6,25 zł netto za godzinę pracy

Czy wyobrażacie sobie państwo stawkę netto 6,25 zł za godzinę pracy? Jak ważne są te końcówki wskazuje mnożnik, otóż przemnożenie tej smutnej kwoty przez 8 godzin normatywnego czasu pracy daje 50, a 50 zł to proszę państwa jest wszystkim dobrze znany banknot z Kazimierzem Wielkim, czyli nie źle, w tym znaczeniu, że nie ma dramatu.

6,25 zł netto dostają w Polsce pracownicy w fabrykach, oczywiście ci ze średnimi i niskimi kwalifikacjami, jednakże za taką stawkę kapitalista kupuje w naszym kraju czas i zaangażowanie ludzi a państwo mu na to pozwala. Czyli za 50 zł dziennie, co daje 250 zł za pięciodniowy tydzień pracy. Wszyscy ci z państwa, którzy mają więcej – są szczęśliwcami, ci, którzy mają mniej – lub np. nie mają od tej zabójczej stawki odprowadzanych składek – są jeszcze bardziej okradani.

Zastanówmy się jednak zupełnie filozoficznie, – co można zrobić z dochodem rozporządzalnym na poziomie 6,25 zł – zarobionym w godzinę. No z pewnością można za te pieniądze zjeść śniadanie w postaci kawałka chleba i jakiegoś taniego serka do smarowania, można to popić tanim kefirem lub jogurtem naturalnym, ewentualnie wodą mineralną lub paskudnym napojem udającym sok lub coś, co stało obok soku. W zamian za to ktoś ma mieć siłę pracować cały dzień, a przynajmniej na pewno do obiadu?

Dobrze, przejdźmy teraz do stawki obiadowej – za 6,25 zł netto naprawdę ciężko cokolwiek wartościowego energetycznie kupić, przyjmijmy, więc, że obiad kosztuje dwie stawki godzinowe – za 12,50 zł można już zjeść nawet w Krakowie w tanich restauracjach (dla studentów) lub w barach mlecznych, – które na szczęście w niewielkiej liczbie, ale jednak się ostały. Za tą kwotę można zjeść duży talerz z podwójną porcją tzw. pierogów, z popiciem będzie kłopot, no ale zakładamy, że została nam woda mineralna ze śniadania lub udało się coś podprowadzić pracodawcy (latem).

Pamiętajmy też, że do pracy trzeba móc legalnie dojechać oraz z niej wrócić, przyjmijmy dla uproszczenia, że to kosztuje łącznie równowartość jednej stawki godzinowej, czyli właśnie to 6,25 zł, – jeżeli korzystamy z komunikacji publicznej np. tzw. busików – zabójców.

Jednakże w ten sposób na samo funkcjonowanie związane z pracą i około pracy mamy rozdysponowane cztery stawki godzinowe, – czyli połowę dziennego dochodu. Przymnijmy jednak, że jest to racjonalne i nasze państwo wszystko przewidziało pozwalając na takie traktowanie obywateli przez kapitalistów i zastanówmy się, co można zrobić z pozostałą częścią dochodu tj. dziennie około 25 zł. Czy za tą kwotę można wynająć mieszkanie? No, bo na kredyt mieszkaniowy to raczej nie mamy szans, chociaż – kto wie? Może będzie się dało brać kredyt na dwa pokolenia niewolników do przodu? Uznajmy jednak, że za 500 zł możemy wynająć pokój w prywatnym domu lub mieszkaniu, ze wspólną łazienką i częściami wspólnymi z innymi domownikami.

Zatem nasze życie w wariancie za 6,25 zł wygląda mniej więcej tak – budzimy się w cudzym łóżku i starej pościeli, walczymy o łazienkę i toaletę zajmowaną przez przepitego sąsiada z pokoju obok, potem jedziemy do pracy z bursiarzem, który zdradza syndromy choroby alkoholowej i poza tym napełnienie w busie woła o Policję i „krokodyli”, jednakże w szczególności ci drudzy odwracają głowy, poza tym nigdy ich nie ma na drogach, którymi pędzą busy. Potem wchodzimy do swojej świetnie płatnej pracy, przebieramy się w zostawione w szafce łachy, obowiązkowe buty ze wzmacnianym czubem, czapkę, lub kask, zakładamy śmierdzącą od potu koszulę i idziemy na produkcję, na magazyn, na myjkę – tam gdzie w danym dniu nasz brygadzista – pan i władca naszego życia pozwoli nam świadczyć pracę, która podobno wedle tego, co mówił pewien Papież jest czymś tam dla człowieka. Mniejsza z tym, na szybko zjadamy nasze przebojowe śniadanie za 6,25 – oczywiście nie palimy papierosów, bo nie mamy, za co, potem harujemy do przerwy obiadowej – wstrzymując mocz, no, bo nie da się inaczej – linia idzie, trzeba ją obsługiwać nie ma mocnych. Obiad, jest dobrze – nie ma to jak napełnić żołądek – a potem byle do fajrantu, ciesząc się, że dzisiaj ma się na dzienną zmianę! Potem wracamy do naszego wynajętego pokoju, wcześniej wytracając czas na oglądanie telewizorów plazmowych w lokalnej galerii handlowej. Z oszczędzonych pieniędzy kupujemy dwa lub trzy tanie piwa, żeby się nimi „nawalić” wieczorem dla urozmaicenia.

