Polityka

Istambuł, Taksim – gdzie są prawdziwe informacje?

Tło: Tayyıp i alkohol po 22-giej

By zrozumieć frustrację ludzi trzeba cofnąć się o kilka lat. My cofniemy się do maja tego roku. Mianowicie, jak w Polsce tak i tu, pierwszego dnia miesiąca jest coroczne święto pracy. Odbywają się marsze, wiece i protesty. Czasami służą one do promocji partii politycznych, innym razem do upamiętnienia ofiar walczących o niepodległość przeciwko USA.

W ostatnich latach demonstracje pierwszo majowe stają się powodem do starć z policją, gdyż w tych pierwszych dniach maja policja nadużywa siły, a mianowicie używa gazu i siły fizycznej przeciwko zebranemu społeczeństwu, nawet gdy ono tylko przechodzi wykrzykując rewolucyjne hasła. W 2012 jak i w tym, brutalność policji była tak duża,  że protesty nie trwały jeden dzień, jak we wcześniejszych latach, tylko rozciągnęły się na kilka. Ponadto, Tayyıp, który od jakiegoś czasu wykazuje coraz to bardziej autorytarne zapędy, zaczął kontrolować spożywanie i sprzedaż alkoholu.

Wybrany po raz trzeci, premier Turcji (w ostatnich wyborach uzyskał 50% – choć podobno istnieją niezbite dowody, że wybory były w jakiejś mierze fałszowane bo znajdywano w koszach na śmieci tysiące głosów) – od kilku lat podwyższa akcyzę na alkohol – piwo w sklepie kosztuje 4.50 (ok 8 zł) a cena za butelkę 0,7l. sięga 130 zł. Mimo wszystko, nie powstrzymywało to wesołego narodu od korzystania z trunków, zatem premier wprowadził bez ŻADNYCH konsultacji społecznych zakaz sprzedaży alkoholu w całym kraju po godzinie 22. Kolejną kroplą rozpaczy w następującej islamizacji kraju jest piętnowanie całowania w miejscach publicznych, w wyniku czego jedna para została pobita przez radykalnych Muzułmanów.

Park Taksim: jak zwierzęta w klatce

Walka o Park, zaczęła się bardzo niepozornie. Kilku przechodniów zauważyło jak w JEDYNYM parku w centrum kulturowo-społecznym wycinane są drzewa. Dzięki portalom społecznościowym wiadomość szybko się rozeszła i w ten sam dzień (poniedziałek 27 maja) zebrało się tam kilkanaście osób. W środę policja postanowiła pozbyć się ludzi wiec przyszła z gazem – rozpędziła tłum i spaliła namioty z całą zawartością.

Następnego dnia (28 maja) do parku przyszło kilka tysięcy ludzi. Zaniepokojenie ludzi było ogromne, ale pozytywna motywacja nie pozwalała na stres czy negatywne myślenie. W nocy z  czwartku na piątek zostało zaatakowanych kilkaset osób. Miałem okazję uczestniczyć w tym bestialskim ataku na młodzież, która cały dzień i noc śpiewała, tańczyła i skandowała. Dwa pancerne auta z armatkami wodnymi oraz około 100 policjantów uzbrojonych w broń i pociski gazowe wielkości pięści (w poprzednich dniach używany był gaz pieprzowy w spryskiwaczu ręcznym – gaz ten zawiera stężenie do 11% i ma zdecydowanie krótszy zasięg). Protestanci ani myśleli o ucieczce i „uzbrojeni” w reklamówki wypełnione ayranem (turecka maślanka) i jogurtem starali się stawić czoła policji. Jednak bezskutecznie gdyż policja wystrzeliwała pociski z odległości 100 metrów, a jeden z nich był w stanie rozpędzić tłum. Ludzie zaczęli ewakuować się w stronę przeciwną do policji, ale wyjścia z parku były zastawione czekającymi z bronią stróżami prawa. Cały park był również ogrodzony wysokim, metalowym płotem używanym w trakcie prac budowlanych. Ludzie poczuli się jak zwierzęta w klatce.

