Społeczeństwo

Jak to dobrze, że 8 marca wypadł w tym roku w sobotę!

 Dzień kobiet! Co za nieszczęście! Nie może być gorszego dnia w roku! 1000% feminizacji! Jeszcze im kwiatki kupuj i bądź miłym! Za co? Jak można kupować obcej babie kwiatek – tylko, dlatego bo jest samicą tego samego gatunku? Przecież to nie ma najmniejszego sensu! To mężczyźni są dzisiaj w zachodniej cywilizacji słabsi, wcześniej umierają i to im należy się dzień… bez kobiet a nie dzień kobiet!

Na szczęście w tym roku to nieszczęście wypadło w sobotę, co jest wielką ulga dla męskiej części populacji, albowiem – odpadają wszystkie panie „w pracy”. Jaka to ulga! Zwłaszcza dla portfela i nie trzeba być miłym dla tych wszystkich znienawidzonych bab z działu X, które przysyłają niezamknięte formularze w arkuszu kalkulacyjnym! Jak wspaniale! Jak cudownie! Jak wyśmienicie!

Cały piątek z prawdziwą premedytacją można było użalać się nad losem biednych koleżanek, które w tym roku straciły sprzed nosa okazję do dostania kwiatka! Hurra!

Problem oczywiście nie polega na tym, żeby kupić komuś jakiegoś biednego tulipana, albo powiedzieć miłe słowo. Problem jest o wiele poważniejszy, głębszy i zasadniczy. Jeżeli bowiem – nasza współczesna cywilizacja i zasady współżycia społecznego uginają się pod bezlitosnymi ciosami genderowych – feministek, dla których hasło RÓWNOŚĆ znaczy więcej niż… seks, to jak można utrzymywać to afirmacyjne święto?

Równość to równość! Oznacza, dokładnie to – jesteśmy równi, czyli nie ma uzasadnienia do dawania kwiatków i afirmowania jednej ze stron, tego odwiecznego konfliktu zwanego pożyciem!

Można oczywiście być perfidnym i w taki dzień dawać kobietom „rajstopy”, najlepiej – kabaretko-b…….i, we wściekłym kolorze różowym, jednakże to nie o to chodzi, ponieważ genderowyfeminizm jest tak nieskończenie podstępną ideologią, że zaraz jest nas gotów oskarżyć o brak szacunku, ewentualnie odmawianie prawa do macierzyństwa i uznania z tytułu tek roli, – ale to typowe, genderowefeministki zawsze od razu strzelają z działa atomowego i to całą salwą, żeby człowieka ośmieszyć – zmusić do wewnętrznego zastanowienia się czy postępuje dobrze. Tak mają do siebie ideologie totalitarne, więcej nie możemy napisać, bo jakaś oszołomiona genderem wielbicielka bibelotów nas pozwie – i to pozwie skutecznie, ponieważ taki mamy dzisiaj trend.

Jednakże jak człowiek pomyśli o tych wszystkich dzieciach, które nie musiały składać się w tym roku „na kwiatka” dla pani nauczycielki, nie miały problemu czy wypada dać kwiatka pani katechetce lub siostrze zakonnej uczącej religii i w setkach innych bezsensownych i sztucznie wykreowanych przypadkach społecznej powinności – to od razu się robi człowiekowi lżej na sercu. Niech sobie rosną małe gendery wolne od fikcji!

Dzisiejsze społeczeństwo – właśnie w wyniku afirmacji genderowego feminizmu stało się społeczeństwem zatomizowanym, narcystycznym, wewnętrznie sprzecznym – nieustępliwym, mężczyzna już nie uważa kobiety za „coś swojego” (uffff – „coś”), w związku z tym nie czuje się zobowiązany jej bronić. Jest to jest, nie ma to się wyrwie następną. Kobieta podchodzi do mężczyzny, jako do dawcy nasienia i portfela, który ma jakąś rolę do spełnienia – np. przekazania zdrowych genów, potem można zmienić szczupłego trenera fitnessu na starszego o 30 lat informatyka, przynajmniej będzie spadek!