W ten właśnie sposób żyje znaczna część naszego społeczeństwa, jeżeli mieszka przy rodzinie to może sobie np. opłacać studia itp., Więc nie ma dramatu, jakoś się wiąże koniec z końcem, problemy zaczynają się jak pojawi się choroba, albo np. komuś zachce się zakładać rodzinę i posiadać dziecko.

Fajnie jest żyć w tym kraju za 6,25 zł netto za godzinę? Jeżeli macie państwo swoje przeżycia, doświadczenia, którymi chcielibyście się podzielić z innymi czytelnikami – zapraszamy do przesyłania ich do redakcji.

13 thoughts on “6,25 zł netto za godzinę pracy

  • 24 kwietnia 2013 o 09:04
    Permalink

    Bardzo mocny politycznie i zaangażowany społecznie tekst! Gratuluję!

    Odpowiedz
  • 24 kwietnia 2013 o 10:07
    Permalink

    Przyznam się do czegoś….
    Zarabiam na godzinę tyle ile 6,25 na miesiąc/ nawet więcej/ i co mam z tego?
    pobudka /codziennie/ o 4,30. Prysznic, golenie, śniadanie /płatki owsiane z żurawiną, owocami, kromka ze smarowidłem bezcholesterolowym i dobrą szynką, kawa z mlekiem/. Chwila z internetem by zobaczyć co się stało w świecie i naszym pięknym kraju. O 6,oo subarką-legaską do pracy. Już przed drzwiami kilku ludków czeka bo coś chce. Zawsze to jakieś nieszczęście – dobre informacje mogą poczekać. I tak do 11-12… O 12,oo przerwa – 1h /jakiś fitnes, basen bo muszę odreagować – ciśnieni mi już wali pod 200…/.
    13,oo sprawdzam co na giełdzie, co w bankach, co wymyśliły kontrole US, USK, PIPu, ZUSu / mam kilkanaście różnych firm więc zawsze jakaś kontrola błądzi po firmie.
    2-3h zajmuje oganianie się przed “układem zamkniętym”.
    15,oo obiad. Lubię dobrze zjeść – więc pierogi, ryba, zielsko… 16,oo zaczynam rozmowy z księgowością bo trzeba zobaczyć jak wyglądają przepływy, kto nie zapłacił, komu można nie zapłacić i ten ktoś jeszcze nie zbankrutuje… Mnie nie zapłacili, już dwa miesiące a podatki, zusy trzeba zapłacić. Dobra, wezmą następny kredyt na podatki. Cholera, pracownicy się dopominają o swoje 6,25zł/h – mam dwie możliwości…następny kredyt /może jakiś bank da…/ albo zwolnić pracowników…Zwolnię to kto mi wykona zamówienia…Nie zwolnię to nie zapłacę za surowce…
    Dobra poukładało się na chwilę.
    ZUS przysłał wezwanie bo …cholera wie co ale zawsze coś wymyślą.
    Przyszło do pracy kilku pracowników….za pierona nie chcą etatu – bo KRUS im zabiorą. Jak ich wypłać – bo mogę tylko na czarno.
    19,oo mam czas pomyśleć co jutro będę robił, poczytać dokumenty, umowy.
    21,oo przyszło dwóch klientów bo czekają od 18 a ja nie mam czasu.
    22,oo wracam do domu.

    I tak codziennie.
    Leszek

    Odpowiedz
    • 27 kwietnia 2013 o 09:38
      Permalink

      albo to lubisz i jesteś masochiostą, albo czas najwyższy zwolnić obroty

      10 lat temu byłem w identycznej sytuacji, nie wiedziałem jak wygląda las, park, tyrałem nawet w święta, rodzine widywałem z rzadka a sporadyczne spotkania z nią lubił mi przerwać telefon od księgowej

      Teraz jestem znacznie mniej zamożny ale ciesze sie życiem.

