300 radarów

W okresie błędów i wypaczeń, jakże słusznie minionym, państwo polskie zafundowało narodowi, a więc dziatwie i jej rodzicom, 1000 szkół na uzurpowane przez siebie tysiąclecie. Dziś większość z tysiąclatek sypie się i bywa zamykana, jak sądzę z dwóch powodów.

Pierwszy to taki, że wiatr z zachodu przywiał do naszego wschodniego zaścianka najświeższą teorię, jakoby tłok był dobry. Zgodnie z nią więc 16 rozwrzeszczanych człowiekowatych w klasie to zdecydowanie lepiej dla nich i samej nauki niż – dajmy na to – 12. Ponieważ jednak tłok wywołuje agresję, by dziatwie okazja przystrojenia belferskiej głowy kubłem na śmieci nie wydała się zbyt kusząca, należy przypuszczać, że obie strony odgrodzi się wkrótce szklaną taflą. Najrozsądniej kubłoodporną.

Drugi zaś powód to ten, że rodzice, zachłysnąwszy się wolnością spacerowania po handlowych galeriach, jakby mniej chętnie myślą o replikacji DNA, co było do niedawna, zdaje się, podstawowym obowiązkiem człowieka, przynajmniej według pewnych szacownych wydawnictw.

Państwo, jakie mamy obecnie, też postanowiło narodowi zafundować prezent. Także dwoma, jak sądzę, kierowane motywami. Po pierwsze, żeby ograniczyć liczbę ginących na drogach młodych ludzi, których, jak się twierdzi, już i tak katastrofalnie brakuje; po drugie zaś, żeby przelicytować poprzednika. Oto na minione już przecież 20-lecie stawia nam się aż 300 nowych fotoradarów. Spojrzałem niechcący na mapę ilustrującą rozmieszczenie tych urządzeń i paszcza rozdziawiła mi się w zdębieniu… gdyby pieniądze zainwestowane w owych strażników szoferskiej moralności przeznaczyć na budowę dróg, większość z cerberów stałaby się zbędna. Skoro jednak wybitni znawcy drogowego niebezpieczeństwa ustalili, że ciągła zmiana prędkości w zakresie od 40 do 70 km/godz., wymuszona karami nakładanymi już całkiem automatycznie, sprzyja bezpieczeństwu na drodze, czemu nie pójść konsekwentnie dalej i nie rozwiązać problemu raz na zawsze, ustalając obowiązującą średnią?

Proponuję, by natychmiast, pod groźbą powieszenia na najbliższym drzewie, zamontować w samochodach ogranicznik prędkości maksymalnej do 55 km na godzinę. W ogóle i wszędzie. Bo kto zagwarantuje, że taka słusznie chroniona rzadkość, jak zamyślony człowiek, wtargnie na asfalt wyłącznie w terenie zabudowanym?! Pomijając tę drobnostkę, że on do jezdni w ogóle nie dotrze, bo wcześniej rozjedzie go rozpędzony rower, któremu ci sami mędrcy zezwolili na bezszelestne pomykanie po chodnikach.

Ogranicznik taki mógłby być automatycznie dezaktywowany przy wjeździe na autostradę, chronioną przed pieszymi ogrodzeniem pod napięciem, i aktywowany ponownie wraz z uiszczeniem opłaty za przejazd w owych warunkach zbliżonych do rozsądnych. Moją propozycję przedstawiam pod rozwagę wszystkim odpowiedzialnym za bezpieczeństwo ruchu drogowego, jako rozwiązanie nowoczesne, niezawodne i skuteczne. Tyle że pozbawiające ich przyjemności nieprzerwanej manipulacji moją prędkością, jakbym sam nie miał oczu i rozumu… ale takich przecież czasów wszyscy dożyliśmy: nie człowiek miarą jest wszechrzeczy, lecz maszyna mierzyć ma człowieka. I karać. Oczywiście finansowo, bo gdy jeden traci, zarabia ten drugi, co – przynajmniej częściowo – nie tylko tę radarową aberrację wyjaśnia.

Żeby nie było, że tylko żarty mi w głowie, pokuszę się o pewną przepowiednię, wcale nie tak futurystyczną, jak by się zdawało, bo przymiarki już się zaczęły. Sądzę otóż, że w niedalekiej przyszłości ruch drogowy będzie całkowicie zautomatyzowany, o prędkości i kierunku jazdy decydować będą sensory i zdalnie aktywowane siłowniki, a do decyzji kierowcy pozostawi się wyłącznie ustawienie celu na urządzeniu GPS. Czy taka podróż będzie jeszcze miała cokolwiek wspólnego z owym niezapomnianym poczuciem wolności, jakie pamiętam z lat, gdy drogą co godzinę przemykała syrenka bądź mały fiat? A ich kierowcy zatrzymywali się na swój widok, serdecznie obejmowali i wymieniali najnowsze, prawdziwe wiadomości ze stron, które właśnie opuścili? Tę romantykę początków polskiej motoryzacji dawno już mamy, niestety, za sobą. I ona już nie wróci, o ile w ogóle możemy jeszcze liczyć na jakąkolwiek romantykę gdziekolwiek.

