Kultura

Którym nie zależy II

 Ta? A o co chodzi?

Jest jeszcze inne podejście. Inna postawa. Są jeszcze inni, którym nie zależy. Jedni to ci, którzy decydują, że na tym to a na tym im nie zależy. Przejawili minimum zainteresowania i odrzucili. Wycofali się. Ocenili zagrożenie, jakie niesie im zaangażowanie i dobrowolnie wycofali się do swej skorupki biernego widza. Postanowili nie ryzykować. Nie wychylać się.

Mimo wszystko jednak jakoś dokonali osobistego wyboru, mniej lub bardziej świadomie. Mimo wszystko jednak coś dostrzegają. Coś przeczuwają. Nie są bezwolną odmóżdżoną tłuszczą. Nie do końca jeszcze. Jeszcze nie osiągnęli najgłębszego stadium zniewolenia. To niezaangażowani z wyboru bądź w niezaangażowanie wmanipulowani przez innych. Tak czy siak, uwierzyli, że nie warto się angażować. Że to nie dla nich. Że nie chcą. Że to za dużo. Że im nie zależy, aby im na czymkolwiek zależało. Nie angażują się w zaangażowanie. Uciekają przed zaangażowaniem, które pali ich niczym ogień.

Są jednak i tacy, którzy mają gdzieś wszystko i wszystkich. Którzy w ogóle nie zaprzątają sobie tym głowy. Są całkowicie obojętni. W nieświadomy sposób. Nie wiedzą nawet, co się dzieje. Ba, nie wiedzą w ogóle, że coś się dzieje. Jest im wszystko jedno, ale nie dlatego, że tak wybrali, tak postanowili, nie. Dlatego, że to nie zaprząta w ogóle ich uwagi. Pozostają nieświadomi swego niezaangażowania, swej obojętności. Żadna myśl o zaangażowaniu nie skaziła ich nietkniętych namysłem umysłów. Nie zależy im, bo nie pojawiło się to w kręgu ich zainteresowań. Nie wpadli na to, że można by się tym zainteresować, w to jakoś zaangażować, jakoś to poznać.

Zajmuje ich co innego. I nic więcej do ich ciasnych główek się już nie zdoła wcisnąć. Zostali wyprani z własnej woli i idą za instynktami i podnietami, jakie serwuje im świat. Stali się bezwolną tłuszczą. Nie rozumieją, czym jest zaangażowanie. Nie wiedzą, że można się zaangażować. Nie wiedzą że zaangażowanie istnieje. Wszystko przyjmują bezwolnie pozwalając miotać się wiatrom społecznych nastrojów. Są trzciną na wietrze. Bezwolna, bezmyślną trzodą baranią, którą można powieść, gdzie się chce i jeszcze będą z tego zadowoleni. Zrobią, co im się nakaże. Pomyślą, co im się zasugeruje. I jeszcze będą z tego zadowoleni, bo im wystarczy powiedzieć, że jest ok, jak jest.

Niezdolni są wyobrazić sobie, że może być inaczej. Że mogą samodzielnie myśleć, decydować, być odpowiedzialnymi za samych siebie. Nie mieści im się to w głowach. A może i by się zmieściło, ale nigdy nie próbowali tam sobie tego upchnąć. A jeśli nawet kiedyś taka myśl im przemknęła zbłąkana przez głowę, przerazili się jej i czym prędzej ją przegnali. To było dla nich zbyt duże wyzwanie. Ponad ich siły. Ponad ich zniewoloną, bezsilna, omamioną wolę.

Żyją sobie w swej skorupce ślimaczej. Przyjmują postawę żółwia wycofanego w ochronny pancerz. Ich intelekt pozostaje świeży i nietknięty niczym wiosenna sałata, do której nic jeszcze nie zdołało się dobrać. I już nie zdoła, są bowiem niestrawni. Zatęchło w nich myślenie niczym woda w zapomnianym przez deszcze bajorze. Pozostają zieleni we wszystkim, co nie zdołało dostatecznie przykuć ich uwagi. Ich wyprane umysły sterowane są przez podrzędną rozrywkową papkę serwowaną im przez radio, prasę i nade wszystko telewizję. No i Internet. To medium dokarmia wyśmienicie ich emocje. Tu mogą się wytrolić za wszystkie czasy. Tu odnajdują pozory zaangażowania i wewnętrznej bezkarnej (do)wolności. Tymczasem wyniszczają się jeszcze bardziej z braku krytycyzmu i własnego zdania opartego na wiedzy i doświadczeniu.

Ich horyzont jest płaski niczym naleśnik i nie pozwala im dostrzec właściwie nic. Ich zdanie, ich własne zdanie nie jest tak naprawdę ich. Jest zdaniem narzuconym z zewnątrz. Zdaniem wpojonym przez po tysiąckroć powtarzane pięknie opakowane kłamstwa. Są bezwolni i nawet tego nie zauważają. Są sałatą świata. Zieleniną zanikającego w nich człowieczeństwa.

