Społeczeństwo

999 Pogotowie Ratunkowe – przywilej tylko dla bogatych?

 Mniej więcej w czasach zepsucia państwa przez rząd panów Buzka, Krzaklewskiego i Balcerowicza skończyło się w Polsce Pogotowie Ratunkowe, które charakteryzowało się tym, że być może nie było doskonałe, ale przyjeżdżało na każde wezwanie a dodatkowo był w nim lekarz medycyny. W karetkach szczególnego znaczenia – dodatkowo można było liczyć na obecność anestezjologa.

Przez lata państwa ludowego oraz pierwsze lata transformacji społeczeństwo przyzwyczaiło się do tego, że po wybraniu cyfr 999 – mogło spodziewać się pomocy, która wyruszała zawsze i była w stanie dotrzeć do każdego miejsca naszej ludowej ojczyzny. Sprzęt był starzejący się, wyposażenie słabowite, ale lekarze nadrabiali swoim zaangażowaniem – często dokonując cudów reanimacji na pokładach dużych Fiatów combi i niezwykle popularnych Nysek. Każdy miał pewność, że karetka przyjedzie – przyjdzie lekarz i obejrzy stan pacjenta. Bez względu na status społeczny, wiek, czy też taką kwestię jak posiadanie ubezpieczenia. Państwo ludowe nikogo nie dyskryminowało, aczkolwiek podkreślmy – poziom usług nie był doskonały i jednorodny w całym kraju. Przykładowo w niektórych rejonach Warszawy karetce zawsze towarzyszył radiowóz Milicji Obywatelskiej, albowiem zwłaszcza lekarki bały się chodzić nocą po melinach praskich Szmulek. Jednakże karetka należała się każdemu i zawsze, – jeżeli poczuł zagrożenie zdrowia lub życia.

Potem było już tylko gorzej, zaczęły się rozliczenia, zaczęły się problemy – nowe instrukcje, nowe podejście do tych samych znanych od pół wieku problemów. W wyniku reform zaaplikowanych służbie zdrowia przez rząd panów Buzka, Krzaklewskiego i Balcerowicza – okazało się, że karetka Pogotowia Ratunkowego, nie dość, że bez lekarza to sama w sobie stała się nagle towarem rzadkim tzn., niedostępnym dla wszystkich, dla których może być potrzebna.

Bardzo szybko nastąpiło przeregulowanie systemu w drugą stronę, bo o ile wcześniej pomoc była dla każdego – to po reformach nastąpiło jej ostre racjonowanie w oparciu o zasadność wezwania określaną na poziomie rozmowy telefonicznej z dyspozytorem. To prawdopodobnie jeden z najtrudniejszych zawodów w Polsce, albowiem niechcący lub przez przypadek może skazać kogoś na śmierć. W efekcie nowych regulacji są sytuacje dramatyczne, w których niektórzy z nas mogą stracić życie, ze względu na racjonowanie pomocy i oszczędności. Dodatkowo – całe społeczeństwo jest zastraszone „że będzie płacić” w razie nieuzasadnionego wezwania. W wyniku tego mamy ludzi, którzy boją się wezwać profesjonalną pomoc oraz ludzi, którzy tej pomocy zostaną pozbawieni, ponieważ nie przeszli filtru systemowego. Doskonałe podwójne sito – idealnie pozbawiające ludzi szans na życie – czy o to chodziło panu Buzkowi, Krzaklewskiemu i Balcerowiczowi? Czy to był ich cel – pozbawienie ludzi szans na przeżycie? Może chodziło o oszczędności? No, bo chyba nie o wygodę lekarzy?

Dlaczego zatem Polacy boją się prosić pogotowie o pomoc, na którego utrzymanie podkreślmy płacą? Kto był na tyle bezczelny, że w ten sposób skonstruował ten system – zamiast założyć np. 50% wizyt, jako nietrafionych, – jeżeli trzeba? Spokój społeczny i poczucie bezpieczeństwa pojedynczych obywateli, w tym starszych jest chyba wart każdych pieniędzy? Chyba jednak nie, albowiem szczególnie śmiesznie działa system jak karetki wożą ciągle tych samych i znanych lekarzom z widzenia bezdomnych, oczywiście za darmo i na koszt podatników.

Nie można się jednak opierać na informacjach telewizyjnych, które nie informują o prawdziwej statystyce tj. setkach tysięcy wyleczonych dzieci, ale o pojedynczych dramatycznych przypadkach. Rolą zarządzających systemem powinno być wyeliminowanie właśnie tych błędów i niedomagań systemu.

Nie może być tak, że pogotowie prywatne z prywatnego ubezpieczenia jedzie po chorego a pogotowie państwowe z ubezpieczenia powszechnego pyta się, co jest choremu! To nie jest normalne! Jeżeli rząd nie wie jak rozwiązać ten problem niech się nad nim dobrze zastanowi zanim zacznie udział w kolejnej wojnie w kolejnym abstrakcyjnym miejscu na końcu świata, gdzie nie mamy żadnych, nawet pośrednich interesów!

Umówmy się, że wszystko możemy mieć w tym kraju nieudane no, bo wiadomo, że jesteśmy biedni i nieudolni, a Irlandczycy okradli nasze autostrady. Jednakże dwie rzeczy miejmy sprawnie działające – Pogotowie Ratunkowe oraz wypłaty rent i emerytur. Poza tym społeczeństwo wybaczy rządowi prawie wszystko.

Lepiej sto wyjazdów nieuzasadnionych karetki Pogotowia Ratunkowego niż brak jednego potrzebnego. Jeżeli państwo tego nie potrafi zorganizować to co państwo potrafi?

Alternatywnie powiedzmy społeczeństwu prawdę – karetka jeździ do ludzi ubezpieczonych w wieku od ukończenie 5-tego roku życia do 55-tego, wszyscy inni muszą mieć dodatkowe ubezpieczenie, ponieważ dzieci do 5-tego roku życia są stosunkowo “łatwe do odtworzenia” no a po 55-tym roku życia biedni obywatele już nie są potrzebni. Po prostu – niech elita mówi ludziom prawdę. Uderza to kogoś? Boli? Proszę państwa a jakie mamy realia?

One Comment

  1. Brakuje takich alternatywnych środków ratowania życia. Nie kazdy ma podpisaną umowę z prywatna firmą medyczną. Dlatego w tych latach wygra ta z nich, która wypromuje się z taką usługą i ogłosi ogólnopolski numer ratunkowy.
    Jakiś numer 501 na przykład, z pełną lub częściową odpłatnością (niech ją wyrywają od NFZ) za usługę ratowania życia.
    Jeśli podejmie się tego spora firma – jest w stanie podkopać monopol Pogotowia Ratunkowego i systemu ratowania życia finansowanego przez NFZ, bo ten wyraźnie się nie sprawdza.
    A życie mamy jedno i grosza nie poskąpimy na prawdziwe zagrożenie.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.