Może kiedyś, w drodze ku gwiazdom… Jeśli oczywiście zglobalizowany kapitał uzna, w imieniu ludzkości, że to się opłaci. By przyszły kryzys mógł objąć już nie tylko nasz zagubiony w przestrzeni glob, ale całe dostępne wtedy biznesowi uniwersum. W którym na straży prędkości światła też stanie jakiś fotoradar, bo nie może być tak, żeby jeden człowiek sobie latał szybciej niż kiedyś tam, z sobie tylko wiadomych powodów, ustalił inny człowiek.

11 thoughts on “300 radarów

  • 4 grudnia 2011 o 06:50
    Permalink

    Ten tekst, jak i wiele innych z teho think tanku zasługuje na Pulitzera !!! Gratuluje autorowi!
    ps. a czemu państwo nie podpisujecie się swoimi nazwiskami? Jesteście osobami publicznymi – a to wasza druga twarz?

    Odpowiedz
    • 4 grudnia 2011 o 09:32
      Permalink

      Publiczny nie jestem, a jeśli – to tylko w bardzo rozsądnym zakresie. Jedyna moja satysfakcja z roboty, jaką tu wykonuję, to takie wpisy, jak Pański. Dziękuję.

      Odpowiedz
  • 4 grudnia 2011 o 17:37
    Permalink

    Z tytulu artykulu myslalem ze chodzi tu o radary – te z tarczy antyrakietowej. Ale niestety znalazlem tylko artykul gloryfikujacy “bezpieczenstwo” na polskich drogach. Warto wiec spojrzec na ststystyke:
    1. Polska ma najwyzszy wskaznik wypadkow w Europe (2009) pomijajac Grecje z w grupie wiekowej 18-24.
    2. Drugi po Rumunii wskaznik zabitych w wieku powyzej 64 lata.
    3. W ciagu 10 lat Polska poprawila bezpieczenstwo o 2 % przy sredniej Europejskiej 36%.
    4. Liczba smiertelnych wypadkow wynosi 120 na 1 milion ludnosci przy sredniej 39 dla Holandii, Szwecji, Wielkiej Brytanii i 66 dla Francji.
    Dwie ostatnie decyzje wladz: podniesienie predkosci i nalozenie oplat na najlepsze drogi beda skutkowac pogorszeniem bezpieczenstwa chyba ze publikacje w prasie beda dalej manipulowane. Np, pomijanie migracji wypadkow z platnych autostrad na rownolegle drogi bezplatne i podawanie statystyk tylko dla autostrad. Proponuje wprowadzic 10 zl za km jazdy autostrada a osiagniemy najwyzszy stopien bezpieczenstwa na swiecie bijac nawet Szwecje. Podniesienie limitu predkosci przy obecnym srednim wieku samochodow w Polsce – 14 lat – tez bedzie skutkowac zwiekszona liczba wypadkow a szczegolnie wypadkami smiertelnymi. A same radary? Wszedzie sa i to glownie w celach podatkowych. Zancznie lepszym sposobem bylby pomiar predkosci sredniej na odcinku np na najnowszej trasie rajdowej w Warszawie czyli Konotopa.

    Odpowiedz
    • 4 grudnia 2011 o 19:41
      Permalink

      Nikt rozsądny nie neguje, że na drogach jest coraz niebezpieczniej, którego to bezpieczeństwa oczywiście fotoradary nie zwiększają, rozpraszając uwagę kierowców. Są na to dowody. Ale też nikt rozsądny nie będzie twierdził, że bezpieczniej będzie – nie tylko na drogach – gdy za każde wykroczenie karać nas będą wszechobecne automaty. Sądzę, że w takim świecie nawet Pan, zwolennik fotoradarów, żyć by nie chciał. Załóżmy bowiem, nieco demagogicznie, że oto zabronione jest używanie brzydkich wyrazów, a wychwytują je rozmieszczone na ulicach mikrofony, identyfikują głos zbrodniarza wypowiadającego słowo na “k” – czy słuchają tego dzieci czy nie – i karzą na miejscu, paraliżując delikwenta na 2 do 3, w wypadku recydywy, godzin. Orwell się kłania? No właśnie. Ale coś podobnego robią z nami fotoradary wystawiające mandaty.

