Kiedy śmierć nakłania do życia

Czasami, jakaś nieznana nam do tej pory siła, popycha do robienia rzeczy, od których normalnie stronimy. W końcu nadchodzi jednak taki moment, kiedy coś bezpowrotnie w nas pęka i wola walki zostaje przerwana. Demon drzemiący w zakamarkach duszy, budzi się i dochodzi do głosu. Powolutku wysysa barwy, uśmiech, radość… Zabija szczęście, a w zamian obdarowuje smutkami i niekończącym się morzem problemów, które stopniowo stają się coraz cięższe, przytłaczające i niemające żadnego dobrego rozwiązania. Jedynie ciągnąc na dno agonii i rozpaczy. Poczucie bezsilności oraz niemocy, śmiało rozgaszcza się w sercu i umyśle, niczym nieproszony gość. Swobodnie, bezczelnie mości się i nie pozwala wypędzić.

Aldona od najmłodszych lat była przyzwyczajana, że wszystko wolno jej powiedzieć, zrobić, zepsuć, oczywiście bez żadnej odpowiedzialności. Dostawała od rodziców, co tylko chciała. W szkole mogła się pochwalić najładniejszymi zabawkami, później najdroższymi rzeczami i gadżetami. Była butna oraz zapatrzona w siebie, bo wiedziała, że mama wyciągnie ją z najgorszych tarapatów, a tato pokryje szkody. I tak idyllicznie płynęło jej życie. Nawet, gdy zachciała być dorosła, znalazła się pod opiekuńczymi skrzydłami partnera i dalej nie musiała martwić się o pieniądze, czy też byt. Lecz pewnego poranka, Aldona postanowiła zmienić cały swój dotychczasowy żywot… Czy tak naprawdę warto było niszczyć dobrze znany ład, porządek, rytm i spokój…?

Obudziła się rano, zupełnie nie pamiętając amoku wieczornej awantury. Czuje tylko pustkę i brak swoistego ciepła u boku. Dom stał się cichy, jakby opuszczony. Nie słychać już radosnego pogwizdywania, ani gwaru, jaki niosą za sobą codzienne obowiązki. Wchodząc do łazienki zobaczyła tylko jedną szczoteczkę do zębów i zrozumiała, że została sama. Zupełnie sama.

Aldona myślała, że bez niego jej życie stanie się łatwiejsze i bardziej rozrywkowe. Myliła się. Po latach spędzonych z jedną osobą, jakoś nie potrafiła na nowo odnaleźć się w otaczającym ją towarzystwie i świecie. Cieszyła się z ciszy, ale ciągłe milczenie, zaczynało ją przytłaczać. Nieograniczona swoboda, zamieniła się w więzienie. A to był dopiero początek kłopotów, z jakimi jeszcze miała się zmierzyć…

Gdy zaczęło brakować funduszy, na pokrycie bieżących wydatków znajomi i przyjaciółeczki rozpłynęli się. Fatamorgana. Pozostawili po sobie, gorzki smak rozczarowania. Ciągły brak środków, zmuszał ją do domowej wegetacji, poza tym nie miała nawet ochoty spotykać się z ludźmi, dla których jej wartość, była przeliczana na grubość portfela. Wieczorami zatapiała się, a czasami tonęła w głębinach rozmyślań. Zamartwiała się i coraz więcej płakała. Nic jej nie cieszyło. Nie potrafiła wyrwać się z objęć marazmu. Była coraz smutniejsza.

… Mijały miesiące …

Pewnego ranka popychana mocą obłędu i brakiem perspektyw, poddała się. Wykończona psychicznie, chciała targnąć się na swoje życie. Kiedy całe miasto jeszcze nie zdążyło się obudzić, ona już szła. Szybkim sprężystym krokiem. Nie wiele myśląc. Maszerując. Zmierzała w stronę rzeki.

Zanurzyła się w wodzie i miała zaczerpnąć swój ostatni oddech, gdy zobaczyła odbicie na szklanej tafli. Nie należało do niej, ani do żadnej osoby, którą by znała. Nie mogła też powiedzieć, czy była to istota ludzka. Przypominała rusałkę, albo innego rodzaju boginię. Piękną, zmysłową, urzekającą… Dziewczyna stała i wpatrywała się w nią z fascynacją, aż w końcu zapytała:

– Kim jesteś piękna Pani?

– Moje imię brzmi Śmierć i przyszłam Ci powiedzieć, że jeszcze nie nadszedł Twój czas. – odpowiedziała.

– Nie tak sobie Ciebie wyobrażałam. – rzekła zdziwiona Aldona.

– Dla każdego, przybieram inną widzialną formę, ale niewielu ma zaszczyt porozmawiać ze mną, a tylko nielicznych, zawracam ze ścieżki do mojego królestwa. – poinformowała ze spokojem Nieznajoma.

– Czym zaskarbiłam sobie Twoją łaskę? – spytała zdumiona kobieta.

– Potrafię widzieć przyszłość, dlatego wiem, że Twoja rola na Ziemi jeszcze się nie wypełniła. Masz przed sobą misję. Nie porzucaj tych, którzy Cię kochają. Drzemie w Tobie dar. Wykorzystaj go.  – kończąc zdanie, jej odbicie zupełnie się rozmyło i zniknęło.

Aldona jeszcze długo stała zanurzona po pas w zimnej wodzie i nie mogła się otrząsnąć, z nauki, jakiej udzieliła jej Śmierć. Dzięki niej zrozumiała, jak wiele rzeczy mogła bezpowrotnie zostawić, jak wiele istnień unieszczęśliwić, pchana jedynie własną wygodą i egoizmem. Tego dnia uchwyciła sens egzystencji. Postanowiła w duchu, że nigdy w niego nie zwątpi. Pomimo piętrzących się trudności, nie podda się. Obrała trudniejszy kierunek…

…Jakim jest życie…

/reprint za zgodą autorki/

2 thoughts on “Kiedy śmierć nakłania do życia

  • 19 czerwca 2014 o 10:17
    Permalink

    Komentarz byłby z mej strony zbyt osobisty i nie do upublicznienia…
    Dzięki!…

    Odpowiedz
  • 19 czerwca 2014 o 17:09
    Permalink

    Po przeczytaniu wiele refleksji zatem zastanawiam się co napisać.Już dawno nauczyłam się, że zbyt osobiste wpisy internet wykorzystuje w sposób brutalny, zatem nie należy.
    Spróbuję bardziej ogólnie. Nie warto być zbyt piękną i bogatą, wówczas mamy wokół siebie zbyt wiele osób mówiących jaka jesteś wspaniała, natomiast jeżeli powinie nam się noga, tak jak pisze autorka przyjaciele/znajomi wyparowują. Rodzice natomiast czynią własnemu dziecku krzywdę nadto chroniąc i odciążając od odpowiedzialności. Jako podsumowanie uczenie się na własnych błędach to najlepsza szkoła życia. Tekstu gratuluję i przypominam sobie zbliżony tekst, właśnie na tym portalu.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.