      PS. Nigdy nie płaciłem pracownikom najniższej stawki, a to z prostego powodu: szanowałem siebie.
      Poza tym jak zapłacisz kilka zeta więcej robotnikowi niż inni to nie zbiedniejesz, a w zamian masz namiastkę szacunku i czasem możesz więcej od pracownika wymagać…..

      PS2. skoro musisz naciągać przykrótka kołdrę to znaczy że nie masz rezerw, a nie masz bo nie uważasz że potrzebne.
      Typowy polski biznes…

      pozdrawiam i życze zdrowia

      Odpowiedz
  • 24 kwietnia 2013 o 17:51
    Permalink

    Ja z kolei znam osobę, co zarabia 3,15-3,20 zł na godzinę.
    Czyli nasze życie jest wielobarwne.

    Odpowiedz
  • 24 kwietnia 2013 o 21:55
    Permalink

    Zgadza się, że w ten sposób żyje znaczna część społeczeństwa. Dodam jednak, że społeczeństwo polskie też zaczyna się uczyć a ja doceniam zaradność Polaków i popieram.
    Ponieważ społeczeństwo jest zwyczajnie okradane zatem społeczeństwo doskonale wie, że musi poradzić sobie samo. Pracuje na czarno, tu dorobi, tam dorobi i jakoś wiąże koniec z końcem. Konsekwencją tego jest, że społeczeństwo nie płaci podatków a w budżecie nie tyle, że pusto to jeszcze dziura. Poza tym skoro najbogatsi unikają płacenia podatków w Polsce to nic dziwnego, że ci co zarabiają 6,25 unikają płacenia.Problem dziury budżetowej da się z czasem rozwiązać wprowadzając III i IV próg podatkowy. Przecież tak było wcześniej.

    Odpowiedz
    • 25 kwietnia 2013 o 09:18
      Permalink

      Wprowadzanie jakiejkolwiek “skali” dla najbogatszych to tylko zmniejszenie wpływów do budżetu, czy się to Minfinowi i innym /6,25/ podoba czy nie…
      Wprowadzenie podwyższonych stawek doprowadzi tylko do przeniesienia się podatnika do innego kraju – nawet blisko: wystarczy Słowacja… Żyjemy w Unii i wolno mi mieszkać, prowadzić biznesy i je opodatkować gdzie chcę.
      Takim przykładem jest podwyższenie akcyzy na papierochy….Rostowski podniósł /chytrusek/ a wpływy zmalały o 200mlnów…
      Z każdym podatkiem jest tak samo. Albo jest cenotwórczy, albo łatwy do ominięcia /gdy zbyt wysoki/.
      Zawsze gdy podatek jest większy niż koszt ryzyka jego ominięcia to człowiek będzie go omijał. I nie jest ważne czy to Niemiec, Polak, Szwed czy Amerykanin.
      W Polsce, tak naprawdę to nie podatki są problemem a ich skomplikowanie, niejasność i niejednoznaczność.
      Powoduje to uznaniowość decyzji urzędniczej i wszelkie związane z tym kłopoty /vide: Układ zamknięty/. Nie podatki są problemem a koszty pracy: obciążenia zusowskie, oszukańcze zwolnienia lekarskie, przywileje emerytalne /bezpodstawne – vide urzędnicy wojskowi, policyjni, górniczy/.

      Leszek

      Odpowiedz
      • 25 kwietnia 2013 o 11:27
        Permalink

        To ze magik Rostowski z krainy POz z podatkami przekroczyl punkt krytyczny na krzywej Leffera (czyli taki po ktorym podniesienie podatkow powoduje spadek wplywow podatkowych) jest oczywiste.
        Wylozyl Pan bardzo celnie problemy systemu zamknietego Urzedow Skarbowych, oraz systemowych problemow z przywilejami.
        Tyle, ze w Polsce nie ma sily politycznej ktora by chciala to rozwiazac, a najwiecej placa za taki stan rzeczy najbiedniejsi i dziwie sie ze wciaz siedza cicho.

        Odpowiedz
  • 25 kwietnia 2013 o 12:20
    Permalink

    Pracuje w duzej firmie farmaceutycznej. Doszlo do tego ze z zespołu 20 osobowego na umowe zlecenie pracuje 16 osób – stawka wychodzi cos w granicy 6,70 za godzine. Rok temu obcieli nam 10% – z tytułu kryzysu (chociaz firma ma wikesze przychody – wiem bo pracuje w dziale analiz) – jednym słowem upodlenie i niewolnicza praca w imie pana prezesa i jego zastępców zarabiających miliony. każdy trzyma się roboty bo jedyna alternatywa to praca na lini za podobna stawke – dodam ze z tych 20 osob wszyscy maja wykształcenie wyzsze. To jest wlasnie Polska – kraj absurdów gdzie bez znajomosci nie masz szans na godne zycie! Pozostaje pakowac walizki i robić dzieci na wyspach!