      Poza tym proszę łaskawie zauważyć, że fotoradar karze – a co do kary właśnie mam najwięcej wątpliwości – za ewentualność przestępstwa, bo prawdziwym przestępstwem byłby tu skutek nadmiernej prędkości, nie zaś prędkość jako taka. Prędkość ustala się arbitralnie, na oko i często z dużym zapasem, realnie nigdy nie przestrzeganym. Zapewne wielekroć spotkał się Pan na szosie z ograniczeniem do 40, którego “zapomniano” odwołać. Czy ktoś, włącznie z Panem, pokonuje z tą prędkością dystans kilku kilometrów, aż do następnego skrzyżowania? A z taką sytuacją wielokrotnie miałem do czynienia we Włoszech, gdzie na dwupasmowej drodze szybkiego ruchu 40 km/godz obowiązuje nawet przez kilkadziesiąt (sic!) kilometrów, bo w jakieś dni ktoś tam naprawia jakieś dziury. I oczywiście wszyscy Włosi mnie wyprzedzali. A gdyby na końcu odcinka postawić radar? Przestępcą byłby kierowca, choć dostosowując prędkość do realnych warunków, przestępstwa nie popełnił i wypadku nie spowodował. Zresztą ograniczenie zawsze jest arbitralne, a kara teraz zawsze ma być automatyczna.Gdzie zaś prawo do obrony, do wykazania, że ograniczenie w tym miejscu było absurdalne i wręcz zwiększało zagrożenie zamiast mu przeciwdziałać? Nasze zażalenie też rozpatrywać będzie maszyna?

      Nikt z większym niż ja pietyzmem nie podchodzi do ograniczeń prędkości na drogach. Czynię to jednak z dziką rozkoszą, jako człowiek złośliwy i przekorny, czyli CZŁOWIEK po prostu, by wykazać absurd takiego postępowania, przynajmniej w większości wypadków. A za dowód niech służy każdorazowo formująca się za mną kilkukilometrowa karawana złorzeczących mi kierowców, jeśli ukształtowanie drogi i ruch z przeciwka uniemożliwiają im wyprzedzenie mnie.

      Proszę mnie też nie przekonywać statystyką, bo statystyki zakładającej brak fotoradarów nie znamy. Poza tym, jeśli szybkość jest takim zabójcą, po co produkujemy zbyt szybkie samochody, wyposażając je jednocześnie w coraz doskonalsze urządzenia sterujące i hamujące? By dławiły się jadąc 40, 50 i 70 km/godz? Może, po prostu, są zbyt szybkie? A może przepisy nadążają za technologią wyłącznie w zakresie wyłapywania i karania…

      Odpowiedz
      • 5 grudnia 2011 o 11:39
        Permalink

        Pana odp wskazuje ze roznimy sie charakterami. Bo ja widzac 40km/h jade z taka predkoscia i nie zastanawiam sie dlaczego. Nie zastanawiam sie dlaczego jest tam 40 bo sam jestem inzynierem od projektowania drog i skrzyzowan i zakladam ze projektant dolozyl wszelkich staran aby zgodnie ze sztuka inzynierska zaprojektowac. A wyszukiwanie przypadkow glupoty (bo jakis znak pozostawiono po zakonczonej budowie) niczego nie potwierdza. Przytaczanie przykladow ze we Wloszech… prosze sprobowac przekroczyc predkosc dozwolona w wiosce w Austrii lub Niemczech.

        Odpowiedz
  • 4 grudnia 2011 o 18:55
    Permalink

    Dość zgrabny tekścik, nie powiem. Zgodzę się, że instalacja setek czy nawet tysięcy fotoradarów nijak się ma do bezpieczeństwa na drogach, zwłaszcza przy istnieniu takich systemów jak Yanosik, czy choćby zwykłe CB. Wolność kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem, jeżdżę terenówką i nieraz oznacza to również wolność od dróg!
    Przyznając Autorowi rację w kwestii zasadniczej, byłbym skłonny zgodzić się na pewne ograniczenia wolności dla niektórych. I nie chodzi o to, że ktoś jedzie 70, kiedy wolno 50. Problem robi się, gdy ktoś piratuje w tym miejscu 140 km/h, jednocześnie wyprzedzając przed przejściem dla pieszych i przekraczając podwójną ciągłą. To naprawdę grozi śmiercią, np. dzieci idących do szkoły. Ale takiego systemu monitoringu i eliminacji takich “kierowców” nie ma, więc nasze dzielne państwo instaluje fotoradary…