Z przyjaciółmi ruszyliśmy za grupą 15-20 osób, w ucieczkę przed żrącym gazem. W ślepej uliczce jedynym wyjściem było wdrapanie się na mur i tam szukanie drogi ewakuacyjnej. Marnej jakości betonowa ścianka zaczęła się sypać, a wielkie kamienie spadły na ludzi. Cztery osoby ucierpiały, w tym jedna ciężko. Trzy dziewczyny doznały urazów kończyn dolnych, a mężczyzna złamał nogę i nos. Ujrzałem wówczas mężczyznę w wieku około 50 lat na wózku inwalidzkim, który znalazł dziurę w płocie, przez która można było uciec z parku na pobliskie ulice. Po kilku minutach naszym oczom ukazał się szereg celujących w naszą grupę policjantów. Mimo krzyków aby nie strzelano, gdyż musimy wezwać karetkę, uzbrojeni w zbroję jak roboty, wystrzelili około 5 pocisków gazowych. Dwójka moich przyjaciół zdążyła uciec zanim gaz rozprzestrzenił się na dobre. Z koleżanką ruszyliśmy przez ową dziurę w płocie. Gaz był tak gęsty (zawartość środków żrących w tureckim gazie jest bardzo wysoka) , że gdy wyciągnąłem rękę przed siebie, nie mogłem ujrzeć palców. Idąc za głosem przyjaciół udało nam się dojść do strefy gdzie dało się oddychać.

Po złapaniu oddechu i opatrzeniu ran, ruszyliśmy ponownie na pobliski plac Taksim. Zbierali się tam również pozostali uczestnicy, którzy doświadczyli przemocy mundurowych. Ani jeden z ambulansów nie mógł wjechać na plac parku, gdyż drogi były zablokowane przez „Tomy” (opancerzona samochody z armatkami wodnymi). Lekarze w karetkach również nosili prowizoryczne maski, które niewiele dawały, w zasadzie nic. Kilka minut później policja wyszła z parku i wkroczyła na plac gdzie dochodziliśmy do siebie.

Ucieczka z Taksim: ofiary – już męczennicy

Były dwie możliwości ucieczki, na Istiklal – główną ulicę Istambułu, gdzie znajduje się większość klubów, galerii, gdzie odbywa się nocne i kulturowe życie, lub na ulicę prowadzącą do szpitala, która mieści się poza dzielnicą placu Taksim.

Mimo amoku udało nam się wybrać bezpieczniejszą drogę – za szpitalem. Policja ruszyła na główny deptak Istambułu, tym razem uzbrojona w gumowe pociski w broni gładkolufowej.

Nie trzeba były długo czekać na pierwszych poszkodowanych i rannych. Jedna osoba prawdopodobnie nieprzytomna lub zabita od trafienia w głowę puszką z gazem, inna straciła oko od gumowego pocisku (widziałem na własne oczy, że policja nie celowała w nogi, tylko w taki sposób aby wyrządzić możliwie jak największą krzywdę). Kilka osób popadło w traumę w wyniku szoku jakim niewątpliwie jest wybuch granatu z gazem. A kolejne kilkaset osób zostało rannych.

W oświadczeniu władz pilnujących porządku użyto następujących kłamstw: „poprosiliśmy ich o opuszczenie parku, by uniknąć interwencji”; „nie używaliśmy gazu, a jedynie odrobiny wody w celu ich rozpędzenia”. Na prawdę, aż żal będąc uczestnikiem komentować stek tych kłamstw. Przykładowo [Tutaj – za Euronews]  znajduje się link do wideo, pokazującego zwalającą się ścianę, o której pisałem wyżej.

Poranek dnia następnego – armatki wodne z drażniącą substancją

O godzinie 6:30 popłynęliśmy pierwszy statkiem na drugą stronę Istambułu, nie wiedząc co przyniesie ten dzień. Tego ranka tureccy znajomi zalewali nas informacjami co pomaga na gaz, jak najlepiej się położyć aby odnieść jak najmniej szkodliwe uderzenia od kopania i bicia przez „stróżów prawa” KAŻDY posiadacz pełnej, profesjonalnej maski gazowej będzie wzięty do więzienia i sądzony jako terrorysta – oznajmiła policja i media. Kanały telewizyjne, mimo ogromu materiałów, milczały przez cały dzień.

Po przypłynięciu i wyjściu ze statku na drugą stronę dało się momentalnie odczuć unoszący się w powietrzu „piękny” zapach, strasznie uzależniającego, gazu. Gdy doszliśmy do umówionego punktu spotkania, nie mogłem uwierzyć w to, co widzę. Setki, tysiące osób zebrały się na ulicach dochodzących do placu Taksim.