    Odpowiedz
    • 25 kwietnia 2013 o 14:41
      Permalink

      “…To jest wlasnie Polska – kraj absurdów gdzie bez znajomosci nie masz szans na godne zycie! Pozostaje pakowac walizki i robić dzieci na wyspach!…”

      Dobrze!!!
      Masz znajomości/najpewniej/, masz kasę na start /pożyczam/.
      Pożyczam, nie daję.
      Mówię poważnie, właściciel portalu ma moje dane.

      Przedstaw, tu, na tym forum plan Twojego biznesu, ja w ten projekt zainwestuję. Pod warunkiem, że będzie sensowny i jakiś zespół ludzi /arbitrów/, pozytywnie go oceni. By nie było, że się wymiguję i wszystkie projekty uwalam:))

      Podejmij ryzyko…a zarobisz jak prezesi i ich zastępcy, miliony.
      Zaryzykuj swoje pieniądze, czas, znajomości, znajomość branży…pozmagaj się z podatkami, pracownikami /rozumiem, że będziesz jedynym uczciwym pracodawcą i będziesz wypłacał pensje, nadgodziny, i urlopowe, i chorobowe, i opiekę nad dzieckiem, i nagrody jubileuszowe i jeszcze zarobisz miliony….

      Leszek

      Odpowiedz
      • 25 kwietnia 2013 o 21:29
        Permalink

        @Leszek, dziękujemy za deklarację. Potwierdzam fakt posiadania przez redakcję “namiarów” na Pana Leszka.
        Oczywiście rozumiem przesłanie, które towarzyszy tej deklaracji, jednakże jeśli @Mietek zdecyduje się na podjęcie wyzwania a @Leszek podtrzyma swoja ofertę, to “redakcja” pomoże w doborze “komisji”.

        Odpowiedz
  • 27 kwietnia 2013 o 09:11
    Permalink

    mam własnie kilka ofert za 6,25 netto.
    Do wyboru mam odpowiedzialne stanowisko w zawodzie, cieciowanie na parkingu i robotę niewykwalifikowaną na budowie ( kwalifikowana jest za tą samą stawkę ale wymagania i odpowiedzialność wyższe )

    Póki co , z racji wykształcenia technicznego wolę obskakiwać śmietniki, odzyskiwać miedź ( 20 pln/kg ) i opylać znaleźne fanty na potrtalach aukcyjnych.

    Wychodzę na tym zdecydowanie lepiej niż na stawce 6,25

    MF nie ma ze mnie żadnego pozytku bo nie palę, benzyny nie używam, trunki importuję lub produkuję sam, konsumpcję wysokoprzetworzoną załatwiam na rynku wtórnym lub zagranicznym a podstawową u chłopa i na giełdzie spożywczej, bez paragonów fiskalnych.

    Znam coraz więcej podobnych do siebie.
    Pytanie: jak długo przetrwa rzyćpospolita 3/4 w obecnej postaci? bo MY przetrwamy i ją przeżyjemy, kwestia wyłącznie czasu
    ;))

    Odpowiedz
    • 27 kwietnia 2013 o 10:41
      Permalink

      Szanowny Panie W związku z podanymi przez pana informacjami – domniemamy, że ze względu na poczynione oszczędności na państwie polskim – mógłby pan wesprzeć naszą fundację? Do czego serdecznie zachęcamy!

      Odpowiedz
      • 27 kwietnia 2013 o 12:06
        Permalink

        pamiętam o Szanownej Redakcji. Nie śmiem proponować litra siwuchy własnego pędu, kiełbasy z świńskiej rąbanki 5 pln/kg dopiero się robią, ale nie wiem czy Szanowni Państwo gustujecie w przetworach nieposiadających pieczątki gminnego lekweta, poświadczającej brak włośnia i innych sublokatorów. Sól co prawda ze sklepu ale nie znam źródła jej pochodzenia
        Co do gotówki to chwilowo mam ją wyłącznie w czerwonym metalu ( 20 zł za kg ), oraz w ksiązkach ( 200 zł za tonę )

        W maju mam obiecany transport do punktu skupu a potem poszaleję jak kogut po spotkaniu z toporem i pniakiem
        ;))
        Redakcja również nie zostanie pominięta

        Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.