Ci którym

2014.03.12
Poznań

słowa prawdy twoje
ziemię pod nogami im palą
i czują że
świat ich złudny w gruzy się wali

wilczą dziś okazują jawnie swą naturę
i do gardła ci skaczą z zapałem godnym lepszej sprawy
by ci wyrwać słowa twoje
z ust wraz z serca odwagą

ci co zaprzedali się kłamstwu
blasku znieść nie mogą prawdy
drzazgą jesteś w ich oku
i w serce ich kolesz

a ty
ty mów
słów latawce na wiatr
i ogień im pod stopy

niechaj świat już zapłonie
niechaj mrok światło rozsłoni

a ty
ty mów
prawdy szeptaj słowa
kłamstwo z imienia zwij
świat jakim jest naprawdę
a nie jakim jawi się w ich ślinie

i prowadź
prowadź zbłąkanych
zaginionych do domu powiedź

Bóg prawdzie dopomoże
Bóg dobra siewcę osłoni
Bóg zawistnych serc skruszy mury
miłości jednym tchnieniem

Adam Gabriel Grzelązka

Tak, ale…

Gdzieś pośrodku tkwią wątpiciele wszelakiej maści. Fachowcy od dzielenia włosa na czworo, ośmioro i wszelkiej n-tej potęgi. Dziurę potrafią znaleźć w dziurze. I to dziurę w trójnasób dziurawą. Specjaliści od pustej retoryki. Fachowcy pustosłowia. Zagubieni w odmętach własnej samotności. Mistrzowie masek zmienianych zależnie od kierunku wiatru i społecznych nastrojów.

Ich serca przypominają glebę kamienistą, nieurodzajną, skalną. Glebę, w której niepodobna się zakorzenić żadnej idei. Owszem, wysłuchają cię, dadzą ci szansę na apel o zaangażowanie. A następnie zamęczą tysięcznymi pozornymi sprzecznościami, pytaniami i nierozwiązywalnymi problemami, które skutecznie sparaliżują wszelkie zaangażowanie. Wielbiciele rozważań przedkładający dywagacje nad jakiekolwiek działania. Niezdolni do podjęcia jakiejkolwiek decyzji w obliczu piramid niebotycznych argumentów za i przeciw.

Nie interesuje ich działanie. Nie interesuje ich zaangażowanie się. Ich interesuje wyszukiwanie wszelakich przeszkód uniemożliwiających rozpoczęcie czegokolwiek, a w szczególności działania. Z drobiazgowością zagrzebują się w swych bezowocnych poszukiwaniach prawd pozornych.

Zadowala ich stanie w miejscu. Nie posuwają się naprzód. Nie potrzebują tego. Nie pociąga ich to. Nie podejmują decyzji. Oni zastanawiają się nad decyzją. Oni rozważają wszelkie możliwe i niemożliwe decyzje. Oni komentują decyzje innych. Są obserwatorami cudzego działania z pozycji własnego niedziałania. Ich zadowala gdybanie dla gdybania. Profesorowie gdybologi.

Pozostają komentatorami otaczającej rzeczywistości. Świat ich wymija i omija szerokim łukiem, lecz oni się tym nie zrażają. Ich głos jest mocny i wytrwały. Skrytykują wszystko na wszelki możliwy sposób. Zobrzydzą zarówno działanie, jak i niedziałanie. Wytkną ci błędy jeszcze niepopełnione. Znajdą w tobie wady, jakich nigdy nie miałeś i mieć nie będziesz. Ale oni je znajdą tylko dlatego, że tobie zależy i ty się angażujesz, a to ich mierzi. Wyspecjalizowali się w błedologii. O błędach wiedzą wszystko. Zaś o twoich w szczególności. Twoich popełnionych błędach są chodzącą encyklopedią. A nawet niemożliwych do popełnienia. A jeśli nie znajdą żadnych, wytkną ci ów brak błędów. Ową bezbłędność.

Pozostaną na zewnątrz. Będą cię obserwować. Będą obserwować i krytykować Twoje zaangażowanie. I z lubością poddadzą cię analitycznemu rozbiorowi tylko po to by zrównać cię z ziemią, by ukazać bezsensowność twego zaangażowania.

Poznań, 2014.02.12
Autor: Adam Gabriel Grzelązka

3 komentarze

  1. Bardzo ładny wiersz

  2. Ciekawa zachęta dla “żółwi” żeby opuścili swoje skorupy i byli otwarci na innych. Pozdrawiam Autora serdecznie i wiosennie!

  3. Lubię takie artykuły, gdyż wówczas sama ustalam granicę z którym tekstem się zgadzam lub mam odmienne zdanie.

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.