Wszyscy krzyczeli różne rymowanki i ani jedna nie była wulgarna. Te pokojowe poruszenie było świetnie osłaniane przez o wiele bardziej zgranych ludzi, z odpowiednim sprzętem (maski, rękawice), którzy odrzucali granaty gazowe w stronę policji. Tego dnia jedna uczestniczka prawdopodobnie została przejechana przez TOME. prawdopodobnie Setki zostały ranne, kilka krytycznie. Informacje w mediach nie poruszały tematu sytuacji w tureckiej metropolii. Policja zaczęła zrzucać z helikopterów gaz w wielotysięczny tłum (ciężko jest ocenić liczbę cywilów, ale ulice były zapchane ludźmi chcącymi zdobyć plac okupowany przez policję i TOMY. Woda w armatkach była urozmaicona o pierwiastek chemiczny, który powodował uczucie parzenia skóry, a siła strumienia wystrzeliwanego odrzucała ludzi na kilka metrów (przez co kilka osób odniosło ciężkie urazy od uderzenia głową w bruk). Przykład takiego starcia widać [tutaj].

Poinformowano mnie, że na jednej z pobliskich ulic zebrali się zwolennicy partii AKP z nożami i pałkami i atakowali przechodzących uczestników demonstracji. Gdy mundurowi ruszyli na deptak Istiklal, byliśmy zmuszeni ukryć się i przeczekać kilka godzin w jednym z klubów.

Około godziny 4-tej (rano dnia następnego – proszę pamiętać policja atakuje najsilniej w nocy) postanowiłem zobaczyć jak wygląda sytuacja na placu Taksim. Idąc w tym kierunki bocznymi ulicami, dowiedziałem się, że plac jest wolny. Ciekawość zaprowadziła mnie tam i rzeczywiście nie widziałem nikogo z wyjątkiem protestujących. Poszedłem na przód zobaczyć straty i zniszczenia i widziałem drogę, całą pokrytą pociskami gazowymi. Rozmawiałem z koleżanką i chwilę później sam oberwałem (w ramię) z wystrzelonego, metalowego granatu. Nie celowano w powietrze by pocisk nikogo nie skrzywdził, wręcz przeciwnie, puszki leciały na wysokości głów.

Wsparcie z Azji…

Tego samego dnia ludzie z azjatyckiej strony zebrali się i ruszyli w wielokilometrową podróż, by wesprzeć protestujących rodaków i przyjaciół na Taksim. Przeszli przez most, na którym jest całkowity zakaz pieszego poruszania się. Około 40-sto tysięczny tłum niestety nie doszedł do placu, gdyż natknął się na wielki opór sił specjalnych.

Później udaliśmy się do domu, gdzie śledziliśmy w Internecie oraz z kamer na żywo, wydarzenia z centrum.

Następnego dnia po interwencji prezydenta państwa, policja oddała plac demonstrantom, na którym zebrał się jeszcze większy tłum. Tym razem bez walk. Tego dnia odbywały się przemówienia polityków, którzy próbowali zyskać jak najwięcej się da z zaistniałej sytuacji. Zaczęto budować barykady blokujące dostęp do Gezi Parku i placu Taksim.

Od moich tureckich znajomych doszły mnie słuchy, że na dzielnicy Besiktas odbywały się walki, a mundurowi zaczęli używać przeterminowanych gazów (które podobno powodują o wiele większe szkody) – jak i gazów innego typu o wiele silniejszej mocy. W przemówieniu premiera padły następujące słowa: „jeśli ludzie zgromadzą 1000 protestantów, ja przyprowadzę 100000, jeśli oni zbiorą się w grupie 100000, ja sprowadzę milion!” albo „Nie ustąpię od budowy centrum handlowego i meczetu choćby koszty były najwyższe.” Ignorancja premiera jest tak wielka, że nie obchodzą go statystyki ofiar i przede wszystkim sytuacja protestujących ludzi. A całą sprawę albo bagatelizuje lub komentuje – mają to czego chcieli. Absurd.

Tego dnia protesty rozlały się na cały kraj. W stolicy Turcji, Ankarze, podobno zaczęto używać ostrej amunicji (znajomi Turcy dowiedzieli się tego od rodzin i przyjaciół) – sytuacja w tym mieście i Izmirze jak i pozostałych miastach gdzie zaczęły się demonstracje jest zepchnięta na margines w mediach, a policja nieustannie używa tam o wiele większej przemocy niż w Istambule.