Więc redukujmy fikcję, redukujmy ją do jej naturalnej logicznej postaci, – czyli zera. Jeżeli mamy zmieniać społeczeństwo – niech się zmienia, ale naprawdę równościowo. Niech tak będzie, po prostu przyśpieszymy koniec świata, a już na pewno zachodniej cywilizacji białego człowieka, w której kobiety zwariowały domagając się praw mniejszych niż miały w wyniku tysięcy lat ewolucji, rozwalając całą strukturę społeczną i mechanizmy ludzkiej percepcji.

Proszę potem nie mieć pretensji, że dziecko w przedszkolu będzie do was mówić „rodzic a” albo „rodzic b”! No a na starość odda was do eutenizacji…

No, a chodziło o głupi kwiatek… Daj go kobiecie, to się jeszcze obrazi – krzycząc: „Jestem feministką!”

7 komentarzy

  1. Naszym Paniom.
    W imieniu “brzydszej” części.
    Tradycyjnie – spełnienia marzeń, niech nam
    rozkwitają i cieszmy się życiem,jak i zbliżającą się
    wiosną. Buziak – i.

  2. wieczorynka

    Jako ani zwolenniczka, ani tym bardziej przeciwniczka gender, składam wszystkim panom serdeczne życzenia z okazji Międzynarodowego Dnia Kobiet.

    • …i w imieniu wszystkich panów, mimo “wszystko”
      ( ach, ta utrwalona w pamięci i kalendarzu data)
      przyjmuję życzenia. A co ?? I dziękuję…gdyż jak znamy życie, to w dużej części “święto” brzydszej częsci
      rodzaju…

      • Ale się porobiło… infantylne prostactwo w działaniu.
        Szczególnie ten forumowy pajac „w imieniu wszystkich panów” urwał się ze sznurka.

  3. wieczorynka

    Autorze, przedstawicielu ginącego gatunku (tak mawia mój mąż) chętnie bym Panu przesłała z okazji dnia kobiet kwiatek o nazwie goździk. Jednak niestety, tenże bardzo ładny i delikatny kwiat został wycofany z produkcji (dlatego z produkcji aby brzmiało kapitalistycznie) i sprzedaży jako niesłuszny politycznie, zatem przesyłam życzliwy uśmiech. Artykuł świetny czyta się lekko, łatwo i przyjemnie.

  4. 50-parolatek

    Oczywiście, możemy sobie ustalać różne “dni” i, jak dzieci zabawiać się codziennie improwizując wspaniałomyślność, wielkoduszność, dobroć i sto innych pierdół przy automatycznie klepanych “życzeniach”. Czy jednak ktoś robi to świadomie i z własnej woli…?
    Do tych spraw podchodzę cholernie cynicznie wychodząc z założenia, iż jeżeli komuś na codzień źle życzę, to choćby nie wiem jakie święto ustalono, to i tak niczego dobrego mu nie pożyczę, I a piać..
    Co się tyczy kobiet i ich wkładu w rodzinne życie, to fakt, kobiety poświęcają więcej czasu dla utrzymania domu. Tak mówią statystyki, ale i w praktyce daje się to zaobserwować. Nie neguję tego.
    Oczywiście, tyczy się to sytuacji, gdy partnerzy oboje pracują.
    I tutaj jest pies pogrzebany. W Polsce, ale i nie tylko, by w jakiś sposób wyróżnić i docenić większy wkład kobiet, ustala i celebruje się jakieś “święta”, które w gruncie rzeczy i tak nie zmieniają w jakikolwiek sposób sytuacji zainteresowanych.
    Przykładowo w Niemczech większy wkład pracy kobiet w utrzymaniu rodziny honoruje się nie żadnymi jednorazowymi kwiatkami, które i tak po kilku dniach zwiędną, a materialnie.
    Za jedno dziecko matce dochodzi dodatkowo 1,5 roku “pracy” (o ile dobrze pamiętam!) do emerytury, a w przypadku, gdy mąż pierwszy umiera, żona ma prawo do dalszego pobierania jego wypracowanej emerytury (dodatkowo do swojej!)
    Wydaje mi się, iż taki sposób “docenienia” kobiet jest faktycznym uznaniem ich trudu.

  5. Od gender do “eutenizacji”. Takiego chwytu to nawet sam ks. Oko by się nie powstydził.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.