbezczeszczenie ciała   Sprawiedliwość   Wymierzę   Nie dziś, jutro… Ale w końcu Znajdę w sobie Wystarczająco dużo siły   Aby moi oprawcy śnili o mnie w

P.S. Kocham Cię

Kochanie, To niesamowite, ale wiesz, że jesteś dopiero trzecim mężczyzną, do którego zwracam się w taki sposób… Wiedz, również, iż z każdą z tych osób łączyło mnie coś szczególnego: nieme porozumienie, bliskość, akceptacja własnych zalet oraz wad, fascynacja, ciekawość, pożądanie, zrozumienie, miłość … To wyjątkowi ludzie, którzy zrobili małą – wielką rewolucję w moim dotychczasowym

Ten jedyny

Jaka liczba partnerów seksualnych kobiety 20, 30, 40 letniej jest akceptowana przez społeczeństwo oraz mężczyzn? Kiedy przekracza się granicę zmysłowej, wyrafinowanej kochanki na rzecz taniej dziwki? Kto ustala te normy i limity ? Czy płeć jest kluczowym czynnikiem? Dlaczego w XXI wieku wyemancypowane Białogłowe nie mają prawa robić we własnej sypialni tego, co chcą i

Rodzinna wieża Babel

Stojąc na samym szczycie Uważnie przypatruje się światu A szczególnie moim bliskim   I   Nie mogę spokojnie patrzeć Jak każdy z nich Codziennie walczy z osobistymi   Demonami   Z własnej woli skazując Się na morderczą samotność Nie ufając już nikomu   Uparcie   Żyjąc na krawędzi pomiędzy Mroczną jawą a rzeczywistością Krocząc drogą

Zapomnij…

Chce zapomnieć o tym, kim byłam. Chce porzucić swoją tożsamość. Imię. Nazwisko. Życie, jakie dotychczas prowadziłam. Otoczenie. Znajomych. Świat, w którym egzystowałam. Ścigającą mnie uparcie przeszłość i jeszcze bardziej depresyjną teraźniejszość. To, co kochałam i tego, co równie mocno nienawidziłam. Czego pragnęłam i o czym skrycie marzyłam. Do czego dążyłam i o co walczyłam… Chce

Droga Samotnika

Twoje życie Przypomina mi Nieustanną walkę Pomiędzy Dobrem, a złem   Tym , co słuszne i moralne A złym i zepsutym Sam dokonujesz Wyborów, których potem żałujesz   Ale cokolwiek Się zdarzy I cokolwiek Zrobisz, nie pozwól Aby Cię klęska kształtowała     Bijesz się z myślami, ale jesteś tylko kolejnym pudelkiem na smyczy….

Walka o siebie

Co ty mi zrobiłeś? Jak mogłeś… Ej, Tak nie można…   To przestępstwo   Moje nie, nie znaczy tak   Jeden cios Drugi Trzeci   Tracę przytomność   Bądź grzeczna   Ulegnij   Nie zaboli   Oddaj się   Do końca walczyłam i wygrałam   Mam siniaki, złamany nos, pęknięte żebra ale obroniłam swoją godność…

Ludzka perfidia… Nie zna granic…

Nie znam istoty gorszej od człowieka Tak zawistnej, mściwej i zepsutej Pozbawionej krzty honoru, wyzutej z empatii oraz współczucia dla bliźnich   Stworzenia Bardziej egoistycznego Potwora O skrajnie wyidealizowanym ego   Kreatury Dbającej tylko o własne wygody i byt   Osobnika Nastawionego wyłącznie na pomnażanie oraz gromadzenie materialnych dóbr   Monstrum Kroczącego do celu drogą

Głupie serce

Czy można kogoś kochać zbyt mocno…? Nie… Tak… Możliwe… Nie wiem… Zdania w tej kwestii są podzielone. Sporom nie ma końca. Mądrych wciąż przybywa, a konflikt nabiera rumieńców. Jedna słuszna odpowiedź nie istnieje. Każdy przypadek, każda miłość pomiędzy dwojgiem ludzi jest unikatowa, dlatego nie powinno się jej pod żadnym pozorem szufladkować, nadmiernie przyglądać pod lupą,

Moja droga

Wiernie służyłem mojemu Panu Latami ciągnąłem ciężki wóz, orałem pole, nosiłem Go na grzbiecie Nigdy nie usłyszałem dobrego słowa Znam za to doskonale bat, kopniaki, krzyki, odór alkoholu Nie narzekałem ani się nie skarżyłem Ze spuszczonym łbem pracowałem Popadłem w marazm, a czas powoli płynął Starzałem się Zacząłem być balastem, dlatego sprzedano mnie Właściciel dostał

Older Posts››
Scroll Up