Tego dnia Tayyıp wyleciał z kraju na kilka dni.

Gdzie są prawdziwe wiadomości?

Następnego ranka tłum ludzi zebrał się przed stacjami telewizyjnymi i zaczęli krzyczeć „gdzie są prawdziwe wiadomości?”, co przyczyniło się do jeszcze większego oczernienia w mediach pokojowych protestantów. Nazywani byli alkoholikami, wandalami i „chapullgu” bardzo obraźliwe określenie, które mógłbym przetłumaczyć jako „pasożyt społeczny”.

Chapullerzy mimo kontroli jednej z najbardziej bogatych dzielnic NIC nie ukradli, co jest totalnym przeciwieństwem zamieszek w Londynie. Na prawdę byłem w wielkim szoku, na ulicach zajmowanych przez społeczeństwo nie było ani jednego policjanta (nie licząc tych cywilnie ubranych), a sklepy z drogą odzieżą, elektroniką itp. zostały nietknięte.

Kibice Klubów piłkarskich, które nie darzą się sympatią, wymieniali się szalikami i razem szli, ramię w ramię w pochodach. Wszystkie partie polityczne (poza AKP) i stowarzyszenia od anarchistów do nacjonalistów, tak samo. Szacunkiem także obdarzono mniejszości seksualne.

Rząd mierzy się pierwszy raz z masowym ruchem młodej inteligencji, gdyż zdecydowaną większość stanowią studenci oraz absolwenci uniwersytetów. Na protestach jednak można było dostrzec uczestników w dosłownie każdym wieku.

W niedzielę ludzie zaczęli się ponownie gromadzić na placu i w parku. Wszystko odbywało się bardzo spokojnie, aż do wieczora gdy policja znowu zaatakowała protestantów na pobliskiej dzielnicy Besiktas. Tym razem politycznie zaangażowani kibicie klubu Besiktas (z trybuny nazywanej CARŞI), znani z nieprzewidywalności oraz poparcia dla ruchów anarchistycznych, postanowili uprowadzić koparkę, nie mogąc znieść bezprawności policji, która wystrzeliwała setki pocisków w Bogu ducha winnych protestantów. Obserwowałem przekomiczny widok zawracających TOM’ów i uciekających policjantów.

Tego dnia ucierpiała duma policjantów i zjawiły się posiłki, w liczbie setek. W nocy w obawie o życie i zdrowie wszyscy którzy mogli rozeszli się do domów, inni za wszelką cenę starali się ukryć.

W poniedziałek na barykadach stawiano opór, a właściwie tylko odrzucano granaty z gazem. Policja wówczas użyła nowej techniki oraz gazu. Mianowicie, zaczęto ponownie używać gazu o niesamowitej sile. Nie było widać ani jednej chmury dymu, a mimo to było bardzo ciężko oddychać, pieczenie w oczach było ogromne, a niektórzy uczestnicy wymiotowali. Policjanci w cywilu zaczęli polować na ludzi w nieco oddalonych uliczkach, gdzie łapano i wsadzano do aresztu różnych uczestników. Wielu prowokatorów przebranych w cywilne ubrania podpalało samochody, barykady i robiło zamieszanie by zasiać panikę i strach, a także dostarczyć telewizji niezbędnych materiałów dla manipulacji nieznających prawdy ludzi.

By nie było najmniejszej wątpliwości – ludzie wzięci do aresztu nie mają co liczyć na ulgowe traktowanie. Słyszałem od Turków, że są też przypadki, że policja wchodzi do domów i tam bije, by później wziąć do aresztu cywilów, którzy brali udział w protestach. W sieci krążą także filmy jak mundurowi wybijają szyby i strzelają granatami z gazem do mieszkań [tutaj].

We wtorek protestanci również postanowili zmienić taktykę (odbywało się wówczas święto muzułmańskie), nie można było spożywać alkoholu na terenie parku, a jeśli ktoś chciał się napić proszony był o zrobienie tego poza tym obszarem lub by się ukrywał. Na barykadach była absolutna cisza, stali na nich chyba tylko prowokatorzy. W parku zaczęło przybywać namiotów oraz ludzi.

