Polityka

Konflikt Izraela i NATO?

 Narastające napięcie na linii Jerozolima – Ankara sięgnęło poziomu ostrej wymiany słów polityków najwyższego szczebla. Premier Turcji zadeklarował, że statki z pomocą dla Strefy Gazy będą eskortowane przez turecką marynarkę wojenną, na co odpowiedzieli Izraelczycy – grożąc skorzystaniem z prawa do obrony i nie godząc się na bezpośrednią komunikację ze Strefą Gazy. Albowiem zdaniem izraelskich polityków oznacza to dostawy broni dla ugrupowań terrorystycznych.

Poprzednia próba dotarcia do Strefy Gazy od strony morza skończyła się dla przełamujących tragicznie, zginęło 9 osób – obywateli Turcji. Z punktu widzenia Izraelczyków nie była to projekcja siły, albowiem mogli po prostu zatopić płynące statki – jednakże, wydarzenie takie po przedstawieniu w mediach było by uznane przez społeczność międzynarodową – za akt napaści na cywili.

Strona turecka, nie bierze pod uwagę rozładowania darów w porcie w Hajfie (Izrael) i przejścia procedur kontrolnych państwa izraelskiego. Izrael taką możliwość zadeklarował, gwarantując bezpłatny transfer cargo przez swoje terytorium.

Faktem jest, że Izrael bezprawnie okupuje (blokuję jak kto woli – po sugestiach forumowiczów) Strefę Gazy, okupacja (blokada) ta polega na odizolowaniu tej przestrzeni od kontaktów z zewnątrz, jedynym sposobem dotarcia są przejścia graniczne – na otwarcie granicy morskiej państwo Izrael nie chce się zgodzić, do nie dawna w ogóle nie można było Palestyńczykom podejść nawet na plaże!

Rozważając hipotetyczną sytuację, w której tureckie statki eskortowane przez turecką marynarkę wojenną i lotnictwo zostaną zaatakowane przez marynarkę wojenną i/lub lotnictwo Izraela – należy mieć pełną świadomość, że będzie to atak na statki, okręty i samoloty państwa NATO, – które ma pełne prawo płynąć do Strefy Gazy, albowiem Izrael okupuje ją nielegalnie w świetle prawa międzynarodowego.

Chcąc nie chcąc, na żądanie Turcji jesteśmy zobowiązani zapewnić jej wsparcie, w tym militarne, albowiem zgodnie z art. 5 w zw. Z art. 6 Traktatu Północnoatlantyckiego jesteśmy to Turkom winni:

Artykuł 5

Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub więcej z nich w Europie lub Ameryce Północnej będzie uznana za napaść przeciwko nim wszystkim i dlatego zgadzają się, że jeżeli taka zbrojna napaść nastąpi, to każda z nich, w ramach wykonywania prawa do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony, uznanego na mocy artykułu 51 Karty Narodów Zjednoczonych, udzieli pomocy Stronie lub Stronom napadniętym, podejmując niezwłocznie, samodzielnie jak i w porozumieniu z innymi Stronami, działania, jakie uzna za konieczne, łącznie z użyciem siły zbrojnej, w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego.


O każdej takiej zbrojnej napaści i o wszystkich podjętych w jej wyniku środkach zostanie bezzwłocznie powiadomiona Rada Bezpieczeństwa. Środki takie zostaną zaniechane, gdy tylko Rada Bezpieczeństwa podejmie działania konieczne do przywrócenia i utrzymania międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa.


Artykuł 6

Zobowiązań należy dotrzymywać, zwłaszcza wobec państwa tureckiego, albowiem ewentualna wojna NATO z Izraelem jest wydarzeniem tak nieprawdopodobnym, że spowodowałaby przewartościowanie w polityce światowej. Jest bardzo ciekawe, czy europejscy i amerykańscy sojusznicy przyjdą z pomocą państwu tureckiemu?

Z pewnością Izrael nie bierze takiego wariantu na serio, a szkoda – albowiem pokazanie na przykładzie ukarania państwa żydowskiego – potęgi NATO, jego jedności politycznej i konsekwencji wojskowej – stanowiłoby silny czynnik podkreślający jego potęgę po nazwijmy to „wycofywaniu się” z Afganistanu.

Jednakże nie cieszmy się, albowiem Izrael nie jest łatwym przeciwnikiem, atak na ten kraj oznaczałby dla nas poważny problem. Przede wszystkim Izrael ma doskonałą armię, która jest wstanie zdobyć przewagę nawet nad siłami NATO, a w konflikcie pełnoskalowym może bez wahania użyć broni atomowej – zwłaszcza z przeważającym przeciwnikiem.

Konsekwencje polityczne ewentualnego konfliktu mogą być dramatyczne, albowiem Turcja nie uzyskawszy pomocy – może wystąpić z NATO, obrażona na państwa zachodu, traktujące ją instrumentalnie. Będzie to klęska polityki amerykańskiej w basenie Morza Śródziemnego, klęska Europy, i początek wielkich przemian. Jeżeli NATO nie zdecyduje się na wsparcie i demonstracyjne wzięcie strony Turcji to, dlaczego miałoby się później angażować na Bałkanach w przypadku np. konfliktu Turcji z Grecją lub Bułgarią? Gdzie jest granica zaangażowania sytego zachodu, który już dawno zapomniał, po co są armię i nie umie walczyć? Idźmy dalej, co znaczą gwarancje traktatowe NATO dla Polski? Obawiam się, że nie wiele.

Nie ma, co ukrywać, ale na tym wydarzeniu, najlepiej wyjdzie Rosja, która może wesprzeć tradycyjnie – obie strony konfliktu. A to będzie formalne potwierdzenie fasadowości lub tekturowości NATO.

Nie możemy sobie pozwolić na wojnę, zwyczajowo nie stać nas na nią. Nie możemy sobie pozwolić na pojawienie się u naszych granic nowego zagrożenia, – jakim niewątpliwie byłaby silna i skonfliktowana z Grecją Turcja. Jesteśmy, jako NATO, Unia Europejska i generalnie Zachód w klinczu, albowiem nie ma tu dobrego wyboru. Atak na Izrael lub choćby jego blokada jest z powodów politycznych trudna! Milczenie udowadnia fasadowość i słabość Zachodu, a upomnienie Turków skaże nas na pożeglowanie tego kraju w stronę islamizmu.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.