    Odpowiedz
  • 4 grudnia 2011 o 19:52
    Permalink

    PS. Temat rzeka, więc jeszcze dwa przykłady… częstym widokiem na drogach jest znak nakazujący zwolnienie do 70 tam, gdzie rozsądek nakazywałby zdecydowanie przyspieszyć. Np. zbliżając się do skrzyżowania z drogą podporządkowaną zobowiązany jestem zwolnić, mimo że czekający na wjazd kierowca oczekuje ode mnie właśnie przyspieszenia, by sprawnie włączyć się do ruchu, zanim nadjedzie następny z pierwszeństwem i… dostojnie, żeby nie powiedzieć – złośliwie – zwolni do 70… We Włoszech zaś magiczna 40-stka obowiązuje na rampach, którymi dojeżdżamy do drogi szybkiego ruchu. Czyli zamiast przyspieszyć, zgodnie z logiką oraz przeznaczeniem rampy i płynnie włączyć się do ruchu, wleczemy się niemiłosiernie, a potem stoimy i czekamy, aż wszyscy przejadą. Oczywiście, jeśli przestrzegamy ograniczenia, jak ja 😉 Gdyby nie te wszystkie bzdury, żadne radary nie byłyby potrzebne, bo większość kierowców to nie samobójcy, a ludzie myślący i przewidujący. Jeśli zaś tacy, jak zdaje się Pan sądzić, nie są, to lepiej w ogóle ruchu po drogach samochodom zakazać. Jak kto wariat, to prędzej radar staranuje niż zwolni, czego też bywają przykłady.

    Odpowiedz
  • 4 grudnia 2011 o 19:58
    Permalink

    I na koniec chciałbym jasnej, męskiej odpowiedzi, z Pańskiej strony na proste pytanie… czy nie uważa Pan mojej propozycji ograniczenia prędkości zawsze i wszędzie, prócz autostrad, do 55 km/godz za radykalnie poprawiającą bezpieczeństwo na drogach? Proszę o odpowiedź w zgodzie z własnym sumieniem a następnie o zastanowienie się, czy nie do tego właśnie zmierzają mędrcy od bezpieczeństwa ruchu, dla których prawdziwie i w pełni bezpiecznie jest dopiero przy prędkości 0 km/godz. Z czym, oczywiście, trudno się nie zgodzić.

    Odpowiedz
  • 5 grudnia 2011 o 16:33
    Permalink

    ja w sprawie tego wybitnego cytatu:

    “Pomi­ja­jąc tę drob­nostkę, że on do jezdni w ogóle nie dotrze, bo wcze­śniej roz­je­dzie go roz­pę­dzony rower, któ­remu ci sami mędrcy zezwo­lili na bez­sze­lestne pomy­ka­nie po chodnikach.”

    liczba ofiar smiertlenych po potrąceniu przez rowerzystę w latach 2006-2008 – 4 (słownie cztery), liczba c. rannych – 41 (za gddkia)

    liczba ofiar smiertlenych po potrąceniu przez samochód w latach 2006-2008 – 16,263
    liczba c. rannych – 184,444 (za policja.pl)

    autorowi zanim napisze coś równie głupiego na przyszłość radzę wyjście na chwilę ze swojej blaszanej puszki i zaczerpnięcie trochę świeżego powietrza

    Odpowiedz
    • 5 grudnia 2011 o 18:55
      Permalink

      Kolega, jak sądzę, rowerzysta? Szczerze mówiąc, jako urodzony prześmiewca, czego Pan oczywiście nie był łaskaw zauważyć, sądziłem, że ofiar potrąceń przez rowerzystów szalejących po chodnikach, jest zdecydowanie mniej a tylko ja mam fobię… Liczba 4 mnie wręcz zmroziła, a liczbą 41 jestem autentycznie zaszokowany. Musimy przy tym pamiętać, że policji zgłasza się zapewne znikomy procent takich wypadków. Okazuje się, co Pan na swoją zgubę potwierdził, że rowery na chodnikach to jednak nie żarty i słusznie się ich obawiam, szczególnie nadjeżdżających z tyłu, gdybym nieopatrznie zrobił jakiś nieskoordynowany krok w bok.

      Odpowiedz
  • 5 grudnia 2011 o 19:10
    Permalink

    Tak na marginesie wpisu rowerzysty. Kochani, w zasadzie to mi się nie chce, bo to przypomina walkę z wiatrakami. Co stało się z polską inteligencją? Wiem, że większa jej część została wymordowana przez okupantów ze Wschodu i przyjaciół z Zachodu. Ale, do kroćset, jakaś jej część powinna się była już odrodzić. Zdolność interpretacji tekstu poprzez trafne zakwalifikowanie go do określonego gatunku jest wśród Was zatrważająco niski. Nie wszystko czyta się dosłownie, kochane dzieci. Myślę, że następnym razem przy fragmentach humorystycznych i prześmiewczych będę stawiał gwiazdki, a potem rzecz wyjaśniał w przypisach, ale przyznam, że czuję już niejakie zniechęcenie.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.