Opór trwa: dzień w parku Taksim czyli jeśli nie masz namiotu prześpij się w moim

Atmosfera jest niesamowita, ludzie grają na gitarach, bębnach, trąbkach. Grają w różne gry, śmieją się i rozmawiają o ostatnich doświadczeniach. Jest biblioteka, punkt medyczny, a pobliskie hotele udostępniają toalety. Z różnych dotacji i składek jest kupowana woda, koce oraz jedzenie, które jest rozdawane dla ludzi okupujących park. Jest jeden murek obłożony lekarstwami, środkami pomagającymi w kontakcie z gazem oraz strawa. Nie ma co się krępować, wystarczy podejść do jednego z kilku punktów by uzyskać oczekiwana pomoc i spotkać się z wielką życzliwością. Wszystko opiera się na szacunku do drugiej osoby jak i na pomocy.

Po zamieszkach był spory bałagan w parku jak i dookoła całego placu. Nie było trzeba długo czekać na reakcję społeczeństwa, które wysprzątało śmieci, wszystkie papierki, a nawet filtry od papierosów. Niesamowite poświęcenie jak i zaangażowanie stwarza wspaniały widok społeczności, która świetnie współpracuje bez użycia agresji czy przemocy.

Jeśli nie masz namiotu prześpij się w moim – tego typu filozofia panuje w parku „pełnym alkoholików i pasożytów.”

Wszystko odbywało się w przepięknej atmosferze, mimo sporadycznie zasiewanych panik przez prowokatorów do momentu przybycia premiera Erdogana.

Tayyip przyleciał i od razu wystąpił w przemówieniu na lotnisku gdzie byli zwolennicy AKP (poinformowani drogą sms, a w sumie z rozkazem o stawieniu się na placu przy lotnisku – Turcy wiedzą wszystko, takie smsy dostawały też osoby w parku od swoich krewnych popierających AKP).

Pozwól nam pójść, a zniszczymy Taksim

Na co warto zwrócić uwagę w tym wystąpieniu, to ludzie, którzy krzyczą: „Pozwól nam pójść, a zniszczymy Taksim”. Premier nawet nie uciszył tłumu, nie protestował. Tej nocy policja zaatakowała z innej strony gdzie barykady były najsłabsze, dając do zrozumienia, że pokojowego wyjścia raczej nie ma. Nocą trzeba być nadzwyczaj ostrożnym, bo zwolennicy partii rządzącej nie będą oszczędzać nikogo. Annonymus również dołączyli do sporu i jak za czasów ACTA zablokowali strony rządowe.

2bloki, Istambuł plac Taksim “Istambuł, Taksim – gdzie są prawdziwe informacje?” – bezpośredni link http://wp.me/s1RMxj-11773

Część II relacji naocznego świadka: Żądania protestujących z Taksim

Część III relacji naocznego świadka: Zamknij się Tayyip! Turcja powstała z kolan!

Część IV relacji naocznego świadka: Fotorelacja z placu Taksim i parku Gezi w Istambule “No Tayyip No Cry”

Część V relacji naocznego świadka: Pacyfikacja placu Taksim przez turecką policję

6 komentarzy

  1. Dziękujemy za relacje, mamy nadzieję, że najbliższe dni doprowadzą do pokojowego zakończenia konfliktu i park pozostanie parkiem…

  2. Wierny_czytelnik

    Istambuł – Warszawa wspólna sprawa !

  3. Jesli nie jest wam obojetne to co dzieje sie w Turcji a szczegolnie to jak media tureckie przedstawiaja sytuacje jaka tu panuje prosze podpiszcie ta petycje:

    http://www.change.org/petitions/cnn-international-must-pull-its-name-franchise-from-cnn-turk-teamcnn?utm_campaign=signature_receipt&utm_medium=email&utm_source=share_petition

  4. Prawdopodobnie te demonstracje nie są nagłaśniane na zachodzie bo stoi za nimi wywiad syryjski i irański wspierany przez rosyjski on je nakręca. w ten sposób blokują turecka inwazje na syrię.

  5. Sprawa ma sıe tez tak ,ze podczas pıatkowych walk 31.5 W szczycıe telewızyjnym CNN turk czy NTV zamıast relacjonowac co sıe dzıeje (Cnn türk) np pokazywalo dokument o pıngwınach. Teraz to zwıerze stalo sıe jednym z symboli rewolucjı

  6. Jeffrey Baykal-Rollins

    I did not do the translation of the Tayyip Erdogan speech. I simply shared it from someone else. Please correct this in your article. Thank you, Jeffrey Baykal-Rollins

Dodaj komentarz:

Twój adres email nie zostanie opublikowany.